Connect with us

Publicystyka filmowa

BONNIE I CLYDE. Ucieczka od wolności

Mija pięćdziesiąt lat od premiery kultowego filmu Arthura Penna.

Published

on

BONNIE I CLYDE. Ucieczka od wolności

Po tegorocznej gali rozdania Oscarów o morderczym duecie tworzonym przez Faye Dunaway oraz Warrena Beatty’ego ponownie zrobiło się głośno. Pomyłka związana z ogłoszeniem zwycięstwa La La Land w kategorii najlepszy film anglojęzyczny zaczęła być żartobliwie komentowana zdaniem, że oto staliśmy się świadkami ostatniego wielkiego skoku Bonnie i Clyde’a. Tak się składa, że od pierwszego publicznego pokazu filmu Arthura Penna mija w tym roku równe pięćdziesiąt lat, a to świetna okazja do tego, aby przypomnieć sobie produkcję, która wedle wielu badaczy zrewolucjonizowała podejście amerykańskich studiów filmowych do kwestii przedstawiania przemocy na ekranie.

Advertisement

Bonnie i Clyde ma w istocie niewiele wspólnego z prawdziwą historią przestępców przemierzających Amerykę w czasach wielkiego kryzysu. Scenarzyści potraktowali bohaterów tytułowych jedynie jako nośne symbole, które idealnie nadawały się do zaznaczenia swojego stanowiska w kontestacyjnym dyskursie przetaczającym się przez Stany Zjednoczone przez całe lata sześćdziesiąte XX wieku. Film Penna milczy na temat tych mniej romantycznych, przyziemnych wątków związanych z gangsterskim życiem Bonnie, Clyde’a i ich świty. Nie dowiemy się z niego nic na temat ich pobytów w więzieniach czy też wypadków, które w przypadku Bonnie skończyły się w zasadzie kalectwem.

Dosyć złożona, ale i charakterystyczna dla Ameryki lat trzydziestych historia zmieniła się w latach sześćdziesiątych w pełną energii, ale wciąż smutną i pozbawioną nadziei skargę na niemożność dopasowania się do rzeczywistości wykreowanej przez poprzednie pokolenia. Bandyci zamienili się w buntowników.

Advertisement

Przygotowania do wielkiego skoku

Pierwsza wersja scenariusza filmu została stworzona przez Davida Newmana oraz Roberta Bentona na początku lat sześćdziesiątych. W trakcie jego tworzenia autorzy mocno inspirowali się francuską Nową Falą oraz amerykańskimi filmami gangsterskimi z lat trzydziestych oraz dwudziestych. Już od samego początku przyświecał im cel, aby w gotowym filmie skontrastować ze sobą pewnego rodzaju komiksowość opowiedzianej historii z dosłownie ukazaną przemocą przełamującą stosunkowo lekki charakter produkcji. Pierwszym reżyserem, któremu zaoferowano pracę przy projekcie, był Arthur Penn, czyli ten sam twórca, który ostatecznie wyreżyserował film. Na tym etapie twórca, głównie ze względu na inne zobowiązania zawodowe, musiał zrezygnować z propozycji Newmana i Bentona.

Advertisement

Wyraźna inspiracja nowofalowym kinem francuskim naturalnie doprowadziła scenariusz na biurko jednego z czołowych twórców oraz teoretyków ruchu – Françoisa Truffauta. Francuz wprowadził do tekstu szereg poprawek, które zostały w większości zaakceptowane przez jego autorów, sam jednak zdecydował się na wycofanie z przedsięwzięcia i zajęcie się realizacją ekranizacji powieści autorstwa Raya Bradbury’ego, czyli Fahrenheit 451. Truffaut polecił jednak Newmanowi oraz Bentonowi usługi swojego przyjaciela, Jean-Luca Godarda. Powód, dla którego prawdopodobnie najsłynniejszy twórca awangardowego kina francuskiego nie zgodził się na realizację filmu, nie jest do końca jasny. Pierwsza teza głosi, że Godard nie miał zaufania do amerykańskich studiów, dlatego miał odmówić niemalże machinalnie. Inna historia twierdzi, że kandydatura oraz pomysły Francuza zostały kategorycznie odrzucone przez ówczesnych producentów. Godard planował ponoć nakręcenie filmu w New Jersey podczas zimy, w ogóle nie zważając na to, że stany, które były niegdyś świadkami poczynań Bonnie i Clyde’a, raczej nie kojarzą się z białym puchem oraz ujemnymi temperaturami. Na zarzuty ze strony produkcji twórca miał odpowiedzieć ponoć – „wy gadacie o pogodzie, a ja mówię o kinie”.

