Publicystyka filmowa
CO STRZAŁ, TO PUDŁO. 10 aktorów, którzy nigdy nie zagrali dobrej roli
CO STRZAŁ, TO PUDŁO to zaskakujący przegląd aktorów, którzy w swoim dorobku nie zdołali stworzyć żadnej wybitnej roli.
Spośród wielu sławnych aktorów da się wyróżnić takich, którzy – najprościej mówiąc – talentem nie grzeszą. Znamy ich, a wielu z nich nawet lubimy. Potrafią bowiem występować na swoim, stabilnym poziomie, który zwykle nikomu krzywdy nie robi. Nie zmienia to faktu, że przez lata trwania karier zdołali utrzymać się w branży za sprawą nie tyle realnych umiejętności aktorskich, ile swej popularności, zaradności, urody lub zdolności do trafiania na pierwsze strony gazet.
Artykuł ma na celu wytypowanie aktorów i aktorek, którzy nie potrafią stworzyć dobrej roli, gdyż albo brakuje im do tego umiejętności, albo po prostu nie trafili jeszcze na reżysera, który zdołałby wykrzesać z nich ukryty talent. Nie nabijam się, nie wytykam, jedynie wskazuje nazwiska, od których można by wymagać więcej. Kogo ty dodałbyś do tej listy?
1. Ben Affleck
Od zawsze uważałem, że to, co najlepszego dał światu ostatni odtwórca roli Batmana, nie pochodzi ze świata aktorstwa. Bo tak jak Affleck jest dobrym scenarzystą i reżyserem, tak niestety jest też kiepskim aktorem. Za scenariusz do filmu Buntownik z wyboru otrzymał Oscara wraz ze swym dobrym kolegą, Mattem Damonem. Kolejny Oscar trafił w jego ręce za film Operacja Argo, którego był twórcą.
Na koncie Bena Afflecka nieprzypadkowo nie ma jednak żadnego wyróżnienia aktorskiego. Wyjątkowo wąska jest paleta jego możliwości, wszystkie jego role są do siebie podobne – przebija się w nich bowiem charakterystyczna, drętwa mimika aktora. Mam też wrażenie, że brakuje mu niezbędnej charyzmy. Z jego smutnej twarzy bije mała pewność siebie, co być może ma związek z niepowodzeniami w życiu prywatnym.
2. Melanie Griffith
Potężne nazwisko, jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek lat 90. Prywatnie – do 2015 roku – żona Antonia Banderasa. Nie jestem pewien, czy właśnie fakt, że stanowili znaną parę w Hollywood, przez lata utrzymywał wysoki status popularności Griffith. To zaskakujące, że aktorka, która ma na koncie ponad trzydzieści ról filmowych, tak po prawdzie nie stworzyła kreacji, która by trwale zamknęła usta krytykom jej talentu. Talentu, którego najprawdopodobniej w ogóle nie było. Griffith to po prostu jedna z wielu błyskotek Hollywoodu, wykreowanych przez producentów i sunących siłą rozpędu przez lata kariery aż do momentu… gdy jej twarz przestała wyglądać młodo.
Pisząc te słowa, jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że nie widziałem wszystkich filmów z jej udziałem, ale powtarzalność prezentowanego wizerunku sprawia, że trudno mi sobie wyobrazić, iż kiedyś nastąpiło przełamanie. Dość powiedzieć, że szczytem jej aktorskich możliwości okazał się film o prostej dziewczynie, Pracująca dziewczyna, za który otrzymała, o zgrozo, nominację do Oscara – co wydaje mi się decyzją dość naciąganą.
3. Hayden Christensen
Christensen już zawsze będzie musiał sobie radzić z łatką wynalazku odkrytego przez George’a Lucasa w momencie powoływania prequelowej trylogii Gwiezdnych wojen. Powołanie nikomu nieznanego aktora do roli Anakina Skywalkera, alter ego Dartha Vadera, zrodziło wiele kontrowersji wśród fanów sagi, gdyż Lucas pominął wówczas kandydaturę m.in. Leonardo DiCaprio.
Mimo tego, że Lucas wycisnął z niego to, co miał najlepszego w zanadrzu, dzięki czemu w Zemście Sithów zdołał oddać choć trochę dramatyzmu postaci, to jednak po latach nikt nie wspomina dobrze roli dwukrotnie nagrodzonej Złotą Maliną. Obnażyła bowiem ogromne braki warsztatowe aktora. Hayden nie zagrał już później niczego szczególnego – występuje albo sporadycznie, albo w podrzędnych produkcjach. Może to i dobrze.
4. Mila Kunis
Klasyczna brunetka o charakterystycznych dużych oczach. To cechy wyróżniające Milę Kunis z tłumu innych ślicznotek srebrnego ekranu jej pokolenia. Choć gra zwykle bardzo wygadane i bystre dziewczyny, to nie trafiła jeszcze na rolę, w której mogłaby sprzedać te cechy w sposób naturalny i niewymuszony. Albo grywa w głupich komedyjkach, w których wypada głównie stroić równie głupie miny, albo w dramatach, w których zwykle nie radzi sobie z utrzymaniem ciężaru emocjonalnego postaci.
Dość powiedzieć, że w filmie Czarny łabędź, w którym otrzymała rolę o wiele bardziej wymagającą, musiała oddać prym partnerce z planu, Natalie Portman, w porównaniu do której najzwyczajniej wypada blado.
5. Chris O’Donnell
Jego gwiazda już przeminęła, ale swego czasu był przykładem powszechnie znanego i lubianego aktora, o sympatycznej twarzy. Aktora, który jednocześnie nie pokazywał na ekranie kompletnie niczego wartościowego. Wszystkie jego role, nawet te główne, były jednowymiarowe i zazwyczaj bladły przy bardziej wyrazistych kreacjach starszych kolegów, jak było w przypadku Komory czy Zapachu kobiety. W moim odczuciu nie poradził sobie nawet z rolą, z którą najbardziej jest utożsamiany – jako przyboczny Batmana dość sztucznie nakreśla emocjonalność i nieokiełznanie postaci.
Choć i tak najmniej lubiłem z tej roli fryzurę Robina. Od 2010 o aktorze ani widu, ani słuchu, oznacza to więc, że albo w Hollywood brakuje dla niego ofert, gdyż jego pięć minut trwało wówczas, gdy mógł spożytkować swoją młodocianą aparycję do młodocianych ról, albo po prostu sam wycofał się z branży i zajął czymś pożytecznym.
6. Megan Fox
Gdy weźmie się pod uwagę ubogi zakres możliwości aktorskich tej dziewczyny, jej obecność w świecie filmu może niektórych przyprawić o zdumienie. To bardzo gorące nazwisko, wciąż mocno znane. Choć nie wiem, czy nie jest przypadkiem najbardziej znana przez spragnionych seksualnych wrażeń nastolatków, zdolnych do nieprzerwanego oglądania sceny nachylania się aktorki nad autem w filmie Transformers.
Fox jest bowiem przykładem dziewczyny, która nie ma sobą kompletnie niczego do zaoferowania prócz urody i seksapilu. Co też skrzętnie wykorzystują serwisy plotkarskie oraz fotografowie, gdy ta pojawi się na „ściance”. Jej obecność wśród aktorów z samymi marnymi lub przeciętnymi rolami nikogo dziwić nie powinna. Pytanie tylko, czy ktokolwiek spodziewał się po tej dziewczynie czegoś innego, jak tego właśnie, że jej podstawową rolą w filmie będzie rola atrakcyjnego dodatku.
