search
REKLAMA
Archiwum

WITAJCIE W ŻYCIU! (1997)

Rafał Oświeciński

15 grudnia 2017

REKLAMA

Mam bogatą osobowość. Mam unikatową osobowość Amwaya. Jestem wspaniały, zdrowy i pozytywny. Będę pracować. Jestem entuzjastyczny. Inni ludzie będą chcieli być tacy jak ja. Ludzie będą mieli lepszy dzień, bo mnie dzisiaj spotkali. Jestem biznesmenem i mam rosnący biznes Amwaya. Kocham siebie i ludzi. Muszę wyglądać jak święty, muszę być szczęśliwy. Proszę, aby moje marzenie nie umarło.

W 1998 roku na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu film Henryka Dederki Witajcie w życiu został zakazany. Nie pozwolono wyświetlać go publicznie, powołując się na ochronę dóbr firmy Amway, co jest raczej dowodem działania prewencyjnego niż ukarania nieodpowiedzialności dokumentalisty. W mediach rozpętała się spora burza, bowiem powszechnie sądzono, iż zakaz publikacji ma wiele wspólnego z bezpodstawną cenzurą i ograniczeniem swobody wypowiedzi kojarzących się bardziej z systemem, który zdaje się wszyscy pożegnali kilkanaście lat temu. Zdecydowana większość publicystów prasowych, telewizyjnych i radiowych uznała decyzję sądu za hańbiącą polską demokrację oraz prawa człowieka. Wystosowano nawet oficjalny list do prezydenta i parlamentarzystów, pod którym podpisało się kilkadziesiąt znanych nazwisk. Niestety, mamy rok 2004 i w dalszym ciągu Witajcie w życiu nie może być publicznie wyświetlane.

Dlaczego? Chodzi głównie o Amway (AMerican WAY). To jedna z największych na świecie korporacji sprzedaży bezpośredniej, zajmującej się szkoleniem ludzi, którzy pomnażają majątek firmy (czy swój również, to sprawa bardziej kontrowersyjna), natrętnie pukając do drzwi i namawiając do kupna mydełek, szamponów, odkurzaczy, baterii, kubków i tak dalej. Henryk Dederko przyjrzał się rekrutacji i metodom „dochodzenia do sukcesu”. Nie wiem, w jaki sposób stał się posiadaczem taśm z Amwayowską ideologią, lecz niewątpliwie ich obecność i autorski, metaforyczny komentarz towarzyszący ich prezentacji stały się podstawą takiego a nie innego wyroku sądowego. Nie mnie decydować o słuszności wyroku, choć o przyznanie racji Amwayowi pozywającego Dederkę nie tak znowu trudno, wszak znalazł się ktoś odważny i na tyle bezczelny, że wyjawił światu istotę działania ogólnoświatowej korporacji. To wzbudza zrozumiały sprzeciw, choć pokazywanych jest zaledwie kilka faktów z życia dystrybutorów.

Przede wszystkim rzuca się w oczy permanentne zniewolenie marzeniami o bogactwie. Każdy amwayowiec zakłada zeszyt i codziennie musi wpisywać co najmniej jedno marzenie. Liczy się wyłącznie sukces materialny i myśl o pieniądzach, których zapachem wszyscy powinni przesiąknąć: pieniądz to najprzyjemniejsza woń, najpoważniejsza wartość, największy cel, jedyny Bóg. Wszelkie emocje powinny zostać mu podporządkowane, nie liczy się nic poza marzeniami o bogactwie. Biedny znaczy gorszy, myślenie o biednym to stawanie się gorszym. Dla przegranych nie ma na tym świecie miejsca. Dlatego należy powiesić na ścianie obrazek swego marzenia (Ferrari na przykład), modlić się do niego, żyć nim w każdym momencie. Należy znać wyłącznie osoby bogate: nasz status wtedy zwyżkuje! Zaleca się codzienne stawanie przed lustrem i uśmiechanie się do samego siebie, wydawanie odgłosów paszczowych, triumfalne gesty, regularne niszczenie słabości własnego ego. Nie liczy się czas, zapał, mądrośœć. Należy rozbudzić w sobie pragnienie bogactwa. „Jest to najmądrzejszy system. który człowiek w ogóle wymyślił” – mówi jedna z bohaterek – „W tym systemie człowiek, im bardziej inteligentny, tym ma więcej problemów. W tym systemie nie wolno zastanawiać się, to jest po prostu praca, która jest do wykonania.”

Filozofia Amwaya podbudowana jest swoistą metodologią. Wyjście „w teren” poprzedzone jest oczywiście „praniem mózgu”, ale i tygodniami praktycznej nauki. Jak skutecznie sprzedać np. kasetę magnetofonową osobie, która otwiera przed nami drzwi? Stójmy z wyciągniętą ręką. Trzymajmy ją na wysokości twarzy potencjalnego klienta, który, otwierając drzwi, automatycznie chwyci rękę i… kasetę. Klient ma kasetę i już jej nie wypuści. Kaseta jego, pieniądze nasze. Brzmi śmiesznie? Jednak tego typu lekcje dają amerykańscy szkoleniowcy na masowych spędach. Wtedy możecie się położyć na plaży, na Hawajach, i zbierać słoneczne promyki, a biznes rozwija się – – specjaliści kończą przemówienie wypełnione socjotechnicznymi zagrywkami, a tysiące ludzi zebranych w jednym miejscu zaczyna śpiewać Mazurka Dąbrowskiego. Wszystko przypomina piknik rodzinny, pełen uścisków, uśmiechów, okrzyków radości, podskoków i owacji.

O innych zagrożeniach, jakie niesie ze sobą ideologia Amwaya, Dederko mówi niewiele, lecz znaczące sygnały sprawne oko potrafi wychwycić. Omawiając zasady działania firmy rzuca się w oczy ekonomiczne uzależnienie dystrybutorów, ponieważ Amway żąda bezwarunkowego podporządkowania się Wielkiemu Planowi Wielkich Braci (a było ich dwóch) zza Wielkiej Wody. Normalnie sprzedawca otrzymuje wynagrodzenie za to, że sprzedaje towary firmy, w tym przypadku jest tylko bardzo niska prowizja, która bardziej zależy od liczby zwerbowanych dystrybutorów niż sprzedanych towarów (95% pieniędzy zasila konta kilku jednostek w amwayowskiej hierarchii). Jedni więc pracują na innych, rozprowadzając całkiem drogie, jak na polską kieszeń, produkty Amwaya.

Połączmy więc system ekonomiczny ze wspomnianymi technikami szkolenia i motywacji, a Amway nie bezzasadnie nazwać można „finansową sektą”. Tego typu reklamę ma korporacja pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, bo niemalże wszędzie toczyły się dochodzenia związane z uczciwością Amwaya w handlu.

Z jakiego więc powodu sąd zakazał publicznej prezentacji Witajcie w życiu? Widz wyciąga wnioski sam, być może niezbyt miłe dla pewnej firmy. Jednak czymś nienormalnym w państwie demokratycznym jest ograniczanie prawa twórcy do wypowiedzi i prawa odbiorcy do informacji. Praworządność i dobro publiczne wymagają ujawnienia wszelkich machlojek, nieuczciwości, korupcji. Jeśli władza państwowa ogranicza swobodę wypowiedzi, to mamy do czynienia z procederem niebezpiecznym, bo prawo okazuje się być schronieniem dla ludzi, którzy nie chcą, aby cokolwiek lub ktokolwiek mówił o nich prawdę. Tym bardziej tyczy się to Amway: korporacji wiecznie uśmiechniętych produktów ludzkich, wypranych z racjonalnego postrzegania i myślenia. Dlatego film warto zobaczyć, o ile to możliwe.

Tekst z archiwum film.org.pl (2004).

Avatar

Rafał Oświeciński

Celuloidowy fetyszysta niegardzący żadnym rodzajem kina. Nie ogląda wszystkiego, bo to nie ma sensu, tylko ogląda to, co może mieć sens.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA