Connect with us

Felietony - Cykle

DRUGIE DNO #45: Jak bardzo ZMIENIŁO SIĘ KINO po 11 września 2001?

Jak 11 WRZEŚNIA 2001 zmieniło oblicze kinematografii? Odkryj nieoczywiste związki między historią a filmem w najnowszym odcinku DRUGIE DNO.

Published

on

DRUGIE DNO #45: Jak bardzo ZMIENIŁO SIĘ KINO po 11 września 2001?

11 września 2001. Dźwięk tej daty automatycznie przywodzi na myśl konkretne obrazy i emocje. Cios śmiertelny pochodzący ze wschodu został skierowany w samo centrum zachodniej cywilizacji. World Trade Center najpierw płonie, potem upada, pozostawiając po sobie pył i wspomnienie. Po szesnastu latach od tych wydarzeń, które niewątpliwie wywarły wpływ na kształt dzisiejszego świata, zadaję sobie pytanie, jak bardzo zdołały one także zmienić oblicze kinematografii. Czy filmowcy poradzili sobie z tym brzemieniem?

Advertisement

Zależy, jak się na to spojrzy i czego się wymaga. Prawdy czy ułudy.

11 września 2001. Przed atakiem

Gdy w maju 2001 roku do amerykańskich kin wszedł Pearl Harbor, przywołujący wspomnienie japońskiego ataku na amerykański port z 7 grudnia 1941, którego pokłosiem było przyłączenie się armii Stanów Zjednoczonych do działań wojennych, reżyser filmu Michael Bay pewnie nie zdawał sobie sprawy, że w metaforyczny sposób zapowiedział kolejny atak na Amerykę, który także stanie się przyczynkiem wojny.

Po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 decyzja George’a W. Busha mogła być tylko jedna. Żołnierze ruszyli w bój, szukając po jaskiniach głównego winowajcy – Osamy Bin Ladena, przy okazji ustanawiając demokrację w Iraku. Filmowcy z kolei nie mogli chwycić karabinów, więc chwycili za kamery i takimi filmami jak Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej, The Hurt Locker. W pułapce wojny, Wróg numer jeden, Snajper, Green Zone postarali się, najlepiej jak tylko mogli, odbudować patriotyczne uczucia Amerykanów, relacjonując wojnę na wschodzie i tłumacząc światu jej sens.

Advertisement

Ale to jest kierunek typowy i oczekiwany. Zastanawiając się nad zmianami, jakie zaszły w kinematografii (szczególnie tej amerykańskiej) po zamachach z 11 września 2001, należy sięgnąć o wiele głębiej. Pojawił się bowiem nowy rodzaj lęku, z którym należało się należycie i z wyczuciem obyć. Chodzi o lęk przed nagłym atakiem terrorystycznym o twarzy uzbrojonego w bomby wyznawcy Allaha. Hollywood podeszło do tego dwojako. Z jednej strony wszelkimi możliwymi sposobami zamknęło drogi do złych wspomnień, otwierając jednocześnie tę prowadzącą wprost do paranoi i hipokryzji.

Ze scenariuszy zaczęły znikać sceny rozgrywane na lub w pobliżu nieistniejącego już World Trade Center. Tylko YouTube pamięta teaser z pierwszego Spider-Mana, w którym bohater łapie złoczyńców w pajęczą sieć rozpiętą pomiędzy bliźniaczymi wieżami. Oczywiście twórcy musieli szybko wymyślić inny sposób na kampanię reklamową przygód człowieka-pająka. Ale to akurat jest niczym w porównaniu z pewną petycją, której inicjatorzy dążyli do zmiany tytułu… drugiej części Władcy Pierścieni. Oczywiście wbrew woli J.R.R. Tolkiena.

Advertisement

Zawsze gdy o tym myślę, zastanawiam się, dlaczego nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, by dokonać także wstecznych korekt, usuwając z wszystkich filmów ujęcia z World Trade Center? Jak po takim montażu wyglądałby King Kong z 1976? Aż boję się pomyśleć. Majestat słynnych bliźniaczych wież zdołał powrócić w 2015 roku w filmie Roberta Zemeckisa The Walk. Sięgając chmur, który nie tyle opowiada o pokonywaniu trudności stawianych przez lęk wysokości, co raczej o gotowości na mierzenie się z traumą przeszłości widowni przed ekranem.

Advertisement

Spacer po linie zawieszonej pomiędzy wieżami WTC to zatem moment w kinie niemal symboliczny. Wcześniej jednak powstało jeszcze kilka ckliwych pomników niesionych nostalgią za utraconym poczuciem bezpieczeństwa. Wśród nich bodaj najjaśniejszym i jednocześnie rażącym swą fasadowością jest film Olivera Stone’a pod znamiennym tytułem World Trade Center.

