Connect with us

Publicystyka filmowa

Wielcy DŁUGOWIECZNI aktorzy

WIELCY DŁUGOWIECZNI aktorzy pokazują, że starość w kinie nie jest wyrokiem, a wręcz przeciwnie – to sztuka przetrwania w blasku reflektorów.

Published

on

Wielcy DŁUGOWIECZNI aktorzy

Starość nie jest atrakcyjnym tematem – zwłaszcza w kinie, które stanowi przede wszystkim domenę młodych i sprawnych. Mało kto chce patrzeć na ledwie ruszających się aktorów o twarzach przeoranych zmarszczkami, obwisłej skórze i z artretyzmem w rękach. Z tego też powodu wiele gwiazd wcześnie kończyło swoje kariery bądź one same załamywały się wraz z wiekiem. Listy najlepszych aktorów składają się głównie z tych będących u szczytu popularności, a niemal wszystkie najważniejsze nagrody i festiwale w tej branży mają przygotowane laury dla najbardziej obiecujących twórców lub wschodzących gwiazd.
Advertisement

Seniorom pozostają jedynie wyróżnienia honorowe, za całokształt twórczości i tylko kilka największych tuzów systematycznie pojawia się wśród nominowanych. Warto ich jednak nie skreślać, co udowadniają przytoczone niżej sylwetki znanych ludzi kina, którym dane było przeżyć niemal całe stulecie.

Dopiero co świat kultury opłakiwał przedwczesną śmierć wybitnego kompozytora Ennia Morriconego, który mimo 91 lat na karku nadal był w bardzo dobrej formie twórczej i gdyby nie prosty wypadek w domu, to mógłby jeszcze nie raz nas zaskoczyć (ponoć maestro planował powrót do koncertowania).

Niestety nie będzie mu to już dane, choć i tak miał niezwykle bogate życie, po którym zostawił gigantyczny dorobek. Kilka dni przed nim, w wieku 98 lat, zmarł także Carl Reiner – ojciec Roba Reinera, charakterystyczny aktor drugiego planu i komik, polskiej widowni znany najlepiej z roli Saula Blooma w sympatycznej serii Ocean’s. To dwa głośne, acz nie jedyne w ostatnim czasie pożegnania z weteranami X muzy, w której świecie także i na polu długowieczności panuje spora konkurencja. ..

Advertisement

Legendy, których już nie ma

Najstarszym zdobywcą Oscara w kategorii aktorskiej była swego czasu Jessica Tandy – wybitna aktorka teatralna, w filmie pojawiająca się rzadko. Jednak to tam zyskała drugą młodość, kiedy to otrzymała rzeczoną nagrodę za Wożąc panią Daisy (1989). Dwa lata później była nominowana ponownie, za Smażone zielone pomidory. Tandy zmarła w wieku 85 lat, przy boku męża, którym od ponad pół wieku był Hume Cronyn.

On również dał się zauważyć w kinie w podeszłym już wieku, choćby dzięki rolom w obu częściach Kokonu. Wspólnie stanowili jedną z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych par, nierzadko także filmowych, jak to miało miejsce w sympatycznej przygodówce SF Bez baterii nie działa (1987). Cronyn zmarł w wieku niemal 92 lat, do ostatnich chwil będąc czynny zawodowo.

Advertisement

Jessica Tandy i Hume Cronyn.

W kolejnej dekadzie Tandy została przebita przez Glorię Stuart, która mając 87 lat, stała się najstarszą w historii aktorką nominowaną do Oscara – za rolę w Titanicu (1997) – którego sprzątnęła jej sprzed nosa upodobniona do Veroniki Lake Kim Basinger. Był to powrót Stuart na ekrany po ponad trzydziestoletniej (!) przerwie. Wcześniej, bez większych sukcesów, grała w latach 30., na swoistą emeryturę przechodząc w 1946 roku. Występ w przeboju Camerona nadał jej jednak status gwiazdy, który utrzymała aż do śmierci w 2010 roku, przeżywszy równo sto lat. Podobną drogę zaliczyć miała inna gwiazdka przełomu lat 30. i 40., Fay Wray, która zresztą odrzuciła propozycję zagrania w Titanicu. Przez całe życie kojarzona tylko z jedną rolą – ukochanej King Konga, miała wystąpić w remake’u od Petera Jacksona, co stanowiłoby jej powrót na kinowe ekrany po 25-letniej przerwie. Niestety, nie zdążyła – zmarła w wieku 97 lat. Dyrekcja Empire State Building upamiętniła jej pamięć, przyciemniając światła na wieży, na którą kiedyś wspinała się wielka małpa.

Rekord Stuart prawie powtórzyła Emmanuelle Riva, która była ledwie rok młodsza, gdy nominowano ją za Miłość – wtedy jednak młodość zwyciężyła raz jeszcze (statuetkę przyznano zaledwie 22–letniej Jennifer Lawrence). Swoją drogą jej ekranowy partner, Jean-Louis Trintignant, właśnie zrównał się wiekowo z aktorką, która zmarła, mając niespełna 90 lat. Długowieczna była również pierwsza aktorka, której udało się zdobyć Oscara dwa lata z rzędu. W roku 1937 i 1938 sztuki tej dokonała Luise Rainer – jeszcze jedna zapomniana aktorka tamtej epoki, wraz z którą skończyła się jej kariera (później zagrała już tylko kilka epizodów). Ale nie życie. Żona Clifforda Odetsa zmarła dopiero na 30 dni przed swoimi 105 urodzinami.

Gloria Stuart

Przed tą dominacją pań najstarszym zdobywcą Oscara był George Burns, którego nagrodzono w roku 1976 za drugoplanową rolę w Promiennych chłopcach, będącą jego pierwszym kinowym występem od lat 30., kiedy to występował w serii błahych komedyjek. Ten niezbyt kojarzony w Polsce komik i aktor wodewilowy Oscarem dosłownie rozkręcił swoją późniejszą karierę, grając jeszcze w około dziesięciu filmach (w tym trzykrotnie samego.

.. Boga). Tym ostatnim było (nomen omen) Zabójcze radio – premiera odbyła się na dwa lata przed śmiercią aktora, która nastąpiła półtora miesiąca po jego setnych urodzinach. Dwa miesiące po świętowaniu swojej setki zmarł także Bob Hope – człowiek legenda i najbardziej znana osobowość amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, międzynarodowej publice najbardziej znany z prowadzenia ceremonii rozdania Oscarów, która powędrowała w jego ręce rekordową ilość razy – 17. Pełnoprawnego następcy już chyba nigdy nie będzie, bo drugi na liście, Billy Crystal (72 l.), gospodarzem uroczystości był zaledwie osiem razy.

Advertisement

Lecz w gronie najstarszych osób, które kiedykolwiek uzyskały nominację do którejś z najważniejszych nagród, bez wątpienia przodował Ernest Borgnine, którego zaszczyt ten spotkał w wieku 91 lat (2009 i nominacja do Emmy za udział w Ostrym dyżurze, choć ostatnią nagrodę w ogóle odebrał w 2012 za główną rolę w The Man Who Shook the Hand of Vicente Fernandez, opowiadającym o… emerytowanym aktorze, który nigdy nie stał się sławny). W przeciwieństwie do wyżej wymienionych starowinek, ten powszechnie rozpoznawalny aktor, którego znakiem firmowym była szczelina między górnymi zębami, do samego końca był w znakomitej formie – zadając niejako kłam opinii o tym, jakoby grubsi żyli krócej (a dodatkowo Borgnine był też swego czasu nałogowym palaczem).

Do przejścia na emeryturę nie skłonił go nawet udział w katastrofie lotniczej w 1996 roku ani też operacja wstawienia sztucznych kolan, która miała miejsce trzy lata później. Dopiero niewydolność nerek zmusiła go do kapitulacji w 95. roku życia.

Advertisement

Ernest Borgnine

Podobnym aktorem nie do zdarcia, bez którego żadne tego typu zestawienie nie mogło by istnieć, był legendarny Kirk Douglas. Zresztą obu panów wiele ze sobą łączyło. Legendarny Spartakus także posiadał fizjonomiczny znak firmowy (dołek w podbródku), brał udział w katastrofie lotniczej (rok 1991) oraz przebył identyczną operację kolan (rok 2005).

I choć za swych najlepszych lat Douglas był chodzącym okazem zdrowia (wystarczy popatrzeć na jego wyczyny w Wikingach z 1958), to później niezbyt mu ono dopisywało, choć, tak jak Borgnine’a, nie zdeprymowało. Gdy więc po wylewie przebytym w roku 1995 musiał na nowo uczyć się mówić i chodzić, nie przeszkodziło mu to później pojawić się na rozdaniu Oscarów w 2003, gdzie z werwą wręczał nagrodę ze swoim synem, Michaelem (za Chicago), co rusz docinając „smarkaczowi” (obecnie 75-letniemu).

W XXI wieku Douglas senior pojawił się jednak tylko w dwóch filmach i oficjalnie przeszedł na emeryturę, stając się chodzącą ikoną i jednym z niewielu łączników pomiędzy starym i nowym Hollywood. Zmarł niedawno, w nobliwym wieku 103 lat.

Advertisement

Zaledwie rok młodszy od niego był, również pożegnany w tym roku, Earl Cameron – jeden z pierwszych czarnoskórych aktorów brytyjskich, niegdyś grający u boku 007 w Operacji Piorun i w serii Doktor Who (1966), a na starość pojawiający się jako prezydent Edmond Zuwanie w Tłumaczce Sydneya Pollacka oraz w Incepcji, która była jego ostatnim filmem kinowym.

Pochodzący z Bermudów aktor nigdy nie był gwiazdą nawet mniejszego formatu, ale również można napisać, iż uwagi oraz namiastki sławy doznał dopiero na starość. Co ciekawe, przez wiele lat był szczęśliwym mężem kobiety o polskich korzeniach – Audrey Godowski.

Advertisement

Z Polski do Węgier niedaleko, a to właśnie stamtąd pochodziła Zsa Zsa Gabor – miss kraju i jedna z pierwszych celebrytek, a więc osób bardziej znanych z nazwiska i bujnego życia prywatnego (była wielokrotnie zamężna) niż dorobku. Niemniej grała przez ponad 60 lat, nierzadko u największych. Szczyt jej popularności przypadał na lata 50., kiedy udało jej się zagrać kilka wiodących ról – potem grała głównie epizody, nierzadko występując przed kamerą jako ona sama. Często towarzyszyły jej kontrowersje – przykładowo w wieku 72 lat trafiła na krótko do więzienia po uderzeniu policjanta.

W ostatnich dwóch dekadach życia dzielnie opierała się kolejnym problemom zdrowotnym, wydawała się niezniszczalna. Bez większych problemów przeżyła obie swoje siostry, Evę i Madgę, ale nie udało się jej spełnić marzenia o powrocie do Budapesztu na setne urodziny – zmarła zaledwie dwa miesiące po 99.

Advertisement

Zsa Zsa Gabor (w środku) z siostrami Evą i Magdą, 1954 r.

Inna znamienita legenda kina i zarazem jedna z największych jego indywidualności, Katharine Hepburn, w chwili śmierci miała lat 96 – dokładnie tyle samo, co Sir John Gielgud, o którym swego czasu mówiono, że jest wieczny. Oboje zmarli w odstępie trzech lat – Hepburn 29 czerwca 2003 roku, a Gielgud w maju 2000.

Pięć lat później, również na wiosnę, odeszło kolejnych dwóch długowiecznych aktorów, choć zdecydowanie mniej zasłużonych dla kina: Eddie Albert i John Mills. Tego drugiego niektóre źródła „uśmierciły” już w roku 1982, kiedy to miała premierę epopeja Gandhi z jego udziałem. Dla Brytyjczyka był to de facto ostatni znaczący występ od momentu zdobycia po sześćdziesiątce Oscara (Córka Ryana), choć potem zagrał jeszcze m.in. w Hamlecie Branagha. Zmarł, mając 97 lat.

Właściwie nieznany polskiej publiczności Albert był o dwa lata starszy, a przerwę w karierze „zawdzięczał” trafieniu na czarną listę Hollywood. Karierę również wskrzesiła mu oscarowa nominacja, którą otrzymał dwa sezony po Millsie (za Lekkoducha). Zmarł na zapalenie płuc. Na płuca, dokładnie rok później, zmarł również opiekujący się nim syn, także aktor, Edward junior. Miał jednak tylko 55 lat.

Advertisement

Niemniej do niedawna królowa emerytek była tylko jedna – Olivia de Havilland. Przez lata rywalizująca ze swoją siostrą, Joan Fontaine, tak na polu zawodowym, jak i prywatnym (ponoć obu oświadczył się, i to tego samego dnia, Howard Hughes…), ostatecznie zdeklasowała ją w każdym możliwym względzie. Fontaine wycofała się bowiem z filmu jeszcze pod koniec lat 60.

, sporadycznie występując w telewizji do roku 1994. Dożyła 96 lat. Olivia grała natomiast do roku 1988, kiedy to ostatecznie zakończyła karierę rolą ciotki Bessie w telewizyjnej Kobiecie, którą kochał. W 2010 miała wrócić z impetem w adaptacji The Aspern Papers od samego Jamesa Ivory’ego (swoją drogą 92-latka), lecz projekt nie doszedł do skutku i potem de Havilland zajmowała się głównie odbieraniem należnych jej honorów różnego sortu. Zmarła we śnie, niecały miesiąc po swoich 104. urodzinach.

Advertisement

https://youtu.be/MdB7kUg4_f0

I chociaż skupiamy się tu głównie na aktorach, to nie można zapomnieć także o innych twórcach kina. Wielu było operatorów lub reżyserów, którzy mogli się długo cieszyć z życia – by wspomnieć chociażby kontrowersyjną Leni Riefenstahl, której kolaboracja z nazistami wyszła na tyle dobrze, iż dożyła 101 lat. Wśród nich prawdziwym matuzalemem był jednakże portugalski twórca Manoel de Oliveira, znany właśnie z tego, że był najdłużej aktywnym filmowcem świata. Zaczynał kręcić ruchome obrazy jeszcze w epoce kina niemego (choć jego pełnoprawny debiut, Aniki Bóbó, przypada na 1942 rok), a aktywny pozostał aż do śmierci w imponującym wieku 106 lat. Co ciekawe, przez cały ten czas nakręcił jedynie 32 pełnometrażowe filmy, na dobre rozkręcając się dopiero po sześćdziesiątym roku życia.

Advertisement

Niemal do samego końca grał również Eli Wallach, który także karierę rozpoczął dość późno, bo na dużym ekranie pojawił się po raz pierwszy, mając 41 lat. Tak samo późno ją jednak zakończył – po sześciu dekadach obecności w filmach. Za swych najlepszych lat również będący nieco przy tuszy, stanowił jedną z charakterystycznych „złych twarzy” X muzy (czy też raczej „brzydkich”, biorąc pod uwagę jego ikoniczne wcielenie Tuco). Za to w podeszłym wieku upodobał sobie role niemal komediowe, podchodząc do siebie z dużym dystansem i autoironią – czego przykładem kapitalny epizod w Rzece tajemnic lub Holiday z 2006 roku, gdzie zagrał bardzo starego hollywoodzkiego scenarzystę, który od lat żyje w odosobnieniu, lecz dzięki staraniom młodej sąsiadki doczekuje się nobilitacji i wielkiej fety na swoją cześć, idąc po czerwonym dywanie, wśród oklaskujących go tłumów… Pamiętny Calvera przeżył niemal całą siódemkę wspaniałych, umierając w wieku 98 lat.

Dwa lata po nim odszedł ostatni z nich, „zaledwie” 83-letni Robert Vaughn. Choć z całej obsady filmu warto jeszcze wspomnieć Rico Alaniza, który dożył 95 wiosen (zmarł w 2015). No i wciąż żyjącego producenta Waltera Mirischa, który w tym roku uczci swoje 99 urodziny…

Advertisement

Eli Wallach i Clint Eastwood, 2010 r.

Żyjący rekordziści

Tak się składa, że w 2020 roku 90. urodziny obchodzą Christopher Plummer, Clint Eastwood, Robert Wagner, Tippi Hedren i będący już od dawna na aktorskiej emeryturze (za to piszący książki) Gene Hackman. Nie jest to oczywiście żaden rekord, ale ustalmy ten wiek za pewną dolną granicę długowieczności, tym samym życząc wszystkim jak najlepiej.

Do tej ekipy wkrótce dołączy też Sean Connery, który obecnie ma tyle lat, ile w chwili śmierci miał jego bondowski następca, Roger Moore – 89 (do okrągłej liczby zabrakło mu jedynie kilku miesięcy). Nie jest to przy tym najstarszy człowiek związany z sukcesem marki 007, bo odpowiedzialny za legendarny motyw przewodni serii Monty Norman ma bowiem tych lat 92.

Tyle samo, co kompozytor Burt Bacharach, zdobywca Oscara za muzykę i piosenkę do westernu Butch Cassidy i Sundance Kid oraz znany tekściarz i twórca wielu śpiewanych hitów z popularnych musicali (i nie tylko) Richard M. Sherman, który tworzył znakomity duet wraz ze swoim starszym bratem, Robertem, aż do śmierci tegoż w 2012 – ich największym hitem pozostaje niezmiennie Mary Poppins, za którą otrzymali podwójnego Oscara.

Advertisement

Z tytułem tym związany jest również Dick Van Dyke – uznany aktor musicalowy i amerykański showman, który w grudniu tego roku skończy 95 lat. Co ciekawe, on też miał brata – młodszego Jerry’ego – który zmarł w tym samym wieku, co Robert Sherman, czyli 86 lat.

Sidney Poitier

A skoro, znowu, przy Złotych Rycerzach jesteśmy, to po śmierci Borgnine’a, najstarszym żyjącym zdobywcą Oscara dla najlepszego aktora pozostaje 93-letni Sidney Poitier, którego kariery i znaczenia dla kina nie trzeba chyba komentować. Równolatkami i jednocześnie dobrymi znajomymi Poitiera są też: piosenkarz (zasłynął swoją wariacją The Banana Boat Song) i aktor, który ostatnio pojawił się w BlacKkKlansman, Harry Belafonte, kompozytor Laurence Rosenthal, który zilustrował jego Rodzynka w słońcu, oraz reżyser W upalną nocNorman Jewison, autor także wielu innych niezapomnianych filmów, jak Skrzypek na dachu, Wpływ księżyca czy Jesus Christ Superstar.

Są jednakże reżyserzy starsi od niego – jak Roger Corman i Mel Brooks, którym niedawno stuknął 94 rok życia. Co prawda żaden z nich od dawna nie stanął za kamerą, ale za to wciąż udzielają się w innych aspektach filmowej branży, grając epizody i produkując (Brooks od dwóch dekad chętnie użycza swojego głosu w animacjach). Do tego zacnego grona dopisać też trzeba króla przyrodniczych dokumentów, Davida Attenborough.

Advertisement

Młodszy brat zmarłego w 2014 roku Richarda („Welcome to Jurrasic Park!”) po ostatnich sukcesach BBC bynajmniej nie zwalnia tempa i jest przypisany do kolejnych dwóch projektów.

95-letnim staruszkiem jest również poczciwy Hal Holbrook – pochodzący z Cleveland aktor nominowany za rolę w głośnym Wszystko za życie – a także maestro Mikis Theodorakis, który przygrywał Grekowi Zorbie i Serpico. Nie ostatni to kompozytor na liście, bo starszy o rok jest jeszcze William Kraft – dyrygent, aranżer, perkusista oraz autor muzyki do kilku pomniejszych filmów oraz seriali. 96 lat skończył także aktor Mike Nussbaum, a o niecałe 12 miesięcy wyprzedza go amerykański komik Larry Storch.

Advertisement

Z kolei do listy „aktywnych” 92-latków dopisać można jeszcze aktorów: Jossa Acklanda (pamiętny złoczyńca z Zabójczej broni 2, teledysku Always on My Mind Pet Shop Boys oraz twarz znajoma z ponad 130 innych produkcji kinowych i telewizyjnych), Paula Dooleya (charakterystyczne, ojcowskie lico znane m.in. z Szesnastu świeczek) i L.Q. Jonesa (wąsaty kowboj z Dzikiej bandy i Maski Zorro).