7. William Baldwin
Był taki moment, w którym to właśnie William Baldwin był najbardziej rozpoznawalnym bratem spośród wszystkich czterech Baldwinów pracujących w branży filmowej. Było to gdzieś w pierwszej połowie lat 90, po premierach takich filmów jak Sliver czy Ognisty podmuch. Później prawda wyszła na jaw. William Baldwin nie miał wiele do zaoferowania reżyserom, a jego charakterystyczny uśmieszek, przymrużone oczy i niewinna buzia najzwyczajniej przestały działać. Dziś zasłużenie to najstarszy brat, Alec, wciąż utrzymuje się na szczycie, gdyż wachlarz jego możliwości jest na tyle szeroki, że aktor zdołał pokonać przeskok pokoleniowy swego emploi.
William z kolei gra dziś w totalnym szrocie, który tym różni się od jego wczesnych dokonań, że zamiast wizerunku młodzieńca o smutnym wyrazie twarzy kreuje teraz mężczyznę w średnim wieku o smutnym wyrazie twarzy.
8. Eva Mendes
Na początku nowego tysiąclecia było jej w kinie dużo. Praktycznie w każdym roku widzieliśmy ją w jednym lub nawet w dwóch filmach. Inna sprawa, że wszystkie role były odgrywane na jedno kopyto. Eva Mendes potrafiła robić użytek ze swej zmysłowości, dzięki czemu bardzo często obsadzana była w filmie nie tyle po to, by błyszczeć talentem, ile urodą. Wypada podkreślić, że w jej wypadku nie mamy do czynienia z typem wcieleń określanych mianem „słodkich idiotek”.
Kobiety, które odtwarzała Mendes, zazwyczaj były inteligentne i zdolne do przejęcia odpowiedzialności, gdyby tylko ktoś im na to pozwolił. Małżeństwo z Ryanem Goslingiem oraz macierzyństwo wstrzymały jednak jej karierę. Być może, gdy znudzi się jej rola matki i żony niezwykle popularnego aktora, jeszcze o Mendes usłyszymy. Trzymam za nią kciuki.
9. Taylor Kitsch
Aktor, którego fenomenu nie rozumiem. To jeden z tych przykładów aktorów, którzy najprawdopodobniej najwięcej zawdzięczają swemu agentowi, a nie odznaczającemu się z daleka talentowi. Jak inaczej wytłumaczyć fakt obsadzania Kitscha w wysokobudżetowych produkcjach, takich jak John Carter, gdy na plan jest on w stanie zabrać tylko jeden rodzaj maski? W dodatku maski wybitnie drewnianej. Zakres ekspresji aktora jest bardzo ograniczony. W drugim sezonie Detektywa dostał możliwość zagrania czegoś prawdziwego w roli targanego emocjami policjanta, lecz wypadł fatalnie. Kitsch momentami za bardzo chce udowodnić, że potrafi grać. Z aparycji i scenicznego wizerunku blisko mu do Karla Urbana. Różnica między nimi jest jednak taka, że ten drugi ma do siebie dystans.
10. Kate Beckinsale
Aktorka, łącząca w odgrywanych przez siebie wizerunkach kobiet dwa z pozoru nieprzystające światy. Potrafi być bowiem twarda jak stal, wcielając się w heroinę kina akcji (Underworld), ale potrafi być też bardzo delikatna i wycofana w swych melodramatycznych rolach (Igraszki losu). Niestety ani w jednym, ani w drugim rodzaju wcielenia dotychczas nie wypadła przekonująco.
Jej niekwestionowana uroda oraz płynna brytyjska dykcja zazwyczaj odwracają naszą uwagę od faktu, że jest to aktorka jednowymiarowa, nieradząca sobie ze złożonymi rolami. Do dyspozycji ma ograniczoną mimikę, która nie przepada ani za uśmiechem, ani za płaczem. Wiele tym nie osiągnie, choć z pewnością swój stabilny status w kinie jeszcze przez dobrych kilka lat utrzyma.