Nie zmienia to jednak w żaden sposób obrazu paranoi, jaka towarzyszyła kinu przez ostatnie kilkanaście lat. Inne analogie z atakami też nie były bowiem mile widziane. Premiera Na własną rękę, traktującego o atakach terrorystycznych, specjalnie została przesunięta z października 2001 na luty 2002. Ponoć była nawet w planach scena z uprowadzeniem samolotu, ale musiała zostać zmieniona, by nie budzić zbyt dosłownych analogii. Do dziś jednak za przyczynę klapy w gruncie rzeczy nie tak złego filmu uznaje się, że dramat z Arnoldem Schwarzeneggerem zbyt dosłownie pokazywał widowni to, co jeszcze w 2002 za dobrze pamiętano.

Advertisement

The Walk. Spacer w chmurach

Znamienne jest także to, że główni antagoniści kina akcji po 11 września 2001 nie mogą już pochodzić z Bliskiego Wschodu. Jeszcze w 1994 roku w Cameronowskich Prawdziwych kłamstwach nikt nie miał problemu z zakładaniem turbanu na głowę terrorysty. Po 2001 wiele scenariuszy uległo poprawkom, czyniąc na powrót głównym workiem treningowym Amerykanów Rosjan – a jakże. I tak też w filmie Non-Stop z 2014, traktującym o porwaniu samolotu, załogant o arabskich korzeniach okazuje się nie terrorystą uprowadzającym maszynę latającą, a lekarzem niosącym pomoc wszystkim pasażerom. Żeby tylko żaden widz nie przypomniał sobie, jak wyglądała prawda.

I znowu można tylko przypuszczać, jak wiele filmów z lat 90. nie mogłoby powstać, gdyby poprzedziły je tak tragiczne wydarzenia, jak niespodziewany atak na Amerykę z 2001. Powrót do przyszłości? Byłby ewidentny problem z napastnikami, którzy strzelają do doktorka – zapewne zastąpiono by ich wrogami innej narodowości. Con Air – lot skazańców? Byłoby trudno znaleźć producenta tego scenariusza, nawet jeśli filmowy samolot zostaje uprowadzony przez amerykańskich więźniów.

Podziemny krąg? O tym filmie w ogóle zapomnijcie, nie tylko dlatego, że całość stanowi wiwat dla anarchii (a jak wiadomo, od anarchii prosta droga do terroryzmu), wymierzonej w system i kulturę, ale także dlatego, że przecież ostatnie ujęcie filmu wprost przewiduje wydarzenia z 11 września 2001. Przynajmniej według narosłych wokół filmu teorii.

Advertisement

Szansę jednak wyczuli wszelcy eskapiści. Spielberg swoją wersją Wojny światów z 2005 ponownie dał do zrozumienia, że o trudach rzeczywistości najlepiej opowiada się przy użyciu alegorii. Morgan Freeman we wstępie filmu informuje, że przez te wszystkie lata byliśmy obserwowani przez zazdrosne oczy cywilizacji bardziej inteligentnej od naszej, co ma być czytelnym odniesieniem do Al-Ka’idy wyczekującej na odpowiedni moment do ataku. Podobnie było w Znakach z 2002 M. Night Shyamalana, filmie, który w bezpośredni sposób bazował na uczuciu niepokoju przed niespodziewanymi odwiedzinami obcego naszej kulturze osobnika.

Ciekawym przykładem są także filmy o zombie. Zack Snyder w Świcie żywych trupów i Danny Boyle w 28 dniach później już nie straszą nieumarłymi poruszającymi się ślamazarnie i wolno, stanowiącymi zagrożenie wyjątkowo łatwe do eliminacji.

Ich zombiaki to szybkie i wściekłe skurczybyki, które atakują nagle, bez reguły i kontroli. Dokładnie tak, jak współczesny, wtopiony w tłum terrorysta, trzymający za pazuchą bombę, którego poczynania charakteryzują się nieprzewidywalnością.

Advertisement

To jednak kino superbohaterskie najbardziej skorzystało na wydarzeniach z 11 września 2001. Postępujący już od dobrych kilkunastu lat trend w kinowym mainstreamie polegający na sięganiu do klasycznych komiksów czy to stajni Marvela, czy to DC, nie wziął się znikąd. Kino zawsze było medium, któremu nie były obojętne nastroje społeczne. Tak było za czasów drugiej wojny światowej i lękiem przed szaleństwem Hitlera, tak było, gdy podczas zimnej wojny nad światem wisiało widmo wojny nuklearnej. I było tak w wielu innych przypadkach. I za każdym razem kino reagowało podobnie – niegroźnym i wolnym od reguł eskapizmem, działającym jak najlepszy lek uspokajający. Po atakach na WTC przeciętny widz o wiele bardziej wolał być w kinie okłamywany niepoprawnym optymizmem niżeli szukać wizji spoglądających prawdzie w oczy.

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości i scena budząca oczywiste skojarzenia

Kino superbohaterskie należy do tego pierwszego rodzaju. I tak też śledzimy w akcji mężczyzn w trykotach – żywe wcielenia heroizmu – nacechowanych nieosiągalnymi dla przeciętnego śmiertelnika umiejętnościami. Ich działania prowadzą w końcu do spektakularnych triumfów nad wrogami, prawie zawsze zainteresowanymi zmieceniem (zachodniego) świata z powierzchni ziemi. Wizje te stały się atrakcyjne, gdyż stanowią bezpieczną i uniwersalną formę kina tworzonego ku pokrzepieniu serc, podkręcającego nastroje patriotyczne, a co najważniejsze, kina bazującego na konflikcie dobra ze złem, niewskazującego wroga palcem, lecz tworzącego jego fantasmagorię.

W przypadku superbohaterów najbardziej znamienne stało się jednak to, że wnieśli oni do kina brak jakiejkolwiek wrażliwości na ciosy. Tak, dziś liczą się dla widowni tylko jednostki niezniszczalne, gdyż tylko one mogą poradzić sobie z napływającym (m.in. pontonami) złem. Swego czasu natrafiłem na ciekawą wypowiedź Maxa Landisa, scenarzysty Kroniki, który daje wprost do zrozumienia, że według niego 11 września wyeliminował u bohaterów dzisiejszego kina podatność na ciosy. Niegdyś bowiem byli oni zwykłymi przeciętniakami – i takich też Landis preferuje – którzy przy odpowiednich okolicznościach i determinacji potrafili dokonać czegoś wyjątkowego.

Advertisement

To, co przemawia za unikalnością takiego chociażby Indiany Jonesa, nie polega bynajmniej na wydumanej niezniszczalności, a wręcz przeciwnie, na mówieniu głośno „aua”, gdy przychodzi ból, co wpływa na autentyczność, pełnokrwistość postaci.

Dziś nawet taki Jurassic World prowadzony jest protagonistą, który w CV zapisaną ma służbę w wojsku. Jakby filmowcy chcieli dać światu do zrozumienia, że w razie ewentualnego ataku społeczeństwo zawsze pod ręką ma kogoś, kto nie zawaha się użyć broni i oddać życie za swój kraj przy trzepoczącej na wietrze fladze.

Gdy u steru był Spielberg, w ekipie Parku Jurajskiego z 1993 byli po prostu zwykli naukowcy. Nikt jeszcze nie myślał o tym, by ubezpieczać się na wypadek, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli. Bo nawet jeśli by tak się stało, do głosu mogli wówczas dojść owi przeciętniacy, zdolni do zaskakującego (także dla nich samych), a przez to bardzo ujmującego aktu heroizmu.

Advertisement

I jest to na swój sposób na poły śmieszne, na poły przykre. Z jednej strony filmowcy dają do zrozumienia, że dość szybko otrząsnęli się z traumy i nie boją się wkładać szpilki w jeszcze krwawiącą ranę, za sprawą takich filmów jak kipiący od emocji Lot 93 Paula Greengrassa. Cenię też sobie komentarz Kathryn Bigelow udzielony w dwóch jej filmach. Były nawet objawy zdrowia, gdy w Czterech lwach bodaj po raz pierwszy nabrano dystansu i humoru do tematu terroryzmu. To jednak za mało.

Cztery lwy

Z drugiej bowiem strony mainstream zdaje się dawać do zrozumienia, że woli chować głowę w piasek, nie nazywać wroga po imieniu, nie mówić wprost. Wybielać rzeczywistość, skupiać się na konsekwencjach, zapominając o przyczynach. Dawać gawiedzi pożywkę w postaci przygód superbohaterów, które poprowadzone niepoprawnym optymizmem oraz uczuciem zajebistości narodu amerykańskiego mają odwracać jednocześnie uwagę od tego, że tak po prawdzie niewiele zmieniło się od czasu ataków na WTC, niewiele wniosków wyciągnięto.

Po jednym zamachu następuje bowiem kolejny. Domino, choć powoli, to jednak przewraca się systematycznie, dopełniając obrazu trwającej obecnie cywilizacyjnej wojny. Wygodniej jest nam jednak od tego harmidru uciec. Nie mówię, że jest to złe, ale jeśli zależy nam na sukcesie tej terapii, o wiele lepiej działa otwarta konfrontacja z prawdą.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *