Publicystyka filmowa
PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA. 5 najciekawszych filmów o włoskiej mafii
Odkryj fascynujący świat włoskiej mafii w filmie PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA. Poznaj najbardziej spektakularne historie gangsterów!
Kino zna wiele fascynujących przykładów gangsterów, których losy z drżeniem serca oglądaliśmy. To nasi ulubieni antybohaterowie. Postrzegamy ich jednak w dwojaki sposób. Tak jak się ich boimy – gdyż reprezentują niebezpieczny, amoralny świat – tak jednocześnie podziwiamy ich za determinację, przywiązanie do zasad oraz za szacunek, jakim się cieszą.
Esencjonalnymi filmami gangsterskimi są te opowiadające o włoskiej mafii. To właśnie w tym kraju swój początek miała zorganizowana przestępcza organizacja, o szerokiej sieci wpływów, sięgającej od elit rządzących, przez Kościół katolicki, sferę biznesową, aż do samej policji. Jeśli mamy być jednak dokładni, to mafia narodziła się nie tyle we Włoszech, ile na Sycylii – wyspie, która po burzliwej historii od 1947 jest obszarem autonomicznym. Wcześniej jednak, na skutek tego, że rząd Włoch traktował Sycylię jak niechciane dziecko i często zapominał o jej mieszkańcach, władzę na wyspie zaczęły przejmować grupy przestępcze.
Miały one tak silne struktury, że potrafiły zapoczątkować swoją działalność nawet na dalekiej emigracji – w Nowym Świecie. Późniejsza Ameryka sama przyczyniła się do rozwoju mafii za sprawą wprowadzenia prohibicji. Reszta jest już historią znaną z filmów.
Oto pięć moim zdaniem najciekawszych filmów opowiadających o losach włoskich gangsterów. Narzuciłem sobie tylko jedno kryterium – główny bohater musiał posiadać korzenie włoskie lub sycylijskie. Oczywiście nie tylko ta narodowość ma brud na rękach, gdyż zorganizowaną przestępczością w USA parali się także Irlandczycy, Żydzi, a dziś np. robią to Kolumbijczycy. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie sympatycy makaronu i pizzy dali początek mafii, także z punktu widzenia językowego – „ma fia” to po włosku „moja córka”.
Niektóre z tych filmów znacie dobrze, bo to klasyki tego specyficznego podgatunku sensacji. Myślę jednak, że każda okazja jest dobra do tego, by raz jeszcze o nich przypomnieć. A jakie ty, drogi czytelniku, pamiętasz filmy o włoskiej mafii? Dodaj swój komentarz.
Ojciec chrzestny (1972), reż. Francis Ford Coppola
Zawsze starałem się być zapobiegliwy. Kobiety i dzieci mogą być beztroskie, my nie.
To zestawienie nie mogło zacząć się inaczej. Epokowe dzieło Coppoli rozpoczyna praktycznie każdą listę nie tylko najlepszych filmów gangsterskich, ale także najlepszych filmów w ogóle. Choć akurat mnie nieco ominęła fascynacja tym tytułem (obejrzałem go raz i do dziś nie mam potrzeby powtórki), to jednak potrafię docenić jego znaczenie dla kinematografii. Historia wyjęta z kart powieści Mario Puzo, przybliżająca losy sycylijskiej rodziny Corleone, podkreśla przede wszystkim majestat mafii jako organizacji dalece niejednoznacznej. Okazuje się, że pomimo czerpania zysków z łamania prawa stojący na czele rodziny ojciec chrzestny zawsze zachowuje twarz, godność i honor.
Szacunku można mu pozazdrościć, tak jak i wypracowanych więzów rodzinnych, które spajają ród Corleone. Wychodzi na to, że to właśnie życie w mroku, trwoga i regularne rzucanie wyzwania diabłu mogą wyjątkowo trwale zespolić nas z bliskimi. Uprzednio jednak trzeba wszystko bardzo dobrze rozplanować, gdyż ci, co nie trzymają się schematu postępowania oraz zasad tradycji, szybko wypadają za burtę tego rejsu o władzę i wpływy.
Kamorysta (1986), reż. Giuseppe Tornatore
Jak mawiają w Neapolu: trzeba mieć jaja. Pan je ma?
Włoch Giuseppe Tornatore, znany przede wszystkim z Cinema Paradiso, zaczął swoją reżyserską karierę z niemałym przytupem. Jego debiut reżyserski pt. Kamorysta to bardzo brutalna opowieść o wzlocie i upadku włoskiego mafiosa. Scenariusz oparty na powieści Giuseppe Marrazzo, przybliża postać niejakiego Profesora. Podczas odsiadki wyroku za zabójstwo postanawia przejąć rządy w neapolitańskiej mafii, zwanej kamorrą. Jego postać została oparta na sylwetce Raffaele Cutolo, włoskiego bossa mafijnego.
Seans Kamorysty trwa prawie trzy godziny, ale przez większość tego czasu losy Profesora ogląda się z wypiekami na twarzy. Jego niesamowita charyzma, siła perswazji wystarczyły, by przez lata mógł pociągać za sznurki przestępczej organizacji, siedząc w celi ubrany w szlafrok. Choć wiele filmów gangsterskich już widziałem, podczas seansu Kamorysty wciąż nie mogłem się nadziwić, jak daleko mogą sięgać macki włoskiej mafii oraz jak bezwzględnie ona funkcjonuje.
Nietykalni (1987), reż. Brian De Palma
Więcej uzyskasz przy pomocy miłego słowa i broni niż tylko przy pomocy miłego słowa.
Popkultura ugruntowała wizerunek włoskiego gangstera. Al Capone jest już dziś ikoną. Spośród wielu filmów, w których mieliśmy okazję zobaczyć tę postać, ja najbardziej lubię Nietykalnych w reżyserii Briana De Palmy. Duża w tym rola sentymentu, gdyż niegdyś dość często wracałem do tego filmu. Dla mnie wyjątkowość Nietykalnych przede wszystkim opiera się na tym, iż perfekcyjnie zestawia ze sobą dwa przeciwstawne archetypy – wizerunek sprawiedliwego policjanta oraz nieprawego gangstera, czyli anioła prawa i sługi diabła. Ta prostota wydźwięku mającego barwy czerni i bieli bardzo mnie ujęła.
Nietykalni zatem jako opowieść o konfrontacji z nieprawością najlepiej sprawdzają się w roli historii wzorcowej, swoistego ideału, który winien być przybliżany w każdej szkole policyjnej. Ideału mającego jednocześnie niewiele wspólnego z brutalną rzeczywistością, w której korupcja i wpływy dają mafii taką przewagę, że walka z nią zbieżna jest zwykle z walką z wiatrakami.
Prawo Bronxu (1993), reż. Robert De Niro
Najsmutniejsze w życiu są zmarnowane talenty.
Kolejny debiut na tej skromnej liście i zarazem kolejna wybitna pozycja. I dodajmy, że debiut podwójny – reżyserski i scenariuszowy. Role te przejęli dwaj wybitni aktorzy, Robert De Niro i Chazz Palminteri, którzy jednocześnie uraczyli film swymi występami, stając naprzeciw siebie w niecodziennej konfrontacji. W słynnej nowojorskiej dzielnicy, w której rządzi włoska mafia, rozgrywa się pojedynek o władzę nad duszą młodzieńca. To opowieść o trudach ojcostwa, które często, za sprawą narzucania ograniczeń wychowawczych, przegrywa z naturalną potrzebą wolności dziecka.
Jeśli w dodatku ta wolność wiąże się z dostępem do pieniędzy i władzy, pokusa odejścia z domu rodzinnego jest jeszcze większa. Prawo Bronxu to niejako gangsterska wersja przypowieści o synu marnotrawnym, z tą jedną różnicą, że potomek do końca nie ma pewności, czy wybrać życie po swojemu, acz poza prawem, czy też w okowach społecznego schematu, acz uczciwie. Oba te kierunki mogą mieć bowiem bardzo stabilne filary.
Gomorra (2008), reż. Matteo Garrone
Trzęsienie ziemi jest wolą Bożą. Jest dobra na glebę.
Sugestywny – ten przymiotnik przychodzi mi jako pierwszy do głowy na wspomnienie filmu Matteo Garrone. To bowiem najbardziej realistyczny i bezpretensjonalny obraz włoskiej mafii, jaki udało mi się w życiu obejrzeć. Akcja przeniesiona została do współczesności, gdzieś między brudne blokowiska Neapolu, a udział w niej biorą często małoletni bandyci. Film został całkowicie odarty z wszelkich stereotypów towarzyszących popkulturowemu wizerunkowi włoskiego mafiosa. Gomorra wygląda momentami tak boleśnie prawdziwie, że wywołuje wrażenie filmu dokumentalnego, a nie fabuły.
Wysyp nagród i nominacji dla tego dzieła nie powinien nikogo dziwić. Nie jest to jednak kino, do którego chce się wracać. To raczej jednorazowa dawka otwierających oczy emocji, które prowadzą do bardzo gorzkiej konstatacji – ten bezwzględny i pełny przemocy świat zorganizowaliśmy sobie sami.