Traf chciał, że mniej więcej w tym samym czasie, w którym trwała przepychanka pomiędzy Godardem oraz amerykańskimi producentami, w Paryżu znajdował się Warren Beatty, czyli odtwórca roli Clyde’a. Aktor dowiedział się o scenariuszu i po powrocie do Stanów Zjednoczonych postanowił nabyć prawa do realizacji filmu. Jego rozmowy z Godardem okazały się całkowicie bezproduktywne. Po ich odbyciu Beatty zaczął forsować pomysł, że mimo ewidentnych inspiracji scenarzystów dokonaniami Nowej Fali na wskroś amerykańską historię powinien opowiedzieć twórca z lokalnego podwórka. Wśród jego typów znaleźli się między innymi George Stevens (Olbrzym, Miejsce pod słońcem), William Wyler (Ben Hur, Rzymskie wakacje), Karel Reisz (Noc musi nadejść, Kochanica Francuza), John Schlesinger (Nocny kowboj, Maratończyk) czy Sydney Pollack (Czyż nie dobija się koni?, Trzy dni kondora). Żaden z nich nie wyraził jednak zainteresowania projektem. Po serii niepowodzeń Beatty ponownie zwrócił się z propozycją do Arthura Penna, który początkowo niechętny pomysłowi, ostatecznie dał się przekonać.

Advertisement

KOBIETY MAFII. Dwie godziny męki i zażenowania

Kupując prawa do scenariusza, Warren Beatty nie planował wykraczać poza rolę producenta, o czym świadczyć może kandydatura Shirley MacLaine – jego siostry – do zagrania Bonnie. Dopiero w trakcie ponownych prac nad scenariuszem aktor zdecydował się na wcielenie się w postać Clyde’a, przez co angaż MacLaine okazał się nieco kłopotliwy. Producenci rozważali zatrudnienie na jej miejsce Jane Fondy, Ann-Margret czy też Leslie Caron, sam Beatty nieskutecznie usiłował przekonać do gry Natalie Wood znaną głównie z kultowego Buntownika bez powodu, swoją kandydaturę zgłosiła nawet Cher. Ostatecznie Bonnie została nikomu wówczas nieznana Faye Dunaway, dla której rola w filmie Penna okazała się początkiem hollywoodzkiej kariery.

Losy produkcji nie były łatwe, ponieważ od samego początku nie cieszyła się ona zbytnią aprobatą ze strony zarządu studia Warner Bros, wliczając w to samego Jacka L. Warnera, który nie ukrywał swojej niechęci zarówno do projektu, jak i samego Beatty’ego. Aktor podpadł szefowi filmowego giganta, ponieważ odmówił roli w filmie PT 109 opowiadającym o bohaterskich czynach J.F. Kennedy’ego na pokładzie tytułowego okrętu amerykańskiej marynarki wojennej. Co więcej, Warnerowi nie podobała się tematyka filmu, który jego zdaniem cofał studio do czasów, kiedy jego głównym produktem były właśnie filmy gangsterskie.

Advertisement

W końcu, rzecz jasna, obawę producentów wzbudzał sposób ukazania przemocy, który ich zdaniem mógł doprowadzić do tego, że Bonnie i Clyde zaraz po swojej premierze znajdzie się w ogniu krzyżowym amerykańskiej opinii publicznej.

Mimo problemów z finansowaniem oraz małych złośliwości ze strony studia film udało się nakręcić, ale na tym konflikt na linii Beatty-Warner Bros się nie kończył. Początkowo studio nie zdecydowało się na regularną dystrybucję filmu, ograniczając jego wyświetlanie do grupy wyselekcjonowanych kin. Mimo tego, że obraz zebrał raczej pozytywne recenzje, a publiczność oceniała go bardzo dobrze, Warner Bros wciąż uchylał się od decyzji o tym, aby zacząć pokazywać go w normalnym obiegu. Sytuacja uległa zmianie dopiero wtedy, gdy Beatty zagroził studiu procesem sądowym. Ostatecznie Bonnie i Clyde stał się finansowym sukcesem Warnera.

Advertisement

Ucieczka od wolności

Wielu widzów zarzucało Arthurowi Pennowi zbytnią mitologizację historii Bonnie Parker oraz Clyde’a Barrowa, którzy, jak by nie patrzeć, byli nikim innym, jak gangsterami odpowiedzialnymi za kradzieże i morderstwa na terenie kilku amerykańskich stanów. Film z roku 1967 zamienił ich w romantycznych bohaterów kontrkultury mających odwagę sprzeciwić się zasadom skonstruowanym przez pokolenia ich rodziców oraz dziadków, odwagę, aby spróbować innego życia. Dla rodzin ofiar ich przestępczej działalności takie postawienie sprawy z pewnością mogło być nieuczciwe. Wystarczy wspomnieć o procesie, jaki wytoczyli twórcom krewni kapitana Franka Hamera, czyli teksańskiego strażnika, który w filmie zostaje zobrazowany jako poszukujący zemsty, mściwy przedstawiciel dawnego porządku.

Advertisement

Człowiek, który w rzeczywistości poświęcił życie służbie, odebrał swoją odznakę w czasach, kiedy po Teksasie podróżowało się konno, a złożył na biurko naczelnika w momencie, gdy wynalazek Forda na dobre wpisał się w pejzaż dawnego Dzikiego Zachodu, został przedstawiony jako jednostka maluczka względem oprychów, których udało mu się zwabić w zasadzkę i zabić. Czy to uczciwe? Raczej nie. Z kim jednak było łatwiej utożsamić się młodym ludziom odwiedzającym kina? Z dwójką, która rzuca wszystko i stawia życie na jedną kartę, czy też z człowiekiem broniącym rzeczywistości, której wielu z kinowych widzów miało już po prostu dosyć?

THE PLACE. Nowy film twórcy "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"

Bonnie i Clyde to opowieść o sprzeciwie i niezadowoleniu, ale i zagubieniu oraz braku pomysłu na to, w jaki sposób przełamać szarość małomiasteczkowego życia oraz sięgnąć gwiazd, na które większość jedynie nieśmiało spogląda. To historia o dzieciach uwięzionych w ciałach dorosłych, bo ciężko uznać hasła głoszone przez bohaterów za coś więcej niż wyraz infantylnych marzeń o byciu kimś wielkim, kimś kogo wszyscy znają, uwielbiają i szanują. Jak większość filmów amerykańskiej kontestacji, tak i ten pokazuje, jak łatwo sprzeciwić się zastanym schematom i jak ciężko znaleźć coś, co te schematy zastąpi.

Advertisement

Zmęczona uciekaniem przed policją Bonnie tęskni za swoją matką, chociaż jakiś czas temu dałaby wszystko, aby od niej uciec. Clyde naiwnie snuje plany na temat ślubu i prowadzenia zwykłego życia u boku swojej wyśnionej kobiety. Przestraszony i bezradny Moss zabiera Bonnie oraz Clyde’a do domu swojego ojca. Kiedy milkną strzały, kiedy opadają dym i kurz, okazuje się, że bohaterowie sami do końca nie wiedzą, przeciwko czemu się buntują. Gest w ich oczach heroiczny i szalony jest w istocie infantylnym wołaniem o zauważenie. Wszyscy z nich cierpią na obsesję bycia „kimś”, wśród rubryk lokalnych gazet z pieczołowitością godną skryby poszukują chociażby lakonicznych wzmianek na swój temat. W czasach, kiedy wielu młodych ludzi rozpoznawano jedynie dzięki numerom wybitym na ich nieśmiertelniku, ciężko dziwić się ich popularności.

W pierwszej wersji scenariusza Bonnie, Clyde’a i Mossa miała łączyć relacja seksualna. Finalnie mamy jednak do czynienia z zupełnie odmiennym potraktowaniem tej sfery życia bohaterów. W zasadzie na samym początku filmu dowiadujemy się, że Clyde, będący w oczach Bonnie ucieleśnieniem męskości oraz wolności, ma problemy w intymnych kontaktach z kobietami. Przez cały film mężczyzna nie radzi sobie z presją i nie jest w stanie współżyć z kobietą, która wyraźnie oczekuje od niego takiej relacji. W finałowych fragmentach filmu, kiedy Bonnie kończy czytać wiersz jej autorstwa opowiadający o życiu dwójki przestępców z jednej z rubryk amerykańskiej gazety, para z radością orientuje się, że właśnie w tym momencie stali się „kimś”.

Advertisement

Dzięki krótkiemu, nieco grafomańskiemu poematowi Bonnie ludzie poznali historię widzianą ich oczami. Właśnie wtedy dochodzi między nimi do pierwszego zbliżenia, które boleśnie utwierdza widza w przekonaniu, że ma do czynienia z dziećmi, które zmarnowały życie jeszcze przed tym, kiedy na dobre je rozpoczęły. Clyde z zawstydzeniem pytający Bonnie o to, czy dał radę, zachowuje się jak młokos, któremu w końcu udało się postawić ten mityczny krok w dorosłość.

Impotencja bohatera staje się tym samym w filmie Arthura Penna subtelną metaforą sytuacji, w jakiej znajdują się jego bohaterowie. Ich niemoc jest podyktowana strachem przed tym, że wybierając inną drogę życia, nie spełnią oczekiwań, jakie pokładają w nich najbliżsi czy też społeczność, w jakiej się wychowywali. Dopiero zrzucenie z barków tego jarzma, ten w zasadzie nic nieznaczący moment, w którym Bonnie staje się poetką publikowaną na łamach gazety, a Clyde bohaterem poematu, pozwala im na przełamanie niemocy i krótką chwilę szczęścia. Nie bez przyczyny zaraz po tym Clyde zaczyna snuć plany na temat ślubu z Bonnie.

Advertisement

Skoro para udowodniła już wszystkim, że ich sposób na życie uczynił ich kimś więcej niż kolejnymi bezimiennymi obywatelami tracącymi życie pomiędzy lokalnym barem, pracą i biednym domem, to czas na to, aby powrócić do normalności. Na to jest już jednak zdecydowanie za późno.

Szeroko dyskutowany finał filmu Penna, który jako jeden z pierwszych w historii amerykańskiego kina zdecydował się na eskalowanie przemocy do poziomu wprowadzającego przeciętnego widza w spore osłupienie, jest w istocie najbardziej poetyckim fragmentem filmu. Poprzedzające egzekucję pełne radości i wiary spojrzenie Mossa, który przez szparę stworzoną pomiędzy zasłonką oraz framugą okna dostrzega, jak Bonnie i Clyde wymykają się spod nosa miejscowego szeryfa, to przejmujący zapis młodzieńczej fascynacji łamaniem reguł, wymykaniem się schematom oraz burzeniem społeczno-kulturowych fundamentów.

Advertisement

W oczach Mossa jarzy się nic innego, jak kontestacja, która zaledwie chwilę później zostanie bezpardonowo rozstrzelana na jednej z setek tysięcy amerykańskich dróg, bo nie można spoglądać na to, jak świat płonie, jeśli nie ma się pomysłu, co wznieść na jego zgliszczach. Bonnie i Clyde nie jest, jak twierdziło niegdyś wielu krytyków, hymnem na cześć przemocy, ale trenem dla tych wszystkich, którzy w imię poszukiwania wolności nieświadomie wpędzili się w kajdany, nie rozumiejąc, że to, o co walczą, to tylko kolejny, tak przez nich znienawidzony, konstrukt społeczny.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *