search
REKLAMA
Zestawienie

Zaskakująco BOHATERSKIE filmowe ZGONY

Jacek Lubiński

14 listopada 2019

REKLAMA

Nanami (Jin-Roh: The Wolf Brigade)

Nanami zostaje jedynie parę razy wspomniana z imienia, dlatego nawet jeśli ktoś oglądał film, to pewnie jej nie kojarzy – mimo iż po seansie to właśnie ta postać na dobre wbija się w pamięć. Tak, to ta dziewczynka, która ginie w tunelu; ta mała, przestraszona istotka uciekająca kanałami przed policją. To właśnie to niewinne dziecko, które na widok opancerzonego napastnika podejmuje niespodziewaną decyzję – odpala materiały wybuchowe, które cały czas dzielnie trzymało w torbie. Woli zginąć niż dać się złapać. Uprzednie pytanie mężczyzny – „dlaczego?” – niknie wraz z nią w nagłym morzu płomieni, pozostając bez odpowiedzi. Ale przecież nie o nią tutaj chodzi…

Pasażerowie Lotu 93 z Newark (Lot 93)

Trudno nazwać ten film zaskakującym – mówi o wydarzeniach powszechnie znanych, które rozegrały się na naszych oczach. Ogląda się go jednak dosłownie na krawędzi fotela, szczególnie w ostatnich minutach, w których pasażerowie – zwykli, szarzy obywatele – zdecydowali się na zryw przeciw terrorystom. Czyn zakończył się ich oczywistą śmiercią, ale samolot nie osiągnął planowanego celu. Fabuła niby pokazuje oczywiste fakty, niemniej te fakty trzeba umieć przedstawić. Greengrass zdołał zrobić z tego mały majstersztyk – jego pasażerowie to osoby, po których trudno spodziewać się czegoś więcej ponad standardową panikę, strach, modlitwy i telefony do rodzin. Dopiero w ostatniej chwili nagle postanawiają stawić czoła oprawcom. Jest zaskoczenie, jest bohaterskość pozbawiona typowego dla tego typu filmów patetyzmu, jest i śmierć, gorzka niczym samo życie, z którego ją wyjęto.

William Hudson (Obcy – decydujące starcie)

Hudson ma w tym filmie takie zachwiania nastroju, jakby miał okres. Normalnie sinusoida. I tak z początku jest „ultimate badass”, gotów zabić wszystko, co się wokół rusza. Następnie jojczy gorzej niż ośmioletnia dziewczynka, bo wszystko wokół się rusza. I w końcu wraca do stanu „badassa”, tym razem de facto strzelając do wszystkiego co się wokół rusza. Właśnie wtedy niespodziewanie ginie, bo tych, co się ruszali, było więcej. Ale za to jak ginie! Z fuckami na ustach walczy do końca, jak na wspomnianego „badassa” przystało. Na szczęście jego kumpel Hicks dopilnował, żeby usidlony kolega nie cierpiał długo, więc powrotu do stanu dziewczynki już nie było. Fuck yeah!

Noah Percy (Osada)

To kolejny przykład śmierci z przypadku. Nie do końca zdrowy na umyśle (acz potrafiący go na swój sposób używać) i nie w pełni świadom swych czynów Noah chciał się tylko bawić. Jednakże jego entuzjazmu nie podzielała przestraszona Ivy, która błąkała się po lesie, zdana tylko na siebie. Tym samym ślepa dziewczyna wyprowadziła w pole (czy też raczej w dziurę) wioskowego idiotę – radosny Noah szybko popędził ku swemu przeznaczeniu. Sam zgon nie byłby jednak wart złamanego grosza, gdyby nie następstwa, które spowodował – i dla nich właśnie należy go tu wymienić. Noah swym czynem sprawił, iż legenda nabrała życia, a pewien „projekt” mógł dalej istnieć w swej nieskazitelnej formie. To śmierć ratująca piękno idei i zadośćuczynienie za grzechy w jednym.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA