Zestawienie

CO STRZAŁ, TO PUDŁO. 10 aktorów, którzy nigdy nie zagrali dobrej roli

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Spośród wielu sławnych aktorów da się wyróżnić takich, którzy – najprościej mówiąc – talentem nie grzeszą. Znamy ich, a wielu z nich nawet lubimy. Potrafią bowiem występować na swoim, stabilnym poziomie, który zwykle nikomu krzywdy nie robi. Nie zmienia to faktu, że przez lata trwania karier zdołali utrzymać się w branży za sprawą nie tyle realnych umiejętności aktorskich, ile swej popularności, zaradności, urody lub zdolności do trafiania na pierwsze strony gazet.

Artykuł ma na celu wytypowanie aktorów i aktorek, którzy nie potrafią stworzyć dobrej roli, gdyż albo brakuje im do tego umiejętności, albo po prostu nie trafili jeszcze na reżysera, który zdołałby wykrzesać z nich ukryty talent. Nie nabijam się, nie wytykam, jedynie wskazuje nazwiska, od których można by wymagać więcej. Kogo ty dodałbyś do tej listy?

1. Ben Affleck

Od zawsze uważałem, że to, co najlepszego dał światu ostatni odtwórca roli Batmana, nie pochodzi ze świata aktorstwa. Bo tak jak Affleck jest dobrym scenarzystą i reżyserem, tak niestety jest też kiepskim aktorem. Za scenariusz do filmu Buntownik z wyboru otrzymał Oscara wraz ze swym dobrym kolegą, Mattem Damonem. Kolejny Oscar trafił w jego ręce za film Operacja Argo, którego był twórcą. Na koncie Bena Afflecka nieprzypadkowo nie ma jednak żadnego wyróżnienia aktorskiego. Wyjątkowo wąska jest paleta jego możliwości, wszystkie jego role są do siebie podobne – przebija się w nich bowiem charakterystyczna, drętwa mimika aktora. Mam też wrażenie, że brakuje mu niezbędnej charyzmy. Z jego smutnej twarzy bije mała pewność siebie, co być może ma związek z niepowodzeniami w życiu prywatnym.

2. Melanie Griffith

Griffith to po prostu jedna z wielu błyskotek Hollywoodu, wykreowanych przez producentów...

Potężne nazwisko, jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek lat 90. Prywatnie – do 2015 roku – żona Antonia Banderasa. Nie jestem pewien, czy właśnie fakt, że stanowili znaną parę w Hollywood, przez lata utrzymywał wysoki status popularności Griffith. To zaskakujące, że aktorka, która ma na koncie ponad trzydzieści ról filmowych, tak po prawdzie nie stworzyła kreacji, która by trwale zamknęła usta krytykom jej talentu. Talentu, którego najprawdopodobniej w ogóle nie było. Griffith to po prostu jedna z wielu błyskotek Hollywoodu, wykreowanych przez producentów i sunących siłą rozpędu przez lata kariery aż do momentu… gdy jej twarz przestała wyglądać młodo. Pisząc te słowa, jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że nie widziałem wszystkich filmów z jej udziałem, ale powtarzalność prezentowanego wizerunku sprawia, że trudno mi sobie wyobrazić, iż kiedyś nastąpiło przełamanie. Dość powiedzieć, że szczytem jej aktorskich możliwości okazał się film o prostej dziewczynie, Pracująca dziewczyna, za który otrzymała, o zgrozo, nominację do Oscara – co wydaje mi się decyzją dość naciąganą.

3. Hayden Christensen

Christensen już zawsze będzie musiał sobie radzić z łatką wynalazku odkrytego przez George’a Lucasa w momencie powoływania prequelowej trylogii Gwiezdnych wojen. Powołanie nikomu nieznanego aktora do roli Anakina Skywalkera, alter ego Dartha Vadera, zrodziło wiele kontrowersji wśród fanów sagi, gdyż Lucas pominął wówczas kandydaturę m.in. Leonardo DiCaprio. Mimo tego, że Lucas wycisnął z niego to, co miał najlepszego w zanadrzu, dzięki czemu w Zemście Sithów zdołał oddać choć trochę dramatyzmu postaci, to jednak po latach nikt nie wspomina dobrze roli dwukrotnie nagrodzonej Złotą Maliną. Obnażyła bowiem ogromne braki warsztatowe aktora. Hayden nie zagrał już później niczego szczególnego – występuje albo sporadycznie, albo w podrzędnych produkcjach. Może to i dobrze.

4. Mila Kunis

Klasyczna brunetka o charakterystycznych dużych oczach. To cechy wyróżniające Milę Kunis z tłumu innych ślicznotek srebrnego ekranu jej pokolenia. Choć gra zwykle bardzo wygadane i bystre dziewczyny, to nie trafiła jeszcze na rolę, w której mogłaby sprzedać te cechy w sposób naturalny i niewymuszony. Albo grywa w głupich komedyjkach, w których wypada głównie stroić równie głupie miny, albo w dramatach, w których zwykle nie radzi sobie z utrzymaniem ciężaru emocjonalnego postaci. Dość powiedzieć, że w filmie Czarny łabędź, w którym otrzymała rolę o wiele bardziej wymagającą, musiała oddać prym partnerce z planu, Natalie Portman, w porównaniu do której najzwyczajniej wypada blado.

5. Chris O’Donnell

Jego gwiazda już przeminęła, ale swego czasu był przykładem powszechnie znanego i lubianego aktora, o sympatycznej twarzy. Aktora, który jednocześnie nie pokazywał na ekranie kompletnie niczego wartościowego. Wszystkie jego role, nawet te główne, były jednowymiarowe i zazwyczaj bladły przy bardziej wyrazistych kreacjach starszych kolegów, jak było w przypadku Komory czy Zapachu kobiety. W moim odczuciu nie poradził sobie nawet z rolą, z którą najbardziej jest utożsamiany – jako przyboczny Batmana dość sztucznie nakreśla emocjonalność i nieokiełznanie postaci. Choć i tak najmniej lubiłem z tej roli fryzurę Robina. Od 2010 o aktorze ani widu, ani słuchu, oznacza to więc, że albo w Hollywood brakuje dla niego ofert, gdyż jego pięć minut trwało wówczas, gdy mógł spożytkować swoją młodocianą aparycję do młodocianych ról, albo po prostu sam wycofał się z branży i zajął czymś pożytecznym.

Ostatnio dodane