Berlinale 2019

BERLINALE 2019: Podsumowanie festiwalu

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Powoli kończy się 69. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie, w salach kinowych odbywają się ostatnie seanse, emocje pomału opadają, nastał więc czas na podsumowanie. Niedźwiedzie zostały rozdane – ten najważniejszy powędrował do francusko-izraelskich Synonimów Nadava Lapida, nie obyło się też bez kilku zaskoczeń i rozczarowań. Tym razem, pomimo obecności w konkursie głównym nowego obrazu Agnieszki Holland, przerwana została passa corocznego nagradzania polskich twórców. Znów było za to politycznie i równościowo, a pokazom kolejnych filmów i prezentacji festiwalu towarzyszył szereg deklaracji oraz ideowych gestów.

[PEŁNA LISTA LAUREATÓW ZNAJDUJE SIĘ NA STRONIE 3]

Tegoroczne Berlinale było pierwszym, na którym miałem przyjemność być. Niezależnie od aktualnego stosunku sił „wielkiej trójki” (Berlinale, Cannes, Wenecja) berlińska impreza pozostaje jednym z największych i najbardziej prestiżowych festiwali filmowych o znakomitej tradycji i wyjątkowej atmosferze. Dla pasjonata kina uczestnictwo w takim wydarzeniu to prawdziwe święto, w czasie którego można przebierać w propozycjach ciekawych tytułów, z których wiele poza festiwalem będzie być może nie do obejrzenia, a także szansa spotkania wybitnych postaci świata filmu. Umiejscowienie tak szeroko zakrojonego wydarzenia filmowego w Berlinie, mieście o bardzo wysoko rozwiniętej infrastrukturze kulturalnej, jest kolejnym czynnikiem, który sprawia, że Berlinale – którego poszczególne sekcje i wydarzenia rozproszone są niemalże po całym mieście, dając okazję do faktycznego poczucia i zadomowienia się w miejskiej lokacji – jest bardzo intensywne i rozwijające pod względem społeczno-kulturowym. Jednak klimat jest tylko pochodną najważniejszego elementu festiwalu – filmów.

Program tegorocznego Berlinale, jak przystało na tej klasy festiwal, obfitował w szeroki wybór tytułów, niemalże niemożliwy do ogarnięcia. Rzecz jasna, najwięcej uwagi skupiał konkurs główny (również odbywające się w jego ramach pokazy nierywalizujące o nagrody, jak nowe filmy francuskich legend – André Techiné czy Agnes Vardy) oraz sekcja Panorama, w której znalazło się miejsce dla zróżnicowanych produkcji z całego świata, w tym reżyserskich dokonań światowej sławy aktorów – Caseya Afflecka (Light of My Life) oraz Jonaha Hilla (Mid90s). Ale o różnorodności i polifonii Berlinale decydowały także poboczne sekcje, takie jak otwierające przestrzeń dla poszukującego, otwartego formalnie i stawiającego sobie ambitne intelektualne cele kina Forum czy Generation. Nie zabrakło też retrospektywnych pokazów berlińskich (i nie tylko) klasyków, przede wszystkim przypomnienia filmografii Charlotte Rampling, odbierającej w Berlinie honorowego Złotego Niedźwiedzia. Kolorytu dopełniały pokazy specjalne, w tym światowa premiera The Boy Who Harnessed the Wind, debiutu Chiwetela Ejiofora. Naprawdę było więc z czego wybierać, a układanie harmonogramu na kolejne dni za każdym razem wiązało się z bolesnymi wyborami, pomijaniem interesujących propozycji na rzecz innych i karkołomnym niekiedy rozplanowywaniem seansów w przestrzeni miasta. Choć w efekcie tego festiwalowego zamętu umknęły mi niestety niektóre filmy ostatecznie nagrodzone, w czasie trwania festiwalu udało mi się jednak obejrzeć bardzo zróżnicowany zestaw dzieł, dający doświadczenie wielowątkowości współczesnego kina i samego festiwalu, stwarzającego przestrzeń zarówno dla uznanych nazwisk, jak i debiutantów i eksperymentatorów.

Od kilku lat słychać krytyczne głosy na temat poziomu konkursu głównego Berlinale, w którego efekcie spada prestiż imprezy. Faktycznie, nie da się nie zauważyć różnicy w obecności elektryzujących tytułów pomiędzy berlińską imprezą a przykładowo zeszłorocznym festiwalem w Wenecji. Jest to jednak sytuacja, która stwarza też pole do wytworzenia się specyfiki Berlinale – festiwalu mniej przebojowego, a bardziej alternatywnego, nastawionego na artystyczne poszukiwania peryferiów i skierowanego bardziej do widza niż w stronę obiektywów i fleszy. Inna sprawa, że zabrakło chyba w tegorocznym konkursie głównym filmów, które faktycznie porywają – większość pokazywanych w głównej sekcji dzieł prezentowała mniej lub bardziej dobry poziom, nie oszałamiając jednak artystyczną wizjonerskością. Słowem w głównym nurcie tegorocznego Berlinale otrzymaliśmy zestaw solidnych festiwalowych produkcji, bardzo często wyraźnie zaangażowanych politycznie i społecznie, pozbawiony przodujących kandydatów do najważniejszych laurów.

Ostatnio dodane