search
REKLAMA
Ranking

BAŚNIOWOŚĆ W KINIE. Siedem niezwykłych filmowych baśni

Przemysław Brudzyński

4 grudnia 2017

REKLAMA



ANTYCHRYST (Lars von Trier, 2009)

Czy można jednoznacznie stwierdzić, co jest fabularnym czy ideologicznym sednem Antychrysta? Czy sam Lars von Trier byłby w stanie odpowiedzieć na to pytanie? A może rzekome intelektualne ambicje stanowią jedynie przykrywkę dla chęci wywołania kolejnego skandalu w świecie showbiznesu (co się zresztą Duńczykowi, jak zwykle, udało)? Jakichkolwiek odpowiedzi na te pytania byśmy nie udzielili, kontrowersyjny obraz twórcy Przełamując fale to jedna z najmroczniejszych filmowych baśni, tym bardziej niepokojąca, że tak mocno zakorzeniona w realnej życiowej tragedii dwojga bohaterów. Nie tylko uniwersalizm czasu, miejsca akcji, a nawet bezimiennych postaci świadczy o baśniowym rodowodzie dzieła, lecz również jego zaskakująco mocne folklorystyczne korzenie. Antychryst jest bardzo mocno zakorzeniony w ludowej świadomości słabości ludzkiego umysłu wobec nadprzyrodzonych sił, z których egzystencji nie w pełni zdajemy sobie sprawę. W tym dziele manifestują się one przede wszystkim w naturze, ukazując głównie swoje diaboliczne oblicze. Von Trier wykorzystuje siłę obrazu, jaką dysponuje kino, nowatorskie efekty specjalne autorstwa polskiego studia Platige Image służą nie zapewnianiu rozrywki widzom, lecz budzeniu w nich uczucia obcowania z sennym koszmarem. Należy jednak pamiętać o tym, że dzieło to jest baśnią w zdecydowanie współczesnym, postmodernistycznym ujęciu – owszem, elementy fantastyczne koegzystują tu z realnymi, symbolizując i niejako „komentując” postawy ludzkie, jednak klasyczne, tradycyjne przesłania moralne zostają tu jednak zastąpione nihilizmem i pesymizmem. I bardzo wątpliwe pozostaje, czy bohaterowie utworu wyniosą cokolwiek z lekcji, jaką otrzymali.

CZARNOKSIĘŻNIK Z OZ (Victor Fleming, 1939)

Najstarsza pozycja w zestawieniu, jeden z kamieni milowych w historii kina, Czarnoksiężnik z Oz, położył fundamenty pod rozwój współczesnej filmowej baśni. To utwór jak na swe czasy prekursorski pod względem formalnym (gra kolorem), lecz, choć powstał blisko 80 lat temu, ci, którzy dadzą mu szansę, mogą zostać zaskoczeni tym, że obraz wcale nie stracił na aktualności. Owszem, technicznie odstaje on od obecnych norm; co ciekawe jednak, mocno „umowne” efekty specjalne wydają się jednak dobrze korespondować z oniryczną naturą narracji filmu, podporządkowaną marzeniom głównej, nastoletniej bohaterki. Charakteryzująca się baśniową czystością i prostotą fabuła zapewnia dziełu całkowicie uniwersalny wydźwięk; w imaginacyjnej podróży Dorotki przez fantastyczny, wciąż stanowiący piękną artystyczną wizję świat krainy Oz zaklęte zostały bowiem dziecięce pragnienia i lęki, dzielone przez kolejne pokolenia niezależnie od różnic społecznych i kulturowych. A co za tym idzie, ważne, ponadczasowe tematy, takie jak natura dobra i zła czy lęk przed dorosłością. Film wywindował Judy Garland do rangi gwiazdy, śpiewana przez nią piosenka Somewhere Over the Rainbow do rangi muzycznego standardu, sam stał się zaś ikoną popkultury, wywierając na nią znaczący wpływ w kolejnych dekadach.

NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ (Wolfgang Petersen, 1987)

Powstały na podstawie powieści Michaela Endego film Wolfganga Petersena to realizacja odwiecznego młodzieńczego marzenia o tym, że pod powierzchnią jedynie z rzadka niezwykłej, a często pełnej trudnych wyzwań codzienności kryje się inna, wypełniona magią rzeczywistość. Niekończąca się opowieść  realizuje to marzenie w sposób bardzo dosłowny, a zarazem oryginalny – z początku przynosi głównemu bohaterowi (a wraz z nim i widzom) wyprawę do fantastycznego świata jako oderwanie od rzeczywistości, by potem zakwestionować to, czy aby na pewno pomiędzy jednymi i drugimi realiami musi istnieć jakikolwiek dystans. Przekroczenie owej bariery odbywa się tak, jak zawsze winno odbywać się w baśniach – dzięki czystej, nieskażonej dziecięcej emocjonalności. Delikatnej i kruchej w zderzeniu z bezwzględnością świata, ale i potężnej na tyle, by móc go uratować. To także utwór o zapomnianej dziś mocy sztuki, która za pomocą symboli wyraża nasze uczucia nierzadko dobitniej, niż my sami bylibyśmy w stanie je wyrazić. Film Petersena zawiera wiele udanych sekwencji, dużą zaletą jest również jego strona wizualna (barwny i pieczołowicie przedstawiony imaginacyjny świat może zauroczyć widza również dziś), jednak rozpatrywany jako całość urzeka szczególnie mocno – jako dzieło charakteryzujące się rzadką w dojrzałej sztuce, młodzieńczą szczerością i niewinnością.

WINO TRUSKAWKOWE (Dariusz Jabłoński, 2007)

To jeden z najpiękniejszych i najbardziej niedocenionych polskich filmów. Wspaniale sfotografowany przez Tomasza Michałowskiego, przedstawia Beskid Niski jako krainę egzystującą gdzieś poza nowoczesną cywilizacją, poza niepowstrzymanie pędzącym czasem, rządzoną odwiecznym rytmem następujących po sobie pór roku, zapadającej w sen i budzącej się do życia przyrody, rodzenia się i przemijania. Metafizyka przenika się z rzeczywistością niemal niezauważalnie, jest w dźwięku kościelnych dzwonów, unoszącym się ponad polami i w pojawianiu się i znikaniu ducha zamarzniętego mężczyzny. Kryje się w prostych codziennych czynnościach i całkiem nieprostych relacjach uczuciowych bohaterów. Życie najbardziej podstawowymi, fundamentalnymi wartościami przychodzi tu niemal naturalnie, choć nie zapewnia im idylli i nie zwalnia od podejmowania najtrudniejszych życiowych wyborów – jak w baśniach właśnie. Obraz okraszony jest piękną, tajemniczą muzyką Michała Lorenca i udanymi kreacjami aktorskimi, ze świetną rolą Mariana Dziędziela na czele. To bardzo udane przełożenie wyjątkowej prozy Andrzeja Stasiuka na język filmu i zarazem jeden z bardziej wyrazistych przykładów transcendencji w polskim kinie, osiągniętej dzięki zanurzeniu utworu w prawdziwie słowiańskiej duchowości i w tym, co dla rodzimej kultury najważniejsze.

korekta: Kornelia Farynowska

Avatar

Przemysław Brudzyński

REKLAMA