Connect with us

Publicystyka filmowa

KASOWE FILMY, o których zapewne NIE PAMIĘTACIE

KASOWE FILMY, o których zapewne NIE PAMIĘTACIE, to zapomniane hity, które podbiły box office, ale zniknęły z naszej pamięci. Czas na wspomnienia!

Published

on

KASOWE FILMY, o których zapewne NIE PAMIĘTACIE

Komercyjny sukces filmu nie zawsze idzie w parze z jakością. Co prawda istnieją produkcje, a nawet całe serie, które zostały zjedzone przez krytyków, ale cieszą się popularnością wśród fanów, co przekłada się na decyzje producentów o wypuszczaniu sequeli, prequeli, spin-offów, rebootów, remake’ów itp. Istnieje jednak szereg produkcji, które znakomicie poradziły sobie w box offisie, a potem zostały niemal wyparte z masowej pamięci. Oto przykłady kasowych hitów, o których mało kto dziś pamięta. 

Advertisement

Troja

Wolfgang Petersen od czasów swojego najważniejszego filmu, genialnego Okrętu, cieszył się karierą filmowca realizującego najwyższej jakości rozrywkę kinową, która zarabiała krocie.

Dzięki temu w ciągu trzech dekad zrealizował m.in. fantastyczne widowisko Mój własny wróg, inteligentny thriller polityczny Na linii ognia oraz katastroficzną Epidemię z gwiazdorską obsadą. W 2004 do kin weszła Troja – epicki dramat kostiumowy oparty na dziele Homera. W obsadzie Brad Pitt, Orlando Bloom, Diane Kruger, Eric Bana – wszyscy u szczytu popularności. Premiera odbyła się w tym samym roku, w którym trzecia część Władcy Pierścieni otrzymała jedenaście Oscarów i biła rekordy kasowe.

Troja miała wszelkie powody, by zostać hitem. Niestety, w Ameryce ledwo zwróciła swój budżet o wysokości 175 milionów dolarów. Jednak mimo chłodnych (ale nie – katastrofalnych) recenzji poza granicami Stanów filmowi udało się dobić do zadowalającej kwoty niemal 500 milionów dolarów. Mimo to film ani nie ożywił mody na kino historyczno-mityczne, ani nie utrzymuje jakiejś szczególnej pozycji w pamięci masowego widza. 

Advertisement

Wersja skrócona


Smerfy 

Kultowa bajka doczekała się pełnometrażowego, hollywoodzkiego filmu w roku 2011. Na korzyść filmu należy zaliczyć fakt, że Hank Azaria rzeczywiście przypominał Gargamela. Na niekorzyść – całą resztę. Obraz został wręcz zmiażdżony przez krytyków.

Advertisement

Za kamerą stanął Raja Gosnell – były montażysta, który może pochwalić się niezłym osiągnięciem: żaden z wyreżyserowanych przez niego filmów nie doczekał się „czerwonego pomidora” w serwie Rotten Tomatoes. Smerfy nie są wyjątkiem, ale, podobnie jak pozostałe dzieła Gosnella, nie musiały być dobre, by stać się kasowe. Widzowie wydali ponad pół miliarda dolarów na kinowe bilety, film doczekał się kontynuacji. Byliście wśród widzów, którzy dołożyli cegiełkę do sukcesu tej produkcji? 

Starcie Tytanów 

Czy film, w którym występują Liam Neeson, Ralph Fiennes i Madds Mikkelsen, może być niewartym uwagi? Może, jeśli towarzyszy im Sam Worthington. Mam taką prywatną teorię: jeśli chcesz zrobić film, o którym widzowie zapomną jak najszybciej, zatrudnij do niego Sama Worthingtona. Australijski aktor o angielskim pochodzeniu nie jest w żadnym wypadku beztalenciem, ale jest tak bardzo pozbawiony charyzmy, jak tylko jest to możliwe w tym zawodzie.

Advertisement

Starcie Tytanów było kolejną hollywoodzką próbą wskrzeszenia gatunku mitycznego fantasy – i kolejną nieudaną. Film uzbierał niemal 500 milionów dolarów wpływów, doczekał się sequela, a potem ustawił się w rządku produkcji, o których nikt nie pamięta.

2012 

Dobra, tutaj możemy się umówić, że chwytliwy tytuł filmu sprawił, że jednoznacznie kojarzymy go z datą domniemanego końca świata. Jednak spróbujcie przypomnieć sobie chociaż jedną scenę z tego filmu. Jedną linijkę dialogu. Jedną postać (postać!, nie aktora!). Jedną rzecz, która utkwiła wam w pamięci na dłużej. Coś świta? A teraz pomyślcie i upewnijcie się: czy to na pewno było 2012 czy może Pojutrze? A może inny film katastroficzny z tego okresu? I jak? Roland Emmerich to kolejny niemiecki reżyser (jak wspomniany wyżej Petersen), którego filmy wyjątkowo dobrze wpisały się w oczekiwania amerykańskiej widowni.

Advertisement

Ma na koncie kilka całkiem udanych produkcji, w tym doskonały w swojej „amerykańskości” Dzień niepodległości, jednak większość jego obrazów to chaotyczne, przesadzone, niespójne wizje różnego rodzaju katastrof, o których zapomina się tuż po rozpoczęciu napisów początkowych. Film zarobił na całym świecie niemal 800 (!) milionów dolarów. 

Supertata

Przykład nieco innej kategorii gatunkowej i wagowej niż dotychczas opisane filmy. Supertata nie jest wysokobudżetowym blockbusterem: to komedia obyczajowa zrealizowana za nieco ponad 30 milionów dolarów. W tytułową rolę wciela się Adam Sandler, który od ponad dwóch dekad jest gwarantem wielkich wpływów. Zresztą, sprawa Sandlera to temat na osobny artykuł: człowiek ten jest fenomenem – bez żadnego aktorskiego wysiłku i starań generuje gargantuiczne zyski z głupawych komedii, a średnio raz na pięć–sześć lat bierze ambitniejszą rolę, która rozkłada na łopatki i widownię, i krytyków (Lewy sercowy, Opowieści o rodzinie Meyerowitz, Nieoszlifowane diamenty). Cokolwiek by o nim nie mówić – jest jedną z ostatnich wielkich gwiazd filmowych i jednym z niewielu aktorów, których twarz kojarzy niemal każdy, a którzy nie są elementem większego, kinowego uniwersum. Możemy kojarzyć Sandlera z wielu tytułów: Billy Madison, Farciarz Gilmore, Dorosłe dzieci, Piksele. Okazuje się, że to jednak Supertata jest jednym z największych kasowych hitów w karierze aktora!

Advertisement

Avatar 

Tak, tak, lekka prowokacja. Pamiętamy o Avatarze – pamiętamy także o jego nadchodzących od lat sequelach: pierwszym, drugim, trzecim i czwartym. Pamiętamy niebieskich Naavi, wspaniały świat Pandory i trójwymiarowy przełom. Czy jednak pamiętamy z hitu Jamesa Camerona cokolwiek więcej? Choćby jeden dialog? Jakąś konkretną scenę? Jedno niezapomniane ujęcie? Czy ktokolwiek pamięta wspomnianego wcześniej Sama Worthingtona? Czy dzieciaki bawią się figurkami z Avatara? Czy widzimy avatarowe cosplaye na zjazdach i konwentach? Czy stylizujemy nasze urządzenia: komputery, telefony, tostery na sprzęty z Avatara, tak jak stylizujemy je na rekwizyty z chociażby Gwiezdnych wojen? Czy trzydziestoletni ojcowie przekazują sześcioletnim synom płytę DVD z Avatarem? Czy ktokolwiek ma jakikolwiek sentyment do tego filmu i pamięta go z powodu innego niż jego box office’owy rekord? O odpowiedzi klasycznie proszę w komentarzach.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *