search
REKLAMA
Wywiad

Rozmawiamy z LENNIEM JAMESEM, gwiazdą FEAR THE WALKING DEAD

Jan Tracz

26 kwietnia 2021

REKLAMA

Z okazji premiery szóstego sezonu Fear the Walking Dead rozmawiamy z odtwórcą roli (nie)oficjalnego protagonisty serii, Lenniem Jamesem. Aktor wcielający się w popularną postać Morgana Jonesa opowiada nam o tym, w jaki sposób na nowo zdefiniował swojego bohatera, a przy okazji tłumaczy, jakie zmiany (formalne i kosmetyczne) twórcy przygotowali w najnowszym sezonie serialu. Produkcja emitowana jest na kanale AMC w każdy poniedziałek, a najbliższy odcinek już dzisiaj o 22:00. Serdecznie zapraszamy do oglądania.

Jan Tracz: Kiedy po raz pierwszy pojawiłeś się na ekranie serii The Walking Dead , spodziewałeś się, że nadal będziesz wcielał się w postać Morgana Jonesa?

Lennie James: Broń Boże! Jeżeli jedenaście lat temu powiedziałbyś mi, że nadal będę się wcielał w tę postać, to odrzekłbym, że prawdopodobnie nie panujesz nad swoją zdolnością racjonalnego myślenia (śmiech). Wydaje mi się, że wówczas nie wierzyłem nawet w to, iż serial będzie wciąż nadawany. Pewnie i sami twórcy myśleli w podobny sposób.

Sama postać Jonesa zmieniała się przez te wszystkie sezony, jego osobowość przekształcała się wraz z kolejnymi odcinkami. Aktualnie zdaje się być żądny adrenaliny, to ona jest jego motorem napędowym.

Wcielam się w Morgana, ponieważ wciąż trwa moja fascynacja jego postacią. Nie chodzi tylko o tę adrenalinę, która w jakiś sposób napędza mojego bohatera. Racja, jest ona atrakcyjna zarówno dla widza, jak i dla mnie, ale chodzi mi raczej o całokształt osobowości; spokojna, opanowana część jego charakteru także ma w sobie coś przyciągającego. Jako aktor musiałem w konkretny sposób rozwinąć jego „zagadkowość”, żonglować różnymi schematami, żeby stworzyć z niego postać z krwi i kości. Moją misją było ukazanie tego pełnego sprzeczności wnętrza Morgana. Przecież z początku stawia na pacyfizm, stosuje kompletnie inne metody od reszty postaci. Dopiero sytuacja zmusza go do przeanalizowania własnych wartości.

Kiedy oglądamy najnowszy sezon, prędko odnajdujemy podobieństwo do współczesnych westernów. Czy odnalazłeś się w tej konwencji „nienaturalistycznego slow cinema”? Tempo jest znacznie inne od poprzednich sezonów.

Osobiście uwielbiam ten nowy sposób prowadzenia opowieści, pozwala on na poszerzenie serialowego storytellingu o parę nowych ścieżek psychologicznych, jak i tych wizualnych. Całe odcinki są o wiele bardziej spójne (mają swój dokładny początek, środek i koniec), dzięki czemu reżyserzy mają o wiele większą swobodę na zawarcie wszystkich potrzebnych treści czy autorskich pomysłów. Poszerzenie perspektywy spowodowało, że nasze epizody często różnią się od siebie, pozwalają mówić o różnych kwestiach, a nawet dziać się w innych miejscach czy bawić się samą chronologią! Aktorzy mają też większą swobodę eksplorowania swoich postaci. Wydaje mi się, że to też pewien postęp – zazwyczaj czas ekranowy pozwalał na tego typu rozwój jedynie pierwszoplanowym bohaterom. Dla mnie ta cała przygoda stała się znacznie bardziej ekscytująca, odważniej opowiadamy rozpisaną przez twórców historię. Co więcej, pod koniec tego sezonu mamy odcinek, który uważam za jeden z najlepszych z całego uniwersum The Walking Dead. Jest na co czekać, wydaje mi się, że fani będą zachwyceni! Zresztą… naszą rolą jest ciągłe rzucanie sobie wyzwań w taki sposób, by to, co tworzymy, stało na coraz wyższym poziomie produkcyjnym. Uważam, że zyskaliśmy zaufanie widzów, dzięki czemu możemy pozwolić sobie na coraz śmielsze przedsięwzięcia. Powiem to w jak najprostszy sposób: trzeba mieć naprawdę duże jaja, żeby robić to, co my w szóstym sezonie!

Kolejna część Fear the Walking Dead to nie tylko kontynuacja rozpoczętej wcześniej przygody, ale również swego rodzaju nowy rozdział. Czy podczas kręcenia odnalazłeś nowy rodzaj zrozumienia dla swojego bohatera?

Na pewno miałem więcej pewności w odgrywaniu tej roli; czułem, że wiem, w jaki sposób pragnę eksplorować główny motyw, czyli pytanie: kim jesteś? Ono pojawia się za każdym razem w tego typu apokaliptycznych opowieściach. Kiedy dawny świat przepadł, a nowy jest pełen niepewności, pytamy swoje wewnętrzne ja: kim będziemy? Jak zachowamy się w tej nowej rzeczywistości? Nasz serial zdaje się korespondować z otaczającą nas ostatnio rzeczywistością. W 2020 i 2021 roku ludzie musieli zadać sobie dosłownie to samo pytanie, które nasi bohaterowie codziennie zadają sobie w świecie żywych trupów. Nawet jeśli tego nie zrobili, to i tak na swój sposób musieli redefiniować pewne pojęcia i odnaleźć się w tych niebezpiecznych, covidowych czasach. Sam mocno uwierzyłem w fabułę serialu, bo trochę przypomina ona naszą współczesność. Śmierć czyha na nas na każdym kroku, a my zaczynamy rozumieć, jak ważna jest dla nas rodzina, przyjaciele, znajomi. I nie tylko, liczy się przecież cała społeczność, która aktualnie pomaga sobie nawzajem!

Sam Morgan widział już najgorsze z najgorszych, doświadczył tego na własnej skórze. Nie wiem, czy mógłbym nazwać go optymistą, ale na pewno odnalazł nadzieję, poczucie lepszego jutra. Ma świadomość, że stał się przywódcą, że ma ludzi, o których w tym momencie musi się zatroszczyć, a oni odwdzięczą się tym samym. Przede wszystkim to jest dla niego budujące. Z początku był temu zadaniu niechętny, ale musiał mu w końcu sprostać. Zobaczył, że tylko dzięki niemu ta grupa ma szansę przetrwać i razem współpracować. Odnalazł cel, a dzięki temu i wspomnianą nadzieję.

Wspominasz o presji twojego bohatera związanej z byciem przywódcą. Czy to także przekłada się na relacje zawodowe i pracę z resztą aktorów?

Tak naprawdę mamy wielu liderów, praktycznie każdy z nas jakimś jest. Część zespołu odpowiada za techniczne aspekty serialu, aktorzy muszą dbać o swoje postaci i szukać nowych środków przekazu. Wszystko musi działać też w tej sferze pozakadrowej, rozmawiać, wspierać się, by następnie dawać z siebie wszystko przed kamerą! Niektórzy z nas zarówno grają w serialu, jak i go reżyserują (sam jestem reżyserem paru odcinków), mają więc obowiązek trzymania pieczy nad projektem, a przy tym dopilnowania, by każdy z członków naszego teamu czuł się na planie jak najlepiej. Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu za niego odpowiedzialni.

Jones przekształca swoje słabości w mocne strony charakteru. Pod koniec pierwszego epizodu mówi: „Morgan Jones nie żyje, rozmawiasz teraz z kimś innym”. Z kim?

Ten krótki cytat możemy interpretować na wiele sposobów. W danym momencie to groźba wobec serialowej antagonistki. Morgan Jones mówi przez te słowa: „Jestem człowiekiem, który stoi przeciwko tobie, jest twoim wrogiem numer jeden i za chwilę pokaże ci mroczniejszą stronę siebie, której dotychczas w ogóle nie znałaś”. Nie zamierza powrócić do tej bestii, która została uśpiona gdzieś wewnątrz, ale pragnie z niej korzystać. Zakładając ubrania Emile’a, sam staje się łowcą nagród. Przekaz jest prosty: dopóki nie zapewni bezpieczeństwa swoim ludziom i nie odeprze zagrożenia, nie zakończy rozpoczętego wcześniej polowania na śmierć i życie. On jest łowcą, a jego wrogowie stają się w tym momencie zdobyczą. To gra, której sam będzie musiał sprostać.

Na zakończenie: jakie jest twoje spojrzenie na naturalistyczne sportretowanie świata przedstawionego w The Walking Dead? Postaci przychodzą i odchodzą w najmniej oczekiwanych momentach. Winą nie są jedynie ich niedoskonałości. Mowa tu raczej o zestawieniu kruchości ludzkiej kondycji z wytrzymałą zgnilizną zombie.

Są dwa fundamentalne aspekty tego uniwersum, które ze mną rezonują. Po pierwsze w tej historii – tak jak powiedziałeś – każdy może umrzeć. Dlatego rozwój postaci jest kompletnie inny od prawdopodobnie wszystkich tych, które możemy zaobserwować w odmiennych produkcjach – i to jest ten drugi ewenement. Znakomitym przykładem tego, o czym teraz mówię, będzie Carol. Przeszła ogromną transformację i wydaje mi się, że nigdy nie widziałem czegoś podobnego ani w filmie, ani w telewizji. Najpierw obserwujemy ją jako fizycznie tłamszoną gospodynię domową, która musi skonfrontować się ze śmiercią ukochanej córeczki. Od tego czasu zmienia się w pewną siebie kobietę, nie tylko wojowniczkę, ale i niezależną od nikogo bohaterkę. Przypomnijmy – bycie samodzielnym w tych czasach jest nie lada osiągnięciem. A podobnych przypadków jak Carol jest w tym uniwersum więcej.

Lennie James: Ten gatunek fenomenalnie portretuje duch człowieczeństwa. Ci zwyczajni ludzie nie są superbohaterami, ale znajdując się w tak niezwykle trudnej sytuacji, samoistnie stają się wybawicielami swoich małych społeczności. Nie mając żadnej pomocy z zewnątrz, muszą bazować na własnych instynktach, by przetrwać. Dlatego tym bardziej każde zwycięstwo okazuje się być na wagę złota.

Avatar

Jan Tracz

Studiuje filmoznawstwo na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla Papaya Rocks, Noizz, Przeglądu i Gry-OnLine. Współpracował z Rock Radiem, portalem Movies Room, a także publikował dla Tygodnika Solidarność i Filmawki. Czechofil, audiofil i entuzjasta tenisa. Uwielbia wywiady, rozmowa z ludźmi to dla niego sama przyjemność.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA