Recenzje
MORSKA BESTIA. Czas próby [RECENZJA]
Morska bestia to więcej niż efektowne kino przygodowe czy awanturnicza baśń o bezkresnych oceanach, cudownych wyspach i okrytych mrokiem głębinach.
Jeśli coś w fantastycznym świecie Morskiej bestii jest stałe i niezmienne, to sięgające wielu pokoleń wstecz przekonanie, że potwory z oceanów są śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka, a człowiek musi stawiać im opór z całych sił. Dawać z siebie absolutnie wszystko. Żyć dla zdobywania kolejnych morskich trofeów. Umierać, jeśli wymagać będzie tego sytuacja. Przeświadczenie to umacniają wydawane od setek lat opracowania, podręczniki i legendy. Pismo nie kłamie. Tym bardziej że sygnowane jest królewskim logiem.
Wierzy w to nastoletnia Maisie, która mieszka w sierocińcu, od kiedy straciła rodziców, zasłużonych łowców potworów. Jej ulubioną książką są przygody kapitana Crowa, przybliżające losy doświadczonego i ciągle aktywnego dowódcy statku o dumnej nazwie „Niezwyciężony”. Kapitan ma obsesję na punkcie najsłynniejszego z potworów: Czerwonej Szalei. To bestia wielkości kilku wielorybów. Nieuchwytna i przebiegła. Postrach oceanów, zasługujący w dodatku na rewanż. To w trakcie jednego z jej ataków Crow stracił oko. Dla kapitana schwytanie Szalei ma być zadaniem finalnym, wieńczącym i puentującym karierę. Po tym pozostaje już tylko odejście ze służby i spokojna emerytura przy kominku z ogromem wspomnień z życia na morzu.
Na pozycję następnego kapitana szykowany jest Jacob, traktowany przez Crowa jak syn, niekwestionowany lider na pokładzie „Niezwyciężonego”, wzór do naśladowania i bohater już niejednego mitu. W portach krąży o nim legenda, że kiedyś w dwa dni zabił cztery potwory. To nie tak – ripostuje – było ich pięć. Od mitów zawsze ciekawsza jest prawda. Twórców przy tym bardzo interesuje, jak te pierwsze formują nasze wyobrażenie o świecie, jak potężnym są narzędziem manipulacji i – co może kluczowe – ile odwagi potrzeba, by je zakwestionować.
Morska bestia to więcej niż efektowne kino przygodowe czy awanturnicza baśń o bezkresnych oceanach, cudownych wyspach i okrytych mrokiem głębinach. Piracki entourage, żagle wypełnione wiatrem, grzywy fal i dyktujące rytm dnia szanty to jedynie dekoracje. W swojej istocie animacja Netflixa jest napisanym lekkim piórem konfliktem postaw. Twórcy w sygnalizowaniu kolejnych napięć wychodzą z oryginalnego punktu. Między kolejnymi parami – Maisie i Jacob, Jacob i Crow, Crow i Maisie – od samego początku istnieje raczej zrozumienie, bezinteresowność i nieukrywana sympatia. Jeśli dochodzi do sprzeczek, to obie strony chcą się wysłuchać. Jeśli emocje porywają kogoś w mniej stabilne rejony, to do porządku doprowadzić go musi obowiązujący kodeks honorowy.
W otwierającej film sekwencji „Niezwyciężony” pruje za Czerwoną Szaleją i sukces wydaje się na wyciągnięcie ręki. Marzenie kapitana Crowa już zaczyna się materializować. Wtedy załoga dostrzega na horyzoncie zaprzyjaźniony okręt, który w konfrontacji z inną bestią bardzo mocno oberwał. Pomoc musi być natychmiastowa. Krytyczna sytuacja stawia kapitana Crowa przed decyzją testującą jego charakter i kręgosłup etyczny. Zawahanie, mętlik w głowie, ale kodeks to kodeks. Życie żeglarza to priorytet i nadrzędna wartość. Kiedy indziej Maisie pyta Jacoba, co tak naprawdę wie o tych potworach. Ten odpowiada, że na nie poluje, nigdy ich nie badał. To jeden z kamyczków do ogródka, który wywoła lawinę zmian.
Twórcy co chwilę zmuszają swoich bohaterów do autorefleksji, do konfrontacji z własnym światopoglądem, do zweryfikowania wyznawanych wartości, spojrzenia na przeszłość i przyszłość z innej perspektywy. Nie uniknie tego ani młodociana marzycielka Maisie, heros Jacob i kapitan Crow, żywa legenda. Powracającą sentencją w filmie jest ta, że można być bohaterem, jednocześnie będąc w błędzie. Herosi niesłusznej sprawy.
Postaci Morskiej bestii mają niebanalny psychologiczny rysunek i złożone motywacje: bolesną przeszłość, poczucie niespełnienia i egzystencjalnej bezcelowości, wygórowane ambicje czy dojmujące wątpliwości i strach przed jutrem. Na każdą słabość przyjdzie czas próby.
Historię piszą zwycięzcy. Twórcy Morskiej bestii są tego doskonale świadomi i zachęcają do przyjmowania sceptycznej postawy, do nietraktowania wszystkiego za pewnik. Finał animacji Netfliksa uderza w patetyczne tony, ale skutecznie pracują na nie wszystkie fabularne wątki: te w bliskim planie „rodzinnym” i te w szerokim planie historycznym. Na obu tych polach rozpoczyna się bowiem nowa epoka.
