search
REKLAMA
Czarno na białym

GODZINA WILKA. Psychologiczny horror Ingmara Bergmana

Tomasz Raczkowski

29 czerwca 2019

REKLAMA

Wizja ta byłaby niepełna bez znakomitych kreacji aktorskich Maxa von Sydowa i Liv Ullmann. W tej jednej ze swoich najwybitniejszych ról von Sydow ucieleśnia neurotyczne napięcie swojego bohatera, doskonale oddając swoją powściągliwą, ale wymowną ekspresją emocjonalne rozciągnięcie Borga pomiędzy światem materialnym a rzeczywistością koszmarów i erotycznych pragnień. Jego kamienna twarz dobitnie ukazuje alienację od kochającej żony i rodzinnego spokoju, podczas gdy rozpaczliwie rozszerzone oczy wyrażają całą ambiwalencję fascynacji demonicznym urokiem demonów i widziadeł. Nie mniej ważna jest w ostatecznym rozrachunku Liv Ullmann – w typowy dla siebie, nerwowy sposób wizualizująca rozpacz Almy, usiłującej zrozumieć męża i uchronić go przed jego własnym instynktem śmierci. Ten duet, kontrapunktowany przerysowanymi, demonicznymi rolami Ingrid Thulin (jako Veroniki), Erlanda Josephsona, Gertrud Fridh, Georga Rydeberga, Ulfa Johanssona i Gudrun Brost (jako mieszkańców pałacu), nadaje Godzinie wilka realistyczny tragizm, doskonale rezonujący z niesamowitą, horrorową oprawą.

W przeszłości Bergman niejednokrotnie sięgał po turpistyczną, pesymistyczną estetykę, jednak nigdy wcześniej ani później nie stworzył tak organicznie przesyconego grozą filmu jak Godzina wilka. Sugestywna, niemal gotycka warstwa wizualna generuje w filmie z 1968 roku niesamowitą, fascynującą i straszna atmosferę, która koresponduje z tragicznymi zmaganiami bohatera zatracającego się w otchłani widmowych snów, wewnętrznych demonów i poczuciu egzystencjalnej pustki. Pod względem formalnym Godzina wilka to pełnoprawny horror – podporządkowany Bergmanowskiej poetyce i motywom, ale wciąż horror. Szwedzki mistrz osiągnął w nim prawdziwie wirtuozerską harmonię pomiędzy typowym dla siebie psychologizmem i introwertyczną metafizyką a Strindbergowskim imaginarium niepokoju i upadku.

Godzina wilka powstała w bodaj najbardziej intrygującej i wyrafinowanej fazie twórczości Ingmara Bergmana. Po stworzeniu klarownego, autorskiego języka filmowej metafizyki i artystycznym spełnieniu w filmach takich jak Wieczór kuglarzy, Tam, gdzie rosną poziomki czy Siódma pieczęć w latach 60. Szwed zaczął tworzyć otwarcie intymne filmy. Niesamowicie świadomy filmowej formy, Bergman w kapitalny sposób wykorzystał swoją łącząca surowość i poetyckość estetykę, tworząc niejednoznaczne, wymykające się interpretacji filmowe wizje, meandrujące pomiędzy wewnętrznymi fobiami twórcy a wysublimowanymi refleksjami natury filozoficznej i psychologicznej. W Godzinie wilka szczególne jest to, jak gwałtowne uzewnętrznienie zyskuje transgresja człowieka zmagającego się z wewnętrznymi demonami. Ze względu na agresywnie plastyczną konwencję jest to być może najbardziej bezpośredni – choć przecież otwarcie fantastyczny – film Bergmana.

Godzina wilka to kolejna po Personie pośrednio autotematyczna wypowiedź na temat poczucia rozpadania się i zagubienia w życiu, poczucia impasu i osamotnienia wielbionego na całym świecie artysty, który ma wrażenie, że nikt tak naprawdę go nie słucha. Bergman tworzy więc własne alter ego, realizujące autodestrukcyjne dążenie, projektując na Liv Ullmann (swoją ówczesną partnerkę) figurę pełnej matczynej troski, współczującej opiekunki, przeistaczającej się w postać tragiczną, niezdolną pomóc ukochanemu. Trajektoria przedstawienia postaci Almy jest być może najlepszym (lepszym nawet niż to wykorzystane w filmach skoncentrowanych wokół kobiecych postaci) zobrazowaniem Bergmanowskiego stosunku do kobiecości – równocześnie roszczeniowego, w zasadzie patriarchalnego w oczekiwaniu bezwarunkowej miłości oraz podporządkowania i głęboko empatycznego oraz protofeministycznego w budowaniu refleksyjnych portretów zakleszczonych, szukających drogi autonomicznego wyjścia z egzystencjalnych pułapek bohaterek.

Dla Bergmana Godzina wilka mogła być formą autoterapii podczas jego prywatnej „wilczej godziny”. Parafrazując motywy ludowe oraz splatając je z Mozartowskimi fantasmagoriami z Czarodziejskiego fletu, tworzy on frapującą dramaturgię konfliktu rozumu i instynktów, w której odbijają się fundamentalne tropy jego twórczości – zmagania z traumą dzieciństwa, seksualnością oraz poczuciem alienacji i osamotnienia. W wyniku tego filtrowania inspiracji przez indywidualną optykę reżysera filmowego powstał wizjonerski, na wskroś autorski horror psychologiczny, który do dziś nie przestaje intrygować i przerażać swoimi okrutnymi podtekstami.

Bergman w brawurowy sposób zaeksperymentował z filmową formą, chyba najradykalniej w karierze popychając estetyczne wizualizacje swoich autorskich obsesji. Efektem jest film niepowtarzalny, wyrafinowany, a jednocześnie stanowiący niezwykle pogmatwany przykład zacierania się gatunkowych granic i polifonicznego dialogu modernistycznego kina z kulturową tradycją. Wieloznaczność i głębię Godziny wilka najlepiej puentują chyba słowa samego Johana Borga: „Lustro zostało rozbite – lecz co odbija się w jego kawałkach?”.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA