Publicystyka filmowa
Wyjątkowo STRESUJĄCE sceny w WESOŁYCH filmach
Nie chodzi tu o smutek w scenach, ale o zwrot akcji, o odkrycie motywów głównego bohatera.
W przypadku wybranych do tego zestawienia filmów w większości nie chodzi sceny smutne, wybrane na zasadzie przeciwieństwa do klimatu filmów. STRESUJĄCE bywają dla nas nie tylko smutne momenty, ale wydarzenia w ramach fabuły, które są momentami kulminacyjnymi, coś radykalnie wyjaśniają, stawiają głównego bohatera w kłopotliwej sytuacji albo po prostu straszą na zasadzie wyskakującego zza rogu żywego trupa. A poza tym wesołe filmy wcale nie muszą być emocjonalnie spokojne i przyjemne. Czasami stosuje się taki zabieg, że w komedii istnieje kilka scen grozy, które szybko są rozładowywane przez następujące po nich gagi aktorów. Wzruszenie natomiast często łączy się z zakończeniem, ale tym razem nie mam zamiaru o nim dużo pisać.
Odkrycie w restauracji („Płytki facet”, 2001, reż. Peter i Bobby Farrelly)
Kiedy hipnoza mija, maski opadają. Zdjęcie tej jest jednak wyjątkowo nieprzyjemne i stresujące. Z jednej strony czujemy zakłopotanie tym, że tak się zachowuje, i kiedy tylko orientuje się, jak Rosemary wygląda, zaczyna się przed nią ukrywać jeszcze w lokalu. Z drugiej w jakimś sensie go rozumiemy, bo jak my byśmy się zachowali na jego miejscu? Normalnie podeszlibyśmy do dziewczyny i zanegowali swoje najpierwotniejsze reakcje czy boleśnie ją zaklasyfikowali tylko na podstawie wyglądu, bądź co bądź patologicznego w sensie medycznym. Otyłość jest chorobą. Ten dysonans moralny naprawdę stresuje.
Podmiana Roda na Vince’a („Lemur zwany Rollo”, 1997, reż. Fred Schepisi, Robert Young)
Pamiętacie, że cipcia Vince nie zdołał ani zabić swojego ojca, ani tym bardziej strzelić sobie w łeb z beretty 34. Zabicia Roda dokonał przypadkiem Bugsy. Trzeba było jednak jakoś udowodnić policji, że to Rod pod wpływem chwilowego załamania się strzelił. Nic trudniejszego, niż przebrać syna za ojca i zacząć udawać. Scena z podmianą jest naprawdę mistrzowska, komediowa, ale i trzymająca niesamowicie w napięciu. Widz boi się denuncjacji, chociaż racjonalnie dobrze wie, że gdyby ona nastąpiła, film by nie miał sensu.
Spotkanie w łóżku Dorothy z Julie, rozmowa z Leslie i atak Van Horna („Tootsie”, 1982, reż. Sydney Pollack)
Właściwie trochę stresujemy się przez cały film, że wyjdzie na jaw tożsamość Dorothy, zwłaszcza że podczas kręcenia szpitalnego serialu często zmienia kwestię, żeby tylko odczepił się od niej kochliwy John Van Horn. Potem kłopotliwe spotkanie w łóżku z Julie i gorączkowe próby okrycia swojej twarzy przez Michaela. Rozmowa o uczuciach z Leslie i komplement o pięknych oczach. A kulminacją tego napięcia jest desperacki atak od tyłu w wykonaniu napalonego Van Horna. Wtedy pojawia się zaskoczony Slater (Bill Murray).
Podmiany twarzy w restauracji („Pani Doubtfire”, 1993, reż. Chris Columbus)
Wydaje się niemożliwe, że nikt się nie zorientował w tej grze. W jednej restauracji spotkali się Daniell jako Daniell, Daniell jako Pani Doubtfire, jego dzieci, ich potencjalny ojczym, ważny dla Daniella gość biznesowy z Daniellem oraz była żona Daniella. Dla niektórych Daniell musi być Daniellem, a dla innych Panią Doubtfire. Jak to zrobi? Będzie musiał dokonać niemożliwego, a to niesamowicie pobudzi widza. Niestety, w tej scenie następuje to, czego najbardziej się obawiamy. Daniell jako Pani Doubtfire wreszcie jest zmuszony, żeby się odkryć. Nim to jednak nastąpi, przeżyjemy sporo napięcia wymieszanego z radością.
Biblioteka („Pogromcy duchów”, 1984, reż. Ivan Reitman)
To, że napotkana przez pogromców zjawa w bibliotece pokaże im swoje niezbyt przyjemne oblicze, jest oczywiste. Czujemy, że w tej scenie zaraz stanie się coś nieoczekiwanego. A to tworzy tzw. suspens, czyli napięcie. Większość tej sceny twórcy oddali wyobraźni odbiorców. Tak się ona dzieje znacznie wcześniej niż w filmowych klatkach. W pozostałej części fabuły duchy pojawiają się często, jednak nawet dziecko stąpające po gzymsie nie jest tak nacechowane nerwowością, wyczekiwaniem, jak spotkanie ze zjawą w bibliotece.
Test na wózku („Parszywe dranie”, 1988, reż. Frank Oz)
Młoda dziedziczka przekonana o odwracalności paraliżu Bensona (Steve Martin) przyprowadza tzw. cudotwórcę, specjalistę od przywracania czucia w nogach – Jamiesona (Michael Caine). I wtedy się zaczyna. Ze sceny można się śmiać, ale i czuć ogromne napięcie, żeby przypadkiem na twarzy Bensona nie pojawił się żaden grymas bólu, kiedy Jamieson bije go po goleniach coraz mocniej i mocniej, bo łaskotki jednak nie poskutkowały. Łzy widać dopiero na końcu, ale podobno to ze szczęścia albo z miłości do pieniędzy panny Colgate.
Jąkanie się Kena, smaczne rybki i polowanie na psa („Rybka zwana Wandą”, 1988, reż. John Cleese, Charles Crichton)
Stres w tej scenie polega na złączeniu ze sobą naszego wstrętu do jedzenia surowego i żywego wciąż mięsa z przemocą wobec drugiego człowieka, nie tylko tą fizyczną, ale i psychiczną. Komedia miesza się z ironią oraz znęcaniem się nad innym człowiekiem. Jak inaczej można nazwać zjadanie na żywo przez Ottona ukochanych rybek Kena? Jak inaczej można nazwać wygląd Kena – pokiereszowana twarz, jąkanie się, jeszcze pogłębiające jego bezradność, bo nawet zaprotestować nie był w stanie, i te dwie frytki wepchane do dziurek jego nosa.
Ucieczka ze świstakiem („Dzień Świstaka”, 1993, reż. Harold Ramis)
Generalnie konstrukcja tej kultowej komedii romantycznej z wątkami science fiction oparta jest na zwiększaniu napięcia, stresu u widza, i to za pomocą genialnego zabiegu pokazywania wciąż tych samych czynności. Kulminacją tego stresu jest porwanie tego, który jest domniemaną przyczyną sytuacji Phila – świstaka. Jest to podróż w jedną stronę, zakończona nietuzinkowo ukazanym samobójstwem; zanim to jednak nastąpi, będzie jak w filmie sensacyjnym, czyli klasyczny pościg w industrialnej przestrzeni.
Wyjście Craiga („To już jest koniec”, 2013, reż. Evan Goldberg, Seth Rogen)
Chociaż cały film to wybitnie komediowa postapokalipsa, nieraz następuje celowe załamanie tej radości, żeby jednak utrzymać jakąś powagę końca świata. Służą do tego właśnie takie sceny jak ta z wyjściem Craiga. Widz czeka w napięciu, co bohater spotka na zewnątrz. Nie jest to dokładnie pokazane, a napięcie roście. Wreszcie Craig powraca do „niby” bezpiecznego miejsca, ostatniego bastionu, aż tu nagle coś z zewnątrz chwyta za kawałek liny, którą był dla bezpieczeństwa przywiązany. Zaczyna się dramatyczna walka o życie nie tylko Craiga, ale i całej grupy.
Szefowie filmowych policjantów (m.in. porucznik Andrew Bogomil w „Gliniarzu z Beverly Hills”, 1984, reż. Martin Brest)
W komediach sensacyjnych nagminnie zdarza się, że w fabule jest obecny albo głupi trep na stanowisku, albo głupi policjant na stanowisku. Andrew Bogomil jest sztandarowym przykładem ograniczonego mundurowego, który jakimś cudem stał się szefem mądrzejszych od niego. I to denerwuje, stresuje, wkurza i zadziwia, że tak może być. W tym przypadku nie chodzi o konkretną scenę, ale wiele scen w wielu komediach sensacyjnych. Jeśliby już szukać konkretnej sceny z Andrew Bogomilem, to jego początkowe spotkanie z Axelem Foleyem będzie najlepszych przykładem stresu, którą może przeżyć publiczność na widok głupoty.
