Plebiscyt
NAJLEPSZE KOMEDIE ROMANTYCZNE wszech czasów! Ranking czytelników
Oto waszym zdaniem najlepsze komedie romantyczne w historii kina! 50 tytułów, które warto znać i które mogą być idealną propozycją na walentynki.
W ubiegłą niedzielę zaprosiliśmy was do wzięcia udziału w głosowaniu na najlepsze komedie romantyczne wszech czasów. Dziś, na trzy dni przed walentynkami przyszła pora na ogłoszenie wyników tego plebiscytu. Sprawdźcie, jak ułożyły się wasze głosy i jakie miejsca zajmują wasze ulubione komedie romantyczne! Niech niniejszy ranking posłuży wam również jako inspiracja do wyboru filmu, który umili wam czas spędzony z drugą połówką 14 lutego. Zapraszamy i życzymy dużo miłości!
50. „Wpływ księżyca” (1987)
Wpływ księżyca to nie tylko jedna z moich ulubionych komedii romantycznych, ale także jeden z moich najbardziej ulubionych filmów w ogóle. Chociaż produkcja Normana Jewisona ma na karku prawie 40 lat, to świetnie się starzeje. Wpływ księżyca nie traci bowiem nic ze swojego czaru oraz ciepła, a występ zjawiskowej Cher wciąż budzi najwyższe uznanie. Dodajcie do tego szalonego Cage’a, przepiękną muzykę i widok Brooklynu skąpanego w świetle księżyca, a otrzymacie doskonałą, pozytywną komedię romantyczną, do której będziecie chcieli wracać wielokrotnie. [Przemysław Mudlaff]
49. „Poradnik pozytywnego myślenia” (2012)
W Poradniku pozytywnego myślenia zarówno Bradley Cooper, jak i partnerująca mu Jennifer Lawrence mieli okazję pokazać, na co ich stać. Pat i Tiffany to ludzie po przejściach, zmagający się z poczuciem straty, na które tytułowe pozytywne myślenie ma być dobrym lekarstwem. Plasterkiem na złamane serce może być nowa miłość, ale wszystko wymaga czasu. Lawrence za swoją rolę otrzymała Oscara i Złoty Glob, na obraz posypały się nominacje także do nagrody BAFTA i Critics’ Choice. Zasłużenie, bo Poradnik pozytywnego myślenia to film wyjątkowy, pod cienką warstwą komedii romantycznej kryjący o wiele głębszy przekaz. [Agnieszka Stasiowska]
48. „Palm Springs” (2020)
Palm Springs to film, od którego za pierwszym razem niczego nie oczekiwałem, a otrzymałem mnóstwo dobrego. Wspaniałe postaci wykreowane przez rewelacyjnego Samberga, słodką Milioti i wspaniałego Simmonsa, naprawdę świetny humor oraz przede wszystkim pozytywne zaskoczenie wynikające z wykorzystania przez twórców filmu motywu pętli czasowej w celu poruszenia istotnych kwestii egzystencjalnych. Produkcja Barbakowa to sprytny i cholernie romantyczny feel-good movie. [Przemysław Mudlaff]
47. „Narzeczona dla księcia” (1987)
Narzeczona dla księcia to szalony gatunkowy miszmasz w reżyserii Roba Reinera. Film, który nie tylko obrósł kultem, ale stanowi jeden z tzw. klasyków w historii kinematografii. Narzeczona dla księcia to czarująca i ekscytująca baśń będąca jednocześnie satyrą na czarujące i ekscytujące baśnie. Cudownie zabawne i piękne to kino doskonałe na każdą okazję – stypę, urodzinki czy na przykład walentynki! [Przemysław Mudlaff]
46. „Lewy sercowy” (2002)
Nie lubisz komedii romantycznych, bo to zazwyczaj lekkie i głupiutkie twory z obowiązkowym happy endem? Pozory mogą mylić, czego najlepszym dowodem jest film Paula Thomasa Andersona pod dość infantylnym na pierwszy rzut oka tytułem Lewy sercowy (wrócę jeszcze do niego). Oto historia Barry’ego Egana (Adam Sandler), drobnego przedsiębiorcy, który ma problemy z samym sobą.
Przyczyn skrzywienia swojej psychiki i w związku z tym napadów agresji upatruje w siedmiu siostrach, które przez lata młodości zupełnie go zdominowały. Szczęśliwie dla Barry’ego w jego życiu pojawia się Lena Leonard (Emily Watson), chociaż ukazanie się na horyzoncie tej jedynej jest dla Egana niczym uraz mózgu od serii ciosów bokserskich w głowę (z ang. Punch-Drunk Love, tytuł już nie jest infantylny, prawda?). Komedia romantyczna Andersona obala wszelkie schematy tego gatunku. Lewy sercowy jest dziwny, często niezrozumiały, z mało atrakcyjnymi głównymi bohaterami, ale jednocześnie urokliwy i wyjątkowy. [Przemysław Mudlaff]
45. „Frankie i Johnny” (1991)
Niezwykle subtelna i urocza komedia romantyczna Frankie i Johnny to popis aktorski Ala Pacino i Michelle Pfeiffer. Produkcja Garry’ego Marshalla zasługuje ponadto na uwagę z powodu świetnych dialogów oraz sympatycznego humoru. Ten film to coś w rodzaju plastra dla wszystkich zranionych serc. [Przemysław Mudlaff]
44. „Planeta Singli” (2016)
Jeżeli chodzi o komedie romantyczne, a w szczególności polskie, podchodzę do nich ze szczególną ostrożnością. W tym przypadku pomysł jest niezwykle prosty, jednak aktorstwo, wykonanie i scenariusz sprawiają, że z zapartym tchem śledzimy losy tytułowych bohaterów. Oczywiście nie mogło zabraknąć króla polskiej komedii, czyli Tomasza Karolaka. Niestety jego występ jest tak żenujący, że zastanawiałam się, czy twórcy nie ocierają się w tym przypadku o geniusz. Jako że to produkcja walentynkowa, jest lekko, przyjemnie i dowcipnie. Produkcja nie próbuje udawać czegoś innego niż tego, czym w rzeczywistości jest, i za to należą się brawa.
To inteligentna historia, która momentami popada w skrajność, ale wyłącznie ze względu na elementy świata przedstawionego w filmie. To jeden z przykładów na to, że w naszym kraju da się zrobić komedię romantyczną, która będzie dobra od początku do końca. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]
43. „Narzeczony mimo woli” (2009)
Dla szefowej wszystko – nawet udawany ślub tylko po to, by nie dopadła ją przymusowa deportacja. Margaret (Sandra Bullock) zamyka Andrew (Ryan Reynolds) usta szantażem, tak więc kontynuują swoją fałszywą grę i przed całym światem udają parę zakochanych. Żadne z nich jednak nie spodziewa się, że w tej całej farsie może pojawić się między nimi prawdziwe uczucie. Narzeczony mimo woli wygrywa cudownymi rolami Bullock i Betty White jako pociesznej babci Annie, a pobyt przyszłych małżonków w rodzinnych stronach Andrew to wręcz niekończący się ubaw dla widza. Wątek romantyczny może i jest nieco naciągany, jednak film spełnia swoje zadanie i niecodzienny pomysł na fabułę zasługuje na uznanie, które mu zresztą przyznaliście. [Mary Kosiarz]
42. „Mamma Mia!” (2008)
Ścisła czołówka moich guilty pleasures. Niby wiem doskonale, że fabuła to pretekst do tego, żeby aktorzy mieli szansę wykonać popularne piosenki zespołu ABBA, niby wiem, że nie wszyscy są tam materiałem na śpiewaków, że wszystko to jest grubymi nićmi szyte, ale i tak czerpię z tego filmu niesłychaną radość. Chyba udziela mi się frajda, którą wyraźnie mieli też aktorzy na planie. No i jednak trudno nie tupać do rytmu nogami przy melodiach kolejnych utworów. [Łukasz Budnik]
41. „Listy do M.” (2011)
Polskie komedie romantyczne to z pewnością materiał na odrębny artykuł, i to raczej w posępnym tonie, bo znakomita większość rodzimych wykwitów w tym gatunku ma tendencję do powodowania u widzów trzydniowych zaparć. Tym bardziej miło i zaskakująco jest, jeżeli raz na jakiś czas trafi się coś autentycznie wartego uwagi. Takim bez wątpienia filmem są Listy do M. Oczywiście jedynie część pierwsza, bo późniejsze wykazują już syndrom wspomniany na początku.
I niby wiadomo, że to jawna inspiracja (czy wręcz zrzynka) z angielskiego Love Actually, ale zrobiona z takim sercem, wyczuciem i poczuciem humoru, że jakoś nawet niezręcznie mu to wypominać. Jest słodko, jest gorzko, jest świątecznie i jest bardzo zabawnie, czyli dokładnie tak, jak być powinno. Mówiąc otwarcie, życzyłbym sobie więcej takich twórczych inspiracji zamiast naszej „oryginalnej” produkcji, której – na szczęście – w postCOVIDowych czasach coraz mniej. [Edward Kelley]
40. „Jak stracić chłopaka w 10 dni” (2003)
Nie będę obiektywna – to jedna z moich ukochanych komedii romantycznych, dlatego ogromnie raduje mnie jej obecność w plebiscycie. Zarówno Andie, jak i Benjamin knują własne niecne plany, aby ugrać dla siebie jak najwięcej. Mężczyzna zakłada się w pracy, że uda mu się poderwać dziewczynę na branżowe przyjęcie, podczas gdy Andie na potrzeby artykułu musi udowodnić, że w ciągu tygodnia zniechęci do siebie faceta tak, by z nią zerwał. Komiczne zestawienie ich dwóch perspektyw skutkuje przezabawnymi scenami konfrontacji, w których Andie odgrywa rolę słodkiej idiotki, a Benjamin z całych sił stara się przetrwać ten ciężki okres, by nie przegrać zakładu.
Cudowna chemia między McConaugheyem a Hudson sprawia, że Jak stracić chłopaka w 10 dni ogląda się z zarumienionymi policzkami, a i nie sposób znaleźć w tym przebojowym tytule choć odrobiny nudy. [Mary Kosiarz]
39. „Dwa miliony dolarów napiwku” (1994)
Dwa miliony dolarów napiwku nie jest właściwie historią romansu pewnego nowojorskiego gliny i kelnerki, ale opowieścią o dużych sercach dobrych ludzi. Życie daje ci tyle, na ile zasługujesz. Nie mniej, nie więcej. Film Andrew Bergmana to urocza, pełna ciepła baśń, która została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. [Przemysław Mudlaff]
38. „Sposób na blondynkę” (1998)
Sposób na blondynkę to typowa dla braci Farrellych jazda po bandzie. Wykorzystując obsceniczny i nieznający tabu humor, wspomniani reżyserzy, a także plejada świetnych aktorów z Benem Stillerem i Cameron Diaz na czele, pędzą ku przewidywalnemu zakończeniu. Cała ta podróż jest jednak doskonałą i nieskrępowaną zabawą. [Przemysław Mudlaff]
37. „Moje wielkie greckie wesele” (2002)
Moje wielkie greckie wesele do dziś pozostaje najbardziej dochodową komedią romantyczną w historii. Jednocześnie jest to jeden z najbardziej niespodziewanych kinowych hitów. O takim sukcesie twórcy nie mogli marzyć i nawet teraz trudno go wytłumaczyć. Owszem, ten film to bardzo przyjemna komedia – scenariusz jest świetny (otrzymał w końcu nominację do Oscara), wykorzystuje świeży humor, dobrze działają tam wszystkie nawiązania do różnic kulturowych i tak dalej. Miło widzieć też na ekranie nieopatrzonych, ale bardzo utalentowanych aktorów. [Karol Barzowski, fragment zestawienia]
36. „Ich noce” (1934)
Ich noce to dziadek wszystkich komedii romantycznych. Niezwykła wręcz chemia między Clarkiem Gable’em a Claudette Colbert, a także świetny humor, lekkość i wdzięk czynią z produkcji Franka Capry niezapomniane i ponadczasowe arcydzieło. Ich noce to zrodzona z miłości czysta magia kina. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich zakochanych w filmach. [Przemysław Mudlaff]
35. „Garsoniera” (1960)
Jeśli Ich noce są dziadkiem wszystkich komedii romantycznych, to Garsoniera jest dziadkiem każdego świeżego podejścia do tego gatunku filmowego. Garsoniera to kolejny dowód na to, że Billy Wilder był geniuszem kina i jednym z najważniejszych jego twórców. To produkcja pod każdym względem wyjątkowa i generująca u odbiorcy tyle emocji, że nie da się o niej po seansie zapomnieć. Dopracowany w każdym calu, zadziorny, ironiczny, niegrzeczny film Garsoniera to również popis gry aktorskiej Jacka Lemmona i Shirley MacLaine. [Przemysław Mudlaff]
34. „Annie Hall” (1977)
Jeden z najlepszych filmów Woody’ego Allena, będący w istocie dekonstrukcją schematów komedii romantycznej. Już w otwierającym monologu Alvy Singer – ten najbardziej allenowski ze wszystkich Allenowskich bohaterów – zapowiada rozpad związku z tytułową Annie. To, co następuje później, to seria reminiscencji z jego życia, próba poskładania wspomnień do kupy. Film Allena kipi od kreatywnych rozwiązań formalnych. To z Annie Hall pochodzi scena z napisami odszyfrowującymi treści zawarte w niewinnym small talku. Albo sekwencja równolegle odbywających się sesji psychoterapeutycznych, nakręcona w studiu, na jednym ujęciu.
Albo scena z wyłaniającym się znikąd Marshallem McLuhanem, który naprostowuje przemądrzałego intelektualistę w kolejce do kina. Annie Hall to dowód na to, że Allen jest (tudzież był) nie tylko wielkim komikiem oraz znakomitym scenarzystą, ale i wspaniałym filmowcem, sprawującym pełną kontrolę nad wykorzystywanym medium. [Jan Brzozowski]
33. „Zakochana złośnica” (1999)
Kto by pomyślał, że uwspółcześniona wersja Poskromienia złośnicy Szekspira okaże się takim hitem… Choć rekordów w box offisie nie było, dziś ta pozycja to klasyk kina młodzieżowego i jeden z bardziej rozpoznawalnych tytułów końca lat 90. Oczywiście duża w tym zasługa roli Heatha Ledgera, który właśnie w Zakochanej złośnicy objawił się światu, właściwie z miejsca zostając gwiazdą. Ale błyszczy nie tylko on. Julia Stiles, Joseph Gordon-Levitt i zapomniany David Krumholtz również spisują się bezbłędnie.
To chyba właśnie chemia między aktorami – to, że rzeczywiście sprawiają wrażenie, jakby byli kolegami ze szkolnych korytarzy – przyczyniła się do sukcesu filmu. Zakochana złośnica ma w sobie mnóstwo uroku, a scena z Heathem śpiewającym na trybunach szkolnego stadionu zapisała się w historii gatunku. [Karol Barzowski, fragment zestawienia]
32. „O północy w Paryżu” (2011)
Bardzo fascynuje mnie w tym filmie Allena koncept na fabułę, szczególnie że sam sycę się nostalgią i uwielbiam wracać myślami do przeszłości – zarówno mojej, jak i ogólnie do dawnych czasów. Zatem oglądanie, jak bohater Owena Wilsona przenosi się w czasie do Paryża sprzed lat i poznaje kolejne słynne osobistości, daje niesamowitą przyjemność. Allen zresztą dobrze wykorzystuje potencjał tego pomysłu – jest nostalgicznie, romantycznie i kreatywnie. [Łukasz Budnik]
31. „Love, Rosie” (2014)
Alex i Rosie znają się od dzieciństwa, zawsze trzymali się razem i pielęgnowali swoją przyjaźń, lecz oboje zbyt mocno bali się przyznać, że czują do siebie coś więcej. Ten jeden pocałunek po pijanemu na imprezie mógłby wiele w ich życiu zmienić, gdyby tylko umieli o tym rozmawiać i nie puścili go w niepamięć. Lata mijają, każde z nich idzie we własną stronę, lecz jedno pozostaje niezmienne – ich dziecięca miłość, tak głęboko ukryta przed sobą nawzajem, mimo upływu czasu bynajmniej nie znika. Love, Rosie to odbicie mnóstwa współczesnych relacji pod hasłem to skomplikowane. Bohaterowie to romantycy, których z jednej strony uwielbiamy, z drugiej zaś najchętniej mocno byśmy nimi potrząsnęli, by nareszcie odważyli się szczerze wyznać swoje uczucia. Potrzeba im do tego bowiem aż kilkunastu lat, jednak ostatecznie doskonale zdają sobie sprawę, że z nikim innym nie zaznają tyle szczęścia. [Mary Kosiarz]
30. „Masz wiadomość” (1998)
Masz wiadomość najpewniej zna każdy widz. To dość prosta historia miłosna, która wiedzie nas dobrze znanymi, schodzonymi już ścieżkami. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzez chemię, jaką mają na ekranie Tom Hanks i Meg Ryan, film Nory Ephron to słodkie i przyjemne doświadczenie. Nawet jeśli ogląda się go po raz trzeci czy czwarty. [Przemysław Mudlaff]
29. „Bridget Jones: W pogoni za rozumem” (2004)
Bridget powraca! Druga część przygód pechowej Brytyjki, która ma tylko dwa cele w życiu – znaleźć, a następnie utrzymać chłopaka i schudnąć – nie zawiodła oczekiwań licznych fanek. Bridget nadal miota się pomiędzy Markiem Darcym i Danielem Cleaverem, liczy kalorie i pali za dużo. Na domiar złego, ignorując fakt, że bywa, że kłopoty sprawia jej bezpieczne przejście na drugą stronę ulicy, wybiera się do egzotycznej Tajlandii… Zdecydowanie najsłabsza z trylogii filmowej, mimo wszystko ogląda się nieźle. [Agnieszka Stasiowska]
28. „Śniadanie u Tiffany'ego” (1961)
Śniadanie u Tiffany’ego to klasyk, który powinny obejrzeć nawet osoby dostające gęsiej skórki na samo hasło „komedia romantyczna”. Elegancja dawnej nowojorskiej socjety, kultowa czarna sukienka Givenchy, Moon River i pocałunek w deszczu, który zostawia w tyle wszystkie późniejsze filmowe pocałunki w deszczu – tyle wystarczyło, by przejść do historii.
Nim seans dobiegnie końca, nabierzesz ochoty na kolejne spotkanie z Audrey Hepburn. [Katarzyna Kebernik, fragment zestawienia]
27. „Rzymskie wakacje” (1953)
Rzymskie wakacje słusznie znajdują się na wszelkich listach „naj” filmów w historii kina. To pod wieloma względami produkcja idealna. Opowieść o księżniczce, która chce choć na jeden dzień wtopić się w tłum zwykłych ludzi, była niemałym przebojem już w roku premiery, ale na swój kultowy status pracowała jednak trochę dłużej. Gdy ogląda się Rzymskie wakacje dzisiaj, najważniejszy wydaje się fakt, że to właśnie w tym filmie objawiła się światu wielka gwiazda, dziewczyna, która zmieniła oblicze kina. [Karol Barzowski, fragment artykułu]
26. „Miłość, szmaragd i krokodyl” (1984)
Film Roberta Zemeckisa to jedna z kilku okazji, w których Kathleen Turner (w latach 80. długonoga piękność) i Michael Douglas tworzą na ekranie wybuchową parę. Absolutne przeciwieństwa – elegancka i nieco nadęta autorka poczytnych romansów i bezkompromisowy awanturnik – przeżywają pełną niebezpieczeństw (bez obaw jednak, w końcu to komedia romantyczna) przygodę w malowniczej Kolumbii. Że połączy ich gorące uczucie, jest wiadome od samego początku, bo Miłość, szmaragd i krokodyl to urocza sztampa. Zagrana jednak przez główną parę aktorską z takim ogniem, że do dziś ogląda się ją z przyjemnością. [Agnieszka Stasiowska]
25. „La La Land” (2016)
W rytmie jazzu wraz z Emmą Stone i Ryanem Goslingiem tańczymy do tej ponadczasowej historii o wielkiej miłości, wielkich marzeniach i wielkich poświęceniach, które często są ze sobą nierozerwalnie związane. W Los Angeles, mieście snów i kolebce filmowej branży, spotykają się dwie niezwykle charyzmatyczne dusze – Mia i Seb, którzy mimo ambicji i niezaprzeczalnych talentów wciąż pozostają w wielkim świecie sztuki niezauważeni. Ich uczucie z czasem rozkwita, jednak obydwoje wiedzą, iż szukają w życiu nie tylko miłości, a to właśnie ona może być największą przeszkodą w drodze po marzenia. Niekonwencjonalny musical dla tych, którzy szukają w filmowych romansach nie tylko ładnych twarzy i szczęśliwego zakończenia, ale ukazania życia takim, jakie naprawdę jest. Soundtrack Justina Hurwitza jeśli jeszcze nie przeszedł, to z pewnością przejdzie do historii, a Damien Chazelle swoją reżyserią depcze po piętach prawdziwych legend kina. [Mary Kosiarz]
24. „Czego pragną kobiety” (2000)
Czego pragną kobiety to jeden z tych filmów, których obejrzenie wciąż odkładałem, bo nie sądziłem, że ma mi do zaoferowania coś interesującego. Tymczasem okazało się, że jest tak sprawnie zrealizowany, inteligentny i świetny pod względem fabularnym, iż teraz co jakiś czas do niego wracam. Polecam Czego pragną kobiety właściwie wszystkim, ponieważ to doskonała, zabawna rozrywka z niebotycznym wręcz poziomem aktorstwa. [Przemysław Mudlaff]
23. „Był sobie chłopiec” (2002)
Nie nazwałbym może tego filmu komedią romantyczną w tradycyjnym rozumieniu tej frazy, ale cóż – nie brakuje tu i śmiechu, i miłości. Przede wszystkim zapamiętujemy jednak znakomity duet młodego Nicholasa Houlta i kapitalnego w swojej roli Hugh Granta, całość ma wiele uroku, a finał na szkolnym koncercie i Killing Me Softly to perełka. [Łukasz Budnik]
22. „50 pierwszych randek” (2004)
Nikt się chyba takiego filmu po Sandlerze nie spodziewał. Wprawdzie jest to komedia romantyczna, w której znaleźć możemy w zasadzie wszystko to, co w innych filmach Sandlera – stałą ekipę przyjaciół w rolach drugoplanowych i epizodach, kilka głupich gagów i wiele nawiązań do jego wcześniejszych filmów. Jednakże pod pozorami komedii znajduje się tutaj także mały pierwiastek smutku. Cały dramatyzm jest wprawdzie zasłaniany komediowymi akcentami, ale film pozostawia po sobie nie tylko szeroki uśmiech na twarzy. [Darek Kuźma, fragment recenzji]
21. „40-letni prawiczek” (2005)
40-letni prawiczek jest jak Steve Carell wcielający się w główną rolę – pełen uroku, miejscami bardzo zabawny, miejscami wywołujący emocjonalne reakcje. Frajdę przynosi oglądanie dziś wciąż popularnych aktorów komediowych we wcześniejszych rolach (np. Seth Rogen), a scena z depilacją klatki piersiowej i to, co (spontanicznie!) wyprawia tam Carell to coś, co po prostu trzeba zobaczyć. [Łukasz Budnik]
20. „Francuski pocałunek” (1995)
Kevin Kline nigdy specjalnie nie kojarzył mi się z romantycznym amantem pomimo tego, co pokazał w Rybce zwanej Wandą… Trzeba też dodać, że i we Francuskim pocałunku jest amantem specyficznym. Ba, zdaniem bohaterki Meg Ryan to prostak na bakier z higieną, na dodatek przestępca, gdzie mu do jej narzeczonego, którego z determinacją zamierza odzyskać, chociaż tuż przed ślubem zakochał się w innej. Niemniej chociaż Meg była wówczas w szczycie, to Kline jest gwiazdą i największą zaletą tej sympatycznej komedii: błyskotliwy, ironiczny, skrywający wielkie serce marzyciela pod pozorami obojętności. [Karolina Chymkowska]
19. „Deszczowa piosenka” (1952)
Dziś to jeden z najpopularniejszych musicali w historii kina, Deszczowa piosenka powstawała jednak z odpadków – dosłownie. Z inicjatywy Arthura Freeda postanowiono zrecyklingować piosenki, które znajdowały się już w bazie muzycznej MGM i dopisać do nich scenariusz. Jedynie dwa utwory zostały stworzone specjalnie na potrzeby filmu Gene’a Kelly’ego i Stanleya Donena: Moses Supposes i Make 'Em Laugh. W ten pokręcony sposób powstało arcydzieło hollywoodzkiego musicalu, tematyzujące zmierzch kina niemego i nadchodzącą supremację dźwięku. Pamięć o Deszczowej piosence pielęgnuje dziś w obszarze audiowizualnym przede wszystkim Damien Chazelle, który nawiązywał do kultowego filmu Kelly’ego i Donena w La La Landzie i Babilonie.
Moją ulubioną, bo jawnie ironiczną referencją pozostaje jednak umieszczenie tytułowej piosenki, Singin in Rain, w Mechanicznej pomarańczy Stanleya Kubricka – wieść gminna niesie, że utwór znalazł się tam na skutek improwizacji Malcolma McDowella. [Jan Brzozowski]
18. „Lepiej być nie może” (1997)
Błyskotliwy! To przymiotnik, który chyba najlepiej podsumowuje film Lepiej być nie może Jamesa L. Brooksa. To produkcja, której siła oparta została wyłącznie na postaciach, ich rozwoju oraz dialogach pomiędzy nimi. Jest piekielnie inteligentna, zawiera mnóstwo doskonałego humoru, a jej oglądanie przypomina nieco podglądanie czyichś prawdziwych żywotów. Lepiej być nie może warto obejrzeć wielokrotnie, ponieważ za każdym razem zauważa się w nim coś innego. [Przemysław Mudlaff]
17. „Kocha, lubi, szanuje” (2011)
Kolejny duet Stone – Gosling, którego nie da się nie kochać. Ale to nie tylko oni sprawiają, że Kocha, lubi, szanuje to doskonała komedia romantyczna. W tym łańcuszku powiązań poznajemy oczywiście Hannah i Jacoba, którzy stanowią wyjątkowo ekscentryczne i zabawne połączenie oraz Cala (genialny Steve Carell), którego Jacob uczy jak podrywać kobiety, by po bolesnym rozstaniu odegrać się na żonie Emily (Julianne Moore). Końcowa sekwencja ujawnienia prawdziwych tożsamości bohaterów bawi do rozpuku, podobnie jak kultowe kreacje aktorskie praktycznie całej pierwszoplanowej obsady. I rzecz jasna cudowna rekonstrukcja sceny z Dirty Dancing w wykonaniu Stone i Goslinga. Kocha, lubi, szanuje do rozbawienia i rozkochania w sobie widza nie potrzebuje nawet 15 minut. [Mary Kosiarz]
16. „Czas na miłość” (2013)
Co robisz, kiedy dostajesz instrukcję do podróżowania w czasie? Chcesz wybrać się na sztukę Szekspira? Spotkać Helenę Trojańską czy przenieść się do XIX-wiecznej Anglii? Młody Tim wykorzystuje tę przekazywaną z pokolenia na pokolenie umiejętność, by znaleźć wreszcie prawdziwą miłość. I znajduje – wyjątkową Mary, z którą stara się zbudować związek idealny. Wystarczy, że znajdzie się w ciasnym, ciemnym miejscu, pomyśli o chwili, do której chciałby się cofnąć i natychmiast jest w stanie naprawić każdy błąd z przeszłości tak, by jego życie stało się niekończącą się sielanką. Jednak, czy podróże w czasie nie mają swojego limitu? I czy prawdziwe życie to tylko uniesienia i sukcesy? W tej ciepłej, przezabawnej komedii romantycznej Richard Curtis znakomicie przedstawia nie tylko główną relację McAdams – Gleeson, ale ukazuje mnóstwo różnych odmian miłości – przyjacielską, rodzicielską, braterską. Słodko-gorzka historia o tym, co warto, a czego nie warto w życiu zmieniać. [Mary Kosiarz]
15. „Ja cię kocham, a ty śpisz” (1995)
Sandra Bullock – czy trzeba czegoś więcej? W latach 90. była jedną z tych aktorek, które miały wyłącznie fanów. Prześliczna „dziewczyna z sąsiedztwa” budziła w widzach tyle sympatii, że obsadzanie jej w nie tylko romantycznych komediach było wyborem oczywistym. Ja cię kocham, a ty śpisz to typowa komedia pomyłek, w której urocza Sandra na drodze do prawdziwego uczucia (ukrytego subtelnie w postaci Billa Pullmana) potknie się nie raz. Ale z jakim wdziękiem! [Agnieszka Stasiowska]
14. „Między słowami” (2003)
Między słowami to jeden z ważniejszych filmów mojego życia. Pisząc te słowa, chciałbym jednocześnie pozbawić je wszelkich cudzysłowów, biorąc za nie pełną odpowiedzialność. Nigdy jednak nie rozpatrywałem go w kategoriach jakościowych i czysto estetycznych. W powracającej refleksji nad pamiętnym dziełem Sofii Coppoli częściej udział biorą żywe emocje, które każdorazowa przygoda z filmem do dziś we mnie wywołuje. Dostrzegam wówczas dwie rzeczy: to, jak bardzo film pozostaje aktualny za sprawą swego niewymuszonego i subtelnego wydźwięku, oraz to, że nawet piętnaście lat od seansu jesteśmy w stanie wciąż zauważać w nim te jego elementy, które mają bliską styczność z naszymi doświadczeniami – bez względu na to, na jakim etapie życia się znajdujemy. [Jakub Piwoński, fragment felietonu]
13. „500 dni miłości” (2009)
Historia skomplikowanej relacji Summer i Toma, która od samego początku napotyka na swojej drodze same przeszkody. On jest gotowy do poważnego związku, ona jest zainteresowana wyłącznie przygodą i nie pozwala sobie na choć odrobinę przywiązania. W ciągu tytułowych 500 dni Tom rozpaczliwie stara się utrzymać przy sobie ukochaną, a kiedy mu się to nie udaje, boleśnie przechodzi przez wszystkie fazy rozstania. W 500 dniach miłości najbardziej urzeka ta bezpośredniość, druzgocąca prawda o trudach w relacjach romantycznych, którym nie zawsze pisany jest happy end. Jednak nawet jeśli Summer nie była Tomowi pisana, po lecie zawsze przychodzi jesień… Dla wszystkich, którzy pamiętają, jak to jest mieć złamane serce i pragną poczuć, że nie są w tym sami. [Mary Kosiarz]
12. „Zakochany bez pamięci” (2004)
Zakochany bez pamięci jest być może jednym z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych filmów o miłości, bo mimo że wywodzi się z prostego pragnienia, by wszystko zapomnieć i zacząć od nowa, to jednocześnie nie stanowi hymnu pochwalnego na cześć wielkiego, wiecznego uczucia zdolnego czynić cuda. Zamiast tego widz otrzymuje kameralny dramat o miłości, która zdarza się w intymnym spotkaniu dwójki ludzi i zmienia tylko, albo aż, cały ich świat. [Karolina Dzieniszewska, fragment recenzji]
11. „Pół żartem, pół serio” (1959)
„Nikt nie jest doskonały!” stwierdza w ostatniej scenie filmu Osgood Fielding III (Joe E. Brown), nie wiedząc, jak bardzo się myli. Doskonały jest bowiem on, doskonali są Tony Curtis i Jack Lemmon jako Josephine i Daphne i doskonała jest też, choć nieco tu przyćmiona, Marilyn Monroe jako Sugar. W kultowym klasyku Billy’ego Wildera wątek romantyczny, choć odpowiednio eksponowany przez jedną z najseksowniejszych kobiet wszech czasów, ginie pod przepotężną dawką komedii w postaci niezapomnianego duetu panów. Curtis i Lemmon rozsadzają ekran i bawią widzów do łez już od ponad pół wieku, a wspaniała scena tanga z różą w zębach to najzabawniejszy przykład rozkwitającego uczucia, jaki można sobie wymarzyć. [Agnieszka Stasiowska]
10. „Bezsenność w Seattle” (1993)
Jeden z tych filmów, który od lat budzi w widzach absolutnie niezrozumiałe wzruszenie. Być może to zasługa słodkiej buzi Meg Ryan (jak pamiętamy, Ted Bundy też był uroczym młodym człowiekiem), zwyczajowa nieporadność Toma Hanksa czy okrągłe oczęta towarzyszącego im kilkuletniego wówczas Rossa Malingera, a być może to szczera chęć romansowo nastawionej widowni, która pomimo oczywistych red flagów chce widzieć w Samie i Annie idealną parę – dość, że film Nory Ephron z definicji ląduje w podobnych rankingach i prędzej na polskich weselach przestaną grać młodej parze Windą do nieba, niż ten stan rzeczy ulegnie zmianie. [Agnieszka Stasiowska]
9. „Holiday” (2006)
Film to opowieść o dwóch kobietach, dwóch domach i dwóch obiektach zainteresowania – Jude Law łączy się z Cameron Diaz, Jack Black ma szczęście i trafia się mu Kate Winslet. Ale jest to także produkcja o miłości w filmie. Jest coś wzruszającego, choć świadomie naiwnego, w nostalgii reżyserki Nancy Meyers za złotym wiekiem Hollywood. Czerpie ona mnóstwo inspiracji z tego, w jaki sposób postrzegana jest na dużym i małym ekranie miłość romantyczna. Trzeba jednak pamiętać, że w jej pokręconym świecie ciągłych miłosnych zawirowań i złamanych serc miłość jest narkotykiem, ucieczką, udręką i gotowy pretekstem do wielu rozmów.
Mężczyźni i kobiety w filmie Nancy Meyers nie tylko się zakochują; ciągle mówią o zakochaniu się, o miłości, potrzebie, strachu i poddaniu się miłości. [Gracja Grzegorczyk, fragment zestawienia]
8. „Kiedy Harry poznał Sally” (1989)
Kiedy Harry po raz pierwszy spotkał Sally (bądź odwrotnie), na pewno nie sądził, że tak się to wszystko skończy, film Roberta Reinera bowiem po kolei pogrywa ze wszystkimi schematami typowej komedii romantycznej. Czy to, co dzieje się między bohaterami, jest miłością od pierwszego wejrzenia? Zawiązanie jakiejkolwiek relacji zajmuje im wiele lat i duża jest w tym siła przypadku, jednak nawet nie przypomina tego magicznego fatum ciążącego na klasycznych kochankach. Wpadanie na siebie co jakiś czas na lotniskach, wyjątkowo niebajkowe, a bardziej irytujące, doprowadza do przyjaźni między Harrym a Sally, powolnie i samoistnie przekształcającej się w miłość… chociaż bohaterowie twierdzą, iż to niemożliwe.
Harry i Sally lubią twierdzić różne rzeczy – ich znajomość w głównej mierze to małe pojedynki na teorie życiowe (skądinąd ze świetnie napisanymi dialogami, co jest główną siłą tego filmu, w znacznym stopniu polegającego na rozmowach) pomiędzy niełatwą dwójką sympatycznych dziwaków o malowniczych wymaganiach, sprawiających, iż typowe ramy gatunku nie wytrzymują za każdym razem, kiedy dochodzi do tytułowego zdarzenia. Ile razy Harry spotykał/natykał się na Sally i za którym to wreszcie było „to”? [Karolina Dzieniszewska]
7. „Pretty Woman” (1990)
Nowoczesnych wersji Kopciuszka powstało już wiele, ale ta zajmuje szczególne miejsce w sercach fanów komedii romantycznych. Kobieta upadła bynajmniej nie w popiół przed paleniskiem, poznaje nie księcia, ale nieugiętego biznesmena. Jedna magiczna noc sprawia, że Vivian (Julia Roberts) zdobywa serce Edwarda (Richard Gere), który po latach nieudanych związków zdążył już zapomnieć, że taki organ posiada. Historia nierealna jak bajka, na podstawie której powstała, ale hej, któż z nas nie chce czasami uwierzyć w bajkę? [Agnieszka Stasiowska]
6. „Amelia” (2001)
Oglądając Amelię, zdajemy sobie sprawę, że tytułowa bohaterka i Nino, jej obiekt westchnień, przez cały film prowadzą ze sobą grę w kotka i myszkę praktycznie po całym Paryżu, która musi – chcąc nie chcąc – zakończyć się happy endem. Ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie Dufayel dodający odwagi naszej Amelii do tego, by kontynuowała relację z mężczyzną, który naprawdę ją kocha, a ona kocha jego. Gdy Nino odkrywa, że jego wybranka serca stoi u jego drzwi, wie, że ta w końcu się poddała uczuciu i obydwoje w końcu odnajdą szczęście i miłość, na którą zasługują. I dobrze wiemy, co stanie się dalej. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska, fragment zestawienia]
5. „Dziennik Bridget Jones” (2001)
Powieść Helen Fielding szturmem zdobyła rynki wydawnicze. 30-letnie singielki na całym świecie chórem zakrzyknęły: „Nareszcie coś o mnie!”. Wiele z nich widziało same siebie w walczącej z nadwagą i niewyparzonym językiem pracownicy redakcji, wodzącej maślanym okiem za przystojnym szefem. I choć dziś postać Bridget, fantastycznie przeniesiona na ekran w osobie uroczej Renée Zellweger, budzi we współczesnych młodych kobietach mieszane uczucia, jest znakiem swoich czasów. I jako taka jeszcze długo będzie miała swoje miejsce w sercach fanek. [Agnieszka Stasiowska]
4. „Notting Hill” (1999)
„Jestem zwykłą dziewczyną, która stoi przed chłopakiem, i prosi, aby ją pokochał…” Ta scena to majstersztyk, bo o takim wyznaniu ze strony Julii Roberts z pewnością marzyło i nadal marzy wielu. Notting Hill to historia uczucia niemal niemożliwego, któremu pomóc może jedynie komedia romantyczna. Hugh Grant zdobywa więc swoją nieosiągalną ukochaną i żyją długo i szczęśliwie, ze świadomością, że co najmniej połowę filmu skradł im Rhys Ifans. [Agnieszka Stasiowska]
3. „Cztery wesela i pogrzeb” (1994)
Prawda jest taka, że komedie romantyczne rzadko kiedy są naprawdę zabawne. Element komediowy osadza się raczej na lekkości przekazu i nieprawdopodobieństwie wydarzeń. Inaczej jest w przypadku Czterech wesel i pogrzebu, gdzie wątek romansu Brytyjczyka (Hugh Grant) i swawolnej Amerykanki (Andie MacDowell) wpisany jest w rzeczywiście zabawne perypetie jego przyjaciół. Sprawia to, że nawet momenty o nieco większym ciężarze emocjonalnym przyjmuje się spokojniej i z lżejszym sercem. [Agnieszka Stasiowska]
2. „To właśnie miłość” (2003)
Kultowa świąteczna komedia romantyczna, dzięki której poznajemy historie niezwykłych miłości – tych triumfujących, tych tragicznie zakończonych, ale i tych, które mimo wielu komplikacji mają jeszcze szansę na odrodzenie. Drugiej połówki szukają m.in. premier Wielkiej Brytanii, aktorzy amatorzy czy nastoletni chłopiec – wszyscy, niezależnie od wieku, mają te same pobudki i w piękny sposób odkrywają, czym tak naprawdę jest oddanie i prawdziwa miłość. Wyjątkowo ciepła, zabawna do rozpuku, wielowątkowa opowieść nie tylko od święta. [Mary Kosiarz]
1. „Dzień Świstaka” (1993)
Nie mogę bardziej zgodzić z waszym wyborem, bo również według mnie Dzień świstaka to film pod każdym względem wyjątkowy. Właściwie uznaję produkcję Harolda Ramisa za arcydzieło gatunku. Genialny Bill Murray, cudowna Andie MacDowell i świetna, najeżona z jednej strony sarkazmem, z drugiej zaś (na szczęście) optymizmem opowieść o… życiach właściwe każdego z nas. Ten film można oglądać na okrągło, nie sądzicie? [Przemysław Mudlaff]
