search
REKLAMA
Felietony

JOKER to symbol UŁOMNEJ anarchii

Odys Korczyński

4 listopada 2019

REKLAMA

Jeśli coś ogarniającego całą społeczność danego kraju ma wynikać ze słabości, wyobcowania, degrengolady egzystencjalnej i szaleństwa, w długofalowej perspektywie ulegnie zniszczeniu lub w ostateczności zniszczy naród. Na szczęście zdarza się to rzadko. Jest bowiem coś takiego jak mechanizm autoregulacji w ziemskich populacjach poprzez dobór naturalny, tyle że nie w sensie wpływu na przeżywalność jednostki, ale na całość narodu w ramach jego relacji z innymi narodami. Jeszcze daleko nam do złamania tychże zabezpieczeń, np. poprzez rozwój cywilizacyjny, chociaż jesteśmy coraz bliżej. Póki co mechanizm działa i zadziała w przypadku Jokera, bo Joker nie może być symbolem zmian, gdyż jest zwykłym wariatem. Jego miejsce jest w Arkham, a nie na ulicy. Wszyscy, którzy uwierzą temu symbolowi, przegrają, bo nieszczęście motywuje tylko na krótko. Jokerowi potrzeba czegoś o wiele bardziej nieludzkiego i szalonego, co pokazał Jack Nicholson – uczynienia z koktajlu przemocy, szaleństwa i zwyrodnialstwa racjonalnej zasady działania, a nie permanentnego śmiechu przez łzy spowodowanego uszkodzeniem mózgu. Wyobraźcie sobie najnowszą odsłonę postaci Jokera, kiedy na jakimś poważnym spotkaniu biznesowym, gdzie tworzy się plany podboju społeczeństwa bogatych normalsów, naczelny świr i antagonista nagle zaczyna niekontrolowanie rechotać.

Poza tym czy Joker w wydaniu Todda Phillipsa jest naprawdę aż tak straszny oraz jednocześnie charyzmatyczny? Rozumiem potrzebę reżysera, żeby usilnie zmyć z siebie artystyczną łatkę twórcy serii Kac Vegas. Phillips musiał zrobić naprawdę poważne kino – tak poważne, żeby fotele pod widzami zrobiły się brązowe. Udało mu się to. Nie powiem. Joker robi wrażenie, lecz równocześnie jego straszność i szaleństwo są antytezą wszelkich wzorców. Joker jest tak aspołeczny, niedostosowany, zagubiony, poważny i smutny, a przy tym podły, że nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien upatrywać w nim żadnej symboliki, no chyba że będzie to symbol protestów w więziennym zakładzie psychiatrycznym. Taki Joker to chaos niezdolny do życia, a przez to stworzenia i kontrolowania jakiegokolwiek społecznego ruchu. W tym sensie Joaquin Phoenix stworzył postać wręcz retro, niemodną w swoim bezsensownym szaleństwie i jednocześnie bardzo w nim szablonową. Joker jest banalnym świrem, jakich w kinie było na pęczki. Pasuje do czasów odchodzącej Ery Ryb. Jest podły, ale jednocześnie nie ma w nim nic politycznie niepoprawnego. Jego podłość jest kontrolowana i bezpieczna w ramach obowiązującego w kinie kanonu zasad i wentyli bezpieczeństwa. A za pasem mamy przecież Erę Wodnika. Joker jest więc trochę jak ostatnie szamotanie się odchodzącej epoki, bezsensowne, lecz wciąż straszne… ale nonsensowne. Tak musi być na przełomie milleniów w myśl astrologicznej zasady, że graniczne sektory znaków zodiaku są najsłabsze, a niekiedy także nierozumnie brutalne. Maskami Jokera w tłumie raczej bym się więc nie przejmował. V z V jak Vendetta był znacznie bardziej poukładany i systemowy w swojej anarchistyczności, a jego echo jakoś ucichło. Wciąż jednak nosił dystansującą maskę. Nie dał im prawdziwej tożsamości, więc się masom znudził.

Mam jednak pomysł, żeby uczynić Jokera postacią bardziej na czasie, z większymi szansami na porwanie zielono-lewackich tłumów. Naprawdę uwierzyłem w jego szaleństwo. Poruszyło mnie ono. Trzeba by je jednak pchnąć nieco dalej, by zyskało wymiar bardziej nieludzki, tajemniczy, a jednocześnie racjonalnie oszlifowany. Jokerowi trzeba po prostu odpowiednio zaplanowanego PR. Niewątpliwie jest w nim potencjał, ale nie ma etycznej i fizykalnej nowoczesności zgodnej z nadchodzącą Erą Wodnika. Jednym słowem Joker powinien być np. transseksualistą wychowanym w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej, a nie grzecznym amerykańskim bezrobotnym, któremu radykalnie odwala z powodów osobistych.

A może przywdziać maskę Jokera oznacza być tak zdesperowanym, że straciło się już zdolność widzenia, identycznie jak Arthur Fleck. Tym bardziej nie chcę takich symboli, bo gnijący establishment karmi się społecznym nieszczęściem – zarządza nim, jakby prowadził fabrykę nastawioną na produkcję ludzi o mentalności niewolników.

Szaleństwo jest jak grawitacja… Wystarczy lekko pchnąć…

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA