Publicystyka filmowa
ZARAZA. Epidemia w PRL
ZARAZA. Epidemia w PRL to historia o mrożącej krew w żyłach epidemii ospy, która w 1963 roku sparaliżowała Wrocław i jego mieszkańców.
Latem 1963 roku Wrocław nieoczekiwanie sparaliżowała epidemia ospy. Przez kilka tygodni miasto było odcięte od reszty kraju, a w jego obrębie toczyła się walka o zdrowie i życie mieszkańców. W trakcie epidemii – jak się miało okazać, ostatniej epidemii ospy w Polsce przed eradykacją choroby w 1980 roku – zmarło siedem osób, a około 100 zostało uznanych za zakażone. Doświadczenie nagłej, niespodziewanej kwarantanny nie tylko potwierdziło zasadność obowiązkowych szczepień przeciw czarnej ospie, ale także odcisnęło się w pamięci wrocławian jako niewidzialne zagrożenie przeszywające spokój i powojenną stabilizację.
Aż do tego roku była to ostatnia większych rozmiarów sytuacja epidemiczna w Polsce i jest aż dziwne, że nie doczekała się zbyt wielu przetworzeń w rodzimej popkulturze. Co nie znaczy, że nie doczekała się wcale.
Wrocławska epidemia szybko zyskała swoją literacką kronikę w postaci Zarazy Jerzego Ambroziewicza – reportażu wydanego w 1965 roku. Wrocławski dziennikarz nakreślił w niej obraz wydarzeń z perspektywy zwykłych ludzi, z dnia na dzień zmuszonych do walki z żywiołem choroby. Fabularyzowana formuła, w której obok faktograficznych szczegółów przebiegu epidemii ospy mocno wybrzmiewały osobiste zmagania zwykłych ludzi, naturalnie zwróciła też uwagę filmowców jako atrakcyjny materiał do przeniesienia na ekran kinowy. Na warsztat reportaż Ambroziewicza wziął z początku nie byle kto, bo sam Andrzej Wajda, który dostrzegł w historii wrocławskiej zarazy potencjał na rodzimy ekwiwalent filmowy Dżumy Alberta Camusa.
Jak jednak stwierdził później w retrospekcji twórca Ziemi obiecanej, materiał okazał się bardzo oporny, a napisany na podstawie reportażu Ambroziewicza scenariusz, mimo ambitnych wysiłków, niezbyt udany; trafił do archiwum, by nigdy nie zostać zrealizowanym.
Na tym jednak nie skończyła się historia filmowych losów epidemii ospy i relacjonującego ją tekstu literackiego. Po rezygnacji Wajdy po Zarazę Ambroziewicza sięgnął Roman Załuski – filmowiec wówczas początkujący, po latach mający zasłynąć dylogią Kogel-mogel. Ten realizację filmu o epidemii ospy we Wrocławiu doprowadził już do końca, czego efektem jest Zaraza z 1972 roku. Pomimo intrygującego, a do tego solidnie zakorzenionego w prawdziwych wydarzeniach punktu wyjścia film Załuskiego jest dziś dziełem raczej zapomnianym (co być może przyczyniło się do faktu, że sama epidemia rozpływa się w pamięci społecznej na temat lat 60.
), za co w pierwszej kolejności winę ponosi stosunkowo chłodna recepcja Zarazy tuż po premierze. Już od lat 70. za filmem ciągnie się fama dzieła nieudanego, a Załuskiemu nie przyniósł on specjalnej chwały jako twórcy kina psychologiczno-społecznego (a takie niewątpliwie były wyjściowe ambicje Zarazy, na papierze wciąż mogącej aspirować do stawania w szranki z powstającymi w tamtym czasie zabarwionymi społecznie dramatami Morgensterna czy Kawalerowicza). Warto może jednak zadać sobie pytanie, czy surowa recepcja Zarazy jest faktycznie zasłużona, czy może z perspektywy czasu film popadł w zapomnienie niesłusznie.
Zaraza zawieszona jest pomiędzy dwiema płaszczyznami – epidemiologiczną i obyczajową. Podobnie jak osobista perspektywa była filtrem w reportażu Ambroziewicza, tak to właśnie ten drugi wymiar jest u Załuskiego punktem wyjścia. Przebieg wrocławskiej epidemii obserwujemy z perspektywy doktora Rawicza, młodego pracownika sanepidu, który jako pierwszy rozpoznaje w nietypowym przypadku groźną ospę prawdziwą i odgrywa rolę alarmisty starającego się przebić przez sceptycyzm kolegów po fachu i administracyjny opór do prężnych działań. Fikcyjny protagonista jest, co ciekawe, wspólnym mianownikiem łączącym Zarazę z wcześniejszym o rok debiutem kinowym reżysera, Kardiogramem, który opowiada o losach podejmującego pracę na prowincji doktora Rawicza.
W obydwu przypadkach w postać wciela się Tadeusz Borowski, można więc uznać, że pojawiający się w dwóch pierwszych filmach Załuskiego lekarz to postać integralna, a produkcje pokazują dwa epizody z jego życia. Choć więc nazwisko Rawicz pojawia się już w scenariuszu Wajdy (noszą je główni bohaterowie – lekarskie małżeństwo, którego kryzys był dramatem paralelnym do rozgrywającej się wokół zarazy), to postać kreowana przez Borowskiego wydaje się ciekawą, zarzuconą później przez Załuskiego figurą niepozbawionego idealizmu pragmatyka, mierzącego się w swojej pracy z nieprzyjaznym środowiskiem społecznym.
Jest to o tyle interesujące, że takie spostrzeżenie pozwala spojrzeć na Zarazę nie tylko jako filmową adaptację historii prawdziwej epidemii, ale element rodzącej się w twórczości reżysera „medycyny społecznej”, w której problemy natury biologicznej uruchamiają problematykę socjologiczną i psychologiczną, tworząc swoistą soczewkę do krytycznej obserwacji rzeczywistości PRL.
Tak czytana Zaraza jest intrygującym w swoim założeniu dramatem o jednostce, której dążenia do rozpoznania i opanowania kryzysu sanitarnego prowadzą do rozkładu życia osobistego. Ramą narracyjną w filmie z 1972 roku jest romans Rawicza z poznaną na przyjęciu Ewą, który – pomimo obiecujących początków – zostaje zakłócony przez paraliżującą miasto zarazę. Ich randkę psuje pojawienie się nagłego przypadku, w którym wezwany pilnie lekarz rozpoznaje ospę, co prowadzi go do rozpoczęcia ostrej kampanii na rzecz zamknięcia miasta i podjęcia daleko idących środków ochronnych.
Rawicz będzie odtąd spotykał kochankę jedynie w przelotnych chwilach pośrodku epidemicznej gorączki. Niemal delirycznie rozmyty wątek romantyczny, wplatany w dynamiczne zmagania z zarazą, wprowadza w Zarazie pomost pomiędzy prywatnym a społecznym doświadczeniem epidemii – niebezpiecznej dla całej zbiorowości, ale również niekiedy bardzo dotkliwie godzącej w osobiste sprawy ludzi, szczególnie tych, którzy zaangażowani są w czynne zwalczanie zagrożenia.
Zasadniczym dramatem jest jednak u Załuskiego warstwa organizacyjna i społeczno-polityczny kontekst epidemii. Uruchomiona przez Rawicza sieć działań rozchodzi się na kolejne instytucje i osoby, a narracja podąża za rozwojem zdarzeń, skupiając się równolegle na kilku postaciach, za pośrednictwem których obserwujemy wiernie odtworzony przebieg epidemii. Obok Rawicza są m.in. jego przełożony Wilkoń, doktor Bielski ze stacji pogotowia, kierujący izolatorium w podwrocławskim Szczodrym doktor Olczak i kierownik miejskiego wydziału zdrowia.
Z ich postaw i zachowań wyłania się w Zarazie przekrój funkcjonowania systemu w obliczu kryzysu – napędzany zaangażowaniem i poświęceniem jednych, a hamowany uporem oraz polityczno-biurokratycznym zaślepieniem drugich. Wokół pracowników wrocławskiej ochrony zdrowia zarysowuje się zaś w formie scenek rodzajowych przekrój reakcji społeczeństwa na kryzys, od panicznego zgiełku, przez próby cynicznego wykorzystania sytuacji, aż po autentyczny strach przed zakażeniem. Z takiego przebiegu wyłania się wyrazisty rys krytyczny Zarazy, która w szorstki sposób ukazuje trud walki z epidemią, nie pomijając przy tym aspektu walki medyków z paraliżującą ich pracę biurokracją i brakiem środków, a także nieadekwatność finalnych list zasłużonych do faktycznie odgrywanej w czasie kryzysowych działań roli.
Jeśli chodzi o autentyczną epidemię z 1963 roku, to Zaraza odwzorowuje fakty z dużą skrupulatnością, dodatkowo wzmacnianą przez autentyczne lokacje i plenery. Załuski rekonstruuje łańcuch epidemiczny rozpoczynający się od zakażonej przez wracającego z Azji pacjenta pielęgniarki, przybliża logistykę kwarantanny i podejmowanie kolejnych kroków aż do zamknięcia Wrocławia jako strefy zagrożonej, a w nielicznych scenach, w których pokazuje skutki choroby, robi to sugestywnie i z zachowaniem cokolwiek straszliwych realiów. Choć pod wieloma względami kompaktowej fabule Zarazy daleko więc do drobiazgowego dokumentalizmu – w końcu to głównie obyczajowa fikcja – to jako filmowa relacja z rzeczywistego kryzysu sprawdza się bardzo solidnie.
Również dlatego, że nakręcone na taniej taśmie zdjęcia mają specyficzną miękkość, zbliżającą fakturę filmu do estetyki archiwaliów, a wielowątkowa narracja, której montaż przywodzi momentami na myśl co bardziej złożone odcinki Kroniki Filmowej, sprawnie generuje atmosferę obcowania z prawdziwymi zdarzeniami. Również elementy obyczajowe, oparte na tęsknocie za normalnością i powracającym w wątku Rawicza motywie niespełnienia, wspomagają ten efekt, tworząc specyficzną aurę nie do końca namacalnego zagrożenia przenikającego zwyczajne lato, dobrze oddając codzienne doświadczenie stanu epidemii.
Jeśli Zaraza zawodzi, to z powodu rozmywania się w panoramicznej formule wyrazistości poszczególnych wątków, które w ostatecznym rozrachunku okazują się dość płytkie i niespecjalnie ze sobą pospinane. Przykładowo ramowa historia doktora Rawicza i pięknej Ewy przy całej swej ulotności sprowadza się do niewyszukanego motywu związków damsko-męskich wytrąconych z równowagi przez życie zawodowe i brak dobrej woli, a relacje lekarza z pozostałymi postaciami nie doczekują się satysfakcjonującego rozwinięcia.
Filmowi Załuskiego brakuje pogłębienia psychologicznego, które dopełniłoby intrygującej, prawie dokumentalnej formuły analogią humanistyczną (tak jak za Camusem chciał Wajda). Nie wszystkie epizody sytuacyjne ukazujące zachowania obywateli wobec epidemii wydają się dobrze wplecione w całość, czasem za bardzo zbliżając film do lekko wypranej z absurdalnego nawiasu komedii. Na koniec Załuski doprowadza nas dodatkowo do rozczarowująco anemicznej puenty, pozwalając napisom końcowym pojawić się równocześnie z poczuciem niedosytu z jej powodu. Być może właśnie to zaważyło na pierwotnym słabym przyjęciu Zarazy i jej finalnej porażce w powszechnym odbiorze.
Pomimo wad, które blokują jej drogę do kanonu klasyki polskiego kina, Zaraza do dziś okazuje się frapującym, solidnym dziełem, konsekwentnie zbudowanym według określonego pomysłu na filmowe przedstawienie wrocławskiej epidemii z 1963 roku. Nawet jeśli ów pomysł nie był szczególnie zjawiskowy, a jego wykonanie mistrzowskie, na pewno warto docenić rzetelność twórców na najważniejszych płaszczyznach – socjologicznej refleksji oraz fabularyzowanej relacji z prawdziwego doświadczenia mieszkańców miasta. Być może nie jest to najlepszy obraz wrocławskiej epidemii, jakiego moglibyśmy oczekiwać, ale to obraz, który mamy – i wcale nie jest on zły.
