Recenzje

BERLINALE 2019: The Golden Glove, reż. Fatih Akin

Zły film o złym człowieku.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

BERLINALE 2019: The Golden Glove, reż. Fatih Akin

Zdaje się, że w kinie europejskim nastał czas seryjnych zabójców kobiet. Może to zbyt wczesna konstatacja, jednak trudno nie zauważyć, że nim jeszcze opadły emocje wywołane przez Dom, który zbudował Jack Larsa von Triera, kolejny uznany reżyser prezentuje film, którego głównym bohaterem jest osobnik brutalnie mordujący kobiety. Tym filmem jest The Golden Glove, najnowsze dzieło Fatiha Akina, laureata Złotego Niedźwiedzia za Głową w mur w 2004 roku, powracającego po niespełna dwóch latach z nową produkcją. I o ile ostatni film Akina, W ułamku sekundy, był prawdopodobnie jego najlepszym dotychczasowym osiągnięciem, o tyle The Golden Glove wpisuje się w jego filmografię raczej jako pozycja najsłabsza.

Scenariusz The Golden Glove powstał na bazie prawdziwej historii Fritza Honki, zwanego Rozpruwaczem z Hamburga, która stała się kanwą powieści Heinza Strunka. W latach 70. ubiegłego wieku Honka brutalnie zamordował cztery prostytutki w swoim mieszkaniu w hamburskim St. Pauli, znanym jako tamtejsza dzielnica czerwonych latarni. Co wyjątkowo okropne, ale równocześnie nośne, Honka przechowywał poćwiartowane ciała swoich ofiar w niewielkim mieszkaniu na poddaszu. Film Akina obejmuje okres między rokiem 1970 a 1975, czyli od pierwszego znanego morderstwa dokonanego przez Honkę do jego aresztowania po przypadkowym odkryciu zwłok. Obserwujemy więc najbardziej „spektakularny” epizod z życia Niemca, dający wgląd w kulisy jego potwornych zbrodni i stanowiący kanwę groteskowej opowieści kręcącej się wokół tytułowej Złotej Rękawicy – baru, w którym przesiadywał Honka i który był dla jego ofiar przedsionkiem mordu.

Fatih Akin od zawsze miał tendencję do nieco zbyt grubej kreski, którą nakreślał swoich bohaterów i ich historie. Dlatego też chyba nigdy do końca nie trafiało do mnie jego kino, które zawsze pozostawiało po sobie posmak przesady i nieumiarkowanej zamaszystości. Ze względu na tę, jak się zdaje już niezbywalną, cechę języka filmowego niemieckiego twórcy wydawać by się mogło, że konwencja groteski będzie dla niego optymalna. Przełamanie realistycznego gorsetu zdawało się właśnie tym, co pozwoli Akinowi w pełni rozwinąć skrzydła ekspresji i stworzyć prawdziwie elektryzujące dzieło. Tak faktycznie się dzieje w otwierającej film znakomitej scenie pierwszego zabójstwa Honki. Niepokojąca karykatura spowita oparami makabrycznego absurdu intryguje i czaruje brudem (rzeczywistym i moralnym) oraz mrokiem, które otaczają głównego bohatera. Niestety, po tak mocnym otwarciu otrzymujemy kiepsko zrealizowaną kompilację relacji prasowych na temat zbrodni, po której mroczny urok gdzieś ulatuje, pozostawiając po sobie jedynie karykaturalne przestylizowanie i teatr obsceniczności.

W The Golden Glove brakuje rzetelnego wykreowania świata hamburskiego marginesu oraz spójnej wizji większej niż to, że niemal wszystko i wszyscy mają być maksymalnie brzydcy i wynaturzeni. Film przesiąknięty jest brudem i smrodem trawionego alkoholu – tyle że spod powłoki wypaczenia i nieczystości wydostaje się wyraźnie czyściutka pastelowość ciepłego planu filmowego. Scenografie i charakteryzacje rażą sztucznością, tworząc dziwaczną hybrydę teatralności i kiczu. Nie da się faktycznie odbierać Złotej Rękawicy jako autentycznie wykreowanego gniazda zła, skoro w szaleńczym pędzie ku jak największemu pożenieniu strasznego absurdu i organicznego zła Akin demaskuje niezamierzenie swoje dzieło jako tylko i wyłącznie przejaskrawioną inscenizację. Gdy dodamy do tego nadmiar pornografii przemocy czy też ohydy i brak czegokolwiek z niej wynikającego, otrzymamy film ciężkostrawny i niestety nudny.

Motorem napędowym The Golden Glove miała być kreacja Jonasa Dasslera, wcielającego się w Honkę. Rola ta skupia jednak jak w soczewce kluczowe mankamenty filmu, okazując się bardzo nierówną i płaską. Oszpecony mocną charakteryzacją Dassler szarżuje w każdej scenie, najczęściej z kiepskim rezultatem. Choć są momenty, w których udaje mu się trafić w punkt i stworzyć interesującego filmowego Honkę, żałosną i niebezpieczną poczwarę zmuszoną do bycia człowiekiem, to przez większość czasu jego starania wyglądają po prostu jak sztubackie wygłupy chłopaka przebranego za dziwoląga rodem z freak show. Akin, w skądinąd uzasadnionym geście, rezygnuje z jakichkolwiek prób relatywizacji postępowania Honki czy wnikania w meandry jego psychiki, jednak w konsekwencji zarówno postać, jak i cała opowieść w zasadzie zmierza donikąd, nie posiada też dramaturgicznego punktu zaczepienia w postaci portretu głównego bohatera – wszystko, co dostajemy, to beztroska rekonstrukcja jego poczynań, zawieszonych właściwie w próżni, bez kontekstu czy szerszego powiązania.

Gdy ogląda się ten nieprzerwany pochód upadków moralnych i estetycznych, aż dziw bierze, że wyszedł on spod ręki reżysera, który znany jest z tak wyrazistego rysu politycznego swoich filmów. Być może po mocnym ideowo W ułamku sekundy z przeszarżowanym trzecim aktem Akin chciał odejść od bezpośrednich deklaracji i politycznego szlifu, dlatego też tworząc obraz zła w The Golden Glove, stronił od osadzania go w głębszym kontekście społecznym czy światopoglądowym. Stawia na ukazanie atawistycznej i bezmyślnej przemocy jako destrukcyjnej siły samej dla siebie, zła jako obiektywnie paskudnego, a także bezinteresownego. Problem jednak w tym, że w efekcie otrzymujemy coś bliższego wulgarnej eksploatacji patologii niż autentycznej refleksji na temat natury zbrodni. Mglistymi i mało istotnymi sugestiami co do moralno-etycznej kondycji powojennych Niemiec (których synekdochą mogliby być bywalcy Złotej Rękawicy, gdyby byli czymś więcej niż błaznami w taniej grotesce) Akin jedynie symuluje kompleksowość, nie pozwalając wybrzmieć podtekstom historii, przytłoczonym centralnym składnikiem – epatowaniem wulgarną przemocą. Przykro, bo cokolwiek by mówić o wcześniejszych filmach Akina, to jednak ich zaletą zawsze było to, że o coś Niemcowi chodziło – tutaj odnieść można wrażenie, że bawi go nieskrępowane portretowanie ohydy i zepsucia. Trochę to smutne.

Bywalcy Złotej Rękawicy mogliby stanowić synekdochę powojennych Niemiec, gdyby byli czymś więcej niż błaznami w taniej grotesce.

Gwoździem do trumny filmu The Golden Glove są paradoksalnie jego nieliczne mocne punkty. Poza wspomnianą sekwencją otwarcia dostajemy bowiem kilka sprawnych, a nawet błyskotliwych zabiegów, w rodzaju świetnie użytych jump scare’ów czy przewrotnie rozwiązanego motywu obsesji Honki na punkcie raz widzianej nastolatki. Zwrócić też należy uwagę na fantastyczną realizację dźwięku, podbijającą drastyczność scen przemocy. Tego typu elementy filmu dowodzą, że autor Głową w mur bynajmniej nie zapomniał, jak się robi filmy, i był chyba w stanie ulepić z tej historii coś lepszego. Jednak cały potencjał zaprzepaszczony został przez jego – no właśnie: cynizm, brawurę, a może niechlujność? Stawiałbym na to ostatnie, zwłaszcza jeśli spojrzymy na niedbałe porozrzucanie wątków pobocznych oraz sposób zmontowania filmu, jak gdyby twórcom nie zależało na koherentności fabuły i spójności narracyjnej.

Ostatecznie The Golden Glove nie przekonuje ani koncepcyjnie, ani fabularnie, ani znaczeniowo. Akin nie dostarcza nam w zasadzie żadnej refleksji na temat postaci Honki i jego zła, zawodzi też na poziomie filmowego rzemiosła, mogącego przynajmniej uczynić z seansu ciekawe doświadczenie. Strategia groteski miałaby moc wtedy, gdyby filmowi udało się przełamać kreację i wskazać na prawdziwość wydarzeń, tymczasem związek tego, co oglądamy na ekranie, z rzeczywistością – nawet z samym Honką – robi wrażenie dość luźnego. Choć nie czytałem książki będącej pierwowzorem The Golden Glove, to jednak film wygląda dla mnie jak bardzo pospieszna adaptacja głównej linii fabularnej większej całości, ucieleśniająca niewyszukaną wyobraźnię czytających ją powierzchownie egocentryków. Można spuentować to jedynie stwierdzeniem, że Fatih Akin nakręcił zły film o złym człowieku.

Ostatnio dodane