Connect with us

Recenzje

LUDZKA STONOGA 2. Wiwisekcja dewiacji według Toma Sixa

LUDZKA STONOGA 2 to przerażająca podróż w głąb mrocznych pragnień, gdzie cierpienie z dzieciństwa kształtuje dewiacje. Zobacz, co kryje się za groteską.

Published

on

LUDZKA STONOGA 2. Wiwisekcja dewiacji według Toma Sixa

Spoglądać w wyłupiaste, nieobecne oczy Martina Lomaxa (Laurence R. Harvey) to jak przyglądać się spersonifikowanej twarzy własnych najwstydliwszych lęków. Tom Six ulepił niemal ideał zwyrodnialca. Dr Hannibal Lecter jest przy nim jak niewarty uwagi pędrak, dopiero raczkujący w zawodzie mordercy-dewianta. Co ma więc począć widz, gdy ewidentnie wmawia mu się, że stereotypowo zboczeńcem musi być osobnik wykorzystywany seksualnie w dzieciństwie, pozbawiony urody, otyły, spocony, kurduplowaty, samotny, zdominowany przez matkę, itd. Sądzę, że Six nie nakręcił Ludzkiej stonogi 2 tylko po to, żeby jeszcze raz pokazać publice jakie to niewygodne mieć przyszytą twarz do odbytu innego człowieka i dławić się jego odchodami. On to zrobił, ponieważ chciał ukazać, jak przeżyte w dzieciństwie cierpienie bezdusznie oddziela człowieka od społeczeństwa. I bynajmniej nie chodzi mi w tym przepadku o ofiary Martina.

Advertisement

Tom Six słusznie zapowiadał, że sequel Ludzkiej stonogi będzie kolejnym przesunięciem granic filmowej makabry. Tak w rzeczy samej jest, być może stąd specjalny zabieg, by nakręcić film w czerni i bieli – ale o tym później. Teraz skupmy się lepiej na Martinie Lomaxie, głównym bohaterze, skrojonym idealnie na potwora. Martin, którego odtwarza angielski aktor Laurence R. Harvey, to jeden z najbardziej nieatrakcyjnych ludzi, jakich widziałem. Zapewne celem reżysera było takie estetyczne wykreowanie obrzydliwej fizjonomii Martina, żeby widzowie nie mieli wątpliwości, że stopień brzydoty tego człowieka jest komplementarny z poziomem psychicznej dewiacji oraz makabrycznymi skłonnościami.

Zasada, którą posłużył się Tom Six jest prosta i bardzo stereotypowa – to, co brzydkie, jest równocześnie złe. Pewnie znamy ją z codziennego życia, bo większość z nas musiała chociaż raz w całej swojej egzystencji zaśmiać się otwarcie lub skrycie z kogoś, kto jest odmienny, brzydki, nienormalny, pokraczny lub w jakikolwiek inny sposób nie radzi sobie z tym, co większość ludzi potrafi.

Advertisement

Tak to już bywa, że ludzie, którym tzw. natura poskąpiła urody, zwykle są poniżani w życiu społecznym, otwarcie bądź skrycie, gdy poprawność polityczna nie pozwala na otwarte zamanifestowanie swoich poglądów. Jak dobrze pamiętamy, w historii zdarzyły się koncepcje radykalnie rozwiązujące problem odstających od aktualnie obowiązujących kategorii piękna i normalności (np. akcja T4). Brzydkich, niedostosowanych do obowiązującego kanonu piękna chciano więc likwidować, by nie zanieczyszczali swoimi genami dążącego do doskonałości narodu. W tym sensie Martin jest przykładem spersonifikowanej zemsty na takim sposobie myślenia. Jego samotne i skrzywione życie osobiste trwa mimo dewiacji, na przekór zdrowemu rozsądkowi, który w stosunku do jego sytuacji zapewne wielu odbiorców filmu odczuło.

I tak Martin był w dzieciństwie wykorzystywany seksualnie przez ojca, który właśnie za to siedzi w więzieniu. Matka wcale nie ma pretensji do swojego męża. Całą odpowiedzialność zrzuca za to na syna, ponieważ to „przez niego” straciła partnera. Poza tym dręczy Martina psychicznie, grożąc, że go zabije, dokonując na jego oczach samookaleczeń i wyzywając go od świń, kiedy ten podczas snu oddaje kał do łóżka. Okropieństwa całej sytuacji dopełnia fakt, że do mrocznego domu Lomaxów zagląda czasem doktor Sebring. Przynosi Martinowi leki na astmę, a czasem, nawet przy matce, nie umie się powstrzymać, żeby nie dotknąć wiecznie spoconego chłopaka – chociaż przy jego fizjonomii trudno go tak nazwać.

Advertisement

Marzeniem doktora jest stosunek analny z Martinem, który doskonale o tym wie. Nie potrafi jednak wydać z siebie ani jednego słowa protestu. Właściwie to nie mówi przez cały film, tylko wydaje z siebie np. naśladujące biegunkę dźwięki albo coś w rodzaju syczenia, kiedy jest podniecony lub gdy coś obscenicznego zwróciło jego uwagę.

Jak więc, funkcjonując w takim otoczeniu, nie oddać się swoistemu rodzajowi eskapizmu? Jak nie znaleźć sobie wzoru do naśladowania poza zdeprawowanym do cna światem, który składa się z samych wzorczych antytez? Żeby instynktownie obronić resztki swojego ja, Martin wymyśla sobie własny świat, w którym to on jest twórcą, i to radykalnym, wręcz boskim, a na pewno amoralnym. Naprzeciw wychodzi mu sam Tom Six z pierwszą częścią Ludzkiej stonogi. Martin pogrąża się w bezkrytycznej fascynacji pomysłem stworzenia ludzkiej stonogi. Wymyśla, że sam ją zrobi, dosłownie – tak, jak zbija się karmnik dla ptaków, wykorzystując podręczne narzędzia, taśmę klejącą i zszywacz.

Advertisement

Na nocnych dyżurach w podziemnym garażu namiętnie ogląda pierwszą część filmu Sixa. Wręcz hipnotyzuje go połączenie ciał w ten sposób, że ludzka twarz jest przyszyta do czyjegoś odbytu. Pomysł doktora Heitera podnieca go tak bardzo, że staje się w końcu niszczącą obsesją. Stopień jej agresywności jest tak wysoki, że Martin posuwa się nawet do masturbacji papierem ściernym na widok stonogi. Nienawiść i obrzydzenie wobec samego siebie wkrótce przenoszą się na innych ludzi, z których większość jest i ładniejsza, i mądrzejsza. Trzeba więc ich zabić, ale najpierw może by tak pokazać im, że nawet piękno cielesne ma swoją brzydką, odbytniczą stronę, a to, co wydaje się godne pozazdroszczenia i doskonałe, w określonych warunkach jest cielesnym doświadczeniem nie do zniesienia. W ten sposób zaczyna się podróż Martina przez analne fiksacje, im bardziej nielogicznie sfilmowana, tym jednak trudniejsza do zaakceptowania dla widza.

A na końcu czeka nas nieopisanie krwiożerczy zmysłowo finał, czyli stosunek płciowy z wysmarowaną kałem stonogą.

Ludzka stonoga 2 została ostatecznie wyprodukowana jako film czarno-biały, no może za wyjątkiem strzelającego po ścianach kału. Taki zabieg pozostawia dość szeroki margines dla wyobraźni. Zwłaszcza tej, którą charakteryzuje się współczesny konsument popkultury, gdzie przemoc jest nieodzownym elementem „interesującej” fabuły. Być może też Tom Six obawiał się kontrowersji wokół filmu. Zastosował zatem kamuflujący zabieg, dzięki któremu wizualny efekt gore jest mniej drastyczny chodziło głównie o czerwień i wszystkie jej odcienie, gdyż krwi w filmie leje się sporo.

Advertisement

A poza tym czerń i biel sugerują, że mamy do czynienia z filmem artystycznym, a przynajmniej takim, który ma do tego miana pretensje. Co to technicznej strony produkcji, trzeba obiektywnie przyznać, że David Meadows ma znakomite oko do tworzenia minimalistycznych, szerokokątnych ujęć, często występujących w bliskich planach i żabiej perspektywie.

Co do Toma Sixa, na tym etapie jego twórczości jednak zadufaniem w sobie i błędem wydaje się autotematyzm. Six jest najzwyczajniej za młody na to, żeby tworzyć jednocześnie skomplikowane, symboliczne studia nad motywami przemocy, horrory gore oraz autoplagiaty poprzednich filmów. Wmieszanie w ten koktajl jawnie prezentowanej przemocy wobec kobiety w ciąży i samych dzieci wydaje się zbędne, a dla mnie osobiście jest kluczowym czynnikiem, który spowodował, że oceniłem film na 3, a nie 7. Uległem najwidoczniej swoim bardzo głębokim lękom, które nakazują mi bezrefleksyjnie sprzeciwiać się cierpieniu zadawanemu bezbronnym istotom żywym, a więc noworodkom, niemowlakom, dzieciom i zwierzętom. To wszystko jest eksploatowane przez Sixa, jakby nic nie znaczył dla niego widz. No i jeszcze ta skolopendra wraz z tym bolesnym dla ucha, szeleszczącym odgłosem jej dziesiątek nóg.

Advertisement

Terrarium, w którym mieszka jest istotnym motywem w filmie Sixa. Uważny widz pewnie zwróci uwagę, że jednym z niewielu odgłosów, które wydaje Martin jest coś w rodzaju „eeeeeiiiii” podczas karmienia drapieżnego parecznika. Terrarium to jest czymś w rodzaju lejtmotywu dla całej produkcji, zmaterializowanym symbolem obsesji Martina, która w kulminacyjnym momencie filmu dosłownie kąsa odbyt mordercy od środka. W podobny sposób kompulsje dręczą jego wątłą psychikę. Cokolwiek by sądzić o Lomaxie, jest niezwykle wrażliwy, a nadmiar emocji transponuje na idolatryczne uwielbienie doktora Heitera wraz z jego dogłębnie patologicznym dziełem.

Oprócz skolopendry, warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden powtarzający się motyw – płacz dziecka. Towarzyszy on Martinowi w snach, kiedy leży w swoim barłogu i bezwiednie wypróżnia się pod siebie, dokładnie jak niemowlę, którym na chwilę się wtedy staje. Z tego, co odsłania Six w fabule Ludzkiej stonogi 2, ów płacz jeszcze bardziej podniecał ojca Martina. Wreszcie, nawet po wymordowaniu wszystkich członów zbuntowanej i nieudanej stonogi, siedzący samotnie w garażu Martin wciąż słyszy kwilenie dziecka. Six boleśnie pozostawia widza w niepewności, czy aby cała ta historia wydarzyła się naprawdę.

Advertisement

Czy to jest tylko płacz w głowie Lomaxa, a może zamknięte wcześniej w samochodzie dziecko jeszcze nie umarło i czeka na swojego oprawcę? Pamiętajmy, że jak do tej pory reżyser oszczędził kobietę w ciąży, której udało się uciec, a w trakcie tej ucieczki jeszcze urodzić. Jednak ten płacz w garażu jest inny, bardzo złowrogi. Nie zwiastuje żadnej nadziei ani dla Martina, ani dla uwięzionego chłopca.

Lomax do tej pory nie zabił żadnego dziecka. Było to jednak, zanim stworzył stonogę i zanim nie uświadomił sobie, że pomysł zespolenia w ten sposób ludzi skazany jest na porażkę i w niczym nie uśmierzy bólu wyniesionego z dzieciństwa. Ta ostateczna niepewność jest najcięższym do zniesienia momentem w filmie, bo czuję, co kiełkuje w zboczonym umyśle Lomaxa tożsamym z nieprzeciętnie chorą wyobraźnią Sixa. Teraz Martin stworzy stonogę z dzieci, bo sam jest wiecznie lamentującym nad swoim losem, płaczącym malcem zamkniętym w ohydnym ciele dorosłego człowieka.

Advertisement

A może skoro mentalność Lomaxa jest na poziomie dziecka z piaskownicy, nie można obarczać go winą za pomysł stonogi. On jest jej ofiarą. Bezmyślny Pigmalion-ojciec ulepił potwora. Minimalistyczna i sugestywna aktorsko, wręcz pantomimiczna kreacja Harvey’a bezprecedensowo obrazuje potworność wykorzystywania seksualnego dzieci. Taki dziecięcy świat to ciasne, mroczne i śmierdzące przerażeniem pudełko. Jego ściany mają smak i dotyk oprawcy. Kocha się je i nienawidzi jednocześnie.

https://youtu.be/okZZca4EfAQ

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *