Ranking

Groza w częściach, czyli 10 najciekawszych horrorów nowelowych

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Creepshow (1982)

Najlepszymi nowelami są dwie środkowe, w pewien sposób ze sobą korespondujące – w pierwszej Leslie Nielsen postanawia zamordować swoją żonę i jej kochanka w bardzo innowacyjny sposób, zaś w następnej Hal Holbrook próbuje uczynić to samo ze swoją partnerką.

Wspólny projekt George’a A. Romero oraz Stephena Kinga to pełen czarnego humoru i makabry hołd groszowym komiksom z lat pięćdziesiątych wydawanym przez EC Comics. Pięć historii (plus klamra z kilkuletnim synem Kinga w roli głównej) z bardzo zabawowym zacięciem, bez względu na to, czy epizod dotyczy powrotu z martwych znienawidzonego ojca, meteorytu o zaskakujących właściwościach czy też obrzydliwie bogatego staruszka, którego apartament atakują karaluchy. Najlepszymi nowelami są dwie środkowe, w pewien sposób ze sobą korespondujące – w pierwszej Leslie Nielsen postanawia zamordować swoją żonę i jej kochanka w bardzo innowacyjny sposób, zaś w następnej Hal Holbrook próbuje uczynić to samo ze swoją partnerką. Etyka i zdrowy rozsądek sugerują, że obaj powinni skończyć podobnie, ale tak się wcale nie dzieje, bo kodeks moralny w tego typu historiach pozwala na wyjątki. Dlatego zły mąż zostanie ukarany, a dobry mąż nagrodzony, chociaż obaj dopuszczą się morderstwa.

Creepshow w przyjemny dla widza sposób żongluje schematami, rezygnując z powagi, ale nie z krwawych efektów specjalnych autorstwa Toma Saviniego. Trudno się nie śmiać na filmie Romero (który jako autor Nocy żywych trupów nie przyzwyczaił nas do lekkiej tonacji), trudno też jednak nie wzdrygać się na widok pełzającego robactwa i oślizgłych zombie. Serialowe Opowieści z krypty, nakręcone dekadę później, pójdą drogą Romero i Kinga, czemu nie należy się dziwić, gdyż na komiksowym oryginale Creepshow się właśnie wzorował.

Worek na zwłoki (1993)

A skoro już przy Opowieściach z krypty jesteśmy, warto pochylić się na filmem, który miał być w zamierzeniu pilotem konkurencyjnego serialu. Nakręcony przez Johna Carpentera i Tobe’a Hoopera Worek na zwłoki składa się z trzech nowel opatrzonych komentarzem pierwszego z reżyserów, pełniącego rolę podobną do Strażnika krypty z Opowieści.

Pierwsza historia, Stacja benzynowa, opowiada o nowej pracownicy tytułowego przybytku, która spotyka na swej drodze psychopatycznego mordercę; wyreżyserowany przez Carpentera epizod odznacza się wspaniale budowanym napięciem oraz złowieszczą atmosferą miejsca, z którego nie ma ucieczki. Również i następne Włosy są jego dziełem, lecz w tym przypadku mamy do czynienia z absurdalną komedią fantastyczną – główny bohater, zaniepokojony utratą włosów, zgadza się na nowoczesną kurację. Ta przynosi pożądany rezultat, niestety cena jest bardzo wysoka. Dziwna to historia, miejscami bardzo zabawna, ale z zakończeniem wyjątkowo rozczarowującym. Hooper jest autorem trzeciej historii, Oka, w której główny bohater po transplantacji rzeczonego narządu zaczyna dostrzegać coś, czego nie powinien widzieć. Grający go Mark Hamill świetnie wywiązuje się ze swojej roli, a i reżysersko jest to sprawne i efektowne dziełko. Trudno jednak traktować całość jako coś więcej niż zlepek trzech odcinków, które stały się jednym filmem, gdy plany serialu nie wypaliły. Worek na zwłoki jest zaledwie ciekawostką, mało kojarzonym, choć wcale nie hańbiącym dowodem współpracy między dwoma uznanymi mistrzami horroru. Trzy lata wcześniej podobnej sztuki dokonali George A. Romero i Dario Argento, kręcąc Oczy szatana, ekranizację dwóch utworów Edgara Allana Poego, lecz tamten film trudno nazwać udanym. Duet Carpenter–Hooper górą.

Upiorna noc Halloween (2007)

Długo czekaliśmy na udany horror nowelowy w nowym stuleciu. Prawdę mówiąc, nie przepadam za chwalonymi przez fanów azjatyckimi Three Extremes, choć opowieści o pierożkach nie zapomnę do końca życia. Upiorna noc Halloween zaś stanowi świetny przykład wykorzystania znajomych motywów do stworzenia nie antologii z potworami i zjawami, lecz wspólnego świata zamieszkiwanego przez różnego rodzaju upiory. Dlatego też tradycyjny podział na nowele jest tu zastąpiony przeskakiwaniem z jednej historii do drugiej, zwłaszcza że miejsce i czas akcji są dla wszystkich wspólne – tytułowe Halloween w małym miasteczku w Ohio. A tam dyrektor szkoły, który skrywa mroczną tajemnicę, dziewczyna w kostiumie Czerwonego Kapturka, stary odludek walczący z dziwnym chłopczykiem w masce oraz widmo wypadku szkolnego autobusu sprzed trzydziestu lat.

Reżyser i scenarzysta, Michael Dougherty (twórca późniejszego Krampusa) lubi odwracać schematy, ukazując pozornie bezbronnych jako faktyczne zagrożenie, a strachom i demonom dając usprawiedliwienie dla ich krwawych czynów. Kryje się w tym to samo myślenie, co w starszych horrorach nowelowych, udowadniając, że jest to odmiana polegająca na sprawdzonych wzorach i podobnych wnioskach. Dougherty okazuje tym samym szacunek tradycji, dbając jednocześnie o narracyjną świeżość i przewrotnie pojętą lojalność. Wybiera upiory i niespecjalne przejmuje się ofiarami w ludziach.

Southbound (2015)

Obecna dekada stoi głównie pod znakiem filmów spod szyldu V/H/S, choć jest jeden horror nowelowy, który wybija się na tle innych. Southbound ma wielu reżyserów (Roxanne Benjamin, David Bruckner, Patrick Horvath oraz kolektyw znany jako Radio Silence), przez co poziom poszczególnych historii jest nierówny, mimo że wszystkie zaskakująco przylegają do siebie pod względem stylistycznym. Pięć opowieści rozgrywających się w dziwnej czasowo-przestrzennej pętli, gdzie bohaterowie trafiają za karę, odznacza się ciężką atmosferą i mroczną puentą. Całość przypomina trochę concept album, którego należy słuchać (oglądać) tylko w całości, gdyż epizody nachodzą na siebie, a koniec jednego jest początkiem następnego.

Porównując ten tytuł do poprzednich propozycji z listy, łatwo zauważyć jego niepokojącą i nieprzyjemną naturę, odrzucenie humoru na rzecz wywołania w widzu autentycznego strachu oraz oryginalną konstrukcję. Nie jest to film do końca udany i skłamałbym, gdybym napisał, że z ostatnich horrorów nowelowych ten jest najlepszy (moim osobistym faworytem jest V/H/S 2), ale obecność Southbound w tej dziesiątce jest całkowicie uzasadniona. Epizod Brucknera, o wypadku samochodowym i próbie uratowania ofiary, jest absolutnie mistrzowską pod względem realizacji i pomysłu fabułą, która sprawiła, że przez cały seans siedziałem w osłupieniu i niemałym napięciu. Jej finał zaś udowadnia, że jego twórcy nie zależy tylko na technicznym popisie oraz nihilistycznej rozrywce, ale oddaje też cześć tej dziwnie pojętej sprawiedliwości, która charakteryzuje najlepsze dokonania nowelowej grozy.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane