Connect with us

Recenzje

ŁOWCY POTWORÓW. Goonies w nielegalnym Dark Universe

ŁOWCY POTWORÓW to sentymentalna podróż do lat 80., gdzie potwory i przygody tworzą niezapomnianą mieszankę humoru i strachu.

Published

on

ŁOWCY POTWORÓW. Goonies w nielegalnym Dark Universe

Po co nam nowe Dark Universe, skoro ponad trzydzieści lat temu dostaliśmy jego doskonałą wersję? Nie ma tu wprawdzie Toma Cruise’a udającego trzydziestolatka, a mumia zamiast topić całe miasta pod falami pyłu, chowa się w szafie dziecięcego pokoju (według tłumaczki jest to ubikacja, bo przecież „closet” to „klozet”), ale są szczerość, dreszczyk, humor i szereg straszydeł wprowadzonych bez chłodnej kalkulacji i nastawienia na kolejne dochodowe uniwersum filmowe.

Advertisement

Hrabia Dracula, potwór Frankensteina, wilkołak, mumia i coś na wzór Potwora z Czarnej Laguny spotkali się bez hucznego ogłaszania największego crossoveru w historii kina czy też powstania zupełnie nowego świata, w którym przeróżne monstra będą straszyć ramię w ramię. W 1987 roku taka wiadomość po prostu nie miała dużej mocy marketingowej, trzeba było czegoś więcej, a tutaj – jak wielu twierdzi – tym czymś miało być celowanie w publiczność zachwyconą Goonies, które dwa lata wcześniej podbiło serca dzieciaków i rodziców na całym globie.

Nie udało się powtórzyć sukcesu. Łowcy potworów nie byli kolejnym letnim przebojem kinowym, lecz dotkliwą klapą, która zarobiła niespełna cztery miliony dolarów i szybko została ukarana zesłaniem na rynek kina domowego. Tutaj natomiast – nie pierwszy i nie ostatni raz w historii – film otrzymał drugie życie, a z czasem przeobraził się w dzieło otoczone kultem.

Advertisement

Autorami prawdopodobnie najlepszego wstępu do świata grozy, jaki można podsunąć dziecku, są dwie intrygujące postacie. Shane Black dla jednych jest kompletnie anonimowy, przez innych niemalże wyznawany. Łowcy potworów to pierwszy film zrealizowany na podstawie jego scenariusza, ale jeszcze w tym samym roku nakręcono znacznie bardziej przebojową historię – Zabójczą broń, a zaraz później niesławnego Bohatera ostatniej akcji.

W ostatnich latach skazano go na sukces, pozwalając wyreżyserować własny scenariusz do trzeciej części Iron Mana, jednak wielu wciąż kojarzy go jako Richa Hawkinsa, jedną z ofiar Predatora z oryginalnego filmu z 1987 roku. Co ciekawe, to właśnie Black wyreżyseruje nową, tegoroczną wersję polowań kosmicznego łowcy.

Advertisement

Drugą postacią jest Fred Dekker – częsty współpracownik Blacka. Razem napisali i Łowców potworów, i nadchodzącego Predatora. To on stoi za historią oryginalnego Domu (horroru z 1986 roku, a nie polskiej telenoweli), wyreżyserował także cztery odcinki Opowieści z krypty oraz trzecią część Robocopa (tę najgorszą). Obydwaj panowie mają więc istotne zasługi w kreowaniu współczesnej popkultury, a wśród wielbicieli horroru za relikwię uchodzi nawet scenariusz filmu, którego nigdy nie zdołali zrealizować.

Rok po stworzeniu Łowców potworów duet napisał opowieść o grupie amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w Wietnamie, ale zostali przywróceni do życia w ramach rządowego eksperymentu. Dzielni amerykańscy bojownicy-zombie mieli dokonać krwawego odwetu i nie byłoby w tym może nic ekscytującego, gdyby w projekt Shadow Company nie byli zaangażowani John Carpenter i Kurt Russell, którzy w latach 80. przemieniali w złoto wszystko, czego się tknęli. Mówiono, że będzie to połączenie Plutonu z Egzorcystą, jednak nigdy nie udało się sfinalizować tych planów, a scenariusz wciąż krąży po internetowych aukcjach.

Advertisement

Łowcom potworów należą się natomiast dodatkowe brawa za wartość edukacyjną. Podejrzewam, że niewielu rodziców chciałoby dla swoich dzieci akurat takiej edukacji, ale dla mnie obejrzenie tego filmu w wieku dziesięciu czy jedenastu lat było przypieczętowaniem fascynacji horrorem, która kiełkowała wcześniej dzięki Scooby’emu-Doo i Jonny’emu Questowi. Mój strach podszyty fascynacją jest jednak niczym w porównaniu z grozą, jaką przeżyła filmowa Phoebe (najmłodsza członkini obsady). Czerwonooki Dracula w wykonaniu Duncana Regehra (który w castingu do tej roli pokonał między innymi Liama Neesona) budził w niej grozę do tego stopnia, że konieczne było unikanie spotkań pomiędzy nimi.

Kto jednak widział film, ten wie, że wreszcie musiało dojść do konfrontacji, a scenę tę postanowiono nakręcić w… naturalny sposób. Naturalny, czyli z zaskoczenia, najzwyczajniej w świecie stawiając sześcioletnią dziewczynkę przed jej koszmarem i filmując reakcję. Dzisiaj pewnie skończyłoby się to skandalem, ale Ashley Bank nie wspomina tamtych wydarzeń z żalem. W jednym z wywiadów zaznaczyła też, że Tom Noonan (odtwórca roli potwora Frankensteina) nigdy nie pokazywał się na planie bez charakteryzacji i nigdy nie przemawiał swoim własnym głosem.

Advertisement

O odpowiednio przerażający wygląd potworów zadbał legendarny Stan Winston, który jest kolejną osobą powiązaną z serią Predator – w tym samym roku sprawował pieczę nad efektami specjalnymi w starciu Schwarzeneggera z łowcą. Zadanie miał niełatwe, bo chociaż nawet we wstępie do tego artykułu nawiązałem do Dark Universe, to wytwórnia Universal odrzuciła pomysł Blacka i Dekkera. Film został zrealizowany bez praw autorskich do postaci i to właśnie dlatego hrabia nie ma typowego wdowiego szpicu, jaki nosił Béla Lugosi; potwór Frankensteina nie ma śrub przytwierdzonych do szyi, lecz do skroni; a wilkołakowi dorobiono szpiczaste uszy.

Z perspektywy dzisiejszych standardów problematyczne mogłyby okazać się niektóre dialogi. Nikt by przecież nie pozwolił, żeby w 2018 roku w filmie dla dzieci padło zdanie: „Dlaczego nikt nie ostrzega uczniów przed pedziami i kobietami z głową kota?”, ale jestem żywym dowodem na to, że jednostka wystawiona na działanie tego typu odzywek nie musi wyrosnąć na patologiczną… a przynajmniej tak mi się wydaje. W polskiej wersji dodatkowych smaczków dostarcza duet tłumacz-lektor. Marek Gajewski nie ma innego wyjścia, jak tylko nazwać przywoływaną już szafę „ubikacją”; imię Rudy wymawia po polsku jako „rudy”, a nie „Rudi” i tylko raz zdaje się zawahać – kiedy słynnego łowcę wampirów przemianowano na Abrahama Van HeSlinga. Może wydanie DVD z takimi „kwiatkami” spotkałoby się z krytyką, ale na VHS-ie to dodatkowe walory wywołujące nostalgiczny uśmiech.

Advertisement

Jeżeli jeszcze was nie przekonałem, że warto sięgnąć po Łowców potworów (polskiego tytułu używam z konieczności, dla fanów to zawsze będzie Monster Squad), to dodam tylko hasło, pod jakim najłatwiej byłoby teraz sprzedać ten film – „Jeżeli uwielbiacie Stranger Things, pokochacie też Monster Squad„. Zresztą do podobnej reklamy ucieknięto się w 1987 roku, a przetłumaczony slogan nawiązujący do Pogromców duchów widnieje na okładce polskiego wydania kasetowego: „Wiesz, do kogo zadzwonić, kiedy nawiedzają cię duchy, ale do kogo zadzwonić, kiedy nęka cię wampir?.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *