Publicystyka filmowa
NAJCIEKAWSZE POLSKIE ANIMACJE KRÓTKOMETRAŻOWE i trochę historii
NAJCIEKAWSZE POLSKIE ANIMACJE KRÓTKOMETRAŻOWE to podróż przez historię polskiego kina animowanego, pełna kolorów, emocji i nieoczywistych arcydzieł.
Rysowana historia Polski jest wielopostaciowa, różnokolorowa i zagmatwana. Przybiera kolejno maski wielkich mistrzów, dzięki którym film animowany pozostaje narodową specjalnością polskiej kultury. I choć nadal trudno w to uwierzyć, skrywa w sobie wiele arcydzieł, małych i dużych. Takich, które grały na nerwach komunistycznej cenzurze, zachwycały zagranicznych recenzentów, skrywały w sobie trochę polskiej historii i obyczajowości. A wszystkie, od przedwojennych filmów Władysława Starewicza po etiudy młodych animatorów łódzkiej filmówki. Od animacji lalkowej, wycinanek, malarskich i surrealistycznych ruchomych obrazów po komputerowe produkcje, warte są poznania.
Gdy mowa o historii polskiej animacji, zacząć należy od urodzonego 1882 roku w Moskwie Władysława Starewicza. Czarodzieja kina animowanego, twórcy pierwszego w historii filmu lalkowego. Filmowiec karierę rozwijał najpierw w Rosji, później we Francji. Zawsze jednak zwracał uwagę na swoje polskie pochodzenie. Z połączenia jego dwóch największych zainteresowań: rysunku oraz entomologii zrodzić się miały jego pierwsze filmy. W czerwcu 1910 roku w swojej domowej pracowni Starewicz dokonał oryginalnego eksperymentu.
Zafascynowany różnorodnością i bogactwem świata owadów postanowił najciekawsze okazy uwiecznić na filmie, między innymi żuki, których zwyczajami interesował się od dawna. Te jednak, spłoszone oraz onieśmielone światłem kamer, zastygały nieruchomo. W tym momencie filmowiec sięgnął po animację lalkową, tworząc niesamowity i baśniowy spektakl. Wspominał owe wydarzenie słowami:
Kiedy próbowałem sfilmować walkę żywych żuków o samicę, okazało się, że po włączeniu reflektorów zamierały one w bezruchu. Wpadłem więc na pomysł, aby uśpić moich rycerzy. Oddzieliłem ich kończyny i rogi od tułowia, następnie z powrotem umieściłem je na właściwym miejscu przy pomocy cieniutkich drucików. Tak spreparowane lalki z uśpionych owadów ubrałem w kostiumy, buty z cholewami oraz dałem do ręki rapiery.
Walkę Starewicz sfilmował na tle stylizowanej dekoracji, dzieląc ruch na poszczególne fazy oraz wykonując zdjęcia klatka po klatce, odtwarzając spektakularny pojedynek owadów.
W epoce, w której animację utożsamiano z techniką rysunkową, Starewicz zrealizował wiele widowiskowych i doskonałych pod względem technicznym filmów lalkowych. Czerpał inspiracje z literatury oraz wnikliwej obserwacji przyrody. Bawił się baśnią oraz satyrą, szczególnie taką ubraną w owadzie kostiumy. Anegdota głosi, iż niektórzy widzowie filmów Starewicza, nie wiedząc, że oglądają ożywione lalki, nie mogli się nadziwić treserskim zdolnościom reżysera, który nauczyć miał owady oraz płazy sztuki aktorskiej.
Tworzenie filmów lalkowych w Polsce przejęli Halina Bielińska oraz Włodzimierz Haupe, a w 1958 roku wypuścili znamienną Zmianę warty. W założeniu banalna historia miłość żołnierza do królewny została tu odegrana w uroczy i dowcipny sposób. Prosty, ale jednocześnie niezwykły, ponieważ historia została odegrana przez pudełka zapałek.
Ożywione przedmioty grają na tle umownej dekoracji, utrzymane w beztroskiej baśniowej konwencji. Choć antropomorfizacja zwykłych przedmiotów miała już miejsce w animacjach zagranicznych, między innymi w Apelu zapałek Arhura Melbourne-Coopera z 1899 roku, w Polsce była to śmiała zapowiedź zmian. Odejścia od sztywnego realizmu na rzecz oryginalnej zabawy formą oraz materią w animacji lalkowej.
W polskiej sztuce lat 50., dopiero co wyzwolonej spod dyktatury socrealizmu, szerzyła się gorączka nowoczesności. Gdy w galeriach królowało malarstwo abstrakcyjne, Jan Lenica oraz Walerian Borowczyk, młodzi, ale uznani już graficy, zaczęli wystawiać filmy zgodne z duchem czasu: eksperymentalne, nieokrzesane, nowoczesne.
Zerwali ostatecznie z obowiązującą formułą baśniowego filmu animowanego. Nakręcani awangardą francuską oraz kinem pionierów tworzyli dzieła wykraczające poza jakiekolwiek normy formalne oraz stylistyczne. Były one bliskie abstrakcji, pobudzały wyobraźnię, wzruszały, śmieszyły oraz bawiły oko. Taki był między innymi Dom, sztandarowe dzieło tandemu Lenica-Borowczyk, milowy krok zmierzający do nadania pełnej autonomii plastycznej filmowi animowanemu.
https://www.youtube.com/watch?v=on0J3hcYNXc&t=537s
Dom to opowieść o sensacyjnej kamienicy, która skrywa surrealistyczne obrazy utrzymane w różnych konwencjach stylistycznych – od kolażu, ruchu aktora, animacji lalkowej, po ożywione fotografie. Skomponowane, jak sam Borowczyk podpowiada, na wzór wierszy. Film nadał nową, pojemną formę polskiej animacji dla dorosłych, pełną wrażeń artystycznych oraz plastycznych, a także stał się przepustką do międzynarodowej kariery obu jej twórców, czołowych już reprezentantów polskiej animacji.
Prawdziwą wizytówką tworzącej się polskiej szkoły animacji miał stać się jednak Labirynt, dzieło Jana Lenicy z 1962 roku. Widzowie nauczeni, że jeżeli nie wiadomo, o czym jest film, na pewno skrywa zakazane treści, byli przekonani, iż pod powierzchnią hipnotyzujących, groteskowych obrazków bije krytyka totalitarnego państwa. Miał to być film antyustrojowy, pełny czarnego humoru, kafkowskiego nastroju, sarkastycznej groteski na temat Gomułkowskiej Polski. I choć Labirynt zmagał się długo z cenzurą, paradoksalnie chętnie wysyłano go na zagraniczne festiwale, z których wracał sowicie nagradzany.
Sam twórca jednak stronił od podejrzeń na temat silnej politycznej wymowy filmu. Zdaniem Lenicy animacja o pewnym mężczyźnie uwięzionym w opuszczonym mieście – labiryncie miała „ukazać sytuację jednostki w społeczeństwie”, malować portret indywidualisty w opresyjnym świecie. Polityczna alegoria stała się więc tajemnicą poliszynela. Widzowie zaś, którzy nie przedzierają się przez warstwy znaczeniowe filmu, mogą nacieszyć się dopracowaną surrealistyczną animacją skomponowaną starannie niczym obraz, której osobne kadry zdobiły strony ówczesnych magazynów poświęconych sztuce.
Zdaniem niektórych najsłynniejszy film Polaka był także bezpośrednią inspiracją dla równie niesamowitych animacji Terry’ego
Kazimierz Urbański pragnął, by polska szkoła animacji była swoistą formacją malarzy kina. Jego zdaniem polscy artyści filmu animowanego byli „zespołem ludzi sztuki, dążących do indywidualnego wypowiadania się przez film animowany, plastyczny”. Igraszki zaś to pierwszy w pełni animowany film Urbańskiego z 1962 roku. Reżyser, który w każdej swej produkcji eksperymentuje z nową techniką, bawi się plastyką na ekranie, w Igraszkach analizuje możliwości formalne wycinanki. Na prostych formach: kółkach, trójkątach oraz prostokątach opiera się plastyka antymilitarystycznej groteski artysty.
Wycięte z papieru, poddane silnej geometryzacji postaci tworzą taneczne widowisko dzięki plastycznej sile prostych środków obrazowania. Spektakl przemocy, lot wirujących strzał oraz pocisków, który trwa od czasów prehistorycznych do współczesności, twórca przeplata z dramatycznym rozpadem kruchych obiektów, które rozsypują się na małe kawałki. Płynny balet łamliwych żołnierzyków, ich dowcipne igraszki z bronią, uzyskane dzięki zabawie formą i kolorem, niosą ze sobą pacyfistyczny przekaz autora.
Wśród mistrzów polskiego kina animowanego, Lenicy i Borowczyka ekperymentujących z wycinanką, Witoldowi Gierszowi, artyście z ogromnym dorobkiem artystycznym, zawdzięcza się włączenie malarstwa do języka animacji. Na jego filmach nasycone i zwinne plamy koloru tańczyły żywiołowo niczym na płótnie ekspresjonisty. Jego słynny film Czerwone i czarne z 1963 roku maluje scenkę walki dwóch plam: toreadora i byka, którzy po zmaganiach zostają zamknięci w słoiczkach z farbą. Pojedynek odebrano w Polsce oczywiście przez pryzmat polityki – jako potyczkę dwóch sił politycznych: partii Gomułki (kolor czerwony) oraz Kościoła (czarny).
W filmie jednak głównie cieszy atrakcyjny plastycznie, estetyczny i dowcipny pojedynek dwóch plam barwnych, który jest pretekstem do wielu zabawnych kreskówkowych gagów. Na festiwalu w Oberhausen film nagrodzono wielominutową owacją oraz Grand Prix. Kolejnym wielkim osiągnięciem Giersza była animacja Koń. Nastrojowy film zrealizowany techniką olejną opowiada o zmaganiach człowieka z naturą, którą symbolizuje majestatyczny rumak.
Filozoficzno-refleksyjną twórczość Mirosława Kijowicza oraz Stefana Schabenbecka reprezentują dwa sztandarowe filmy, Klatki z 1967 oraz Schody z 1968 roku. Rysując, Kijowicz zastanawia się nad losem zwykłego, szarego człowieka, przyozdabiając swe rozważania smętną ironią.
W jednym z najważniejszych filmów animowanych lat 60. Kijowicz, ukazując w skromnej animacji
Stefan Schabenbeck stworzył przejmującą, widowiskową oraz równie ponurą przypowieść o ludzkim życiu, ukazując człowieka z filmie Schody. Ukazał znikomość oraz absurdalność dążeń w konfrontacji z nieznanym nikomu absolutem. Wykonana w technice lalkowej animacja opowiada o postaci, która błądzi w labiryncie stromych, krętych schodów oraz o tym, co znajduje na samym ich szczycie. Podobną tematykę artysta obiera w filmie Wszystko jest liczbą, w którym bezbronny bohater zmaga się z matematyką – nierównym, chciwym i bezdusznym przeciwnikiem w walce o własne jestestwo.
Ryszarda Czekałę oraz Juliana Józefa Antonisza, choć obaj są przewodnimi twórcami filmu animowanego lat 70., różni bardzo wiele. Podczas gdy Antoniszczak pławił się w absurdzie i niedorzecznym humorze, Czekała tworzył dojrzałe oraz złowrogo niepokojące animacje inspirowane ludzką egzystencją. Ujmujące dzieło twórcy, Syn z 1970 roku, opowiada o przyjeździe tytułowego syna na rodzinną wieś.
Melancholijna historia przepełniona bólem, tęsknotą, traktująca o międzypokoleniowej przepaści jest do granic możliwości prosta, cicha, zgrabnie otulona ciężką, wręcz grobową stylistyką Czekały, w której jedynie spływająca po policzku łza wydaje się nie być ociosana z masywnej bryły. Niemniej
Kolejnym dziełem Czekały, jednym z najgłośniejszych filmów w historii animacji autorskiej, a zarazem jeden z nielicznych dzieł o tematyce Holokaustu, jest Apel z 1970 roku. Krótki, ale sugestywny film o sile ludzkiej solidarności, konfrontacji z przemocą, odwagą w obliczu niechybnej śmierci.
https://www.youtube.com/watch?v=ewPC10uBogU
Julian Józef Antoniszczak, eksperymentator, satyryk, jeden z najbardziej charakterystycznych twórców w całej historii polskiej animacji. Jego dzieł nie da się nie kojarzyć. Rozpoznawane są już z odległości kilku kilometrów i to dzięki swym nieporadnym, nierozgarniętym, barwnym obrazkom wprawionym w dziwaczny, mechaniczny ruch. Dzieła, takie jak Jak działa jamniczek z 1971, Co widzimy po zamknięciu oczu i zatkaniu sobie uszu z 1978, czy Ostry film zaangażowany z 1979 roku zaskakują absurdalnym, nonsensownym, groteskowym charakterem oraz dowcipnym, prześmiewczym komentarzem. Niepowtarzalny, przedszkolny styl Antoniszczaka wyniósł go na piedestał oraz uczynił artystą wręcz kultowym.
Polak zajmował się tworzeniem filmów niezależnych non-camerowych, które realizował za pomocą wynalezionej przez siebie metody odbijania na czystej błonie kadrów z matryc graficznych. Zdaniem artysty:
Realizacja filmów eksperymentalnych metodami grafiki artystycznej poprzez odbijanie grafik bezpośrednio na taśmie filmowej z pominięciem kamery filmowej jest szansą stworzenia filmu będącego autentycznym dziełem sztuki!
Filmem absolutnie przełomowym, jednym z najbardziej kontrowersyjnych w historii polskiej animacji jest Podróż Daniela Szczechury. Dlaczego? Zdaniem autora:
To jest świadomie film-prowokacja. Nic się nie dzieje, ale kto wytrzyma pierwsze kilka minut i ulegnie pewnej hipnozie, może być usatysfakcjonowany.
Główny bohater filmu przez kilka minut wygląda przez okno jadącego pociągu. Zmienia się krajobraz, czas nieubłagalnie upływa. Bohater dojeżdża do celu, a oczekiwany morał, pointa wciąż nie następują. Publiczność nie dostrzega żadnych odniesień politycznych czy egzystencjalnych. Szczechura zrywa tu ze wszystkimi obowiązującymi narracyjnymi schematami, wyznaczając tym samym nowe kierunki rozwoju filmu animowanego. Wypowiedzi reżysera potwierdziły, iż Podróż była odpowiedzią na znużenie ówcześnie mielonymi konwencjami w filmie animowanym, do których polska publiczność ospale przywykła. W pracach Szczechury odbijała się szarobura rzeczywistość ówczesnej Polski z niewielkim dodatkiem niewinnej ironii.
„Logika skojarzeń, przeżyć, emocji jest jednak w moich filmach ważniejsza od logiki faktów”, przyznał Jerzy Kucia. Filmowy impresjonista, poeta zafascynowany ulotnymi obrazami świata, refleksami nieśmiało sunącymi po powierzchni przedmiotów, półgestami, stanami, często na granicy abstrakcji. Jego dzieła skupiają się na sytuacjach pozbawionych dramaturgii. Unikają znaczeń, które można by streścić za pomocą anegdoty. Artysta tworzył z zainteresowania zwykłym człowiekiem, zmysłowo oraz emocjonalnie. W roku 1979 zrealizował swój najważniejszy film, Refleksy.
Gorzka historia pojedynku dwóch owadów, odziana w mroczną i niepokojącą szatę, ukazana pod lupą jest jednym z wielu obrazów przelewających się gdzieś poza kadrem. Symbolizuje jednak batalię o byt oraz podaje pod wątpliwość sens istnienia, ograniczającego się jedynie do krótkiej walki przerwanej gwałtownie i niespodziewanie. Przewrotność życia ubrana została w metaforyczny, emocjonalny, malarski kostium Jerzego Kucia, który swoją subtelność oraz fascynację ulotnością powiązał z polską animacją filozoficzną.
Bogusław Zmudziński pisał, iż „W przeciwieństwie do Kuci, którego można nazwać poetą emocji i mijającego czasu, o Rybczyńskim można powiedzieć, że uprawiał poezję wizualnych, niestandardowych przestrzeni”. Owe eksperymenty formalne Zbigniewa Rybczyńskiego zaprowadziły Polaka na galę oscarową w 1983 roku, z której wrócił ze statuetką za najlepszy film animowany.
Tango z 1980 roku to obraz peerelowskiego pokoju-mikrokosmosu, sceny teatru na której gnieżdżą się przeciętni Polacy, odgrywający swoje przeciętne polskie role. Korowód Matki-Polki, hydraulika, złodzieja, młodej pary, umierającej staruszki, młodego chłopca zamyka się, tworząc, niespodziewanie i chaotycznie, metaforę ludzkiego życia. Może jest to jednak obraz tanga Sławomira Mrożka oraz tańca zniewolenia? A może jedynie ilustracja polskich kłopotów mieszkaniowych? Sam Rybczyński wychodzi naprzeciw problemom interpretacyjnym, a na pytanie, co oznacza Tango, odpowiada:
Absolutnie nic.
Zabawę Rybczyński znajdował także w przetwarzaniu fotografii przy użyciu eksperymentalnych technik. Z krzykliwych, jaskrawych obrazków sklejanych w plastyczne dowcipy reżyser stworzył film Lokomotywa, poruszający się luźnie i niezobowiązująco na torach Lokomotywy Juliana Tuwima.
„Mój film to rodzaj snu. Tak jakby ktoś przeczytał Zbrodnię i karę, a potem mu się to przyśniło”. W tej wypowiedzi Piotra Dumały zawiera się klucz do całej twórczości artysty, współczesnego mistrza polskiej animacji. Twórca znany jest z kunsztownych adaptacji literatury, wykonanych na czarnych płytkach gipsowych, na których wydrapywano ponure obrazy. Szczególnie przelewał na ekran swoje fascynacje dziełami Franza Kafki oraz Fiodora Dostojewskiego:
Widziałem w ich książkach ogromny potencjał, który można zamienić w film animowany. Z drugiej strony pisałem też własne scenariusze, które brały się ze snów, wspomnień, obserwacji, historii zasłyszanych lub czegoś w rodzaju olśnień.
Śnione filmy Piotra Dumały, takie jak adaptacja Łagodnej Fiodora Dostojewskiego z 1985 roku to ponure, mroczne, oniryczne dramaty psychologiczne o bezradności, osaczeniu i samotności.
Ale autor cieszył się również popularnością swoich wczesnych filmów rysunkowych, takich jak
Dumała, dziedzicząc najlepsze cechy i styl polskiej animacji, wzbogacił swoje dzieła o psychologizm postaci. Nie uniknął jednak politycznych interpretacji. Ściany z 1987 roku opowiadające o zamkniętym w czterech ciemnych ścianach człowieku miały być metaforą stanu wojennego. Niepokojąca egzystencjalna refleksja charakterystyczna dla dzieł artysty, atmosfera osaczenia wybrzmiewa głucho w tytułowej pułapce bez wyjścia, która okazuje się być więzieniem w więzieniu.
Dzięki równie złożonej formie plastycznej animacji, umiejętności dokładnego przeniesienia na ekran skomplikowanych treści w prostej i czytelnej szacie, subtelnym operowaniu metaforą filmy artysty stają się poetyckimi, niejednoznacznymi oraz surrealistycznymi spektaklami.
W ostatniej animacji Piotra Dumały sprzed 4 lat, Hipopotamy, autor wskrzesza swój pełen niepokoju styl okraszony filozoficznymi przemyśleniami. Reżyser, ukazując grupę nagich kobiet z dziećmi, kąpiących się w rzece oraz przypatrującej się im grupie mężczyzn, maluje obraz przemocy, seksualności, odwiecznego konfliktu płci inspirując się zachowaniami hipopotamów. Polak stworzył ujmujący, niepokojący, zimy ale i piękny spektakl agresji.
https://www.youtube.com/watch?v=xBQFebSfGnM
Po kryzysie lat 90., w których to roztaczały się szepty o śmierci polskiej szkoły, z nadejściem nowego stulecia zaczęto wyczuwać istny renesans polskiej animacji. Wraz z nowymi nazwiskami, nowymi tendencjami stylistycznymi, rewolucją komputerową oraz oscarową nominacją dla Tomasza Bagińskiego w 2002 roku, publicyści zaczęli przebąkiwać o przełomie. Polscy animatorzy powrócili w objęcia filozoficznych rozważań, stając naprzeciw hollywoodzkim bajkom z happy endem. Nowe filmy budowano z wielu warstw znaczeniowych, skrywających intelektualne atrakcje dla widza.
https://www.youtube.com/watch?v=tPROKr2EfpM
Dotychczas największe dzieło Bagińskiego, reżysera-samouka, Katedra, imponuje nie tylko stroną techniczną, monumentalnością, dramaturgią oraz plastyczną zabawą światłem. Jest również ukłonem w stronę starej szkoły autorskiej animacji. Wizerunek wędrownika zgłębiającego tajemnice katedry zostaje porównany do człowieka z filmu Schody Schabencecka, który w podobny sposób zostaje wchłonięty przez nieznany byt absolutny. Natomiast, jak sam autor podkreśla, celem Bagińskiego nie było zasiąść w panteonie szanowanych mistrzów filmu autorskiego:
„Katedra” była takim 'popowym filmem autorskim’; zresztą do dziś czasem pojawiają się na ten temat dyskusje i sporo ludzi zarzuca mi, że 'Katedra’ mało ma do czynienia z prawdziwą sztuką i za sztukę może ją uznać tylko widz kompletnie niewyrobiony w kinie autorskim. Ale… właśnie o to chodziło. Nie chciałem by powstał film, który zobaczy 5 osób w studenckim klubie dyskusyjnym. Chciałem stworzyć coś, co dotrze do wielu ludzi, wielu ludzi zaciekawi.
W latach 90. na scenę wkroczył Marek Skrobecki, nowy władca lalek. Jego dzieła, podobnie jak Bagińskiego, idealnie wpisują się tradycję polskiej szkoły filozoficznej. Tematyka zabarwiona egzystencjalizmem powraca w wielu dziełach obu tych twórców. Skrobecki odkrywa to już w 1993 roku, a jego Dim., prosta i melancholijna opowieść o dwójce samotników dokarmiających ptaki, uwodzi czułością, ale również smutkiem płynącym z rozważań nad ludzką egzystencją. Mistrzowskim osiągnięciem animacji lalkowej jest także ponura satyra Danny Boy sprzed 8 lat, która opowiada o szarym mieście, którego mieszkańcy pozbawieni są głów. Najgłośniejszą produkcją artysty jest jednak Ichtys z 2005 roku. Metaforyczna przypowieść o wierze, odwołująca się do chrześcijańskich symboli, zrealizowana w łódzkim studiu Se-ma-for w technice animacji poklatkowej, wzbogaconej efektami komputerowym.
https://www.youtube.com/watch?v=tQFR7gpXjLk
Animację można odbierać na wielu poziomach. Jako parabolę ludzkiej egzystencji, przypowieść o sensie wiary i wytrwałości bądź jako dowcipną anegdotę, groteskę przepełnioną czarnym humorem oraz ironią w ładnej plastycznej oprawie. Film Marka Skrobeckiego spotkał się z międzynarodowym uznaniem, przynosząc reżyserowi wiele nagród światowych festiwali.
Ze Szkoły Filmowej w Łodzi wypływa nowa fala twórców polskiego filmu animowanego, którzy nagminnie popularyzują swoje filmy na wielu krajowych oraz zagranicznych festiwalach. Jedna z artystek, Natalia Brożyńska, swój debiutancki film animowany zrealizowała na zakończenie pierwszego roku studiów jako pracę zaliczeniową. Jej dzieło, Drżące trąby z 2010 roku opowiada urzekającą historię przyjaźni uświetnioną żartobliwą narracją autorki. Bohaterami zaledwie 3-minutowego filmu są ekscentryczni lalkowi bohaterowie, Pafnucy oraz Kalasanty.
Sekret Drżących trąb tkwi w jego dowcipnym, ciepłym oraz niewinnym usposobieniu. Czarująca animacja lalkowa oraz bajkowy świat stworków, nie ludzi, w którym wszystko jest szczere i bez owijania w bawełnę, pięknie współgra z uniwersalną historią o potrzebie akceptacji nierozgarniętych oraz nieco infantylnych bohaterów. Ale to także, a może przede wszystkim, historia o futrzaku ze słabą koordynacją ruchową jeżdżącym na wrotkach, prosiaku-statyście oraz o człowieku sukcesu zawiązującym sobie na twarzy rurę od odkurzacza. Kwestie zaś, takie jak „Przyjechałeś do mnie z siekierą, znaczy że też nie jestem ci obojętny” ujmują uroczym absurdem.
Marcin Podolec, jeden z największych młodych talentów wśród twórców filmu animowanego, projektuje, tworzy komiksy oraz robi filmy. W 2017 roku zrealizował nastrojowy, liryczny teledysk do piosenki grupy Pablopavo i ludziki zatytułowany Ostatni dzień sierpnia. Oniryczne obrazy artysty harmonijnie oraz sennie przeplatają się z muzyczną warszawską opowieścią.
Jedno z najciekawszych dzieł ożywionych kadrów Marcina Podolca aktualnie zwiedza Polskę w festiwalowym tournée. Znakomicie zapowiadający Dokument z 2015 roku maluje portret zagubionego mężczyzny, którego dorosłe dzieci wyprowadziły z rodzinnego domu. Reżyser nostalgicznie oraz za pomocą ciekawych wizualnych metafor ilustruje samotność ekscentrycznego bohatera.
Łódzcy artyści nierzadko zdobywają uznanie poza granicami Polski. Wypada wspomnieć o niedawnych sukcesach Renaty Gąsiorowskiej oraz Pauliny Ziółkowskiej, z których jedna artystka otarła się o oscarową nominację, a druga została nagrodzona na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Animacja Cipka Gąsiorowskiej, otulona kreskówkową animacją, opowiadająca o dziewczęcej wieczornej sesji przyjemności zdobywa szturmem nagrody, między innymi za najlepszy krótkometrażowy film animowany na AFI FEST American Film Jnstitute, festiwalowym przedsionku oscarowych nominacji. Ziółkowska zaś oraz jej miniaturka Na zdrowie! otrzymała wyróżnienie specjalne w sekcji Berlinale Generation 14plus, skierowanej do młodej publiczności.
Bibliografia:
Paweł Sitkiewicz, Polska szkoła animacji, Gdańsk 2011
Marcin Giżycki, Nie tylko Disney. Rzecz o filmie animowanym, Warszawa 2000
Mariusz Frukacz, 24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji, Kraków 2008
