search
REKLAMA
Recenzje

LUDZKA STONOGA 2. Wiwisekcja dewiacji według Toma Sixa

Odys Korczyński

9 maja 2018

REKLAMA

Ludzka stonoga 2 została ostatecznie wyprodukowana jako film czarno-biały, no może za wyjątkiem strzelającego po ścianach kału. Taki zabieg pozostawia dość szeroki margines dla wyobraźni. Zwłaszcza tej, którą charakteryzuje się współczesny konsument popkultury, gdzie przemoc jest nieodzownym elementem „interesującej” fabuły. Być może też Tom Six obawiał się kontrowersji wokół filmu. Zastosował zatem kamuflujący zabieg, dzięki któremu wizualny efekt gore jest mniej drastyczny  chodziło głównie o czerwień i wszystkie jej odcienie, gdyż krwi w filmie leje się sporo. A poza tym czerń i biel sugerują, że mamy do czynienia z filmem artystycznym, a przynajmniej takim, który ma do tego miana pretensje. Co to technicznej strony produkcji, trzeba obiektywnie przyznać, że David Meadows ma znakomite oko do tworzenia minimalistycznych, szerokokątnych ujęć, często występujących w bliskich planach i żabiej perspektywie.

Co do Toma Sixa, na tym etapie jego twórczości jednak zadufaniem w sobie i błędem wydaje się autotematyzm. Six jest najzwyczajniej za młody na to, żeby tworzyć jednocześnie skomplikowane, symboliczne studia nad motywami przemocy, horrory gore oraz autoplagiaty poprzednich filmów. Wmieszanie w ten koktajl jawnie prezentowanej przemocy wobec kobiety w ciąży i samych dzieci wydaje się zbędne, a dla mnie osobiście jest kluczowym czynnikiem, który spowodował, że oceniłem film na 3, a nie 7. Uległem najwidoczniej swoim bardzo głębokim lękom, które nakazują mi bezrefleksyjnie sprzeciwiać się cierpieniu zadawanemu bezbronnym istotom żywym, a więc noworodkom, niemowlakom, dzieciom i zwierzętom. To wszystko jest eksploatowane przez Sixa, jakby nic nie znaczył dla niego widz. No i jeszcze ta skolopendra wraz z tym bolesnym dla ucha, szeleszczącym odgłosem jej dziesiątek nóg.

Terrarium, w którym mieszka jest istotnym motywem w filmie Sixa. Uważny widz pewnie zwróci uwagę, że jednym z niewielu odgłosów, które wydaje Martin jest coś w rodzaju „eeeeeiiiii” podczas karmienia drapieżnego parecznika. Terrarium to jest czymś w rodzaju lejtmotywu dla całej produkcji, zmaterializowanym symbolem obsesji Martina, która w kulminacyjnym momencie filmu dosłownie kąsa odbyt mordercy od środka. W podobny sposób kompulsje dręczą jego wątłą psychikę. Cokolwiek by sądzić o Lomaxie, jest niezwykle wrażliwy, a nadmiar emocji transponuje na idolatryczne uwielbienie doktora Heitera wraz z jego dogłębnie patologicznym dziełem.

Oprócz skolopendry, warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden powtarzający się motyw – płacz dziecka. Towarzyszy on Martinowi w snach, kiedy leży w swoim barłogu i bezwiednie wypróżnia się pod siebie, dokładnie jak niemowlę, którym na chwilę się wtedy staje. Z tego, co odsłania Six w fabule Ludzkiej stonogi 2, ów płacz jeszcze bardziej podniecał ojca Martina. Wreszcie, nawet po wymordowaniu wszystkich członów zbuntowanej i nieudanej stonogi, siedzący samotnie w garażu Martin wciąż słyszy kwilenie dziecka. Six boleśnie pozostawia widza w niepewności, czy aby cała ta historia wydarzyła się naprawdę. Czy to jest tylko płacz w głowie Lomaxa, a może zamknięte wcześniej w samochodzie dziecko jeszcze nie umarło i czeka na swojego oprawcę? Pamiętajmy, że jak do tej pory reżyser oszczędził kobietę w ciąży, której udało się uciec, a w trakcie tej ucieczki jeszcze urodzić. Jednak ten płacz w garażu jest inny, bardzo złowrogi. Nie zwiastuje żadnej nadziei ani dla Martina, ani dla uwięzionego chłopca.

Lomax do tej pory nie zabił żadnego dziecka. Było to jednak, zanim stworzył stonogę i zanim nie uświadomił sobie, że pomysł zespolenia w ten sposób ludzi skazany jest na porażkę i w niczym nie uśmierzy bólu wyniesionego z dzieciństwa. Ta ostateczna niepewność jest najcięższym do zniesienia momentem w filmie, bo czuję, co kiełkuje w zboczonym umyśle Lomaxa tożsamym z nieprzeciętnie chorą wyobraźnią Sixa. Teraz Martin stworzy stonogę z dzieci, bo sam jest wiecznie lamentującym nad swoim losem, płaczącym malcem zamkniętym w ohydnym ciele dorosłego człowieka.

A może skoro mentalność Lomaxa jest na poziomie dziecka z piaskownicy, nie można obarczać go winą za pomysł stonogi. On jest jej ofiarą. Bezmyślny Pigmalion-ojciec  ulepił potwora. Minimalistyczna i sugestywna aktorsko, wręcz pantomimiczna kreacja Harvey’a bezprecedensowo obrazuje potworność wykorzystywania seksualnego dzieci. Taki dziecięcy świat to ciasne, mroczne i śmierdzące przerażeniem pudełko. Jego ściany mają smak i dotyk oprawcy. Kocha się je i nienawidzi jednocześnie.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA