Archiwum

BLIŻEJ. Kalkulacja oszustwa

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

UWAGA!  W  TEKŚCIE   POJAWIAJĄ  SIĘ   SPOILERY!

Splątane losy czworga bohaterów Bliżej stanowią swoistą łamigłówkę.

Wiele wysiłku kosztuje śledzenie ich i interpretowanie, zwłaszcza że ta interpretacja bywa zwodnicza, prowadzi na manowce, ponieważ kolejny zwrot akcji obraca w gruzy przyjęte założenie. To analiza emocji napędzających mechanizm związków, u której podstaw leży jednak jedna przewodnia teza – kontrowersyjna, brutalna i mimo wszystko jednak – trochę zbyt uproszczona. Za łatwo by było, gdyby było po prostu tak źle.

Dan – niespełniony pisarz, z zawodu „można powiedzieć dziennikarz”
zajmujący się opracowywaniem nekrologów.

Pewnego dnia przypadkowo spotyka uroczą dziewczynę, która na jego oczach wpada pod samochód. Wypadek jest niegroźny, kończy się na zranionej nodze, jednak Dan i Alice wyraźnie przypadają sobie do gustu. Na tyle, że to spotkanie będą mogli potem celebrować jako początek swojego związku, obchodząc jego kolejne rocznice. Zainspirowany przez Alice Dan publikuje książkę opartą na jej życiu. Z tej okazji spotyka się na sesji zdjęciowej z zawodowym fotografem – Anną. Ich pierwsze spotkanie kończy się namiętnym pocałunkiem. Anna jednak wycofuje się natychmiast, gdy dowiaduje się, iż Dan jest związany z bohaterką swojej książki. Dla niego najwyraźniej nie jest to przeszkodą, chociaż deklaruje stałość swoich uczuć do Alice. Osadzony na miejscu w swoich rojeniach Dan przeprowadza dziwną akcję dywersyjną – podając się za Annę, wdaje się w mocno erotyczny dialog na czacie z Larrym, lekarzem dermatologiem. Efektem tej rozmowy jest zaaranżowane spotkanie Larry’ego i Anny – wprawdzie wtedy wszystko się wydaje, jednak Anna i Larry decydują się dalej spotykać. Tak jest do momentu inauguracji wystawy fotograficznej Anny. Na tej wystawie rozpoczyna się romans między Anną i Danem, który będzie trwał za plecami Larry’ego i Alice przez rok. I to nie koniec skomplikowanych układów, które łączą tę czwórkę…

Motyw przewijający się przez wszystkie układy,
niezależnie od ich kolejnych zmian i transformacji, to motyw prawdy.

Prawdy kalekiej, bowiem nigdy nie towarzyszą jej pobudki szlachetne, nie wypływa z potrzeby uczciwości, nie jest celem samym w sobie. Prawda pojawia się wtedy, gdy wypowiadająca ją osoba pragnie coś osiągnąć – coś, co posłuży jedynie jej. Kiedy zechce się wybielić, zniwelować dręczące poczucie winy, dać sobie pretekst do odejścia, zdjąć z siebie odpowiedzialność. I ta prawda nieodmiennie nie tylko rani, ale stanowi natychmiastowy kres wszystkiego. Szczęście kończy się w momencie, gdy zostaje wypowiedziana, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trwa natomiast do momentu, kiedy celebrowane jest oszustwo.

Wszyscy bohaterowie trwają w złudzeniu,
że prawda jest koniecznością wypływającą z miłości.

Wydaje im się wartością szlachetną, wyjściem na tyle trudnym, że wybór tak uciążliwej drogi automatycznie oczyszcza ich z grzechu. Efektem jest to, że jedyna wyzbyta podtekstów, zupełnie czysta prawda, jaka zostaje tutaj wypowiedziana, zostaje uznana za kłamstwo – i to kłamstwo brudne, mające na celu ukrywanie swoich słabości, kłamstwo tchórzliwe. To ta scena, kiedy w klubie nocnym Larry domaga się od Alice, by powiedziała mu swoje imię. W momencie, gdy styka się z całkowitą uczciwością, pogardza nią, ponieważ świadczą przeciwko niej okoliczności.

I odwrotnie – kłamstwo jest przyjęte z radością,
ponieważ jego opakowanie kusi oko swoim estetycznym wyrafinowaniem.

Nawet samobiczowanie w wykonaniu Dana, kiedy opowiada Alice o swojej zdradzie („jestem tchórzem i egoistą”), to wygodne usprawiedliwienie, w którym z przyjemnością się mości. Skoro jest tchórzem, skoro jest egoistą, jak można mieć do niego pretensje? Po prostu taki jest. Słaby. Ucieczka od odpowiedzialności przewija się tutaj stale. Dan potrafi bez wahania odpowiedzieć, czemu ciągnie go do Anny. Otóż dlatego, że ona go nie potrzebuje. Czy potrzeba więcej, by dowieść istnienia w nim wszystkich cech, o które się oskarża? Ale on je powtarza na głos jak mantrę, chroniąc się tym samym przed odpowiedzią na proste pytanie Alice, dlaczego jej miłość to za mało.

Szczęście kryjące się w kłamstwie stanowi swego rodzaju umowę,
której żadne z nich ostatecznie nie chce dotrzymać.

Kolejne sceny potwierdzają to coraz skuteczniej. Hasłem wywoławczym jest tutaj scena, w której Larry przyznaje się Annie do krótkiej erotycznej przygody, którą przeżył podczas delegacji w Nowym Jorku. Mówi jej o tym, dodając, że czyni to dlatego, że ją kocha. A miłość nie toleruje sekretów. Co usłyszy w zamian? Usłyszy o romansie, który jego żona od roku ma z Danem. Zakochałam się, kocham go, ponieważ kocham. Wiele pada tutaj słów o miłości, ale wciąż padają z ust ludzi, którzy dbają jedynie o siebie i cenią sobie jedynie swoją wizję. Larry dużo później powie Danowi o Annie: „ona potrzebuje czuć się winna”. Gdzie tutaj miłość, a jeszcze dobitniej, gdzie tutaj dojrzała decyzja? Tej samej kobiety, która uciekła od pocałunku, by dać się skusić na dużo bardziej wyrafinowane oszustwo? Prawda została wypowiedziana i szczęście się kończy – ale nie kończy się walka o własność. Anna bezbłędnie wybiera te drogi postępowania, które będą dla niej bardziej bolesne. Larry zaś manipuluje nią jak wytrawny gracz.

I znowu: spotykamy Annę i Dana w zdawałoby się, rozkwicie uczucia.

Larry właśnie podpisał pozew rozwodowy. Jednak podpisał go za cenę ostatniego zbliżenia. Szybkiego, wykalkulowanego, na kształt transakcji handlowej. Anna tę cenę zapłaciła. I Larry przemyślnie namawia ją, by wyznała prawdę Danowi – bo w takich sytuacjach „prawda zawsze bardziej popłaca”. I szczęście kończy się znowu, po wszystkich karkołomnych zabiegach o wolność i szczęście Anna jednak odwraca się od Dana i decyduje się wrócić do Larry’ego. Ponownie wiele słów, które nic nie znaczą.

Ostatnio dodane