Publicystyka filmowa
NAJGŁUPSZE POMYSŁY na HORROR
Filmowcy nie znają granic, a NAJGŁUPSZE POMYSŁY na HORROR to idealny przykład! Sprawdź, co może zabić w absurdalny sposób.
Już wkrótce na ekrany kin wejdzie In Fabric, czyli rzecz o… morderczej sukience. Trzeba przyznać, że filmowcy nie znają granic, jeśli idzie o historie oparte na przedmiotach, jakie na co dzień trudno posądzić o jakiekolwiek siły nieczyste; bądź też na pomysłach, które u samych swoich podstaw nie mają zbyt wiele sensu. Przyjrzyjmy się, co dotychczas zabijało ludzi na dużym ekranie (TUTAJ nieco inny artykuł na ten temat).
Domek dla lalek
Ale że jak to? Jak taka niewinna konstrukcja stworzona dla małych dam z dobrego domu może straszyć, o zabijaniu nie wspominając? Jak udowodnili twórcy Amityville: Drzwi do piekła, może – choć niespecjalnie przekonująco. Tytuł oczywiście mówi wszystko – to ósma część sagi o przerażającym domisku, które tym razem postanowiono zmniejszyć, niejako idąc z… cóż, duchem czasów. Ten koszmarek trafił jedynie na rynek wideo w połowie lat 90. i ostatecznie, co nie powinno dziwić, dobił, i tak już ledwo dychający, cykl kiepskich filmów grozy.
Kaseta VHS
Nie odmawiam jakości ani kultowemu (?) już japońskiemu straszakowi Krąg z 1998 roku (i jego kontynuacjom), ani tym bardziej ciekawemu amerykańskiemu remake’owi tegoż z 2002 roku (bez mizernych kontynuacji). To solidne horrory, które zapracowały na swój sukces.
Co nie zmienia faktu, że śmiertelna okazuje się w nich poczciwa kaseta wideo, po której obejrzeniu zostaje nam tydzień do śmierci, czyli czas wystarczający do odkręcenia (przewinięcia?) swego losu. A przecież każdy fan VHS-ów wie, że największym koszmarem z nimi związanym jest wciągnięcie taśmy przez odtwarzacz (tym większym, jeśli jest pożyczona), a nie jakieś chude dziewczynki wychodzące z telewizora.
Kino
Idziemy za ciosem, bo skoro może zabijać seans w domowym zaciszu, to tym bardziej niebezpieczne są zbiorowe przybytki kultury. Gwoli ścisłości, to ani w Demonach (Dèmoni, 1985), ani w Oszukać przeznaczenie 4 (2009) kino jako takie nie zabija – czynią to odpowiednio… demony i przeznaczenie. Fakt jednak faktem, że po zakupieniu biletu nasi bohaterowie mają przechlapane – niekiedy wręcz dosłownie. Zresztą, jak rzadko kiedy, tym razem strach ma tu podstawy w rzeczywistości. W końcu w kinie już nieraz ktoś umierał naprawdę – choćby i na zawał w trakcie. .. horroru.
Lodówka
Twórcy krótkometrażowego Attack of the Killer Refrigerator i powstałego na jego bazie The Refrigerator z 1991 roku z pewnością wzięli sobie do serca powiedzenie o zabiciu głodu. Co jak co, ale lodówka to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w domu, z czym wiąże się na przykład niebezpieczne dla zdrowia obżarstwo. Jeśli natomiast lodówka jest solidna, pojemna i dobrze chłodzi, to może nieść ze sobą ryzyko wyziębienia organizmu i zgonu z zimna (co o mało nie spotkało wojskowych w Piątym elemencie). Ale lodówka sama zjadająca ludzi? No cóż, dla beki jak najbardziej.
Łóżko
Najważniejszy mebel sypialni miał swój morderczy epizod w niesławnym Nawiedzonym (foto główne), gdzie był jednak tylko narzędziem w rękach większej siły. Poza tym filmowcy często wybierali ten kojarzony na co dzień raczej z przyjemnościami rekwizyt na główny plan krwawych zbrodni (coby wymienić tylko Nagi instynkt). Natomiast samoistnie łóżko utula bohaterów do śmierci w Death Bed: The Bed That Eats z 1977 roku. Tytuł ponownie dokładnie wyraża tu obraną przez łoże ścieżkę – opętane przez demona, szama, aż miło. To znaczy byłoby miło, gdyby film autentycznie straszył i/lub śmieszył. Niestety głównie żenuje – acz i to wystarczy, aby nie móc później zasnąć.
Opona
Z zupełnie innego założenia wyszedł reżyser Morderczej opony (2010), robiąc ze swojego filmu przewrotną karykaturę slasherów i innych filmów powszechnie pojmowanej grozy. U niego guma będąca na co dzień podstawą do poruszania się samochodów nie tylko zabija w wymyślny sposób (na przykład wywołując natychmiastowe „zapalenie opon mózgowych”), ale potrafi również.
.. kopulować z homo sapiens (w końcu oryginalny tytuł filmu brzmi Rubber, co jest także potocznym określeniem prezerwatywy). Nie powinno zatem dziwić, że na końcu filmu do akcji wkracza także opanowany przez boga mordu… rowerek dla dzieci. Znany z podobnych eksperymentów formalnych Quentin Dupieux stawia jednak przede wszystkim na opony. Dużo opon!
Plansza Ouija
No dobra, w tym wypadku trzeba oddać twórcom sprawiedliwość, ponieważ Ouija w samym swoim założeniu przeznaczona jest na wieczór z duchami, które za jej pomocą mają się ponoć komunikować z żywymi (tak jakby nie prościej było coś wystukać na telefonie). Jednak co innego okazjonalna rozmowa, a co innego horror powstały na podstawie… drewnianej deski z napisami.
Tymczasem Ouija z 2003 roku (cóż za oryginalny tytuł!) oraz powstający jak grzyby po deszczu jej następcy (w tym Diabelska plansza Ouija i prequel) zdołali wyzwolić do naszego świata całą serię infantylnych filmików, które – o zgrozo! – cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem.
Telefon
Nie, bynajmniej nie chodzi o tę śmiertelną pułapkę w postaci budki z Telefonu Joela Schumachera. Kino zabijało już wszak wcześniej przez wykorzystanie tego wynalazku służącego do komunikacji (znowu!).
Morderstwo przez telefon z 1982 roku wspina się na wyżyny tego pomysłu – wszystko dzięki specjalnie zaprojektowanemu mechanizmowi, który sprawia, że ginie każdy, kto ośmieli się odebrać rzeczone urządzenie. W roli głównej Richard Chamberlain. Jak na punkt wyjścia wyszła z tego nawet całkiem niezła rozrywka, ale raczej nie o tym marzył Alexander Bell, kiedy patentował swój pomysł.
Winda
To chyba wysokość czyni z tego środka miejskiego transportu taki koszmar. Chętnie wykorzystywany w filmach akcji (Speed, Szklana pułapka) czy katastroficznych (tu wstaw dowolny tytuł z dużym budynkiem).
W kinie grozy winda ma swoje pięć minut jeszcze choćby w pamiętnym Milczeniu owiec. Co jednak zrobić, gdy nie jest ona tylko pustym obserwatorem sytuacji, ale też samoświadomym mordercą? Tak właśnie dzieje się w De Lift (1983), w którym to winda z dnia na dzień zyskuje na inteligencji i stwierdza, że bardziej niż wozić, opłaca jej się zabijać ludzi. Jeszcze ciekawiej jest w remake’u tego dzieła – W dół (2001), gdzie za śmiercią w wieżowcu Millennium (sic!) stoi techniczna pluskwa. Jest w tym wszystkim duży plus. Oba filmy jak nic zachęcają do korzystania ze schodów. A tam już czyha… mordercze kardio!
Wyciąg narciarski
Na koniec fabuła nieoparta na złowrogim przedmiocie per se. We Frozen z 2010 roku (nie mylić z późniejszym koszmarkiem Disneya) krzesełkowa kolejka na szczyt cały czas pozostaje wyłącznie martwym narzędziem, które samoistnie nie czyni bohaterom krzywdy. Ale to właśnie na nim rozgrywa się horror ich życia. Oni na śniegu, wilki jakieś, przyrzekali sobie ten ostatni zjazd od lat. Ale jak nie, to nie! Aaaargh! Co prawda ostatecznie wyszło całkiem zgrabnie, ale nie oszukujmy się – wyciąg narciarski? Serio?
Fajny fakt: jedną z głównych ról gra tu Shawn Ashmore, czyli… Iceman z serii X-Men. To dopiero paradoks, że został tu na lodzie.
Bonus:
Maksymalne przyspieszenie
W tym filmie zabija wszystko – od ciężarówek, przez walce aż po automaty z napojami.
Istna apokalipsa absurdu!
