Felietony - Cykle
LEWICOWY NETFLIX psuje nam wspaniałą POLSKĄ MŁODZIEŻ
LEWICOWY NETFLIX zaskakuje kontrowersjami! Czy destrukcyjne filmy na platformie naprawdę wpłyną na naszą POLSKĄ MŁODZIEŻ? Oto analiza.
Na dodatek katolicką, chciałoby się dodać, ale tego nie zrobię, gdyż byłoby to wykorzystaniem nie oddających faktów statystyk chrzcielnych. To zapewne dopowiedziałby poseł Bortniczuk, ale o nim zaraz. Narracja generalnie zaczyna być podobna do tej niegdysiejszej, komunistycznej, za pomocą której władze PRL chciały przekonać młodych, że na Zachodzie panoszy się moralne zepsucie, podczas gdy ludowa ojczyzna jest ostoją prawdziwej moralności i należy się izolować od niszczących tożsamość narodową wpływów z zewnątrz. Znany z nonsensownych wypowiedzi na temat aborcji poseł Kamil Bortniczuk niedawno okazał się być znakomitym narzędziem owej neokomunistycznej narracji rozpowszechnianej paradoksalnie przez polską prawicę.
Zajął się definiowaniem roli Netflixa wśród młodych i opisywaniem jego destrukcyjnego wpływu na jeszcze nieukształtowane osobowości.
Poseł Bortniczuk zapewne pozazdrościł medialnej sławy Jackowi Sasinowi, Przemysławowi Czarnkowi i Markowi Suskiemu. Od pewnego czasu aktywnie działa w mediach, tych społecznościowych również, wypowiadając się na różne tematy, niekoniecznie związane z polityką. Tym razem na antenie Polsat News pan poseł zwierzył się widzom, że znalazł na Netflixie taki dział jak „filmy o lesbijkach” i na tej podstawie w jego głowie zrodziła się myśl, jakoby filmy o lesbijkach miały spowodować, że nasza polska młodzież stanie się lewicowa.
Faktycznie, absurdalny model myślenia dorównujący nieodgadnionym logicznie ścieżkom refleksji Marka Suskiego i Przemysława Czarnka. Prowadząca program Agnieszka Gozdyra nie wytrzymała i się roześmiała z niedowierzaniem. Więcej powagi natomiast zachował poseł Tomasz Trela z Lewicy. I tak cała rozmowa przybrała jednocześnie śmieszny i straszny charakter, pokazując, jak w istocie nikła jest wiedza na tzw. polskiej prawicy o rzeczywistości w ogóle – seks to tylko drobny z niej wycinek. Wystarczyło spojrzeć na twarz posła Bortniczuka, gdy przedstawiał widzom swoje odkrycie. Był tak poważny, jakby mówił o nadchodzącym końcu świata.
W istocie pomylił definicję poglądów z orientacją seksualną, która nie jest żadnym progresywnym poglądem. Dodatkowo zrobił niezłą robotę reklamową Netflixowi, gdyż dzisiejsza młodzież według badań statystycznych reprezentuje raczej liberalne i lewicowe poglądy, ale to są wszystko niewłaściwe etykietki, wykorzystywane przez jątrzoną zawiścią prawicę. To również etykieta, nieraz krzywdząca dla ludzi, którzy nie godzą się, mimo swoich poglądów związanych np. z chrześcijaństwem, na ich polityczne wykorzystywanie.
Zacznijmy od tego, że Netflix nie jest ani lewicowy, ani prawicowy. Lewicowość i prawicowość to określenia ukute w życiu politycznym po to, by stygmatyzować przeciwnika jako grupę o zdaniu przeciwnym i w danym momencie historii dziejów nieopłacalnym, żeby za nim iść. Z grupą łatwiej walczyć, łatwiej dorabiać jej twarz demona, zarabiać na niej wyborcze głosy grup przeciwnych. W sensie politycznym i społecznym wróg się opłaca. Wrogów ma zarówno lewica jak i prawica, z tym że dzisiaj lewica zdaje się być defensywna, natomiast autorytarnie, co jest politycznym i socjologicznym fenomenem, komunistycznie zachowuje się prawa strona, której wielu członków w latach 70. i 80. brało udział w walce z systemem PRL. Poseł Bortniczuk być może zapomniał, jaki stosunek do homoseksualizmu mieli komuniści.
Żeby więc uniknąć tego paskudnego stygmatyzowania, że ktoś jest lewakiem, a ktoś prawakiem, od pewnego czasu staram się wyeliminować te sformułowania ze swoich wypowiedzi – na tyle, na ile to możliwe. Wolę mówić, że ktoś jest za wolnością, prawami człowieka i równością płci albo przeciw nim. Tak dużo obiektywniej można kierować ewentualną krytykę bez krzywdzącego uogólniania. Bo chyba wszyscy się zgadzamy, że ludzie z racji tego, że są ludźmi, powinni być traktowani wobec prawa równo, mimo że wobec siebie często równi nie są ze względu na chociażby zróżnicowane zdolności intelektualne.
Poza tym nie każdy przecież zwolennik prawicy jest przeciw emancypacji kobiet czy powszechnej edukacji seksualnej. Podobnie na lewicy zdarzą się osobniki lubujące się w autorytarnym podejściu do rządzenia i chcące przywrócić dawny, już sprawdzony jako nierealny, socjalistyczny, marksistowski ład.
Netflixa więc należałoby nazwać platformą nowoczesną, dbającą o edukacyjne treści w zakresie szeroko pojętej humanistyki i etyki. Stąd filmy pokazujące, że istnieje wiele różnych orientacji seksualnych, wiele płci, kolorów skóry itp., lecz jakąkolwiek polityczną czy też religijną nadbudówkę stworzymy, by uwiarygodnić swoje tezy bez pokrycia w faktach, będziemy musieli pamiętać, że najważniejsze są prawa człowieka.
Zachowanie posła Bortniczuka jest więc bardziej smutne niż śmieszne, bo reprezentant demokratycznie wybranej władzy zachował się tak, jakby na antenie podzielił się z widzami niesamowitym odkryciem – na świecie istnieje homoseksualizm. Istnieje od tysięcy lat i jest cechą wrodzoną, a nie nabytą, jakkolwiek inaczej chciałyby środowiska radykalne. Jak jednak wytłumaczyć to osobie, która twierdzi, że trauma rodziców jest mniej ważna niż uratowanie od aborcji płodu, nawet jeśli ten ma wady letalne. Nie dziwię się zatem, że przy tak skonstruowanej logice myślenia Netflix wydaje się ostoją jakiejś krwiożerczej, tajemniczej lewicowej siły, która ma za zadanie zdeprawować polską młodzież, a ta powinna raczej wzorować się na takich mistrzach dekonstrukcji jak kiedyś Dmowski, a dzisiaj Trump, Orban i Kaczyński, może skrycie i sam Rydzyk.
Celnie o podobnych do pana Bortniczuka radykałach napisał całkiem niedawno, bo już w XXI wieku, niemiecki filozof Peter Sloterdijk w Kryształowym pałacu. „Radykalizm jest środkiem, przy pomocy którego ludzie współcześni przedstawiają to, co nieprawdopodobne, jako jedynie możliwe”. Postępują tak z różnych względów, ale generalnie albo po to, żeby stworzyć sobie bezpieczny, ideologiczny dom, albo z pobudek czysto praktycznych, żeby się komuś przypodobać lub coś materialnego zyskać.
Trudno mi w tej chwili spekulować, w jaką grę ideologiczną poseł Bortniczuk gra za pomocą np. takich wypowiedzi o Netflixie. Żeby nie było wątpliwości, ta jakże postępowa netflixowa otwartość nosi w wielu przypadkach cechy braku obiektywizmu. Niekiedy mam wrażenie, że poruszane są te wątki, które obecnie są na czasie i uznane za najbezpieczniejsze marketingowo, a nie generalnie prawa człowieka. Gdyby faktycznie Netflixowi zależało na owej wskazywanej przez Bortniczuka lewicowości, dużo głębiej poruszyłby tematy handlu ludźmi, lawendowej mafii w Kościele, zbrodni dokonywanych przez Chiny na mniejszościach etnicznych żyjących na terenie chociażby Tybetu, pedofilii zalegalizowanej w wielu tzw.
„cywilizowanych” krajach obyczajowo, a czasem i quasi-instytucjonalnie, odpowiedzialności wielkich korporacji za pauperyzację klasy średniej itp., itd. Problemów nierówności jest mnóstwo, a temat rasizmu nie wyczerpuje się na gorszym traktowaniu Afroamerykanów i generalnie osób rasy czarnej. Tak bym to ujął, generalizując. Netflix robi dobrą robotę, jednak zbyt nieśmiało i wybiórczo.
Mam takie smutne wrażenie, że dzisiaj, czyli w latach 20. XXI wieku, zaczynamy naszą humanistyczną podróż od nowa. Zaczęła się ona w starożytności, a jej ideały maniakalnie marnowaliśmy przez ostatnie 2000 lat. Tak więc dzisiaj znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy musimy zbyt dużej liczbie ludzi tłumaczyć, co to znaczy wolność, równość płci, niezależność seksualna itd. Zdaję sobie sprawę, że nawet we współczesnych, podobno ucywilizowanych czasach nie unikniemy historycznych wpadek takich np. jak Donald Trump, prezydencki symbol upadku jednej z najstarszych demokracji na świecie.
Trudno mimo wszystko uwierzyć, że można nie rozumieć, jeśli bierze się aktywny udział we współczesnej kulturze. Rozmowa z posłem Bortniczukiem pokazuje, że ta uparta, betonowa struktura niezrozumienia obecna jest masowo wśród tych, których wybór umożliwił nam podobno najlepszy z możliwych ustrój demokratyczny. Nasze problemy, jak widać, są znacznie głębsze niż brak takiej czy innej edukacji. Gdzieś w naszym procesie ekspansywności cywilizacyjnej zaszyty jest błąd i absolutnie nie można go nazwać lewicowym, prawicowym lub jakimkolwiek innym. Wszystkie te określenia to nakładki na wytwarzane przez nas ideologicznie superego, które w toku życia zaciera się tak bardzo, że mylimy je z naszą ludzką naturą.
Zarówno więc Netflix, jak i poseł Bortniczuk padli ofiarami owej skazy, filozoficznego grzechu pierworodnego polegającego na myleniu opinii z faktami. Każdy rodzaj kultury wcześniej czy później padnie ofiarą takich radykalizmów, z tym że to od mądrych ludzi zależy, czy wykorzystają je do stworzenia o wiele szerszej i niebezpieczniejszej narracji. Robi to właściwie każda władza, która posiada media. Dlatego należy tak dbać, żeby wszelkie media były niezależne od wszelkiej władzy. My w Polsce o to nie zadbaliśmy, ale jeszcze nie jesteśmy w sytuacji Węgier. Metoda stosowana przed radykałów jest prosta, a poseł Bortniczuk ze swoją kamienną twarzą, biorąc za przykład Netflix, świetnie przędzie swoją narracyjną, kłamliwą sieć. Najpierw tworzy się niewielkie, zniechęcające podchody ideologiczne. Mozolnie sugeruje się, że coś jest nie takie, jak być powinno – np. ów Netflix. Proponuje alternatywę medialną (TVP), która opowiada prawdziwą wersję świata, przedstawioną w filmach, programach i serialach. A następnie konstruuje się system edukacyjny odwołujący się do tych tworów medialnych. Zręczny program indoktrynacyjny za pomocą mediów gotowy.
Na konkretnym przykładzie zobaczmy, jaką podprogową robotę zrobili twórcy serialu Osiecka. Nikt z nich nie twierdził, że jako poetka i pisarka Agnieszka Osiecka była zła. Zdecydowano się na inteligentniejszy zabieg. Zohydzono Osiecką jako człowieka, przedstawiając ją jako alkoholiczkę i kobietę, która zdradza partnera. W naszej kulturze ogólnie wiadomo, że zdrada bardziej uchodzi facetom, a kobiety, zwłaszcza mające rodziny, są przypisane aż po śmierć do swojej matczyno-łóżkowej roli.
Poseł Bortniczuk odkrywający, że istnieją na tym świecie filmy o lesbijkach, które dystrybuuje i produkuje Netflix, być może sam wobec siebie dokonał niesamowitego życiowego odkrycia. To nas w sumie nie powinno obchodzić. Niech się ze stanem swojej wiedzy mierzy samotnie przed lustrem. Najważniejsze jest w tym przypadku złowrogie i podłe mylenie lewicowości z dostrzeżeniem, że świat nie jest jednolity i nie zawsze odpowiada radykalnym teoriom. Żeby coś o świecie powiedzieć, trzeba się go uczyć, obserwować go i w nim żyć. Poseł Bortniczuk żyje wyłącznie w ramach sensu stworzonego przez swoją partię. Ciekawe, co powie, gdy zobaczy polską wersję programu „Magia nagości” w Zoom TV.
