Autor: REDAKCJA
opublikowano

Najlepsze FILMY OSTATNIEJ DEKADY. Ranking czytelników

Kino w ostatniej dekadzie ewoluowało. Cofnijmy się pamięcią do początków 2010 roku. Był to czas, w którym platformy streamingowe dopiero stawiały pierwsze kroki, a ulubione tytuły nabywaliśmy najczęściej w formacie DVD. Według wielu znawców filmu obrazem, który w znacznym stopniu wpłynął na kształt kina ostatniego dziesięciolecia, był schyłkowy przedstawiciel jeszcze wcześniejszej dekady, czyli Avatar (2009). Posługując się filmowym językiem, dzieło Jamesa Camerona można uznać za zwiastun wówczas nowego, a dziś już minionego dziesięciolecia, które rozszerzyło definicję kina. Ostatnia dekada zostanie więc zapamiętana przede wszystkim przez pryzmat przesyłania strumieniowego oraz monolitycznych, efektownych produkcji o superbohaterach. Wspominając minione niedawno dziesięciolecie, warto mieć na uwadze nowatorskie sposoby filmowania, jak też interesujące wizje człowieka i rzeczywistości. Kino ostatniej dekady trafia bowiem do większej liczby ludzi, co oznacza, że zdecydowanie bardziej obchodzi większość z nas.

Ogromne zainteresowanie kinem w ostatnich latach spowodowało, że w plebiscycie na najlepszy film ostatniej dekady oddaliście ponad sześć tysięcy głosów! Wasze typy ułożyły się natomiast w interesujący ranking, który wielu kinomanom może posłużyć za listę tytułów do nadrobienia. Poniższy TOP dekady to także zaskakujący wyraz waszej fascynacji zarówno kinem artystycznym, jak i rozrywkowym z ambicjami. Warto dodać również, że walka o miano najlepszego tytułu była niezwykle wyrównana i do samego końca głosowania nie wiedzieliśmy, który tytuł wygra WIELKI RANKING CZYTELNIKÓW NAJLEPSZYCH FILMÓW OSTATNIEJ DEKADY.

Oto wasz wyjątkowy TOP50! Koniecznie dajcie znać, jak wam się podoba i czy znaleźli się tu faworyci, na których głosowaliście. Dziękujemy!


(ex aequo) 49. Grawitacja

Gravity, reż. Alfonso Cuarón

Pomińmy milczeniem wszystkie głosy domorosłych ekspertów, którzy na kosmosie i fizyce znają się, nie przymierzając, jak kura… na gwiazdach. Grawitację cenić należy po pierwsze ze względu na nieoczywiste, bardzo dobrze zagrane role głównych bohaterów. Po wtóre – za niesamowity w odbiorze obraz i dźwięk, który zmienia ten film w symfonię samotności i rozpaczy. Po trzecie zaś za ten brak akcji i fabuły, na który wyżej wymienieni tak ostro narzekają. To nie miała być feeria wybuchów, to miała być jednostka wobec wszechświata i właśnie to zostało w tym filmie pokazane. Kiedy Ryan po lądowaniu po raz pierwszy zaczerpnęła powietrza, ja też złapałam się na tym, że oddycham głębiej. Tak właśnie kino powinno działać na widza. [Agnieszka Stasiowska]

(ex aequo) 49. Dziewczyna z tatuażem

The Girl with the Dragon Tattoo, reż. David Fincher

Kwestią czasu było, kiedy trylogia Millenium zostanie po raz kolejny przeniesiona na ekran – tym razem przez Amerykanów. Na szczęście na stołku reżyserskim zasiadł David Fincher, który słynie ze swojego autorskiego stylu, idealnie pasującego do przygód Lisbeth Salander. Byłam zachwycona, że tytułowa rola przypadła tak fantastycznej aktorce jak Rooney Mara, zaś partnerował jej sam Daniel „James Bond” Craig. I muszę przyznać, że całość to totalna jazda bez trzymanki, podszyta tajemnicą, ze świetnym aktorstwem i jeszcze bardziej interesującym scenariuszem. Widz nie ma praktycznie chwili wytchnienia, próbując rozwikłać zagadkę razem z bohaterami oraz zagłębiając się w coraz to bardziej dziwaczną relację, jaka nawiązuje się między nimi. To bez wątpienia film, który warto obejrzeć i który zostanie z widzem na długo po seansie. [Gracja Grzegorczyk]

(ex aequo) 47. Nowy początek

Arrival, reż. Denis Villeneuve

Ten film mnie po prostu zahipnotyzował. To inne, bardzo ludzkie i wzruszające oblicze science fiction. Nowy początek wciąga od pierwszej do ostatniej minuty, sprawia, że zastanawiamy się, o co w tym wszystkim chodzi, kibicujemy bohaterom, ale ważniejsze jest tu chyba głęboko humanistyczne przesłanie – zamiast fajerwerków Denis Villeneuve zaprezentował egzystencjalną opowieść, która efektowną formułę sci-fi wykorzystuje do wyższych celów. To taki film, o którym się nie zapomina, który coś zmienia w człowieku. W ogóle nie dziwi zakwalifikowanie się tego tytułu do zestawienia. Ja umieściłbym go natomiast zdecydowanie wyżej. [Karol Barzowski]

(ex aequo) 47. Historia małżeńska

Marriage Story, reż. Noah Baumbach

Prawdziwą sztuką jest opowiedzieć o rozpadzie związku w sposób, który z jednej strony uniknie powtarzania schematycznych fraz i grania na emocjach, z drugiej zaś odda w równym stopniu racje obu stron oraz przeżywany przez nie dramat. Udało się to z pewnością Noahowi Baumbachowi w Historii małżeńskiej, prawdopodobnie jednym z najlepszych filmów o ludziach uwikłanych w plątaninę uczuć, jakie kiedykolwiek powstały. To film kompletny – począwszy od wirtuozerskiego scenariusza, łączącego powagę z naturalnie pojawiającym się humorem, przez subtelne zrekonstruowanie relacji między bohaterami i przyczyn jej rozpadu, aż po genialne role Adama Drivera i Scarlett Johansson. Historia małżeńska wzrusza, bawi, cieszy i smuci na przemian, a czasami nawet równocześnie. Co równie ważne, to także film inteligentnie stawiający pytania o życiowe zachowania, priorytety i o to, czy racja kiedykolwiek jest wyłącznie po naszej stronie. [Tomasz Raczkowski]

46. Zwierzogród

Zootopia, reż. Byron Howard, Rich Moore

Disney przyzwyczaił mnie do dość nierównej formy – niektóre produkcje są genialne, podczas gdy część z nich to filmy do szybkiego zapomnienia. Na szczęście Zwierzogród zalicza się do pierwszej kategorii. To zrealizowana z sercem animacja, która traktuje młodszego widza z szacunkiem, dając dużo frajdy także temu starszemu. To szereg nawiązań do klasycznych już dzieł, jak chociażby Ojciec chrzestny, czy czołowych przedstawicieli kina noir. Ale to przede wszystkim film kumpelski, gdzie lis oraz królica zostają wrzuceni w sam środek intrygi, zaś ich głównym celem jest uratowanie mieszkańców tytułowego Zwierzogrodu. Produkcja to nie tylko ciekawe postacie, ale i fenomenalne dialogi. Każda z postaci ma swoją niepowtarzalną osobowość, która wręcz emanuje z ekranu. To również inteligentne podejście do kwestii uprzedzeń i stereotypów, a także historia o tym, że należy podążać za marzeniami, nieważne, jak nieosiągalne by się wydawały. [Gracja Grzegorczyk]

(ex aequo) 43. Wołyń

Wołyń, reż. Wojciech Smarzowski

Chyba nie było i nadal nie ma wśród aktywnych w Polsce reżyserów lepszego kandydata do wyreżyserowania Wołynia niż Wojciech Smarzowski. Twórca Domu złego potrafi opowiadać mocno i nie boi się w swoich filmach intensywności oraz epatowania brutalnością. Jest ponadto człowiekiem mądrym i nie daje się wciągać w polityczne gierki. Wołyń jest zresztą na to dowodem. To wbrew pozorom apolityczna opowieść wymierzona przeciwko nacjonalizmowi. Nie znajdziecie tu sądzenia katów lub gloryfikowania ofiar. Ten film to po prostu cholernie bolesna przestroga. Być może uchroni nas przed nakręcaniem kolejnych spirali zła, które w pewnym momencie mogą przeradzać się w nieopisywalne piekło. [Przemysław Mudlaff]

(ex aequo) 43. Ona

Her, reż. Spike Jonze

Spike’owi Jonze’owi w filmie Ona z 2013 roku udaje się bardzo wiele. Tworzy ciekawą, przemyślaną i wiarygodną wizję przyszłości – świata opartego na technologii i społecznych dysfunkcjach. Perfekcyjnie prowadzi tworzącego niezwykle przejmującą kreację Joaquina Phoenixa. Ogranicza rolę Scarlett Johansson do samego głosu, a przy tym czyni ją godnym ekranowym partnerem dla głównego bohatera. Współpracuje z niezwykle utalentowanymi ludźmi, którzy zmieniają film w wizualną i muzyczną perłę. W końcu – ale przede wszystkim – opowiada trudną, wzruszającą i nieopisanie smutną historię o związkach, relacjach, miłości i samotności. [Filip Pęziński]

(ex aequo) 43. Przełęcz ocalonych

Hacksaw Ridge, reż. Mel Gibson

Film Gibsona przypomina zlepek tego, co najlepsze, w innych, wojennych lub okołowojennych filmach. Po pierwsze, Andrew Garfield w roli Desmonda Dossa swoją aparycją przywodzi na myśl Forresta Gumpa. Po drugie, sceny szkolenia wojskowego, krzyki sierżanta Howella oraz ukazanie drogi żołnierzy od szkółki wojskowej do pola bitwy odświeża motywy z Full Metal Jacket. Po trzecie zaś sceny batalistyczne przypominają sposobem nagrania te z Szeregowca Ryana. To oczywiście tylko najbardziej widoczne nawiązania. Gibson doskonale zatem wie, jak kręci się epickie kino batalistyczne i wojenne. Przy czym Przełęcz ocalonych, czyli opowieść o Dossie, nie drażni, nie nuży i nie jest naiwna, budzi raczej podziw, szacunek, zdziwienie. Twórca Pasji hołduje staroświeckim sposobom opowiadania historii. Przesłanie jego obrazu jest czytelne, proste i skuteczne. Jeśli mocno w coś wierzysz i jesteś wytrwały w swoich ideach oraz poglądach, to wygrasz. Jeżeli zaś zboczysz z obranej ścieżki, najprawdopodobniej już na nią nie wrócisz. [Przemysław Mudlaff]

 42. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Perfetti sconosciuti, reż. Paolo Genovese

Niegdysiejszy potentat sprzedaży telefonów komórkowych reklamował swoje produkty hasłem: „connecting people”. Film Paola Genovesego w odniesieniu do telefonów (smartfonów) mógłby być reklamowany sloganem zgoła odmiennym. Dobrze się kłamie… przypomina sztukę teatralną rozgrywaną właściwie w jednym pomieszczeniu – salonie, a to automatycznie przywodzi na myśl Rzeź Romana Polańskiego. Co więcej, u Genovesego też rozgrywa się rzeź. Włoska produkcja to studium ludzkich zachowań w kontaktach międzyludzkich. Człowiek przywdziewa maski, bo nawet wśród przyjaciół nie jest w stanie szczerze ujawnić swoich – niezgodnych z racjami większości – poglądów. Hipokryzją i zachowaniami ludzkimi wobec norm społecznych zajmował się w swojej twórczości Luigi Pirandello, do którego zdaje się nawiązywać tutaj reżyser. Genovese uwodzi prostotą pomysłu, a jego aktorzy wspaniałą grą. Czy smartfony rzeczywiście łączą ludzi? Chyba nie. [Przemysław Mudlaff]

(ex aequo) 40. W głowie się nie mieści

Inside Out, reż. Pete Docter

Wyrzućmy na śmietnik te wszystkie banialuki o kinie, na którym „dobrze będą bawić się dzieci, a i dorośli wyciągną z niego lekcję dla siebie” oraz miliony modyfikacji tego argumentu. W głowie się nie mieści nie chodzi o podwójne kodowanie i targetowanie treści dla dużych i małych. Pixar w swoim – możliwe, że największym – arcydziele, kontynuuje opowieść o tym, jak dziecko postrzega otaczający świat. W Toy Story zbiorowym bohaterem są zabawki, które ożywają też naprawdę, ale w pierwszej kolejności w wyobraźni chłopca w wieku wczesnoszkolnym. W Potworach i spółce wkraczamy w sferę snu i lęków: tego, co dzieje za metaforycznie rozumianymi drzwiami szafy. We W głowie się nie mieści Pete Docter te same zagadnienia przenosi w nowy porządek. Mechanizmy pamięci i odczuwania, działania wyobraźni, proces dorastania i abstrakcyjnego myślenia dostają swoje przekonujące reprezentacje. W głowie się nie mieści to osobne i samodzielne kino, niepozwalające umieścić się w jakiejkolwiek szufladce kina familijnego. Film Pete’a Doctera jawi się przy tym jako swoisty emocjonalny procesor, obecny na zapleczu niemal każdej animacji Pixara. [Maciej Niedźwiedzki]

Ostatnio dodane