Publicystyka filmowa
PRAWDA CZASU, PRAWDA EKRANU. Filmy na faktach
„PRAWDA CZASU, PRAWDA EKRANU to filmowy przewodnik po prawdziwych historiach, które kształtują nasze spojrzenie na świat. Odkryj fascynujące opowieści!”
Ponoć najlepsze scenariusze pisze życie. Często sięgają więc po nie filmowcy. Obecnie niemal co drugi film posiada już we wstępie dopisek „based on/inspired by a true story”, co jednak niekoniecznie przekłada się na historyczną prawdę (zresztą czasem, jak w Fargo, jest to jedynie wabik na widza). Jak zatem ocenić poszczególne dzieła wyrosłe z rzeczywistych wydarzeń? Jak wybrać te najlepsze? Na podstawie zgodności z faktami, wydźwięku całej opowieści czy też ogólnej jakości samego filmu? Poniżej kilka wybranych przykładów, które znakomicie łączą wszystkie te cechy, składając się w taki czy inny sposób na dobre kino. Oczywiście nie wyczerpują one tematu, zatem komentarze można wypełnić własnymi danymi.
Big Short
Będę szczery – nie mam bladego pojęcia, jak dokładnie film Adama McKaya oddaje to, co stało się w 2005 roku na amerykańskim rynku bankowym, dwa lata później kończąc się finansowym kryzysem, który pogrzebał połowę spółek na Wall Street. Ale już choćby fakt, że twórcy przeprowadzają mnie przez współczesną, poniekąd dalej przemilczaną historię kawałek po kawałku, zgrabnie dawkując poszczególne informacje, zasługuje na wyróżnienie. Choć liczba danych oraz ich waga potrafi przytłoczyć, forma opowieści jest wystarczająco atrakcyjna i wciągająca, żeby z seansu czerpać autentyczną przyjemność.
Duża w tym zresztą zasługa solidnej stawki aktorskiej i naprawdę dobrego scenariusza, który trafnie otrzymał Oscara. Całość w dodatku zmusza do przemyśleń, nawet jeśli problem zza wielkiej wody wydaje się w nadwiślańskim kraju tak odległy. Być może same wnioski wypływające z fabuły nie są niczym nowym, ale nie zmienia to faktu, że Big Short jest nie tylko jednym z najlepszych filmów „gadanych”, ale bodaj najlepszym w finansowym temacie.
Eksperyment
Nie do końca na faktach, gdyż Oliver Hirschbiegel oparł swój film przede wszystkim o książkę Mario Giordano pod tytułem Black Box, która wzięła na tapet słynny stanfordzki eksperyment więzienny z 1971 roku. Ten nie skończył się co prawda równie krwawo jak w filmie z początku XXI wieku, gdyż został przerwany na prośbę osób trzecich.
Mimo to bardzo dużo zaprezentowanych w fabule wydarzeń potoczyło się w ten sam bądź bardzo podobny sposób, co daje do myślenia, co by było, gdyby w rzeczywistości również zdecydowano się go kontynuować lub utracono by nad nim kontrolę. Pod tym względem dzieło Hirschbiegela, nawet jeśli odrobinę przejaskrawione/przedramatyzowane, nie pozostawia żadnych złudzeń. Zresztą dosłownie parę lat po premierze w jednym z amerykańskich więzień dla terrorystów doszło do jeszcze gorszych wydarzeń…
Lot 93
Dokument sfabularyzowany – tak w skrócie można nazwać film Paula Greengrassa z 2006 roku. Reżyser z pomocą profesjonalnej ekipy i aktorów wiernie odtworzył ostatnie chwile życia pasażerów tytułowego lotu – org. United 93 – który feralnego 11 września 2001 roku miał być jednym z samolotów, w imię Allaha zadających krwawy cios Ameryce.
Jego celem był Waszyngton, lecz dzięki determinacji pasażerów maszyna rozbiła się na polach Pensylwanii, zabijając „tylko” wszystkich uczestników lotu. Nie wszystkie rzeczy, które zdarzyły się w międzyczasie na pokładzie, są w pełni znane, wliczając w to dokładny cel terrorystów. W pewnych kwestiach można jedynie dywagować, zatem filmowcy zmuszeni byli zapełnić jakoś białe plamy własnymi interpretacjami. Tych jednak nie sposób odróżnić od informacji i nagrań, które publicznie udostępniono po tragedii. Zresztą całą prawdę znają w tym wypadku jedynie ofiary katastrofy. Reszta to po prostu bardzo dobre, trzymające na krawędzi fotela (i wiary w sukces) kino.
Ostatnia rodzina
Kolejny specyficzny mariaż rzeczywistości z dziesiątą muzą. Film po części biograficzny, ale też będący bardziej kinowym zapiskiem pewnej ery, próbą przybliżenia publiczności słynnej, lecz przecież tylko jednej z wielu rodzin polskich. Twórcy dość wybiórczo, ale niezwykle zgrabnie i, co ważne, spójnie, z głową ukazują trzydziestoletni okres życia Beksińskich – Zdzisława, Tomasza oraz będącej swoistą ostoją familii Zofii. To prawdziwy konflikt charakterów, koncert ekscentryczności postaci, w który wkrada się zmieniająca się za oknem codzienność. Zamiast kronikarskiego przywiązania do detali mamy emocjonującą fabułę, politykę całkowicie zastępuje prywatność sytuacji, a aktorskie interpretacje stawiane są ponad dokumentalny autentyzm.
Stąd film Jana P. Matuszyńskiego wywołał nieco kontrowersji wśród osób bardziej zaznajomionych z tematem. Najwięcej zarzucano przede wszystkim wcielającemu się w Tomka Dawidowi Ogrodnikowi, który na ekranie szarżuje czasem aż nadto. Ale nie umniejsza to nic ani pamięci Beksińskich, ani jakości filmu, będącego szczerym i często bolesnym portretem najważniejszej komórki społecznej, w której każdy może odnaleźć jakąś cząstkę siebie.
Pasja
Kontrowersyjne odtworzenie przez Mela Gibsona ostatnich godzin życia Jezusa Chrystusa. Kontrowersyjne nie tylko przez wzgląd na religijne, a więc niekoniecznie wiarygodne dla każdego widza korzenie historii czy posługiwanie się przez aktorów archaicznymi językami, co, przede wszystkim, zapodaną w iście naturalistycznym stylu przemocą. Ale też i o to chodziło – o pokazanie autentycznego cierpienia, jakiego w imię grzechów ludzkości doświadczył Syn Boży, z całym towarzyszącym temu wydarzeniu „dobrodziejstwem inwentarza”. Zresztą nie tylko lejąca się na podłogę posoka i okaleczony Jim Caviezel porażają autentyzmem oraz surowością formy. Z tego filmu, z każdego jego kadru i ujęcia wręcz bije swoista prawda tamtych czasów. Nawet sam papież przyznał ponoć po jego obejrzeniu, że „tak właśnie było”. Amen.
Pierwszy krok w kosmos
Niezwykły fresk o – jak zdradza polski tytuł – początkach podboju kosmosu. Od pierwszych prób złamania bariery dźwięku, a na programie załogowych lotów Mercury kończąc, obserwujemy amerykański sen o przekraczaniu granic, podboju nieba, testowaniu ludzkiej wytrzymałości. To tylko część kosmicznego wyścigu z Rosją, ale jakże ekscytująca, jak wspaniale zrealizowana, jak kapitalnie zagrana przez całą plejadę gwiazd (wtedy jeszcze tak młodych!). Rzecz jasna scenariusz oparto tutaj w pierwszej kolejności o książkę Toma Wolfe’a o tym samym tytule, zatem wiele faktów filmowcy nagięli, inne odpowiednio udramatyzowali, powiększając ich historyczne znaczenie, o pominięciu istotnych detali lub czysto fikcyjnych wstawkach nie wspominając (co nie przeszkadzało jednak nadzorującym całość autentycznym bohaterom). Cóż jednak z tego, skoro rezultatem jedyne w swoim rodzaju widowisko, w które po prostu chce się wierzyć. I wierzy się.
Szklana pułapka
No dobra, trochę mnie poniosło. Ale film jest tak kozacki, że zawsze warto go przypomnieć – i to jest fakt.
Sztanga i cash
Tym razem nie jest to bynajmniej żart, choć przecież film Michaela Baya na dowcipach, często mocno topornych, się przecież opiera. Parę minut spędzonych wśród książek i wujka Google szybko przekonuje jednak, jak mało tym razem niesławny wśród krytyków twórca ubarwił, jak niewiele – w porównaniu do swoich typowych produkcji – dodał tutaj od siebie.
Ba! Gdy poczyta się o autentycznych wydarzeniach z lat 90., okazuje się, że Bay z wielu rzeczy musiał po prostu zrezygnować, gdyż były zbyt abstrakcyjne nawet dla jego stylu, za mało wiarygodne nawet jak na swoisty, wypełniony kolorami film akcji. Gotowe dzieło i tak pada zresztą regularnie ofiarą ataków o przeszarżowanie atrakcjami i przerost formy nad treścią, podczas gdy twórcy w niezwykle zgrabny sposób balansują na granicy groteski i koszmaru, który naprawdę zdarzył się „tu i teraz”. A przy okazji pięknie wbijają szpilę amerykańskiemu społeczeństwu i całej tej pogoni za amerykańskim snem.
Titanic
I owszem, cały kręgosłup tego filmu to kolejna hollywoodzka bajeczka na dobranoc – tym razem o biednym księciu i pięknej księżniczce, którzy udają się w rejs życia. Sęk w tym, że jest ona jedynie dodatkiem do głównej atrakcji dzieła Jamesa Camerona – a tą jest oczywiście tytułowy statek-legenda, wzbudzający ekscytację jeszcze za swojego „życia”.
Cameron dzięki wieloletnim badaniom podmorskim niezwykle wiernie odtworzył jego ostatnie godziny, sam moment katastrofy oddając przypuszczalnie na tyle dokładnie, na ile jest to możliwe w świecie filmu niebędącego dokumentem. Co więcej, słynny twórca wydatnie przyczynił się do odkrycia nieznanych wcześniej faktów feralnego rejsu i rozwiania licznych niejasności, które mu towarzyszyły przez te wszystkie lata. No i niejako przy okazji nakręcił też… parę dokumentów poświęconych nie tylko Titanicowi, ale i podmorskiemu światu. Po prostu 300% normy.
Wszyscy ludzie prezydenta
Chyba nadal perfekcyjny przykład tak zwanego filmu dziennikarskiego, względnie kina politycznego. Powolne odkrywanie rządowych przekrętów, które za sprawą dwóch reporterów „The Washington Post” zaowocowało w latach 70. aferą Watergate, to produkcja bezustannie trzymająca w napięciu, której czas jedynie służy. Ponownie mamy tu do czynienia z przekładem prawdziwej historii na książkę, a następnie na film (który obejmuje jedynie część książkowego materiału), ale w tym ostatnim aż czuć świeży jeszcze druk wspomnianej gazety; pot ślęczących przed maszynami do pisania i notatkami spisanymi na serwetkach młodych dziennikarzy; z wolna odkrywającą się skalę wydarzeń oraz świadomość towarzyszących im reperkusji.
To film, który w najdrobniejszych szczegółach pokazuje przede wszystkim to, czym jest dziennikarstwo śledcze. W drugiej kolejności zmusza natomiast – również obecnie – do zastanowienia się nad tym, czego Carl Bernstein, Bob Woodward i ich koledzy ujawnić nie zdołali, co wciąż pozostaje za wieloma zamkniętymi drzwiami lub, co gorsza, spokojnie krąży w kuluarach z pomocą cichego przyzwolenia i zmowy milczenia…
Zodiak
Nawet nie zamierzam analizować dogłębnie potencjalnych różnic między filmem a okrutną rzeczywistością, na oddanie przebiegu której pokusił się David Fincher. Tym bardziej że wciąż, po ponad 40 latach od ostatnich ataków mordercy podającego się za tytułowego Zodiaka, bardzo dużo jest niewiadomych. Dość napisać, że w większości miast, na terenach których Zodiak działał, śledztwa nadal pozostają otwarte. Sam film – powstały w oparciu o książkę uczestniczącego w tych wydarzeniach Roberta Graysmitha, który spisał wszystkie fakty na zasadzie kroniki – przyczynił się w dodatku do ponownego otwarcia sprawy w San Francisco.
Całej prawdy zatem być może nigdy się nie dowiemy, co stawia dzieło Finchera w tym samym rzędzie, co JFK Olivera Stone’a. W przeciwieństwie jednak do niego Zodiac z 2007 roku nie jest jedynie zręczną manipulacją dostępnymi materiałami i manifestem politycznych poglądów (z tych też powodów nie uwzględniłem filmu Stone’a w tym zestawieniu). To surowe, przygnębiające kino, będące namacalnym wręcz dowodem na bezsilność – prawa, ofiar, ich rodzin, reporterów, wszystkich zaangażowanych… i bezlitosność mijającego czasu.
korekta: Kornelia Farynowska
