Zestawienie

Filmy sprzed lat, które OBURZYŁYBY WSPÓŁCZESNEGO WIDZA

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Nie wszystko w kinie przejdzie. Szczególnie dzisiaj. Są tematy, których wzięcie na warsztat może przynieść twórcy niesławę, są wątki, których poruszenie może być widowni nie w smak, są sceny, których pokazanie może zakończyć się skandalem. Każda epoka kina ma swój kodeks Haysa. Dziś jest nim poprawność polityczna, która, chcemy czy nie, stanowi odbicie przemian społecznych.

To, jak bardzo zmieniło się kino, można zauważyć, nie tyle oglądając najczęściej nagradzane obecnie filmy, ze swadą podejmujące czułe problemy dzisiejszego świata, lub śledząc najnowsze informacje o kolejnych skandalach obyczajowych gwiazd, wciąż pozostających mentalnie w poprzedniej epoce. Paradoksalnie, najwięcej wyjaśniają w temacie seanse filmów nakręconych lata temu. Obecne w nich dowcipy, sceny i kwestie dzisiaj najpewniej nie przeszłyby na stole montażowym albo nawet nie pojawiłyby się w głowie reżysera. Nie przystają do wyjątkowo wrażliwych czasów, w jakich żyjemy; czasów, w których wiele kwestii społecznych jest już zupełnie inaczej postrzeganych niż dawniej. Seksualność, płciowość, religijność, rasowość, zagrożenie terrorystyczne – to tematy, których ujęcie zwykle jest skrupulatnie przemyślane w celu uniknięcia kontrowersji.

Na przykładzie kilku filmów i zaprezentowanych w nich wątków zwracam uwagę na to, co dzisiaj w kinie prawdopodobnie by nie przeszło. Zapraszam na podróż do kinowej przeszłości, która wyjątkowo nie pasuje do naszych czasów – jakiekolwiek one są.

Płonące siodła (1972)

Powstanie filmu dzisiaj wywołałoby sporych rozmiarów skandal.

Słynna komedia westernowa autorstwa Mela Brooksa w niejednym widzu potrafiła wzbudzić śmiech do rozpuku. Patrząc jednak na Płonące siodła z perspektywy czasu, można wyrazić przypuszczenie graniczące z pewnością, że powstanie filmu dzisiaj wywołałoby sporych rozmiarów skandal. Komedia ta bowiem aż kipi od rasistowskich, szowinistycznych żartów, w których obrywa się dosłownie każdemu: czarnoskórym, białym chrześcijanom, żydom i kobietom. Z pewnością też dziś nikt nawet nie zdołałby zastanowić się nad filmem głębiej i oceniłby tylko jego powierzchowność, oburzając się na fakt, że w fabule społeczna akceptacja czarnoskórego szeryfa przychodzi, mówiąc subtelnie, z wyjątkowym trudem. Prawda jest jednak taka, że w Płonących siodłach bohater czarnego koloru skóry subtelnie góruje inteligencją nad białymi mieszczanami, dlatego trudno nie wysnuć refleksji, że ironia ta była w owym czasie wymierzona w stronę rasowych uprzedzeń.

Dym (1995)

Niby nic w kwestii palenia papierosów nie zmieniło się przez lata – papieros wciąż wygląda i działa tak samo. Aczkolwiek na skutek coraz większej świadomości społecznej zagrożeń zdrowotnych będących pokłosiem tego nałogu wiele się w tej kwestii przewartościowało. Tak jak w latach 60. palił prawie każdy, tak teraz palący stanowią w danych grupach niechlubne wyjątki. Stąd coraz mniej bohaterów filmowych puszczających dym. Sam ani nie palę, ani nie paliłem, ale zawsze uważałem, że jest w tym akcie coś fascynującego, wynikającego z pierwotnej świadomości własnej śmiertelności i chęci jej kontrolowania. Wiele filmów w latach 50. czy 60. było spowitych chmurą z papierosów, ale chyba najlepiej o tym codziennym rytuale wielu osób opowiedział Paul Auster i Wayne Wang w Dymie. Nie jestem pewien, czy dzisiaj, na skutek nacisków, jakie wywierają na dystrybutorów organizacje walczące z promowaniem produktów tytoniowych (swego czasu toczące sądowe batalie o to, by dym papierosowy znajdował się w filmach przeznaczonych tylko dla odpowiedniej grupy wiekowej), jest jeszcze możliwe, by otrzymać bohatera kina akcji uzależnionego od nikotyny. O filmach celebrujących papierosa, pokroju Dymu właśnie, nie wspomnę.

Ślicznotka (1978)

Nawet w niewinnej Akademii pana Kleksa można znaleźć elementy stanowiące argument za tym, by ponownie do niej już nie sięgać, gdyż mogłyby co niektórym wyrządzić krzywdę. Dlaczego? Wszystko przez sceny dziecięcej nagości, które kiedyś w kinie były raczej rzeczą normalną, a dziś unika się ich jak ognia. To kolejny wyraz współczesnego purytanizmu odczuwalnego w kinie. Myjąca się pod prysznicem grupa chłopców to jednak nic w porównaniu do tego, co w 1978 zaserwował francuski reżyser Louis Malle w swojej Ślicznotce. Dwunastoletnia wówczas Brooke Shields grała w filmie dziecięcą prostytutkę. Akcja filmu rozgrywała się w Nowym Orleanie na początku dwudziestego wieku. Brooke w kilku scenach wystąpiła nago, co było tak skandaliczne, że reżyser, chcąc umożliwić filmowi szerszą dystrybucję, został zmuszony po latach wyciąć niektóre kontrowersyjne sceny. Dziś pewnie nikt nawet nie pomyślałby, by takowe ujęcia w ogóle stworzyć. I akurat w moim mniemaniu –jako widzowie wiele na tym nie tracimy.

Śpiewak jazzbandu (1927)

Cóż z tego, że film Alana Croslanda to dziś najwyższa półka kinowej klasyki? Cóż z tego, że film znajduje się na liście stu najważniejszych filmów amerykańskich i pewne też w kilku innych znaczących rankingach? Cóż z tego, że film ten dokonał przełomu i zapisał się w historii jako pierwszy film dźwiękowy? Dzisiejsi twórcy z pewnością podchodzą do niego z rezerwą, bynajmniej nie traktując go jako wzoru do naśladowania, a to za sprawą jego jednej, kluczowej cechy. Jeśli postać białego mężczyzny zamalowuje twarz na czarno, by jako „malowany” czarnoskóry odśpiewać piosenkę, musi to budzić wątpliwości. Choć film był już dwukrotnie „rimejkowany”, to jednak nie wyobrażam sobie, by w dzisiejszych czasach mogło powstać dzieło w zgodzie z duchem oryginału. Prawdopodobnie dla zachowania politycznej poprawności główny aktor w słynnych scenach występów scenicznych musiałby… być podmieniony przez aktora czarnoskórego. I mówię to, zachowując całkowitą powagę, świadom absurdalności tego zdania.

Ostatnio dodane