Publicystyka filmowa
TROJA. Analiza porównawcza muzyki
Muzyka w filmie TROJA to emocjonalna podróż, pełna kontrowersji. Odkryj, jak Yared i Horner kształtują dźwiękowy świat starożytnej Grecji!
INFORMACJE WSTĘPNE
Troja Wolfganga Petersena to produkcja wielkiego formatu, jej koszt wyniósł ponad 170 milionów dolarów. Do takiej produkcji jak najbardziej wymagane jest zatrudnienie kompozytora zaufanego, sprawdzonego i doświadczonego, który napisze muzykę odpowiednią do oczekiwań nie tylko ekipy producenckiej, ale także do oczekiwań widzów – bo to oni są w tym przypadku najważniejsi.
Jak już zdążyłem wspomnieć w recenzji soundtracków do Troi – zarówno oficjalnego, jak i odrzuconego – w świecie muzyki nie obyło się bez małej afery w związku z odrzuconą partyturą kompozytora Gabriela Yareda. Od tego wszystko się zaczęło; a dzięki temu, że muzyka Yareda była do odsłuchania na stronie oficjalnej, zaowocowało to nie tylko napisaniem recenzji odrzuconej ścieżki, ale także powstaniem poniższej analizy porównawczej kompozycji Yareda i tej „zastępczej” – Hornera. Na początek garść informacji wyjaśniających całą sprawę.
Odrzucona partytura
Urodzony w Libanie, w Bejrucie, Gabriel Yared nie był nigdy specjalnie rozchwytywany czy uwielbiany w świecie muzyki filmowej. Co nie zmienia faktu, że należy do kompozytorów tworzących muzykę klasy A. Napisał nuty do ponad 50 filmów, w tym głównie europejskich, a szczególnie produkcji francuskich. Znany ze ścieżek do takich obrazów jak m.in. City Of Angels, Agent Trouble, Message In Bottle, Talented Mr. Ripley, a przede wszystkim English Patient – za tę partyturę Yared został uhonorowany statuetkami Oscara i Złotego Globu.
Ostatnio nominowany do Oscara za muzykę do Cold Mountain. Zatem można powiedzieć, że Troja była dla tego kompozytora szansą jakby wyrwania się z zamkniętego gatunku filmowego i spróbowania sił w czymś nowym. Długo Yared pracował nad swoją partyturą – dopieszczając ją i szlifując do ostatecznego, zadowalającego rezultatu. O dziwo – ów rezultat nie przypadł do gustu reżyserowi filmu i partytura zostaje odrzucona. Wolfgang Petersen nie pierwszy raz czyni taki zabieg – wcześniej to samo stało się z muzyką do Air Force One, gdzie Jerry Goldsmith zastąpił Randy’ego Newmana – to tak na marginesie.
Kompozytor Gabriel Yared nie ukrywa swojego niezadowolenia i pewnego rodzaju zniesmaczenia czy frustracji. Na swojej oficjalnej stronie umieszcza do odsłuchania nie tylko ponad pół godziny własnej muzyki, ale także specjalny, długi list wyjaśniający całą sprawę, skierowany głównie do zainteresowanych i fanów jego twórczości. Co ciekawe – nie wiedzieć czemu, ale ostatnio ze wspomnianej strony zniknęły zarówno utwory do odsłuchania, jak i list… szkoda. Całego listu oczywiście przytaczać nie ma sensu, w skrócie jedynie można napisać, że wśród „błahych” i niezrozumiałych powodów odrzucenia muzyki znalazły się takie stwierdzenia Wolfganga Petersena, jakoby muzyka Yareda była zbyt monumentalna i zbyt staroświecka – Panie i Panowie, przecież takie stwierdzenie zwyczajnie zakrawa o kpinę.
Nie wiem zatem, jakiej kompozycji można się spodziewać po tak wielkiej i epickiej opowieści jak Troja… Z tego, co pisze Yared, mogła to być niesamowicie ciekawa kompozycja – i jest, gdyż była/jest możliwość chociaż częściowego jej przesłuchania. Zatem czy taka muzyka rzeczywiście nie pasuje do realiów tej wysokobudżetowej produkcji? Czego więc chciał Wolfgang Petersen? Lirycznej, cichej kompozycji? A może elektronikę rodem z wytwórni Media Ventures? Nie potrafię – i zapewne nie tylko ja – zrozumieć tej decyzji reżysera. Znów kłania sie komercja i różne „układziki” panujące w świecie filmowców.
Co ciekawe – dodatkowo do takiej decyzji przyczyniły się pierwsze pokazy filmu, w których publiczność również nie była zachwycona muzyką… dziwne. Yared w swoim liście przeprasza również swoich fanów za to, że nie będą mogli usłyszeć jego ilustracji. Oczywiście jest to już nieaktualne – po umieszczeniu utworów do odsłuchania na stronie. A ja – i nie tylko ja – mam wielką nadzieję, iż ten odrzucony score zostanie oficjalnie wydany. Nawet specjalnie w tym celu ruszyła internetowa petycja, zbieranie podpisów trwa. Niech fani mają możliwość pełniejszego porównania obydwóch ilustracji. Ja to zrobiłem na podstawie dostępnych materiałów – czego owocem jest niniejsza analiza.
Niektórzy twierdzą, że dobrze się stało, iż dobra muzyka została odrzucona – brzmi to paradoksalnie. Ale te głosy pochodzą od osób, które uważają film za produkcję nieudaną, zatem szkoda, by tak dobra kompozycja spod ręki pana Yareda poniekąd „zmarnowała się” w takim obrazie… Ja oczywiście się z tym nie zgadzam, gdyż dzieło Wolfganga Petersena uważam za produkcję świetną, na której znakomicie się bawiłem i która spełniła moje oczekiwania. A podobałaby mi się jeszcze bardziej, gdyby miała lepszą muzykę (czytaj: tę autorstwa pana Gabriela). Reżyser odrzucił ilustrację około 3-4 tygodnie przed premierą filmu. Nowy kompozytor dostał trudne i nieco karkołomne zadanie napisania „na szybko” – bo w ciągu zaledwie dwóch tygodni – nowej, innej muzyki. Wybór padł na Jamesa Hornera.
Dlaczego Horner?
James Horner bez wątpienia należy do tych twórców muzyki filmowej, których cenię sobie najbardziej, a akurat do tego nazwiska mam duży sentyment. Jednak od dłuższego czasu kompozytor niczym specjalnym nie zabłysnął w świecie ścieżek dźwiękowych, wciąż tylko powtarzając styl i charakterystyczne motywy w kolejnych filmach.
Podejrzewałem, że tak samo będzie w przypadku Troi, chociaż po cichu liczyłem, że może jednak Horner się przełamie i zaskoczy niesamowicie swoich wiernych fanów. Nie udało mu się – to pewne. Dlaczego Wolfgang Petersen wybrał akurat Hornera? Być może spodobała mu się ich udana współpraca przy The Perfect Storm, może reżyser miał w pamięci arcygenialną ścieżkę do Braveheart, nota bene dla mnie to najlepsza kompozycja w dorobku Hornera. I sugerując się tym pięknem reżyser pomyślał, że może twórcy uda się powtórzyć ten geniusz przy Troy... Dwa tygodnie na napisanie porządnej ilustracji muzycznej to mało – nie da się ukryć. Ale nie jest to żadne usprawiedliwienie powstania muzyki niewłaściwej (co uczynił właśnie Horner w przypadku produkcji Petersena), szczególnie w przypadku tak doświadczonego twórcy muzyki filmowej.
Przez pośpiech i komponowanie „na szybko” powstała ilustracja nieprzekonująca – bez wyrazu, w ogóle nie charakterystyczna, z brakiem potęgi i starożytnego klimatu. Powstała ilustracja będąca zlepkiem jakichś motywów z poprzednich kompozycji Hornera (i nie tylko), uzupełniona mało wyrazistym podkładem. Nie wiadomo, czy współczuć Jamesowi Hornerowi tego, że został wybrany i miał tak mało czasu, czy wręcz „zbluzgać” za nie przyłożenie się do pracy i odwalenie tzw. fuszerki. Ja mu współczuć na pewno nie będę, bo z jego doświadczeniem dało się napisać ilustrację przynajmniej dobrą, poprawną.
Przecież to właśnie on w kilkanaście dni skomponował muzykę do mojego najukochańszego filmu Aliens – fakt, że część tej muzyki była autoplagiatem jego poprzedniej ścieżki do filmu Wolfen, ale była to tak mało znana produkcja, że praktycznie nikt na ten fakt nie zwrócił uwagi. John Williams pokazał prawdziwą klasę, komponując w zaledwie 14 dni świetną muzykę do westernu The Man Who Loved Cat Dancing (również przypadek z zastępstwem, gdyż odrzucono wtedy muzykę Michaela Legranda). Da się? Oczywiście że się da.
.. potrzeba tylko trochę chęci, samozaparcia, wyobraźni, motywacji – może właśnie tego ostatniego zabrakło Hornerowi przy Troi? A szkoda, bo film ten był znakomitą szansą na jego ponowne zaistnienie w świecie filmowej muzyki, a tak kompozytor staje się coraz bardziej szablonowy, niezauważalny, bez możliwości powrotu na „wielką scenę”. Powoli, acz konsekwentnie, schodzi na drugi plan. Niestety. W internecie pojawiają się głosy w stylu „Koniec Hornera?”. Mimo, iż zawiódł mnie bardzo w przypadku tej ścieżki – nie wyciągam żadnych pochopnych wniosków na temat jakiegoś „końca”. Nie udało się i tyle – bynajmniej nie stracę przez to sentymentu do Jamesa Hornera. Chociaż z drugiej strony – jeśli tak dalej z tą jego twórczością pójdzie – mój sentyment nie będzie trwał wiecznie…
Porównanie stylów i instrumentarium
Po wstępnych informacjach właściwą analizę czas zacząć… od stylu, jaki zastosowali obaj kompozytorzy. Styl to jedna z pierwszych i najważniejszych rzeczy przy nagrywaniu nowej ścieżki dźwiękowej. To oczywiste i naturalne, że trzeba odpowiednio dobrać styl zarówno do gatunku filmowego, jak i czasu akcji danej produkcji.
W przypadku Troi inny styl obrał pan Yared, inną ścieżką poszedł pan Horner. Podczas gdy ten pierwszy skupił się na stworzeniu ilustracji celowo starożytnej i oddającej koloryt tamtych czasów (co przyczyniło się do odrzucenia partytury – brzmi śmiesznie i tak jest w istocie), to ten drugi generalnie nie obrał żadnego wyrazistego kursu, zaś stylowo przypomniał o czasach wojny, ale bynajmniej nie tej sprzed 3200 lat. Yaredowi udało się osiągnąć styl idealnie dopasowany do filmu, a to dzięki trzem elementom. Po pierwsze: potężne, męskie chóry przeplatane bardziej subtelnymi, żeńskimi.
Po drugie – miejscami fanfarowa i podniosła muzyka mimowolnie kojarząca się z mitologicznymi czasami (trąbki to wybór oczywisty). I po trzecie – pewne nawiązania do tak klasycznych kompozycji jak np. Ben-Hur.
Błędem stylowym Hornera było nadmierne wykorzystanie fragmentu z Enemy At The Gates, który owszem – kojarzy się z wojną, szkoda tylko, że z tą w Stalingradzie. Druga rzecz to nie greckość, ale wręcz styl rzymski kompozycji. Pomyślą niektórzy – co ja tu wypisuję…, a jednak wykorzystanie jednego zawodzącego śpiewu a 'la Lisa Gerrard (w filmie znacznie lepiej słyszalny i częściej występujący niż osobno – na ścieżce dźwiękowej) od razu kojarzy się z Gladiatorem – produkcją również wielkiego formatu; a skoro Gladiator, to styl i czasy rzymskie – odpowiedź nasuwa się sama.
Wprawdzie i Horner w całości wykorzystał kluczowy instrument Troi – czyli ogólnie instrumenty dęte – ale one nie tworzą w tym przypadku kompozycji fanfarowej, potężnej, podniosłej – wszystko przez te nagminne skojarzenia z wyżej wymienionymi produkcjami. I z tego powodu muzyka amerykańskiego kompozytora skłania się bardziej ku kompozycji mocno przesiąkniętej patosem i patriotyzmem. W pewnym sensie słusznie, ale nie tak do końca – bo gdyby nie powstał Wróg u Bram czy Gladiator, to wszystko brzmiałoby jak najbardziej poprawnie i bez zarzutu.
Charakterystyczne motywy
Motyw przewodni w przypadku wielkich, epickich opowieści to kolejna szalenie ważna rzecz po obraniu właściwego stylu. To ma być temat, który pojawi się w czasie filmu kilkakrotnie, w różnych brzmieniach, w różnych aranżacjach – wygrywany na różnych instrumentach, raz szybciej, raz wolniej, raz potężniej, innym razem ciszej, subtelniej. Motyw, który na zawsze zostanie w pamięci widza (tudzież słuchacza) i na zawsze będzie kojarzony z tytułem Troja – chociażby w taki sposób, jak głos Lisy i motyw „The Battle” z Gladiatorem. James Horner o motyw idealny się nie pokusił, próbując na siłę „wcisnąć” jako temat główny te fragmenty z Enemy At The Gates, o których wspomniałem w powyżej. W recenzji ścieżki dźwiękowej wspomniałem natomiast o jeszcze innym temacie, który można naturalnie uznać za przewodni. Co ciekawe – w filmie gdzieś zanika w natłoku wydarzeń i przy chrzęście wojennego żelastwa, natomiast na osobnej płycie brzmi przepięknie – to jedyna naprawdę znakomita rzecz w przypadku ścieżki Hornera, absolutnie bez żadnego zarzutu. To mogła być siła napędowa całości, ale tak się nie stało. Jednakże, jak już wspomniałem, sam motyw jest rewelacyjny. I niestety to wszystko, co zostaje w pamięci po wyjściu z kina, i to wszystko, co będzie się kojarzyć z dziełem Wolfganga Petersena – w większej części albo negatywnie, albo po prostu bez żadnych wrażeń.
Brak ładnego tematu miłosnego w przypadku wojny między innymi właśnie o miłość również zakrawa na małą zbrodnię. Troja to przecież idealny przykład obrazu, gdzie istnieje całe pole do popisu dla wszelkich motywów – żeby nie wspomnieć chociażby o tematach przypisanych takim wojownikom, jak Achilles czy Hektor.
W przeciwieństwie do Hornera, Gabriel Yared napisał motywów wiele – a i tak to pewnie zaledwie część z faktycznej, ostatecznej partytury, która leży i czeka na oficjalne wydanie. Również w recenzji ścieżki dźwiękowej, lecz tym razem rejected score’a, wspomniałem o motywie przewodnim, który pojawia się stosunkowo często w utworach dostępnych na stronie internetowej kompozytora. Na ścieżce jest również motyw Achillesa oraz znacznie ładniejszy motyw miłosny niż ten hornerowski (są nawet dwa, jeden dotyczy oczywiście Parysa i Heleny, drugi – Achillesa i Bryzeidy). Niestety nie ma jakiegoś genialnego, wyrazistego tematu przypisanego Hektorowi – wprawdzie jest utwór „Hector Hector”, ale to raczej spokojna, sielska melodia trochę nie pasująca do charyzmy, waleczności i honoru tego jakże wielkiego, trojańskiego wojownika.
Jednak wierzę, że taki motyw powstał, tylko na razie nie znalazł się wśród dostępnej części materiału. Bo skoro jest temat poświęcony jednemu z mniej ważnych wojowników niż Hektor – a mowa o Boagriusie – to można być prawie pewnym powstania wspaniałej i podniosłej melodii przypisanej najdzielniejszemu synowi Króla Priama.
Więcej o samych motywach przeczytacie przy opisie wybranych, konkretnych scen filmu. Natomiast mnie prócz tego wszystkiego ciekawi jeszcze jeden fakt – mianowicie muzyka słyszalna w zwiastunach i na stronie oficjalnej filmu. To również bardzo charakterystyczna i niesamowicie dobrze zapadająca w pamięć melodia, przesiąknięta starożytnym stylem. A w zwiastunach w końcowej, skróconej liście płac, jako autor muzyki figuruje jeszcze Gabriel Yared. Czyżby to była kolejna część materiału napisana przez tego kompozytora, a jeszcze nie udostępniona do odsłuchania? A może to po prostu nuty napisane specjalnie na potrzeby wielkiej reklamy, jaką jest trailer? Osobiście wolałbym to pierwsze.
Piosenka filmowa
Na piosence przewodniej napisanej przez Hornera, a słyszalnej podczas napisów końcowych, zdążyłem się już poznęcać w osobnym tekście poświęconym ścieżce dźwiękowej. Powtórzę tylko tyle, że jest to utwór śpiewany w ogóle nie pasujący do realiów filmu, brzmiący niczym piosenka do produkcji animowanej – o czym najlepiej świadczy głos pana Josha Grobana, który śpiewa z takim przejęciem, jakby próbował poruszyć czy wzbudzić jakieś wielkie emocje u słuchaczy/widzów.
Już zdecydowanie lepiej wypada wspomagający go w tle głos Tanji Tzarovskiej. „Remember Me” nie jest oczywiście piosenką złą czy wręcz tragiczną, no ale najnormalniej w świecie nie podobała mi się, biorąc pod uwagę, że pochodzi z Troi, i uważam ją za najsłabsze ogniwo całej partytury Hornera. Zupełnie inną klasę prezentuje utwór śpiewany napisany przez Yareda. Jeżeli chodzi o mnie i o mój gust – w Troi nie była potrzebna piosenka melodyjna i napakowana mnóstwem zbędnych i niepotrzebnych emocji, ale utwór cichy, spokojny, dramatyczny, takie podsumowanie mimo wszystko smutnej i tragicznej opowieści.
I taką właśnie piosenką jest „End Credit Song” ze ścieżki Yareda – niestety, nie znam nazwiska wykonawczyni (nigdzie nie znalazłem, ale może słabo szukałem), piosenka też chyba nie ma żadnego konkretnego tytułu. Ale jest to znakomite zwieńczenie historii, taki idealny utwór do napisów końcowych, bardzo dobre zamknięcie całej kompozycji. I z pewnością utwór zapadający w jakiś sposób w pamięć. Zatem widać jak na dłoni, że do skomponowania porządnej piosenki również nie wystarczają dwa tygodnie.
ANALIZA WYBRANYCH SCEN
Przy tego typu analizie nie może zabraknąć porównania utworów przy konkretnych scenach filmu. Generalnie wybrałem kilka tych, które można porównać na podstawie materiałów dostępnych z odrzuconej partytury. To będzie coś w rodzaju pojedynku między Hornerem a Yaredem. Oczywiście cały poniższy opis tyczy się moich odczuć co do ilustracji muzycznych wybranych scen i jest to moje subiektywne zdanie – potencjalni czytelnicy wcale nie muszą się ze mną zgadzać!
Powitanie w Troi
Ilustracja muzyczna przybycia i powitania w Troi Parysa, Heleny i Hektora to jeden z tych utworów na ścieżce Hornera, które wyszły poprawnie, odpowiednio oddając koloryt czasów i sytuację, do której odnosi się ten fragment filmowy. Na płycie jest to utwór drugi, „Troy”, jednak, zanim usłyszymy fanfarową orkiestrę, najpierw słychać inny, krótki fragment, o którym będzie za chwilę. Wracając do samego wydźwięku motywu – to bardzo podniosła, patetyczna melodia, wygrywana przede wszystkim (i słusznie) na trąbkach. Dźwięki zadumy, chwały i wielkości, jakimi cechowała się potężna Troja. Utwór brzmi nieźle zarówno w filmie, jak i na osobnej ścieżce dźwiękowej.
Jeśli chodzi o ilustrację tej sceny na odrzuconej partyturze Gabriela Yareda – jest to utwór „A Prince’s Welcome” i… można powiedzieć o nim prawie to samo, co o ilustracji Hornera. Z tą różnicą, że pan Yared dodał chóry i więcej instrumentów smyczkowych, by w jakimś stopniu jeszcze bardziej uwypuklić patos sceny. Jednak w ostatecznym rozrachunku postawiłbym te utwory na równi – nie potrafię jednoznacznie określić, który z nich jest lepiej skomponowany i który lepiej pasuje do obrazu. Powiedzmy, że oba są poprawne.
1000 statków


O tej scenie wspomniałem już w recenzjach obu soundtracków. Podkład Hornera do widoku ogromnej rzeszy statków płynących w kierunku Troi jest bardzo chybiony – brak mu przede wszystkim ukazania potęgi, jaką reprezentowała Armia Grecka. Scena z tysiącem statków – stopniowo odsłaniającym się na pełnym morzu – to zdecydowanie jedna z najciekawszych, najładniejszych i najlepszych wizualnie i efektownie scen. Tutaj konieczny był podkład muzyczny z dreszczykiem emocji, a tak – przez źle dobraną muzykę – scena nie zrobiła na mnie w kinie takiego wrażenia, jakiego oczekiwałem. Spora strata. Ta ilustracja to właśnie początek wspomnianego powyżej kawałka „Troy” (pierwsza minuta i 10 sekund) – jest zdecydowanie za spokojnie i bez efektu zaskoczenia.
Całkowicie inaczej jest z muzyką Yareda („1000 Ships”) – tutaj bezspornie słychać wspomniany dreszczyk emocji, dźwięki muzyki stopniowo – i właściwie – narastają, dochodzą coraz to nowsze instrumenty, chórki, aż do apogeum, czyli ukazania się wszystkich statków na szerokiej wodzie. Wystarczy zamknąć oczy, włączyć tę ścieżkę i przypomnieć sobie dokładnie filmowy fragment – wspaniałe oddanie potęgi tej sceny. Dlatego tutaj zdecydowanym faworytem jest ilustracja Gabriela Yareda. A, nawiasem mówiąc, znakomitą ilustracją tej sceny była również rewelacyjna muzyka z pierwszego trailera-teasera – nie wiem, czy nie nawet lepsza od tej z odrzuconej ścieżki.
Parys i Helena
Wprawdzie wątek miłosny między Parysem a Heleną stał się przyczyną, a właściwie pretekstem do wojny o Troję, lecz w filmie wątek ów nie gra pierwszych skrzypiec – zatem i muzyczny temat miłosny nie będzie jakimś przewodzącym motywem na całej ścieżce dźwiękowej. Horner niestety nie pokusił się o napisanie takiego, który byłby choć w minimalnym stopniu charakterystyczny. Brak choć trochę wyrazistego motywu poświęconemu miłości w filmie, gdzie przyczyną wojny była m.
in. właśnie miłość, to chyba jakiś spory brak, choć mogę się mylić. Na płycie nie ma nawet specjalnego utworu poświęconego Parysowi i Helenie, a melodia towarzysząca tym postaciom na ekranie w szczątkowych ilościach przewija się przez krążek, w różnych utworach, w postaci zupełnie pozbawionej emocji. Drugi kompozytor napisał specjalny motyw, lecz, jak już wspomniałem powyżej – nie gra on pierwszych skrzypiec w całości i nie wysuwa się na pierwszy plan. Paris & Helen” – bo o tym kawałku mowa – to cicha, miłosna melodia wygrywana na aerofonie, towarzyszy jej delikatny instrument strunowy, a w dalszej części – smyczkowy.
Punkt dla pana Yareda.
Achilles i Bryzeida
Horner nie napisał specjalnego motywu dotyczącego Heleny i Parysa, ale pokusił się o temat miłosny Achillesa i Bryzeidy. Można to zrozumieć z takiego względu, iż ten wątek był ważniejszy i bardziej wyeksponowany w filmie niż wątek syna Priama i żony Meleanosa – przynajmniej ja miałem takie wrażenie. Achilles – grecki, nietykalny heros – znajduje w trojańskiej Bryzeidzie ukojenie i spokój.
Hornerowski kawałek „Briseis And Achilles” jest ładny i spokojny, napawający optymizmem, szczególnie po pierwszej minucie. Szkoda tylko, że nie zapadający na dłużej w pamięci. Yaredowska wersja brzmi dość podobnie, z tą różnicą, że jest jakby „śmielsza” i łatwiejsza do zapamiętania. Minimalna wygrana nad kompozycją Hornera.
Pierwsze starcie


Pierwsze starcie Greków z Trojańskimi Wojownikami ma miejsce na plaży, tuż po dopłynięciu okrętów. Najpierw krwawą bitwę „urządzają” sobie Achilles i jego mała armia Myrmidonów, skutecznie przedzierając się przez kolejnych Trojan i zdobywając świątynię boga Apollo. Gabriel Yared nazwał ten utwór na swojej ścieżce „D-Day Landing” – nawiązując w ten sposób do słynnej bitwy u wybrzeży Normandii. Zresztą filmowa scena może kojarzyć się chociażby z niesamowitym początkiem Szeregowca Ryana. Zaczątek bitwy na plaży to jedyny przypadek – wyjątek – który podoba mi się bardziej w muzycznej interpretacji Hornera.
Fragmenty Wroga u Bram w tym utworze („Achilles Leads The Myrmidons”) jakoś nie drażniły mnie specjalnie – przynajmniej nie tak, jak w pozostałej części. O sile tej ścieżki decyduje piękny motyw, który pojawia się po 4. minucie – wspaniała melodia, która jeszcze później przewija się przez motyw odwetu i ataku Trojan na Greków. Podczas kilkukrotnego słuchania tego utworu i mając w pamięci filmową scenę przyszło mi na myśl, że ten podniosły temat można by śmiało przypisać Achillesowi i jego Myrmidonom – w hornerowskiej wersji ścieżki oczywiście. Mimo iż w czasie filmu nie jest odpowiednio wyeksponowany – jego piękno na płycie rekompensuje ten brak.
Całości dopełniają ładne, ciche chórki w tle. Naprawdę jedyny przypadek, gdzie mogę śmiało i bez wyrzutów sumienia wskazać Jamesa Hornera jako zwycięzcę.
Atak Greków
Scena, gdy ogromna Armia Grecka podchodzi pod mury Troi to drugi – po ogromnej liczbie okrętów na morzu – najbardziej efektowny filmowy widok. Gdy dwie armie stają naprzeciwko siebie – atakująca i ta broniąca Troi – aż czuć emanującą potęgę i ogrom wielkich bitew, które rozgrywały się kilka tysięcy lat temu. Jeszcze przed szturmem mamy w filmie pojedynek Parysa z Meleanosem. Muzyka Hornera w tym fragmencie należy do niewielu z tych, które dobrze zapamiętałem z filmu. Pełna napięcia, wciąż przyspieszająca, nieco groźna, zmierzająca do wielkiego rozwinięcia – ogólnie mówiąc, poprawna ilustracja dobrej sceny. Rozwinięcie to już nieco głośniejsze i bardziej dynamiczne dźwięki, które jednak przy początku utworu „The Greek Army And It’s Defeat” wypadają słabiej – ja przynajmniej czekałem na jakieś potężniejsze apogeum. W końcówce utworu rozbrzmiewają fanfary słyszalne wcześniej przy powitaniu Hektora, Parysa i Heleny w Troi (kawałek „Troy”) – tyczy się to oczywiście pierwszego zwycięstwa Trojan i jednocześnie pierwszej porażki wielkich, dumnych Greków.
Yaredowska wersja różni się bardzo i z początku nie wiedziałem, który właściwie utwór z dostępnych tyczy się właśnie tej sceny. Czy jest to obfitujący w męskie chóry, monumentalny „Approach Of The Greeks”, czy też może „Armies Approach” znajdujący się wśród ścieżek bonusowych. Ten drugi zdecydowanie bardziej przypomina narastający podkład zastosowany przez Hornera, ale może też się tyczyć spotkania dwóch armii na początku filmu (zupełnie inna scena). Nie zmienia to faktu, że oba te utwory nadają się znakomicie do ilustracji sceny pod murami Troi. A może jest na odwrót i właśnie to „Approach Of The Greeks” pochodzi z początku filmu? Im więcej słucham tych ścieżek, tym bardziej nie jestem pewien – tak więc ocenę właściwego i najlepszego dopasowania zostawiam każdemu indywidualnie.
A który kompozytor tym razem wychodzi zwycięsko z pojedynku? Hmm, znowu – jak w przypadku powitania w Troi – nie potrafię się zdecydować. Wersja Hornera to taka jedna z niewielu perełek w całej kompozycji, a wersja (czy wersje) Yareda idealnie pasują do całości jego partytury.
Achilles kontra Hektor


Sekwencja walki tych dwóch największych wojowników to kolejna z najlepszych scen w filmie. Mimo, iż wynik jest z góry znany, to i tak pojedynek ogląda się w pełnym napięciu. Podkład Hornera do tej sceny to celowo oszczędne instrumentarium, jakby nerwowe bębenki towarzyszące zmaganiom Achillesa i Hektora. W momencie, gdy Hektor upada na kolana i Achilles wbija w jego klatkę piersiową kawałek włóczni słychać załamanie w postaci kobiecego lamentu. Dalsza część utworu „Hector’s Death” to odjazd Achillesa z ciałem trojańskiego wojownika. Przyznam szczerze, że ten kawałek wypada chyba lepiej w filmie niż poza nim – gdy oglądałem walkę dwóch herosów, ów podkład wydawał mi się znacznie ciekawszy.
Podobny schemat słychać w przypadku podkładu Yareda („Hector & Achilles Fight”) – jednak tutaj jest znacznie barwniej i mimo wszystko dynamiczniej. Bębny są bardziej dosadne, bas jest głębszy – brzmi znakomicie. W pewnym momencie pojawia się kobiecy śpiew – jednak po przebiegu melodii można wywnioskować, że jego pojawienie się to jeszcze nie definitywna przegrana Hektora, lecz początek niechybnie zbliżającej się śmierci. Gdy pojawia się żeński głos, najbardziej pasuje mi to do momentu potknięcia się o kamień i upadku brata Parysa; gdy instrumentalne tło cichnie i pozostaje już tylko lament – to jest prawdopodobnie dopiero scena śmierci Hektora.
Kontynuacją tej ilustracji na odrzuconym scorze jest „Achilles Drags Hector” – czyli odjazd zwycięzcy z ciałem przegranego. Cóż, jak dla mnie w tym przypadku jednoznacznie wygrywa wersja pana Gabriela – z takim podkładem walka byłaby jeszcze lepsza, bardziej tragiczna i bardziej trzymająca w napięciu.
Pogrzeb Hektora
W filmie podkład ten nie był specjalnie rewelacyjny, bo w ogóle go nie pamiętam. Na oficjalnym wydaniu soundtracku też znaleźć go nie mogę – albo został pominięty (kawałek „Hector’s Death” to walka i późniejszy odjazd Achillesa), albo podobnie jak motyw miłosny Parysa i Heleny, „plącze” się gdzieś w innych utworach. A przecież pogrzeb największego trojańskiego wojownika to bardzo ważny element opowieści. Powinno być dramatycznie, smutno, wręcz tragicznie. W odrzuconej kompozycji „Hector’s Funeral” to celowo przedramatyzowany utwór, wielki lament. Nie jest to może idealna ilustracja muzyczna tej sceny, przydałoby się więcej smutku, ale i tak jest na pewno lepiej, niż w przypadku tego, co słychać w czasie filmu – bo przynajmniej taki lament się pamięta i z daną sceną później kojarzy.
Kolejny punkt w drodze do ostatecznego zwycięstwa Yareda.
Zdobywanie Troi
To ostatnia bardzo ważna ilustracja muzyczna w filmie – kulminacyjny moment opowieści, czyli nocny podbój Troi za pomocą podstępu, jakim było ukrycie się Greków w wielkim, drewnianym koniu. Podobnie jak w większości porównań – sugerować się można tylko krótkim, ponad minutowym utworem z odrzuconej kompozycji („Seeking Of Troy”). Natomiast hornerowski „The Wooden Horse And The Sacking Of Troy” trwa ponad 10 minut i zaczyna się właściwie od pomysłu Odyseusza na zrobienie „konia trojańskiego”. Rozwinięciem jest ponad 13-minutowy „Trough The Fires, Achilles… And Immortality” – ale tylko częściowo pochodzący z opisywanej sekwencji.
Jednak w tym przypadku – jak i wielu innych – nie liczy się długość, lecz styl i wydźwięk ilustracji opisującej zdobycie tytułowego miasta. To musi być muzyka złowroga, groźna i pełna niepokoju. I generalnie tak jest w obu ścieżkach, chociaż w przypadku wersji słyszalnej w filmie jest paradoksalnie zbyt spokojnie – a to nie powinno mieć miejsca w przypadku tak tragicznej przecież sceny. Dlatego mimo wszystko lepiej wypada pan Yared.
Podsumowanie
Przyszedł czas na podsumowanie. Większość osób czytających tę całą analizę i obie recenzje ścieżek dźwiękowych może odnieść wrażenie, że nagle przestałem lubić Jamesa Hornera, że zwyczajnie znudził mi się i „przejadł” jego styl, ale to nie jest tak. Nadal go szanuję i wciąż mam do niego wielki sentyment, jednak w tym przypadku zawiódł i stworzył ilustrację całościowo znacznie gorszą od dzieła Gabriela Yareda. To nie jest też żadne faworyzowanie tego ostatniego – bo szczerze przyznam, że nigdy specjalnie nie pociągała mnie muzyka tego pana.
Za cały zaistniały stan rzeczy nie należy i nie wypada winić tylko i wyłącznie kompozytora. Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało na skomponowanie podkładu do tak wielkiej, epickiej opowieści. Sporą winą należy obarczyć reżysera, Wolfganga Petersena, za nieodpowiednią i nie w pełni przemyślaną decyzję. I do tego ta grupka widzów, która na pierwszych pokazach filmu dopełniła „sądu”. W internecie pojawiają się głosy, że znakomitym posunięciem byłoby wydanie filmu na DVD z dwiema różnymi ścieżkami dźwiękowymi – pomysł naprawdę przedni! Niech widz ma wybór, z czyją muzyką w tle chce się zagłębić w starożytną opowieść.
Kompozytor, z którego usług zrezygnowano, mógłby się w jakiś sposób „dogadać” z wytwórnią, co zaowocowałoby najlepszym rozwiązaniem. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy – ten pomysł na razie pozostaje w sferze marzeń. Pojedynek kompozycji Gabriela Yareda i Jamesa Hornera wypada niczym pojedynek Achillesa z Hektorem – tym pierwszym jest właśnie Yared, drugim – Horner. Hektor przeczuwał swoją śmierć, zresztą był z góry skazany na porażkę w walce z nietykalnym greckim herosem. Tak samo na porażkę skazany był Horner – bo czy skomponowana pobieżnie, w zaledwie 2 tygodnie muzyka może zwyciężyć z przemyślanym, dopracowanym i doszlifowanym dziełem, które powstawało znacznie dłużej? Teoretycznie niemożliwe.
A prawda jest taka, że dostępny, ponad 30-minutowy materiał z odrzuconej partytury zawiera więcej charyzmy, więcej monumentalności i dumnej „greckości” niż ponad 70-minutowa kompozycja Hornera.
Tekst z archiwum film.org.pl.