Mel Brooks i Carl Reiner

W sierpniu do 101 lat dobije za to Nehemiah Persoff – weteran dwustu filmów i seriali, ostatni z obsady nieśmiertelnej komedii Pół żartem, pół serio, swą finalną rolę zagrał w uznanej mini serii HBO Anioły w Ameryce.

Natomiast tytuł najstarszego aktora dzierży Norman Lloyd, który debiutował u Hitchcocka w Sabotażu (1942), a karierę zakończył niezbyt ambitnym występem w Wykolejonej (2015), w międzyczasie świecąc swoją łysiną na przykład w kultowym Stowarzyszeniu Umarłych Poetów (1989). Jeśli zdrowie dopisze, aktor będzie mógł świętować w listopadzie aż 106 lat!

Advertisement

A panie? Cóż, wspominając o mistrzu suspensu, nie można z pewnością zapomnieć o Verze Miles – trauma jego Psychozy szczęśliwie nie odbiła się na aktorce, która lada chwila skończy 91 lat. Nie ona jedyna oparła się terrorowi brytyjskiego reżysera – gwieździe Północ, północny zachód, Evie Marie Saint, w lipcu stuknęło 96 lat i mimo ich upływu aktorka nadal zachowuje znakomitą formę oraz bynajmniej nie zakończyła kariery. Podobnie jak jej równolatka, rudowłosa Carole Cook (ponownie Szesnaście świeczek, choć za oceanem znana jest bardziej z ról teatralnych i serialowych).

Eva Marie Saint

W klubie „pięknych dziewięćdziesięcioletnich” znaleźć można przy tym ładną stawkę aktorską. 93 lata skończy wkrótce Rosemary Harris, która stała się rozpoznawalna dzięki roli cioci May w filmach o Spider-Manie Sama Raimiego oraz rozkrzyczana Blanche z Bonnie i Clyde’a, czyli Estelle Parsons, której występ ten przyniósł Oscara. W tym samym wieku są dwie ikoniczne piękności – Greczynka Irene Papas (Grek Zorba, Działa Navarony) i Włoszka Gina Lollobrigida, jedna z największych gwiazd tamtejszego kina lat 50. i 60. (Fanfan Tulipan, Salomon i królowa Saby). Po 94 lata mają zdobywczynie Oscara: Cloris Leachman (frau Blucher z Młodego Frankensteina i Ruth Popper z Ostatniego seansu filmowego, także najstarsza uczestniczka amerykańskiego Tańca z gwiazdami, w którym wzięła udział, mając 82 lata) oraz Lee Grant (Szampon), która właśnie powraca do kina po 15 latach przerwy.

O krok od 95 roku życia jest też jedna z ikonicznych dam brytyjskich – Angela Lansbury, którą obecnie kojarzy się głównie z roli w popularnym serialu kryminalnym lat 90. Napisała: Morderstwo. W grudniu 96 lat skończy Maria Riva – córka ikonicznej Marleny Dietrich, która sama dożyła solidnej „dziewięćdziesiątki”. Dobrze ma się także 98-letnia matka Sylvestra Stallone’a, Jackie. Jej rówieśniczkami są mniej znana po tej stronie oceanu, drugoplanowa aktorka Joan Copeland i powszechnie lubiana, zawsze energiczna Betty White – czyli jedna z tych twarzy, którą po prostu znamy od zawsze.

Advertisement

Tę litanię nazwisk uzupełniają jeszcze gwiazdka lat 40., Martha Stewart, która na emeryturę przeszła wieki temu, bo w 1964, i – na przekór plotkom – wciąż żyje oraz Gloria Henry, aktorka przede wszystkim świata seriali, gdzie zasłynęła jako matka Dennisa Rozrabiaki (1959-63) – obie mają po 97 lat.

Angela Lansbury

Rejestr stulatek otwiera Marge Champion. Tancerka i aktorka, której ruchy posłużyły animatorom Disneya przy tworzeniu wielu klasycznych tytułów studia, we wrześniu obchodzić będzie 101 urodziny, czyli tyle, ile teraz mają Dusty Anderson i Caren Marsh Doll, a więc odpowiednio: modelka i okazjonalna aktorka, jedna z najsłynniejszych pin-up girl okresu II wojny światowej oraz tancerka i aktorka, która pozostaje jedną z nielicznych żyjących osób z ekipy legendarnego Czarnoksiężnika z Oz, a której nie zdołał pokonać nawet wypadek lotniczy, w którym brała udział w 1949 roku. 102 lata ma Elisabeth Waldo – skrzypaczka i kompozytorka, starsza siostra Janet Waldo, zmarłej w 2016 roku, 97-letniej aktorki dubbingowej i radiowej. A ku swojej 103 jesieni życia zmierza Marsha Hunt – gwiazda kina z przełomu lat 30. i 40., kiedy to występowała m.in. u boku Johna Wayne’a; jedna z wielu, którym kariery zniszczył okres makkartyzmu. Dwukrotnie wracała potem do aktorstwa, ostatni raz pojawiając się na dużym ekranie w 2006 roku.

Niemniej nie jest ona ostatnią kobietą na tej długaśnej liście. Renée Simonot – matka Catherine Deneuve i Françoise Dorléac, babka Chiary Mastroianni, swego czasu aktorka teatralna i dubbingowa (we Francji podkładała głos de Havilland w większości filmów z jej udziałem) będzie miała wkrótce 109 lat. I… też nie jest najstarszą żyjącą osobą związaną z przemysłem filmowym. Ten tytuł przypada mającej 110 lat Ruthie Tompson, która w latach 1935–75 była animatorem Disneya i pracowała nad wieloma znanymi filmami studia, w tym przełomową Królewną Śnieżką i siedmiu krasnoludków. Gratulujemy!

Advertisement

Ruthie Tompson

Długowieczność po polsku

Nie wypada nie poświęcić choćby słowa także naszym rodakom. Nie będzie tu co prawda tak bogato, jak na Zachodzie, ale te kilka nazwisk, przy których Beata Tyszkiewicz wciąż jawi się jak młoda laska, wspomnieć po prostu trzeba.

Krystyna Feldman

Przede wszystkim Krystynę Feldman, która u szczytu popularności znalazła się grubo po przekroczeniu osiemdziesiątki za sprawą udziału w kultowym sitcomie Świat według Kiepskich, a później w swej pierwszej (!) głównej roli w filmie Mój Nikifor, gdzie wcieliła się w.

.. mężczyznę. Urodzona we Lwowie kruszynka i nałogowa palaczka zmarła, mając lat 90 (choć niektóre źródła podają nawet 93). Należne uznanie w podeszłym wieku zdobyła także Danuta Szaflarska, która jako niespełna 92-letnia aktorka wzbudziła aplauz dramatyczną rolą w Pora umierać. Tytuł nie okazał się proroczy, bo pamiętna Halina Tokarska z Zakazanych piosenek pozostała aktywna jeszcze przez dobrą dekadę, po raz ostatni pojawiając się na dużym ekranie w węgierskim Moja matka i inni wariaci z rodziny, a potem, do samego końca, grając na teatralnych deskach.

W Zakazanych… mogliśmy podziwiać również Alinę Janowską, dla której rola ulicznej śpiewaczki była debiutem. Jedna z aktywnych uczestniczek powstania warszawskiego już w dwa lata później promieniała na okładce magazynu „FILM”, a do jej najbardziej znanych ról należą te z Podróży za jeden uśmiech i Rozmów kontrolowanych. W podeszłym wieku popularność przyniósł jej natomiast udział w telenoweli Złotopolscy. Dożyła 94 lat. Trzy lata dłużej pożył Emil Karewicz, który zmarł na początku tego roku. Na zawsze związany z postacią bezwzględnego oficera Gestapo, Hermanna Brunnera, z kultowego serialu Stawka większa niż życie, zdołał przeżyć swojego przeciwnika, Hansa Klossa aka J-23 aka Stanisława Mikulskiego (1929-2014) o ładnych parę lat, jakby na przekór ich ekranowym pojedynkom.

Advertisement

Jednak prawdziwym skarbem polskiego aktorstwa ekranowego i scenicznego była Irena Kwiatkowska – nasza kobieta wiecznie pracująca, która ani myślała o przejściu na emeryturę. Teoretycznie znana i lubiana przez większość życia, gdyż z sukcesami udzielała się niemal na każdym polu rozrywki, wliczając w to kabarety i radio. Ale na dobre rozsławił ją dopiero serial Czterdziestolatek, w którym zaczęła grać po sześćdziesiątce. Zmarła w 2011 roku – do setki zabrakło jej zaledwie sześciu miesięcy.

Irena Kwiatkowska, 1949 r.

102 lata żyła za to Nina Andrycz (1912-2014), przede wszystkim uznana aktorka teatralna, na ekranie kreująca często prawdziwe damy, gwiazdy bądź kobiety o nobliwym pochodzeniu (jak w przypadku Warszawskiej premiery, gdzie zagrała rzeczywistą hrabiankę, Marię Kalergis). I tak też została zapamiętana, czego dowodem poświęcony jej dokument Już nie mogę przestać być damą (1996).

Jeszcze starszy od niej okazał się jednakże Maciej Maciejewski – mniej znany szerszej publice aktor filmowy, telewizyjny i teatralny, dla którego rolą życia był porucznik „Gustaw” z Kanału. Dożył niecałych 104 lat.

Advertisement

Niestety żyjących długowiecznych polskich artystów jest coraz mniej. Do pewnej elity osób, które przekroczyły 90 rok życia i dobrze im z tym, zaliczyć należy jeszcze dwóch gigantów kinematografii: aktora Franciszka Pieczkę i kompozytora Jerzego Matuszkiewicza, którzy mają po 92 lata. Żadnego z nich przedstawiać oczywiście nie trzeba – jeden był przecież w składzie czterech pancernych (z których żyją jeszcze znacznie młodsi Janusz Gajos, Wiesław Gołas i Włodzimierz Press) i Jańciem Wodnikiem, a słynny „Duduś” odpowiada za multum kultowych tematów do filmów i seriali, z Janosikiem i Alternatywami 4 na czele.

W lipcu 95 lat stuknęło Ewie Krasnodębskiej, którą możemy kojarzyć m.in. z rolami Niny Kunickiej z Nikodema Dyzmy (1956) i Marii Radziszewskiej z Piątki z ulicy Barskiej (1953). Po raz ostatni na dużym ekranie pojawiła się w 2014 roku. Zaś tym najstarszym z żyjących jest na chwilę obecną Witold Sadowy – jeszcze jeden debiutant z Zakazanych piosenek, już w latach 80. porzucił aktorstwo i został felietonistą teatralnym, dzięki czemu zyskał miano „kronikarza życia teatralnego Warszawy”. Obchodząc w tym roku swoje setne urodziny, wyznał publicznie swoją. .. orientację seksualną.

Advertisement

Witold Sadowy

Mimo tego, co napisałem we wstępie, podeszły wiek sprawia, że występom starych aktorów przyglądamy się z ciekawością i sympatią, a oni sami są w stanie nadać scenom, w których się pojawiają, pewności i klasy niedostępnej dla ich młodszych kolegów. Potrafią wywołać dokładnie te emocje, na jakie zasłużyli sobie przez kilka dekad obecności na dużym i małym ekranie lub też za kamerą.

W chwili, gdy czytacie te słowa, artykuł może być już nieaktualny. Wciąż zmieniają się daty, film ulega transformacjom i obfituje w nowe atrakcje, a długowieczni – oni niestety także odchodzą… Ale na ich miejsce przybywają przecież nowi przyszli „emeryci”.

Marlena Dietrich z córką, Marią Rivą, lata 40. (odbitka współczesna ze zbiorów KOBAL)

Za podstawę tekstu posłużył artykuł Wojciecha Tokarzewskiego, swego czasu dostępny na nieistniejącym już portalu Ofilmie.

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *