Connect with us

Felietony - Cykle

Zapowiedziane filmy MCU, które mogą okazać się WTOPĄ FINANSOWĄ

Warto patrzeć na MCU, ale i film w ogóle, nie tylko przez pryzmat box office’u.

Published

on

Zapowiedziane filmy MCU, które mogą okazać się WTOPĄ FINANSOWĄ

Mogą, jeśli zostaną źle odebrane przez publiczność, bo w przypadku MCU zdanie krytyków nie ma takiego oddziaływania, jak w przypadku chociażby dramatów obyczajowych. Wtopa finansowa, jeśli będzie miała miejsce, wcale jednak nie musi oznaczać, że dany film nie zdobędzie serc widzów. Warto patrzeć na MCU, ale i film w ogóle, nie tylko przez pryzmat box office’u w perspektywie kilkumiesięcznej po premierze. Niekiedy w perspektywie lat dopiero okazuje się, czy dany tytuł był rzeczywiście wtopą finansową, ale co najważniejsze wtopą tematyczną, której kolejne pokolenia widzów odmawiają popularności.

Advertisement

Wtopy MCU mogą być rozpatrywane jeszcze w jednej perspektywie. MCU to uniwersum. Każdy kolejny film wpływa na poprzednie i w różnym stopniu przygotowuje grunt na przyjęcie kolejnych historii. Obecnie MCU jest nierówne, a zapowiedziane produkcje mogą być odbierane przez niektórych widzów jako wymuszone, bez pomysłu i wycelowane tylko na zrobienie wyniku. Marvel przechodzi kryzys, co widać po zapowiedziach. Pisze to jako fan tego uniwersum oraz antyfan w jednym, ciągle mający w domyśle odniesienie do DC, jakże innego świata, który – co ciekawe – również doszedł chyba do ściany. Może czas na przemyślane nowe historie i rezygnację z niektórych wątków – co z tego, że były zapowiedziane w poprzednich filmach. Lepiej się wycofać, niż brnąć w coś, co nie ma sensu.

Skupmy się na częściowo nam już znanej V fazie rozwoju uniwersum Marvela. Poprzedzająca ją faza IV zaprezentowała nam pomysł multiwersum. Mają trochę racji ci, którzy uważają, że koncepcja równoległych rzeczywistości w Marvelu jest płytka, doczepiona do MCU naprędce, żeby bez dobrego uzasadnienia przedłużyć życie tego świata, który naturalnie skończył się po śmierci Thanosa. Marketingowcy z Marvela chyba do dzisiaj nie zdają sobie sprawy, jak spójną koncepcję podsumowującą dzieje MCU stworzyli zaledwie dwoma filmami o Avengersach – Wojna bez granic i Koniec gry.

Advertisement

Trudno się jest teraz z tego sensownie wyplątać zarówno w kwestii logicznego następstwa wydarzeń, jak i ładunku emocjonalnego zawartego w „użytych” postaciach, co zresztą widzimy po V fazie. Wydaje się, że Marvelowi najsensowniej wyszłoby teraz uzupełnianie luk, trochę retrospekcji oraz zupełna zmiana stylu, rozwinięcie jakiejś niedocenionej do tej pory odnogi np. w postaci Thora, Taika Waititi w Thorze: Miłości i Gromie pokazał, że ma to sens. Marvel jednak brnie w projekty uzasadnione komiksowo, lecz nie filmowo. Mam tu na myśli Avengers: The Kang Dynasty.

Postać Kanga Zdobywcy została wprowadzona w Ant-Manie i Osie: Kwantomanii. Zagrał go jakże kontrowersyjny Jonathan Majors. Jako postać jednak okazał się szablonowy, grzeczny i nie dorósł do prawdziwej siły kuszącego zła, które niósł ze sobą Thanos. Kang to dziecinny antagonista bez głębszej motywacji w niszczeniu świata, aktor zaś, który go gra, jest (powinien być) stracony dla szerokiej publiczności. Być może tak się stanie. Czy jednak pomoże to Kangowi nadrobić stracony czas z Kwantomanii? Podobnie jest z zapowiedzianym na listopad 2023 roku Marvels, czyli sequelu Kapitan Marvel. Ci, którzy sądzą, że nagle Kapitan Marvel przejdzie rewolucję, z pewnością nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo MCU podporządkowane jest kategoriom wiekowym i projektowanym na ślepo zyskom. Istnieją w Marvelu oczywiście linie luźniejsze, jakby wentyle bezpieczeństwa w postaci np. Deadpoola, ale to nie główny nurt, z którym MCU płynie. Tak więc Deadpool 3 pewnie klapą finansową się nie okaże, a nawet gdyby, to z pewnością zostanie przyjęty przez dużą część widzów pozytywnie i tak będzie wspominany, natomiast Kapitan Ameryka: Brave New World może porażkę jednak zaliczyć. Jest to w pewnym sensie naturalną konsekwencją filmowego rozwoju historii Avengersów i pomysłu na jego zakończenie.

Advertisement

 

I tu docieramy do jednego z głównych problemów MCU Marvela – nieumiejętności skutecznego zakańczania wątków, żeby koniec był końcem i nie posiadał żadnych furtek, wymyków, nawet tych w multiwersum, a może właśnie ich. Jak pamiętamy z Końca gry, Steve Rogers (Kapitan Ameryka), po tym razem skutecznym pokonaniu Thanosa, przekazał swoją tarczę i tytuł niejakiemu Samowi Wilsonowi, byłemu pilotowi wojskowemu, drugoplanowemu członkowi drużyny Avengers, którego pomoc w MCU cały czas starano się pokazać jako nieodzowną, chociaż wcale taka nie była. Dowodem na to jest zniknięcie Wilsona po pstryknięciu Thanosa.

Advertisement

Steve Rogers jednak się zdecydował przekazać mu tarczę i tytuł, a potem wrócił do przeszłości, żeby zupełnie bezsensownie zwrócić Kamienie Nieskończoności na „swoje miejsca” oraz przeżyć swoje życie jako już nie Kapitan Ameryka z ukochaną Peggy Carter. W perspektywie multiwersum to zupełnie bezsensowny pomysł, bo Kamienie i tak mogą zostać ponownie znalezione przez Thanosa z innego wymiaru. Co zaś do nowego Kapitana Ameryki, którym zaskakująco został Sam Wilson, to superbohaterem – i to jednym z głównych – został człowiek, który zawsze stał w cieniu, nie zyskał wśród widzów charyzmy i nie posiada żadnych supermocy.

A teraz Marvel nakręci o nim kontynuację serii produkcji o przygodach Kapitana Ameryki. Ten cień Steve’a Rogersa nie wróży sukcesu filmowi Brave New World. Czy nie jest to zbytnio odtwórcze i mało efektowne? Co na to Fantastyczna czwórka?

Advertisement

#image_title

 

Aż dziwne posądzać Marvela o brak efektowności czy wręcz efekciarstwa. Im dłużej jednak istnieje MCU, tym więcej odtwórczości zakrada się do uniwersum, co widać po sposobie przygotowywania kolejnej produkcji z bohaterem, który jest nowością w stajni Marvela, a Marvel już go ugrzecznił, zrebootował, zamiast wymyślić z nim coś nowego, oraz wręcz oswoił kategorią wiekową tak pojemną jak Rów Mariański. Mowa o sławnej niegdyś postaci Blade’a. Wielokrotnie pisałem, że nie ma nic złego w rebootach, nawet tych mierzących się z legendarnymi już filmami, a Blade z udziałem Wesleya Snipesa uzyskał już taki status.

Jest serią mroczną, dorosłą, pełną przemocy, a nie kolorową superbohaterską bajką. Oczywiście Marvel, gdyby się postarał i zapomniał na chwilę o projektowaniu grup docelowych i zyskach, mógłby zrobić dojrzałe, kontrowersyjne kino superbohaterskie, nawet w tej odsłonie MCU. Tak się jednak w przypadku Blade’a nie stanie, a w połączeniu z niszowością tej postaci w porównaniu z największymi herosami Marvela zyski mogą nie być zadowalające. Szansą byłby reboot filmu poza uniwersum, nawet z Mahershalą Alim.

Advertisement

Podsumowując, w większości zapowiedzianych produkcji widać kilka Marvelowskich błędów, które zdarzały się już wcześniej, lecz MCU szło po nich trochę jak wprawiony w rozpęd komiksową legendą buldożer. Teraz, w czasach po Thanosie, MCU już nie jest tak chronione, więc nienaprawione błędy nawarstwiają się i stają widoczne. Brak odwagi kończenia wątków, co było widać w przywracaniu niektórych superbohaterów do życia w Końcu gry, zbytnie obniżanie kategorii wiekowych, odtwórczość, brak odwagi jednoznacznego traktowania aktorów, którzy nie zasługują na współtworzenie MCU, wyciąganie z drugich planów superbohaterów, którzy zastępują postaci z niemałą historią w uniwersum i charyzmą, oraz wymyślanie miałkich uzasadnień jak to w postaci multiwersum, żeby włączać w MCU dodatkowe postaci.

Tak nie ma szans na kino dojrzałe, które równoważy rozrywkowość z poważną wypowiedzią artystyczną, ale Marvel mimo wszystko dotrwa do VI fazy. I może nawet zdarzy się tak, że obejrzę wszystkie filmy i seriale, które wyjdą, a wśród nich będzie coś naprawdę wartego uwagi.

Advertisement

 

 

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *