Connect with us

Publicystyka filmowa

RANKING kinowych FILMÓW WOJCIECHA SMARZOWSKIEGO

Odkryj najważniejsze FILMY WOJCIECHA SMARZOWSKIEGO! Zestawienie jego dzieł pełne nagród, kontrowersji i emocji. Sprawdź, co sądzisz!

Published

on

Zagłosuj na najlepszy film WOJCIECHA SMARZOWSKIEGO

Nie ulega wątpliwości, że Wojtek Smarzowski jest jednym z najważniejszych polskich współczesnych reżyserów. Świadczą o tym dziesiątki nagród, pełne sale kinowe, bezustanne dyskusje przeciwników i zwolenników jego twórczości, kontrowersje przy niemal każdej premierze oraz fakt, że od czternastu lat regularnie dostarcza nowy obraz co 2–3 lata, co w polskim kinie jest ewenementem. Oto zestawienie jego dzieł z ocenami poszczególnych filmów. Bardzo mnie ciekawi, czy moje zdanie pokrywa się z waszym – koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Advertisement

7. Pod Mocnym Aniołem

Pierwszy poważny zgrzyt w karierze reżysera. O ile wcześniej alkoholizm podszywał wszystkie historie Smarzowskiego, to tutaj wysuwa się na pierwszy plan. Nie wiem, czy Smarzowski jest alkoholikiem, ale wiem jedno. Filmów o kosmonautach nie muszą kręcić kosmonauci. Filmów o klerze nie musi kręcić katolik. Ale filmy o problemach alkoholowych powinien kręcić ktoś, kto w tym temacie ma jakieś rozeznanie. Temat jest bardzo trudny, a podstawą filmu jest książka Jerzego Pilcha, która nosi znamiona autobiografii. Zamiast osobistego i intymnego portretu osoby dotkniętej poważną chorobą dostajemy ciąg obrazków zapijaczonych bohaterów, rzygających, srających, przeklinających i pierdolących się po kątach.

O ile Pilch uprawia coś w stylu realizmu delirycznego, to Smarzowski totalnie nie radzi sobie z tą historią. Surrealistyczne wstawki burzą konstrukcję naturalistycznego portretu, bo twórca totalnie nie ma pomysłu na zakorzenienie ich w narracji. A widz dostaje niestrawny koktajl, który nie jest ani przestrogą, ani refleksją o naturze uzależnienia i wypada z pamięci po kilku dniach od seansu.

Advertisement

Moja ocena: pięć piwek, z czego jedno do połowy, więc cztery i pół.

6. Drogówka

WIEDŹMIN w tym tygodniu wraca z kolejnymi odcinkami. Netflix pokazał zapowiedź

Przypadek filmu, którego marketing zapowiadał coś zupełnie odmiennego od finalnego dzieła. Promowany jako czarna komedia – zbieranina skeczy o pracy polskiej policji – zaskoczył poważną fabułą z szerszą refleksją. Smarzowski stanął w rozkroku między swoim umiłowaniem do opisywania patologii za pomocą przaśnych, dosłownych żartów a próbą nakręcenia dreszczowca z wyraźną, misterną intrygą. Efekt jest dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać, kiedy robi się dwie rzeczy naraz. Film nie jest ani jednym, ani drugim. Ale dostarcza kinowych emocji i, rzecz jasna, dzieli publiczność.

Advertisement

Na plus należy zaliczyć standardowe już dla reżysera świetne aktorstwo i wyczucie filmowego nerwu, na minus – rozwleczenie, przedłużenie i wynaturzenie chyba każdego elementu składowego. Obraz jest po prostu za długi, by pod koniec nie męczyć – nie tylko eskalacją przemocy, wulgaryzmów i seksu, ale także formą i treścią. Sprawa kryminalna nie jest tak bardzo pasjonująca ani zajmująca, by rozciągać ją do dwóch godzin, a rodzajowe scenki nagrywane telefonami zawierają zbyt dużo internetowych sucharów, by uznać je za błyskotliwe.

Moja ocena: sześć punktów karnych.

Advertisement

5. Wołyń

Przykład filmu, którego ambicja i temat przerosły jego znaczenie artystyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że samo oglądanie tej historii na ekranie przynosi efekt przeczyszczający. Dla Polaków kwestie historyczne, narodowościowe, etniczne są bardzo ważne – może nawet ważniejsze niż cokolwiek innego. Kwestia mordów wołyńskich stawała nam ością w gardle od kilkudziesięciu lat i przez ten czas nie doczekaliśmy się rozsądnego filmu o tych zdarzeniach. Tę pustkę wypełnił Smarzowski, szykując długi, epicki, krwawy, a jednocześnie wyważony ideologiczne dramat. Eskalacja przemocy postępuje powoli, ale wyraźnie, by w ostatnich scenach chwycić za gardło.

Niestety, w procesie przygotowań Smarzowski scenarzysta tak bardzo zanurzył się w realiach historycznych, że nie dał rady zadbać o zupełnie przyziemne, ale kluczowe filmowe kwestie, do których należą charakterystyka postaci i fabuła. Nie da się ukryć, że film jest serią poszarpanych scen, w których próżno doszukiwać się aktorskich kreacji, do jakich Smarzowski reżyser nas przyzwyczaił.

Advertisement

Moja ocena: sześć razy napisać w zeszycie „będę robił filmy o postaciach, a nie wypracowania historyczne.

4. Róża

ŻYWI I UMARLI. Serialowy horror już wkrótce na kanale Epic Drama

Historia, romans, wojna. Magiczne trio, które na widzów działa jak magnes. W swoim trzecim filmie Smarzowski połączył te trzy elementy i po raz kolejny zdobył uznanie widzów i krytyków. Jednocześnie, jeśli mnie pamięć nie myli, był to chyba najmniej kontrowersyjny film reżysera. Może skupienie się na prostej, ale dramatycznej historii uczucia dwójki ludzi rzuconych na tło okrutnej wojny jest dobrym rozwiązaniem do tworzenia pasjonującego kina? Po Róży filmowiec wrócił do swoich charakterystycznych chwytów i rozwiązań. Na uwagę zasługuje tutaj między innymi główny męski bohater – chyba jedyny w pełni pozytywny w filmografii autora.

Advertisement

Moja ocena: siedem czerwonych róż.

3. Kler

Kler

Bardzo duże zaskoczenie i dla mnie, osobiście, lekcja pokory. Przyznam, że nieco dałem ponieść się medialnej wrzawie wytworzonej wokół filmu, jak i pochopnie oceniłem jego trailer, który okazał się mylący. Jeszcze pierwsze trzydzieści minut Kleru utwierdza w przekonaniu, że Smarzowski idzie na dużą łatwiznę. Płonący kościół i trzy kieliszki wódki w jednym z pierwszych ujęć są banalną metaforą tego, co oglądamy na ekranie.

Advertisement

Ale potem jest już tylko lepiej. Postacie nabierają wyrazu, ich historie zaczynają wciągać, ich dramaty nagle stają się bardzo ludzkie. Przez jakiś czas widzowie są wodzeni za nos i utwierdzani w błędnych przekonaniach co do zachowań i decyzji filmowych bohaterów. Na koniec mamy porządny, scenopisarski twist, który odwraca nasze przekonania, a Kler wychodzi obronną ręką z pojedynku z bojownikami, którzy filmu nie widzieli, ale są święcie przekonani, że jest albo paszkwilem na kościół, albo filmem w stylu Vegi. Także pod względem formy jest to Smarzowski na wysokich obrotach, ale Kler odsłania niestety bolesną prawdę o filmowcu.

Jego filmy istotnie są takie same i jeśli nadal będzie kontynuował uprawianie tej „smarzowszczyzny”, to dalej będzie tylko gorzej. No bo w filmie o księżach reżyser pokazuje księży złych i trochę mniej złych. Ci trochę mniej źli wydają się na początku być najgorsi – ale zwrot akcji przenosi ciężar winy na kogoś innego. Nadal jednak – na innego księdza. Nie ma tutaj nic zaskakującego ani odkrywczego, jest za to dużo uogólnień. Szczerze? Film o postaci Roberta Więckiewicza, rozwinięty do pełnego metrażu, mógłby być dużo bardziej interesującym dziełem.

Advertisement

Moja ocena: Osiem zdrowasiek.

2. Dom zły

Film z czasów, kiedy filmowca interesowały jeszcze intryga, fabuła i postacie. Brud, syf i grzech wylewają się z ekranu hektolitrami, ale wszystko to jest odpowiednio podbudowane i zaplanowane oraz stanowi punkt wyjścia do głębszej, istotniejszej kwestii: kto mówi prawdę i czym ona w ogóle jest. Dom zły przedstawia historię oddziału milicji, który przybywa na miejsce zbrodni sprzed lat, by dokonać wizji lokalnej. Milicjantom towarzyszy podejrzany o udział w tej zbrodni. W retrospekcjach poznajemy jego wersję wydarzeń. Okazuje się, że przeszłość nadal żyje i swoimi mackami dosięga teraźniejszości.

Advertisement

Umieszczam Dom zły na drugim miejscu rankingu, co wskazuje na to, że każdy kolejny film Smarzowskiego jest nieco gorszy od poprzedniego i chyba nie ma w tym sformułowaniu dużego przekłamania. Patrząc na filmografię tego reżysera z dystansu – w sposób podobny do punktu widzenia kamery w ostatnich ujęciach jego filmów – widać, jak bardzo przywiązanie do scenariusza i postaci schodzi powoli na dalszy plan, by dać upust wściekłości twórcy i jego upodobaniu do szokowania. Wciąż jednak nie można mu odmówić talentu do wyciskania z filmowej materii niezliczonych pokładów napięcia i emocji.

Moja ocena: Osiem ciosów siekierą.

Advertisement

1. Wesele

Wczesny obraz, kinowy debiut, silne uderzenie, nowa jakość i jednocześnie mój ulubiony film Smarzowskiego. Siłą napędową Wesela jest znakomicie napisany scenariusz, w którym historia powoli się rozwija, postacie ulegają przeobrażeniu lub dostają nauczkę, poszczególne wątki uzupełniają się i zazębiają, a napięcie rośnie niczym w rasowym thrillerze. Historia nade wszystko – to motto powinno być wtłaczane wszystkim filmowcom w szkołach filmowych na każdym możliwym kroku, przy każdej możliwej okazji. Smarzowski, absolwent wydziału operatorskiego, obraz wykorzystuje oszczędnie, ale efektywnie.

Wplata do filmu ujęcia z VHS, kamerę trzyma blisko postaci, aktorom pozwala grać w długich ujęciach, w samym finale dopiero robiąc efektowny odjazd na kranie, który stanie się elementem wspólnym wszystkich jego obrazów. To oddalenie może być spojrzeniem z góry na przywary i wady Polaków, może być też zdystansowaniem się od zachowań i motywacji bohaterów, wśród których trudno znaleźć jednoznacznie dobrego i pozytywnego. O Weselu nie można powiedzieć ani, że jest wrażliwym spojrzeniem na polskość, ani jej odbiciem w krzywym zwierciadle. To autorska wizja reżysera, który dostrzega w ludziach złe cechy i eksploatuje je do granic możliwości – przynajmniej tak nam się wtedy, w 2004, zdawało.

Moja ocena: Dziewięć kieliszków wódki na dziesięć polanych.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *