search
REKLAMA
Recenzje

AFTER BLUE: PRZEKROCZYĆ BŁĘKIT. Bóg jest kobietą w ciele Agaty Buzek

“After Blue” to połączenie kosmicznego westernu, erotyki, wizji rodem z najlepszych i najgorszych kwasowych tripów, lesbijskiego seksu oraz formy eksperymentalnej.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

7 grudnia 2021

REKLAMA

Film w reżyserii Bertranda Mandica to dla mnie absolutne odkrycie tegorocznej, już siódmej edycji festiwalu Splat!FilmFest. To połączenie kosmicznego westernu, erotyki, wizji rodem z najlepszych i najgorszych kwasowych tripów, lesbijskiego seksu oraz formy eksperymentalnej. Produkcja jest unikatowa i zapewniam Was, że niczego takiego nie zobaczycie w kinie. To opowieść o pragnieniach, tych skrywanych głęboko wewnątrz psyche, o podróży w głąb siebie, gdzie bohaterki rzucają wyzwanie światu, w którym przyszło im żyć, oraz niejako historia wyzwolenia, zarówno tego wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Ale absolutną wisienką na tym filmowym torcie jest rola naszej rodaczki, Agaty Buzek, którą pierwszy raz widziałam w takim nieokiełznanym aktorskim wcieleniu. Jest hipnotyzująca, niebezpieczna i – co ważniejsze – nie sposób od niej oderwać oczu.

Fabuła francuskiej produkcji jest niełatwa do przybliżenia, dlatego przedstawię tylko jej zarys. Film skupia się na historii dziewczyny, Roxy (Paula Luna Breitenfelder), którą kobiety z wioski na odległej planecie After Blue przezywają Toxic. Pewnego dnia na plaży odkopuje ona tajemniczą kobietę (Agata Buzek). Ta w dowód wdzięczności postanawia spełnić jej trzy – głęboko skrywane – życzenia, zaczynając od zabicia koleżanek, które codziennie nabijały się z głównej bohaterki. Skutkiem tego ta razem z matką wyrusza w podróż, by zabić prowodyrkę całego zdarzenia, czyli postać Buzek, która tytułuje się mianem Kate Bush. Na swojej drodze będą musiały zmierzyć się ze swoimi lękami, pragnieniami oraz skutkami swoich zarówno teraźniejszych, jak i przyszłych decyzji.

Osobiście jestem zachwycona seansem. Nie spodziewałam się zbyt wiele, a otrzymałam produkcję, która jest autentycznym powiewem świeżości w świecie wypełnionym po brzegi kinem superbohaterskim, kolejnymi remake’ami oraz wtórną wtórnością. Ciężko jest tak naprawdę powiedzieć na temat filmu coś konkretnego, gdyż trzeba to zobaczyć na własne oczy. To uczta dla oka i duszy, pełna symbolizmu, pięknych kobiet, bawiąca się nieco zapomnianą konwencją westernu, która w założeniu należy przecież do męskich mężczyzn, a nie delikatnych kobiet. To bez wątpienia filmowe doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, gdzie warstwa wizualna zapiera dech w piersiach, a całość jawi się jako kampowe science fiction w duchu Jodorowsky’ego, wykorzystujące westernową tradycję, zmieniając ją o 180 stopni. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że potrzebuje zobaczyć ten film choć raz w swoim życiu.

Aktorsko jest naprawdę nieźle, choć dla mnie prawdziwą królową filmu została Agata Buzek, wcielająca się w postać przestępczyni o polskich korzeniach, wymykającej się na każdym kroku śmierci. Nigdy wcześniej nie widziałam tej aktorki obsadzonej w takiej roli i pewnie nieprędko zobaczę. Do tej pory oglądałam ją w postaciach pokroju tej z Wiedźmina, dość zachowawczych, choć nie przeczę, że jakaś filmowa perełka mogła mi umknąć. W tej produkcji jest cudowna na tak wielu poziomach, że ciężko zapomnieć o jej występie. Zmysłowa, przyciągająca wzrok, hipnotyczna. Żadne słowa tak naprawdę nie opiszą tego, co widzimy na dużym ekranie. Kiedy trzeba, jej Kate Bush jest przerażająca do tego stopnia, że balibyśmy się ją spotkać w biały dzień, kiedy indziej nie sposób oderwać od niej wzroku. To istna mieszanka wybuchowa pokazująca, że polska aktorka dysponuje prawdziwym talentem. Myślę, że bez problemu sprawdziłaby się w wielu różnych konwencjach filmowych.

Szczerze, nie widziałam wcześniejszych dzieł Mandica (wiem, że to absolutny nietakt z mojej strony), dlatego trudno odnieść mi się do stwierdzenia, że reżyser czerpie pełnymi garściami ze swoich poprzednich filmów. Niemniej jednak estetyka retro, która towarzyszy jego nowemu projektowi, pokazuje ogromny potencjał, jaki w nim drzemie. Trzeba bowiem pamiętać, że After Blue to wizja przyszłości napędzana przeszłością, gdzie potencjalny raj zamienił się finalnie w pustkowie – podobnie jak Ziemia, z której ludzkość próbowała uciec do lepszego świata. Na szczęście nie jest to wizja rodem z Seksmisji Machulskiego, ale prawdziwy dramat społeczności, która na pozór chce być lepsza, zabijając zło w zarodku, samemu stając się złym, co prowadzi w konsekwencji do efektownego finału. Ostatnie życzenie Roxy pozostaje jak najbardziej w duchu wspólnoty, w której żyła od samego początku. Nic dziwnego, że dla niej i dla jej matki to także nowy początek w świecie pełnym hipokryzji, gdzie wyłącznie jednostka zdana na samą siebie ma szansę przetrwać.

After Blue to bez wątpienia pomieszanie różnych stylów. Mamy więc komedię, horror, erotyk, narkotyczną podróż oraz nawiązania do bajek Disneya z początku lat 40. XX wieku. To podróż wypełniona po brzegi znakami, odniesieniami, symboliką, śladami minionego świata oraz absurdem. Dobrym przykładem jest wykorzystanie luksusowych marek do nazywania różnych rodzajów broni – jest Gucci oraz Chanel. Ale aspekt dizajnerski tak charakterystyczny dla współczesnego społeczeństwa przybiera absurdalny wręcz wymiar, gdzie męski android nosi logo firmy Louis Vuitton. Nie można także zapominać o „neowirtualistach” czy „ultra-neoklasykach” itd., co tylko podsyca efekt niedorzeczności, z którym musimy się mierzyć na co dzień.

Jaki jest przekaz filmu? Myślę, że każdy odbierze go na swój indywidualny sposób. Dla jednych będzie to krytyka konsumpcjonizmu, dla innych namysł nad tym, co po nas zostanie, gdy świat się skończy, a dla kolejnych widzów to odskocznia od szarego świata, w którym przyszło nam żyć. After Blue jest niejako spełnieniem najbardziej brudnych, erotycznych fantazji, gdzie każdy z elementów jest i dziwny, i wyjątkowy. Widz zostaje zaproszony do obejrzenia kalejdoskopu przeróżnych ludzkich marzeń zakorzenionych głęboko w kosmicznym westernie, który spełni oczekiwania zarówno fanów przeszłości, jak i przyszłości.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA