Publicystyka filmowa
ANTYWESTERN. Nietypowe opowieści o Dzikim Zachodzie
ANTYWESTERN to fascynująca podróż w świat przełamywania mitów Dzikiego Zachodu. Odkryj nietypowe opowieści, które zaskakują konwencją!
Antywestern to bardzo popularna odmiana gatunkowa, która na przestrzeni kilkudziesięciu lat doczekała się bogatej tradycji. W niniejszym tekście przyglądamy się wybranym utworom ekranowym, których twórcy grają z konwencją klasycznego westernu.
Na wstępie podkreślę, że w przygotowanym zestawieniu nie pojawią się tytuły, na których temat powstały już na naszej stronie odrębne teksty, jak i te filmy, o których napisanie zostało już zaplanowane. Zabraknie wobec tego co najmniej kilku uznanych klasyków, ale zamiast nich znalazło się miejsce na mniej rozpoznawalne tytuły.
Najpierw jednak kilka słów o samym antywesternie. Jego założeniem jest demaskacja westernowych mitów, zerwanie z operowaniem utrwalonymi w świadomości społecznej stereotypami oraz kliszami fabularnymi tego gatunku. Twórcy antywesternu swoiście traktują wątki fabularne, struktury narracyjne, elementy stylu oraz kompozycji. Zamieniają znaki, role, pozycje i w efekcie to, co na pierwszy rzut oka przypomina western, w gruncie rzeczy przestaje nim być. Co w klasycznym westernie jest dobre, w antywesternie okazuje się złe i vice versa.
Zasadniczo rozkwit antywesternu przypadł na lata 60. W okresie ekspansji kontrkultury pielęgnowany przez dekady w społeczeństwie amerykańskim heroiczny mit podboju Far Westu zaczął się chylić ku upadkowi. Pokolenie twórców, do którego przynależeli m.in. Arthur Penn, Sam Peckinpah, Robert Altman czy Ralph Nelson, naruszyło narodowe świętości oraz narodowych bohaterów, rozprawiając się z galerią dotychczasowych wizerunków owianych legendą pionierów.
Western, który przez długi czas pełnił zabiegi mitotwórcze i spełniał potrzebę Amerykanów chcących oglądać na ekranie narodziny własnej historii, w końcu zatracił swoją pierwotną formę. Ponadto widzowie przestali utożsamiać się z tym teoretycznie słabszym bohaterem, którym było znajdujące się w opresji społeczeństwo. Z upływem czasu rosła samoświadomość gatunku, a rozsadzanie tradycyjnych, skonwencjonalizowanych schematów fabularnych oraz wyobrażeniowych westernu, deheroizacja bohaterów, przełamywanie rozmaitych stereotypów i niszczenie systemu wartości, okazało się bardzo obszernym polem dla filmoznawczej refleksji.
Mąż Indianki (1914) reż. Oscar Apfel, Cecil B. DeMille
Zaczynamy od dość zamierzchłych czasów, albowiem już w epoce kina niemego doszło do niekonwencjonalnych rozwiązań fabularnych. Reżyserzy oraz autorzy scenariusza do Męża Indianki, Apfel oraz DeMille, zademonstrowali historię opartą na popularnej swego czasu sztuce Miltora Royle’a i z dozą sympatii potraktowali Indian, nie traktując ich jako groźnej przeszkody na drodze ku postępowi i cywilizacji. Starali się zwrócić uwagę na ich duchową sferę człowieczeństwa, unikając przedstawiania ich jako barbarzyńców, zdolnych wyłącznie do bestialskich czynów. Twórcy filmu zerwali z wyraźnym podziałem na dobrych (kowboje) oraz złych (Indianie).
Złamana strzała (1950) reż. Delmer Daves
Co prawda Złamana strzała rzadko się pojawia w zestawieniach antywesternów, ale przecież tematycznie jak najbardziej wpisuje się w jego założenia. Jeszcze w dekadzie poprzedzającej lata 60. Indianie z roli barbarzyńców atakujących tabory, osady i forty stawali się ludźmi broniącymi podstaw własnej egzystencji i faktycznymi ofiarami masowej eksterminacji. Daves opowiedział historię, w której dochodzi do podjęcia próby zaprowadzenia pokoju pomiędzy Indianami a białoskórymi osadnikami. Reżyser solidnie przygotował się do realizowanego projektu i w zupełności wykorzystał magazynowaną przez lata wiedzę o indiańskiej kulturze, obyczajach oraz mentalności.
Podobnie jak w Mężu Indianki Indianie nie zostali sportretowani jako barbarzyńcy, lecz ludzie wyznający system wartości, który pod wieloma względami jest spójny z amerykańskim. Istotny, a być może najważniejszy, jest także wątek romansu. Protagonista Tom Jeffords, grany przez Jamesa Stewarta, wiąże się z Indianką Paget, co już w samej teorii musiało być w tamtych czasach szczególnie dyskusyjnym posunięciem ze strony Davesa.
Przełomy Missouri (1976) reż. Arthur Penn
Dzieło Arthura Penna z wybitnym duetem aktorskim: Marlonem Brando oraz Jackiem Nicholsonem, w którym brakuje utartego dla gatunku schematu starcia Dobra ze Złem. Każdy z bohaterów cechuje się zdolnością do grzechu, wyrządzania krzywdy, chciwością. W kreacji postaci Lee Claytona, w którego się wcielił Brando, reżyser dokonał gatunkowej zmiany także pod kątem ubioru. To niecodzienny jak na warunki Dzikiego Zachodu, podkreślający lekkie przerysowanie bohatera, kostium.
Arthur Penn na wielu polach gra nie tylko z westernem, ale również z widzem. Choćby sam finalny pojedynek Toma Logana z Claytonem to pstryczek w nos dla odbiorców filmu, którzy liczyli na starcie pokroju tych z westernów Sergio Leone czy Sama Peckinpaha. Nic z tych rzeczy. Penn do gatunku podszedł ze sporym dystansem i umiejętnie połączył elementy ironii, pastiszu oraz dramatu.
Dwa oblicza zemsty (1961) reż. Marlon Brando
Znakomite kino zemsty w reżyserii wybitnego aktora. Marlon Brando zagrał także jedną z dwóch głównych ról tego utworu, wcielając się w Rio. Ponownie trudno mówić o podziale na dobrych oraz złych. W centrum wydarzeń są tylko ci drudzy. Teoretycznie można kibicować Rio, który dąży do zemszczenia się na Logworcie (w tej roli równie kapitalny Karl Malden), ale już na samym wstępie filmu Brando wskazuje na mroczną przeszłość swojego bohatera – ucieka on bowiem z więzienia. Amoralność duetu postaci, wiele nadmorskich krajobrazów, jak i wyraźne odejście od westernowej idei mitologizacji oraz budowania historii narodzin Ameryki. To w gruncie rzeczy uniwersalna opowieść, która swoją problematyką wykracza poza szaleńcze czasy Dzikiego Zachodu.
Na uwagę zasługuje także niespotykana dotąd drastyczność scen. Brando w wielu scenach zdał się na pokazanie okrucieństwa, nienotowanego dotąd na taką skalę w gatunku. To pod tym względem także niezwykle przełomowe, nadające westernowi nowe oblicze, filmowe dokonanie.
Butch Cassidy i Sundance Kid (1969) reż. George Roy Hill
Z dozą humoru opowieść, ale nie pozbawiona nostalgii za dawnym Dzikim Zachodem. Film ten, przynajmniej częściowo, można nazwać nawet kinem kontestacji, które rozkwitało właśnie w drugiej połowie lat 60. Nietypowym rozwiązaniem dla utworu Butch Cassidy i Sundance Kid jest oczywiście zaprezentowanie historycznych bandytów. Rabowanie banków, napadnie na pociągi, akty przemocy zostały pokazane z ich punktu widzenia jako forma rozrywki i w efekcie zbrodniczą działalność przeobrażono w doskonałą zabawę. Czy widz bawi się razem z duetem antybohaterów? Nawet jeżeli zachowa dystans wobec oglądanych popisów Cassidy’ego oraz Kida, to i tak trudno uciec przed urokiem brawurowo odtwarzających te role Paula Newmana oraz Roberta Redforda. Na uwagę zasługują także kwestie techniczne, np. nasycenie obrazu sepią. Ponadto siłą dzieła Hilla jest zakończenie. Cóż za świadomość tego, co w kinie należy pokazać, a w którym momencie urwać historię i pozostawić pole dla wyobraźni widza. Poza tym w historii świetnie zawarto element fatalizmu, nieuchronność przeznaczenia, co także należy postrzegać jako nowy motyw, wyrażający depresję duchową, jaką przeżywało pokolenie młodych Amerykanów w latach 60.
Strzały o zmierzchu (1962) reż. Sam Peckinpah
Nietypowym rozwiązaniem w filmie Sama Peckinpaha jest ukazanie dwóch głównych bohaterów, Steve’a Judda oraz Gila Westruma, jako schodzących już ze sceny, będących w zaawansowanym wieku rewolwerowców. Ich czasy minęły, mają problemy z dosiadaniem koni, precyzja w uderzeniu z broni także bywa zawodna, a czytanie książki nie odbywa się bez okularów. W tercecie protagonistów jest jeden młody mężczyzna Heck, ale ze swoim najmniejszym doświadczeniem, nie w pełni dojrzałą emocjonalnością oraz mającym nieco inne poglądy na pewne sprawy (wątek z Elsą i dylemat, czy przyłączyć kobietę do podróżującego zespołu), swoją obecnością tylko potęguje poczucie kontrastu pomiędzy wiekowymi kowbojami a nowym pokoleniem.
Ponadto w filmie Peckinpaha, przynajmniej okresowo, dochodzi do zakwestionowania uczuć przyjaźni i solidarności. Nie jest to western obrazujący najbardziej trwałe związki w każdej przygodzie i więcej takiej lekcji nie będzie. Bohaterowie Strzał o zmierzchu bowiem wyżej od przyjaźni cenią pieniądze.
Do motywu dwóch starych przyjaciół, którzy znajdują się w sytuacji, jaka poddaje próbie ich lojalność oraz przywiązanie, Peckinpah powrócił zaledwie trzy lata później w filmie Major Dundee.
Mały Wielki Człowiek (1970) reż. Arthur Penn
Protagonista Jack Crabb (w tej roli Dustin Hoffman) pełni rolę pośrednika pomiędzy dwiema kulturami: anglosaską oraz indiańską. Jest jednak stronniczy i uczuciowo bliżej mu do tej drugiej. W filmie bohater przyznaje, że białoskórzy mieli nad Indianami taką przewagą w potencjale militarnym (broń palna przeciwko strzałom z łuku), że dziwi się, iż Amerykanie mogą być dumni ze swoich historycznych osiągnięć. Już w pierwszej scenie Penn ukazał Indian jako tych, którzy nie kierują się skłonnością do nieograniczonej przemocy i potrafią ocalić najmłodszych przedstawicieli społeczności, która ich na co dzień morduje.
Reżyser filmu demonstruje wartości indiańskiej wspólnoty, trwałość związków rodzinnych, szczerość, szacunek dla innych… Nie brakuje w tym dziele momentami nieco irytującego, nachalnego podłoża propagandowego, albowiem przesadna gloryfikacja drugiej, poszkodowanej dotąd, strony również niczemu dobremu nie służy. Niemniej Penn ujawnia własny kraj jako uosobienie zła i nie buduje mitu, lecz z niezwykle krytycznym podejściem pokazuje powstanie Ameryki jako pasmo bestialskich zbrodni, kwestionuje moralność żołnierzy walczących na Dzikim Zachodzie i bezkompromisowo kręci potyczki m.in. nad Washita River oraz Little Bighorn.
Ponadto Penn dekonstruuje wizerunek autentycznych postaci. Bill Hickok kończy swój udział w Małym Wielkim Człowieku w sposób niespodziewany i w efekcie obdarty zostaje ze swojej legendy. Biorąc pod uwagę okoliczności śmierci, Hickok został wręcz ośmieszony przez małego, zapłakanego chłopaka, który zastosował prosty środek i pozbawił życia jednego z największych morderców na Dzikim Zachodzie. Inna sprawa, że w filmie Penn ukazał Hickoka jako człowieka mającego utopijne spojrzenie na świat i wędrującego pomiędzy barem, gdzie się upijał, a domem publicznym, by zaspokoić seksualne potrzeby. To człowiek, który może budzić szacunek ze względu na przeszłość, ale w stanie obecnym jest żadnym przeciwnikiem.
Nie inaczej w przypadku generała George’a Armstronga Custera, który u Penna z krwawego pogromcy Indian oraz wybitnego dowódcy, stał się postacią niesławną, momentami wręcz karykaturalną. Taka destrukcja postaci przywodzi na myśl np. film Buffalo Bill i Indianie (1976), gdzie Robert Altman w podobny sposób obrał legendarną postać i ją wręcz skompromitował. Tytułowy bohater jawi się jako podstarzały człowiek, będący już na emeryturze, który zajmuje się cyrkiem. Altman ironizuje na temat postaci i kwestionuje powody, dla których Bill zapracował na wielką sławę.
Niebieski żołnierz (1970) reż. Ralph Nelson
Jeden z tych przykładów, gdy reżyser przemycił do treści filmu świeże wydarzenia z Wietnamu, które wstrząsnęły opinią światową. Jest to nie tylko przypomnienie o krwawej masakrze, jaką w listopadzie 1864 roku oddział amerykański urządził pod Sand Creek. To również nawiązanie do polowania w Azji (konkretnie rzezi w My Lai) i przekazanie zakamuflowanego komentarza dotyczącego ówczesnej sytuacji politycznej. Niebieski żołnierz jest zatem nie tylko dziełem antywesternowym, ale także protestem przeciwko wojnie. Zdaniem reżysera Ralpha Nelsona postawa ówczesnej armii amerykańskiej i ustosunkowanie się do Wietnamu jest taka sama, jak przed laty w relacji z Indianami. W filmie granica w ukazaniu przemocy została ewidentnie przesunięta i jak na tamte czasy obrazy okaleczeń, mordów oraz gwałtów robiły piorunujące wrażenie.
Człowiek, który zabił Liberty Valance’a (1962) reż. John Ford
Film, w którym można mówić o pewnym konflikcie pokoleń czy umieraniu pewnych wartości i zwolnienia miejsca dla nowych. Tom Doniphon (w tej roli John Wayne) to przykład bohatera, który przede wszystkim łamie obowiązujące na Dzikim Zachodzie reguły walki tak samo, jak konwencję gatunku łamie autor dzieła. Doniphon zabija z ukrycia, jest kłamcą i poświęca swój honor dla nowych czasów. Symboliczna jest również postać Ransoma Stoddarda (świetny James Stewart), który głosi hasła sprawiedliwości oraz wolności, ale zdaje się być kimś wyalienowanym i niepasującym do nowych kodeksów obowiązujących na Dzikim Zachodzie.
Ostatni kowboj (1962) reż. David Miller
Kowbojów już nie ma, po Dzikim Zachodzie niewiele zostało, a jednak David Miller opowiedział historię westernową i skonfrontował mit samotnego jeźdźca (w rolę protagonisty Jacka Burnsa wcielił się Kirk Douglas) z rzeczywistością Ameryki lat 50. Uwspółcześnienie westernu mogło być dla reżysera sposobem na znalezienie przykrywki dla krytycznego komentarza wobec współczesnych problemów, głównie tych związanych z imigrantami, outsiderami oraz ludźmi przynależącymi do marginesu społecznego. To autorska próba postawienia diagnozy tamtejszej Ameryki, w której jednak znalazło się miejsce dla klasycznych dla tego gatunku rozwiązań fabularnych, jak choćby sceny pościgu.
Western Union (1941) reż. Fritz Lang
Antywesternowe osiągnięcie wybitnego, niemieckiego reżysera, który znakomicie sobie radził za oceanem, z dala od ojczyzny. Już w Powrocie Franka Jamesa (1940) Lang dokonał odwrócenia naturalnego porządku rzeczy i jako opowiadacz historii nie krył sympatii dla przestępcy i banity, ani też antypatii dla jego prześladowcy, zawodowego łowcy głów.
W Western Union natomiast bardzo interesujący jest rys postaci. Vance’a Shawa poznajemy jako przestępcę, czyli zamiast bohatera widz de facto śledzi losy antybohatera. Dochodzi jednak do precyzyjnie ukazanej przez Langa przemiany, wręcz nawrócenia. W klasycznym westernie rzadko się zdarza, aby Zły przeobrażał się w Dobrego. W Western Union do takiej transformacji dochodzi, ale jest w tym filmie jeszcze bardzo ważna kwestia. Ukazany mianowicie postęp technologiczny, który rozwija metropolie, cywilizację i przyczynia się do schyłku Dzikiego Zachodu, czyli fundamentalnego miejsca dla westernowych opowieści.
