search
REKLAMA
Recenzje

ANNETTE. Unikalne widowisko audiowizualne

Musical okazał się dla Caraxa bardzo wdzięcznym gatunkiem – takim, który pozwolił mu w pełni rozwinąć artystyczne skrzydła.

Jan Brzozowski

19 sierpnia 2021

REKLAMA

Leos Carax już od początku kariery wielką wagę przywiązał do warstwy muzycznej swoich filmów. Dla przykładu: w pierwszych trzech wyreżyserowanych przez niego pełnych metrażach (Boy Meets Girl, Zła krew i Kochankowie z Pont-Neuf) wielką rolę odgrywają piosenki Davida Bowiego, każdorazowo towarzysząc jednym z najbardziej ikonicznych, audiowizualnie dopieszczonych scen bądź sekwencji w filmografii Francuza. Realizacja musicalu wydaje się więc w jego przypadku dość naturalnym krokiem w przód, rozwinięciem muzycznej pasji, która objawiała się nie tylko w znakomitych ścieżkach dźwiękowych wyreżyserowanych przezeń dzieł (kto nie kocha Davida Bowiego?), ale również we współpracy z Ronem i Russelem Maelami, znanymi szerzej jako bracia Sparks – autor Holy Motors wystąpił gościnnie w jednej z ich piosenek, noszącej jakże znamienny tytuł: When You’re a French Director. Annette uznać można za przedłużenie tej owocnej współpracy – za warstwę muzyczną filmu Caraxa odpowiada bowiem nie kto inny, ale właśnie słynny duet muzyczny ze Stanów Zjednoczonych.

Zresztą to właśnie bracia Sparks byli pomysłodawcami całego przedsięwzięcia (figurują w napisach początkowych nie tylko jako twórcy ścieżki dźwiękowej, ale również współscenarzyści i autorzy historii). Musical filmowy pragnęli zrealizować już od lat, współpracując wcześniej chociażby z Jakiem Tatim i Timem Burtonem; żaden z tych projektów nie zaowocował jednak ukończonym filmem, pierwszy ze względu na śmierć reżysera, drugi zaś – utratę zainteresowania przez twórcę Batmana. Carax spadł więc braciom Sparks jak z nieba: bezkompromisowy artysta, realizujący swoje filmy w perspektywie długofalowej, potrafiący poświęcić pracy nad jednym dziełem blisko 10 lat życia. Człowiek, który jeżeli już się w jakiś projekt zaangażuje, to całkowicie, doprowadzając go do końca za wszelką cenę (najlepszym przykładem są w tej materii Kochankowie z Pont-Neuf – produkcja, która borykała się z poważnymi problemami finansowymi, niezwykle skomplikowana realizacyjnie).

Carax rozpoczyna Annette od efektownego zburzenia czwartej ściany – oto twórcy, a wśród nich zarówno reżyser, jak i autorzy piosenek, wychodzą ze studia, wyśpiewując wprost do kamery retoryczne pytanie: „So, may we start?”. Na czele pochodu dumnie kroczy dwójka aktorów, odgrywająca w filmie pierwsze skrzypce: Adam Driver i Marion Cotillard. Amerykanin wciela się tutaj w Henry’ego McHenry’ego, charyzmatycznego komika, prowadzącego stand-up pod nazwą „Ape of God”. Francuzka natomiast – w Ann, delikatną śpiewaczkę operową, nieustannie dostarczającą widzom upragnionego katharsis poprzez śmierć w ostatnich scenach sztuk. Związek tej dwójki artystów, intensywny, toksyczny, rozpadający się na naszych oczach, owocuje narodzinami córeczki – obdarzonej magicznym głosem, tytułowej Annette.

Film Caraxa to jednocześnie musical i antymusical, przenikliwa dekonstrukcja gatunkowa, przywodząca na myśl chociażby Tańcząc w ciemnościach Larsa von Triera. Duńczyk rozkładał jednak ten specyficzny (wywodzący się z Broadwayu i Hollywood końca lat dwudziestych) gatunek na czynniki pierwsze przy użyciu takich zabiegów jak niestandardowe kąty kamery, imitujące ujęcia zrealizowane z ukrycia, włączenie w diegezę muzyczną przypadkowych dźwięków otoczenia, najróżniejszych stuków, puków i brzęków, albo, już w warstwie fabularnej, ostentacyjny brak happy endu. Carax uderza w nieco inne tony – jego domeną są przede wszystkim autotematyzm i, ściśle z nim związana, deziluzja. Francuz nieustannie burzy czwartą ścianę, obdarza swoich bohaterów świadomością tego, że są obserwowani (niezwykle wymowny, zamykający Annette gest postaci granej przez Drivera), wreszcie sam pojawia się w metafilmowej roli, ubrany w charakterystyczne ciemne okulary i kapelusz – atrybuty upodobniające go do innego, słynnego dekonstruktora francuskiego kina: Jean-Luca Godarda.

Deziluzja zaproponowana przez Caraxa znajduje swoje odbicie również w konkretnych sytuacjach fabularnych. Francuz, będący jednym z najoryginalniejszych i najodważniejszych twórców współczesnego kina, inscenizuje na ekranie tak wybitnie „niemusicalowe” wydarzenia jak poród, seks, konferencja prasowa na tle #metoo czy kłótnia artysty ze wściekłą widownią. W zdecydowanej większości numerów muzycznych udział bierze Adam Driver, którego umiejętności wokalne mogą, eufemistycznie mówiąc, pozostawiać nieco do życzenia (zwłaszcza w porównaniu z doskonałą w tej materii Marion Cotillard). W żaden sposób nie szkodzi to jednak filmowi – dodatkowo eksponuje sztuczność i umowność całości, wpisując się tym samym w jeden z nadrzędnych celów Caraxa. Ponadto wszelkie braki wokalne Driver znakomicie maskuje dziką, iście zwierzęcą (znamienny tytuł stand-upu) energią, rozsadzającą ekran od środka.

Przy tych wszystkich wymyślnych zabiegach formalnych Annette pozostaje filmem niezwykle angażującym, stymulującym nie tylko nasz umysł, ale również emocje. Musical okazał się dla Caraxa bardzo wdzięcznym gatunkiem – takim, który pozwolił mu w pełni rozwinąć artystyczne skrzydła; skupić się właściwie wyłącznie na języku filmowym (nagroda w Cannes za reżyserię!), pozostawiając resztę w rękach braci Sparks, a zatem najwyższej klasy profesjonalistów. Efektem jest wspaniałe, absolutnie unikalne widowisko audiowizualne i, mogę to powiedzieć już teraz, jeden z najlepszych filmów 2021 roku.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA