Recenzje

CREEPSHOW. Oda do makabry

Cudowne wskrzeszenie retro horroru

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

Już od 22 czerwca w każdy poniedziałek o godzinie 22:00 na antenie AMC Polska emitowany będzie serial Creepshow. Polscy fani oldschoolowych horrorów, a także ci mniej zaznajomieni z tzw. klasyką gatunku będą mieli zatem wyjątkową okazję otwarcia zakurzonej i pokrytej pajęczynami skrzyni, w której znajdą dwanaście nowel przypominających te z legendarnych komiksów EC.

W latach 50. XX wieku podobne skrzynie ukryte gdzieś głęboko w kątach strychów otwierały przyszłe gwiazdy literatury i kina grozy – Stephen King oraz George A. Romero. Dzięki komiksowym Opowieściom z krypty z szufladek w ich głowach wypełzły najstraszniejsze pomysły i potwory. To właśnie na tych mrożących krew w żyłach historiach wychowali się mistrzowie horroru. Nic więc dziwnego, że w 1982 roku King i Romero połączyli swoje mroczne umysły, aby złożyć hołd komiksom EC za sprawą specjalnej filmowej antologii o nazwie Creepshow. Dziś po prawie czterdziestu latach od tamtej premiery Greg Nicotero, który zresztą właśnie przy okazji wspomnianego filmu z 1982 roku zaczynał realizować się jako specjalista od efektów specjalnych i charakteryzator, proponuje widzom serialowy reboot kultowego Creepshow.

Niełatwo ocenić jest serial Creepshow jako całość, a także całościowo o nim pisać. Trudności nastręcza tu bowiem jego antologiczna forma. Odcinki nie posiadają wspólnego mianownika, który sprawiłby, że Creepshow byłby tworem kompleksowym. Oznacza to, że ostateczna nota wystawiona serii Nicotero powinna stanowić średnią ocen poszczególnych epizodów, a przynajmniej tak to sobie wymyśliłem. Brak spójności nie musi być jednak wadą. Pozwala bowiem na pewną dowolność np. w kolejności oglądania odcinków, jak też na pomijanie mniej wciągających lub zbyt strasznych epizodów bez konsekwencji utraty ciągłości fabularnej.

Gray Matter

Odcinek pierwszy serii Nicotero stanowi niezły wstęp dla nowego Creepshow i jednocześnie z nostalgią spogląda wstecz do 1982 roku. Abstrahując już od tego, że znów mamy „przyjemność” ujrzeć wciąż śmiejącego się szyderczo kościotrupa Creepera, epizod numer jeden wykorzystuje oryginalne opowiadanie Stephena Kinga, czyli autora scenariusza do filmu Romero, a także gra w nim Adrienne Barbeau – aktorka, która wystąpiła w jednym z segmentów produkcji z 1982 roku. Mnóstwo tu również easter eggów odwołujących widza do twórczości Stephena Kinga. Jedne z nich przybierają formę dość nachalnego hołdu złożonemu mistrzowi grozy, inne zaś są sprytnie ukryte, a ich wyłapywanie to prawdziwa przyjemność. Ponadto opowieść angażuje odbiorcę poprzez skuteczne, stopniowe odsłanianie tajemnicy i klimatem bardzo przypomina historie z Creepshow Romero (przede wszystkim tę o nazwie The Lonesome Death of Jordy Verrill). Finał odcinka Gray Matter jest porażający i satysfakcjonujący. Na uwagę zasługują tu dodatkowo rewelacyjne praktyczne efekty specjalne oraz scenografia. Właściwie nikogo nie powinno to dziwić, skoro za kamerą stanął sam Greg Nicotero.


The House of the Head

The House of the Head to jedna z najbardziej zaskakujących perełek serii Creepshow.

The House of the Head to jedna z niespodziewanych, przerażających perełek w dwunastoodcinkowej serii Nicotero. Trudno w to uwierzyć, ale ciarki na plecach odbiorcy wywołuje tu domek dla lalek, który nawiedza pewna… głowa. Oczywiście motyw lalki był w horrorze już często eksploatowany, ale historia napisana przez Josha Malermana (autor scenariusza do Nie otwieraj oczu) jest mimo wszystko unikatowa. Interesujący jest tu sposób przedstawiania wydarzeń, które wywołują przerażenie. Jesteśmy bowiem świadkami jedynie rezultatów działań mieszkańców domku. Taki zabieg sprawia, że odbiorca – podobnie jak główna bohaterka Evie (rewelacyjna Cailey Fleming) – nie może doczekać się sprawdzenia, co nowego wydarzyło się w rodzinie SmithsSmithsów. Obserwowanie nawiedzonego domku oczami dziecka bez angażowania dorosłych to doskonały pomysł twórców epizodu. Próby ratowania sytuacji lalek przez Evie są z jej punktu widzenia rozsądne, a z naszego rozczulające. Fani Creepshow Romero znajdą w The House of the Head kilka miłych nawiązań w obrębie rekwizytów. Domek dla lalek Evie wyposażony jest bowiem w słynną popielniczkę z segmentu filmu z 1982 roku pt. Father’s Day, a także w skrzynię z opowieści Crate.


Bad Wolf Down

Kolejny epizod antologicznego serialu Creepshow przenosi odbiorcę do czasów II wojny światowej. Odcinek stworzony przez autora komiksów i komika Roba Schraba oferuje przedstawienie nazistowskich żołnierzy w pastiszowym stylu, ale jednocześnie ukazuje zawoalowaną wizję wojny jako doświadczenia destrukcyjnego i transformującego człowieka w potwora. Świetna atmosfera, ciekawe postaci, które swoje imiona odziedziczyły po słynnych filmowych wilkołakach oraz retro efekty specjalne nie wystarczyły jednak, aby odcinek Bad Wolf Down dostatecznie wybrzmiał. Niecałe pół godziny seansu nie pozwala bowiem odbiorcy wystarczająco nacieszyć się całym dobrem, jakie zaoferował Schrab. Największą ofiarą takiego stanu rzeczy jest występujący w epizodzie Jeffrey Combs (Reanimator), którego potencjał został niestety zmarnowany.


The Finger

The Finger to kolejny odcinek Creepshow, za którego reżyserię odpowiada Greg Nicotero. Epizod skupia się na postaci samotnego Clarka Wilsona (DJ Qualls), który choć opowiada własną historię, to szybko przekonujemy się, że jest tzw. narratorem nierzetelnym. Główny bohater segmentu napisanego przez Davida Schowa (autor scenariusza Kruka) stara się rozmawiać bezpośrednio z widzem, burząc czwartą ścianę, i kontrolować w ten sposób autoprezentację. To dość sprytny zabieg, albowiem ostatecznie każe odbiorcom zastanowić się nad kwestią jego zdrowia psychicznego. The Finger wywołuje także odrazę związaną z prezentowaniem obrazów okrucieństwa, co odwołuje widza do nurtu splatterpunk, którego twórcą jest David Schow.


All Hallows Eve

Odcinek All Hallows Eve wprowadza nową jakość do serii Creepshow. Okazuje się bowiem, że horror może wywoływać także… wzruszenie. Chociaż odcinek otwiera scena, która wabi odbiorcę obietnicą kolejnej, dobrze znanej, przerażającej historyjki o wydarzeniach halloweenowej nocy, jej finał jest zupełnie nieoczekiwany. All Hallows Eve zmienia ton dotychczasowych odcinków. Nie straszy bowiem w sposób bezpośredni. Groza w segmencie Johna Harrisona przejawia się w odkrywaniu tajemnicy grupy już nie tak młodych przebierańców. Obok The House of the Head to jeden z tych epizodów, który z powodzeniem można zaprezentować młodszym widzom.


The Man in the Suitcase

Creepshow to radosny sadyzm i moralizatorstwo.

Jeden z najbardziej zwariowanych epizodów serialu. The Man in the Suitcase to połączenie horroru i mrocznej komedii. Rzeczywiście – jak wskazuje tytuł segmentu – mamy tu do czynienia z mężczyzną w walizce (wspaniały Ravi Naidu), ale to właściwie dopiero początek dziwaczności, jakie serwuje nam David Bruckner (Rytuał). Szósty odcinek Creepshow to efektowna i efektywna bajka o ludzkiej chciwości, zakłamaniu i miłosierdziu. Po krótkim odejściu od charakterystycznego dla serii stylu, jakim był odcinek All Hallows Eve, Bruckner wraz z autorami scenariusza epizodu – Bruce’em Jonesem i Christopherem Buehlmanem – powracają do radosnego sadyzmu i moralizatorstwa, jakie głównie prezentuje Creepshow.

Ostatnio dodane