search
REKLAMA
Ranking

SZYBKA PIĄTKA #80. Filmy, które prawdopodobnie widziałeś tylko ty

REDAKCJA

20 listopada 2018

REKLAMA

Macie nieraz wrażenie, że mało kto widział film, który na was zrobił niemałe wrażenie? Z pewnością jest tak w przypadku piątki naszych redaktorów – poniżej typują oni produkcje, które z całą pewnością są warte uwagi, a niewielu je zna. 

Jan Dąbrowski

  1. Slipstream – nazwisko reżysera/scenarzysty-debiutanta, kompozytora i odtwórcy głównej roli powinno zapewniać popularność temu filmowi – to sam Anthony Hopkins. Cieszący się uznaniem aktor, mający zaliczane do klasyki role na dużym ekranie, postanowił spróbować swoich sił po drugiej stronie kamery. Sam zagrał też głównego bohatera – starzejącego się scenarzystę, któremu umysł zaczyna płatać figle, mieszając rzeczywistość z napisaną przez niego fikcją. To surrealistyczny dramat psychologiczny z Hopkinsem po obu stronach kamery. Poza tym w obsadzie znaleźli się John Turturro, Christian Slater, Jeffrey Tambor i nieodżałowany Michael Clarke Duncan. Jest satyra na media i Hollywood, jest intryga kryminalna, jest też inteligentny humor. Montaż skojarzeniowy mocno oddziałuje na podświadomość widza, a seans wciąga bez reszty aż do ostatnich sekund. Niestety film w ogóle nie wszedł do polskiej dystrybucji, a na świecie obejrzała go garstka osób, głównie na festiwalach. Prawdziwe złoto dla każdego nerda: niszowy projekt wysokiej jakości pełen pierwszorzędnych nazwisk.
  2. Kraina traw – ekranizacja prozy Mitcha Cullina, a przy tym wariacja na temat Alicji w Krainie Czarów. Reżyseria: Terry Gilliam. W obsadzie między innymi Jeff Bridges, choć to dziecko w roli głównej – Jodelle Ferland – daje największy aktorski popis. Piękne zdjęcia. Próba pokazania świata przepuszczonego przez nieskrępowaną fantazję dziecka szczęśliwego, bo wolnego od narzuconych z góry schematów. A mimo to film okazał się tak kontrowersyjny, że reżyser nakręcił wprowadzenie, w którym zachęca do oglądania Krainy traw z otwartym umysłem: https://www.youtube.com/watch?v=aRcvDaw0WB4
  3. Sztuka wyboru – emocjonalne starcie aktorskie. W jednym narożniku Harvey Keitel jako major Arnold, członek amerykańskiego komitetu denazyfikacyjnego, żarliwy w szukaniu winy ludzi jakkolwiek związanych z III Rzeszą. W drugim narożniku Stellan Skarsgård w roli dyrygenta Furtwanglera, wrażliwego artysty skupionego na muzyce, którego niejednoznaczny stosunek do Adolfa Hitlera może go drogo kosztować. Film marzenie dla miłośników kameralnych dramatów i starcia poglądów podpartego pierwszorzędnym aktorstwem.
  4. Oniegin – ekranizacja poematu Aleksandra Puszkina, projekt rodziny Fiennesów. Ralph zagrał tytułową rolę i został producentem wykonawczym, jego siostra Martha zajęła się reżyserią, a brat Magnus skomponował muzykę. Plenery kręcono w Petersburgu, a role żeńskie zagrały Liv Tyler i Lena Headey. W filmie są przepiękne zdjęcia i kostiumy, ale prym wiedzie tu opowiadana historia i emocje bohaterów. Nie ma tu miejsca na zbędne sceny, fabuła nie pędzi na złamanie karku, a obsada daje z siebie wszystko, choć zamiast szarż są tu raczej pojedynki aktorskie. Smakowite kino, skandalicznie niedocenione.
  5. Król Olch – John Malkovich Forrestem Gumpem drugiej wojny światowej, co wy na to? Reżyseruje Volker Schlöndorff, zdjęcia powstały we Francji, Norwegii i w Polsce. Przejmujący obraz działania machiny wojennej oczami nieświadomej jednostki, której naiwność zostaje bezdusznie wykorzystana. Znakomite aktorstwo Malkovicha, sam film kameralny i refleksyjny, skupiony na psychologii postaci, a nie na rozmachu scen batalistycznych. Nie tak przebojowy jak inne filmy wojenne, co w tym przypadku jest zaletą.

Janek Brzozowski

https://gph.is/2S1Zdhy

  1. Second Glance – nakręcić porządny, niepopadający w nadęte tony tuby propagandowej film o tematyce chrześcijańskiej to sztuka niełatwa. Z pewnością nie udało się tego dokonać Richowi Christiano – autorowi Second Glance, który swego czasu stworzył na potrzeby Christian Group szereg podobnych, trwających około godziny filmów. Co wyróżnia na tle tych taśmowych produkcji akurat Second Glance? Ostatnia linijka dialogowa, która po latach stała się memem, i schemat fabularny bezczelnie ściągnięty z Tego wspaniałego życia Franka Capry. Pomimo wszystkich, ewidentnych wad obrazu Christiano trudno mi go wam nie polecić. Ja bawiłem się świetnie i chociaż chrześcijańskie przesłanie zostało mi we wspaniałej, finałowej scenie wbite do głowy młotkiem, to wciąż uważam, że Second Glance jest dobrym-złym filmem na miarę chociażby niesławnego The Room Tommy’ego Wiseau.
  2. Cat Sick Blues – kino klasy B najwyższej próby. Mężczyzna odnajduje sposób na ożywienie swojego zmarłego kota. Musi zamordować dziewięć kobiet (rzekomo poprzednich wcieleń ukochanego pupila), a następnie wypuścić z ciał swych ofiar krew. W tym celu tworzy wizerunek mordercy – Człowieka Kota uzbrojonego w charakterystyczną maskę, śmiercionośne szpony oraz gigantycznego gumowego penisa wzorowanego na kocim organie rozrodczym. Takiego horroru jeszcze z pewnością nie oglądaliście. Zainteresowanych odsyłam do artykułu Jarosława Kowala, który pisał o tej fascynującej produkcji w ramach cyklu “Kino klasy Z”.
  3. Hazardzista – dokument przedstawiający zmagania Nicolasa Windinga Refna w latach 2003–2005, kiedy to ze względu na ogromne finansowe straty spowodowane produkcją swojego anglojęzycznego debiutu pt. Fear X duński reżyser z dnia na dzień znalazł się na krawędzi bankructwa. Aby wyjść z tej trudnej sytuacji, błyskawicznie napisał i nakręcił dwa sequele Pushera. Dla fanów twórcy kultowego Drive, do których zalicza się m.in. wyżej podpisany, jest to pozycja obowiązkowa. Wyjątkowo satysfakcjonująca, pozwalająca poznać nieco lepiej swojego ulubionego reżysera oraz jego filmowe preferencje i zainteresowania.
  4. Conrad & Butler Take a Vacation – krótkometrażowy film autorstwa Noaha Baumbacha. Trzydziestominutowa produkcja przedstawia nam losy dwójki współlokatorów – tytułowego Conrada oraz Butlera. Panowie postanawiają wybrać się na jednodniowe wakacje na drugi koniec Stanów Zjednoczonych. Wspólny wyjazd i krótki wypoczynek mają pomóc Conradowi zapomnieć o Debrze – dziewczynie, która kilka dni wcześniej z nim zerwała. Oczywiście, jak to zwykle bywa, niewiele idzie po myśli bohaterów, a wakacje szybko zamieniają się w depresyjne posiedzenie w pokoju.
  5. Plaga podziemnych pająków – kolejne kino klasy B, które znalazło się na mojej liście. Wierzcie lub nie, ale ten konkretny film odnalazłem, przeglądając pewnego letniego dnia “Tele Tydzień”. Zapisałem go na mojej liście do obejrzenia, a gdy nadarzyła się okazja (w tym wypadku była to wizyta dobrego przyjaciela), uznałem, że pora wreszcie sprawdzić, co takiego ma widzowi do zaoferowania Plaga podziemnych pająków. Obrzydliwe efekty specjalne, okropne, przerysowane aktorstwo i strasznie schematyczna fabuła, czyli chyba wszystko, czego mogłem oczekiwać od filmu o takim tytule. Niemniej nie mogę powiedzieć, żebym bawił się podczas jego oglądania źle. Wy też raczej nie powinniście.

Tomasz Raczkowski

  1. Bestia – niegdysiejszy laureat Złotej Kamery Christoffer Boe to reżyser specjalizujący się w budowaniu narracji, w których zachwiane są granice między rzeczywistością a paranoidalnymi wyobrażeniami. Jego piąty film, Bestia, to popis jego umiejętności w tym zakresie. Historia chorobliwie zazdrosnego Bruna to podszyty psychoanalitycznymi tropami body horror zbudowany wokół znakomitej kreacji Nicolasa Bro i wykwintnie “opakowany” stylowymi zdjęciami Sophii Olsson. Boe sprawnie łączy skandynawski chłód z surrealistycznymi żywiołami, w wyniku czego Bestia to film bardzo charakterystyczny, który pomimo swojej hermetyczności zasługuje na szersze uznanie.
  2. Mały krawiec – krótkometrażowy film Louisa Garrela (renomowanego aktora i syna kultowego Philippe’a) to zachwycająco prosta i zgrabna historyjka o miłosnym wielokącie. Czarno-biały film ze wschodzącą gwiazdą francuskiego kina Léą Seydoux to przesycona hipsterskim spleenem mieszanka współczesnego OFF-u i nawiązań do klasyki kina znad Sekwany. Stylowy, lekki i na wskroś francuski Mały krawiec to idealny film na senny, jesienny wieczór, jeśli szukamy zwięzłej, ale klimatycznej opowieści.
  3. I tempi felici verranno presto – kwintesencja terminu “kino festiwalowe”. Rozgrywająca się w górskich lasach francusko-włoskiego pogranicza historia osadzona jest w świecie regionalnych legend, na których bazie buduje historię o dojrzewających i przemieniających się osobowościach. Mamy tu obowiązkowe meandrowanie fabuły, powolne tempo, niejasne znaczenia i ogólną atmosferę sennego niepokoju. Uczciwie przyznam, że seans był dla mnie dość męczący, a film nie do końca trafił do mojej wrażliwości – ale za to pozostawił w mojej pamięci kilka intrygujących scen.
  4. Svidd neger – szalona groteska prosto z Norwegii. Rozgrywająca się na zapomnianym przez ludzkość północnym krańcu świata historia wydaje się wykwitem nieprzespanych białych nocy – mamy tu dręczonego przez grzechy przeszłości ojca, poszukującą miłości dziewczynę, ekscentryczną staruszkę, udającego samskiego autochtona chłopaka i czarnoskórego chłopca, którego niegdyś wyłowiono z morza. Ten dziwaczny film to lokalna ciekawostka, na którą międzynarodowy widz może trafić ze względu na oprawę muzyczną przygotowaną przez ceniony eksperymentalny kolektyw Ulver i, jak się zdaje, stanowiącą najmocniejszą stronę filmu.
  5. Obraz niemożliwy – niesamowita podróż w odmęty ludzkiej pamięci, tożsamości i niejasnych doznań okresu dzieciństwa. Film austriackiej reżyserki Sandry Wollner to brawurowa gra z konwencją dokumentalnej kompilacji archiwaliów, z których wyłania się mroczna historia pewnej rodziny, nad którą ciąży zarówno przeszłość, jak i przyszłość. Reżyserka genialnie żongluje motywami, imitując realizm zapisów życia rodzinnego, splatając realność z fikcją oraz oddając intymność doświadczania świata przez kształtujące się młode osobowości. Naczelnym przesłaniem Obrazu niemożliwego jest nieosiągalność reprezentacji faktów i zwodniczość pamięci, budującej sztuczne interpretacje prawdziwych przeżyć. Trudny, ale niezwykle stymulujący intelektualnie seans.

Mariusz Czernic

Hayley Mills, Ian McShane

  1. Sky West and Crooked – debiut reżyserski jednego z najbardziej cenionych, ale dziś już zapomnianych brytyjskich aktorów, Johna Millsa (w 1971 zdobył Oscara za znakomitą kreację w Córce Ryana Davida Leana). Film, który wyreżyserował, można nazwać „rodzinną produkcją”, gdyż autorką scenariusza (na podst. własnej powieści) była jego żona, Mary Hayley Bell, a w głównej roli wystąpiła ich córka, Hayley Mills. To opowieść o młodej dziewczynie mieszkającej z matką-alkoholiczką. Dziewczyna jest traktowana z pogardą przez sąsiadów ze względu na tragiczne wydarzenie z przeszłości, którego już nie pamięta. Jedyną osobą, która spogląda na nią przychylnym okiem, jest przystojny Cygan (Ian McShane). Poruszająca opowieść o dorastaniu z traumą, szukaniu bratniej duszy i próbie ucieczki z nieprzyjaznego środowiska.
  2. Four Riders – w filmografii Cheh Changa znajduje się około stu pozycji, w tym osiem z 1972 roku. Pochodzący z tego rocznika Four Riders (tytuł nasuwający skojarzenia z czterema jeźdźcami Apokalipsy) to film, który wybrałem losowo, próbując zapoznać się ze stylem hongkońskiego reżysera porównywanego do Sama Peckinpaha. Obraz powstał pod szyldem Shaw Brothers, gdzie bardzo szybko i tanio realizowano proste schematy kina akcji. Zdjęcia kręcono w Seulu, akcja toczy się zaś tuż po wojnie koreańskiej w 1953. Nikt sobie jednak nie zaprzątał głowy budowaniem klimatu lat 50. Pierwszoplanowi bohaterowie, tak jak czterech jeźdźców Apokalipsy, symbolizują nieszczęście. Najważniejszą atrakcją są efektowne i brutalne bijatyki, świetnie wykonane pod okiem znakomitych instruktorów sztuk walki.
  3. Un aller simple – jeden z najmniej znanych filmów José Giovanniego, byłego kryminalisty, cenionego scenarzysty i sprawnego reżysera (Dwaj ludzie z miasta, Cygan). Un aller simple, co można przetłumaczyć jako Bilet w jedną stronę, to skromna produkcja obsadzona mało popularnymi nazwiskami. Na pierwszym planie obserwujemy losy złodzieja, który po napadzie zabił funkcjonariusza policji. To była obrona konieczna, gdyż policjant zamierzał go zastrzelić, a nie aresztować. Pechowy przestępca z raną postrzałową trafił do szpitala i grozi mu gilotyna, więc planuje ucieczkę. To kino wiarygodne psychologicznie, gorzkie w wymowie, unikające schematycznych rozwiązań. Adaptacja powieści Henry’ego Edwarda Helsetha The Chair for Martin Rome, którą zekranizował Robert Siodmak w 1948 – jako Krzyk miasta (Cry of the City).
  4. Ziemia gauchos – argentyński dramat historyczny w klimacie westernu – już to brzmi ciekawie. I film jest wart tego, by o nim napisać. Akcja toczy się w końcowej fazie argentyńskiej wojny o niepodległość z lat 1810–1818. Bohaterami są argentyńscy kowboje zwani gauchos, toczący nieregularne walki przeciwko oddziałom wiernym Koronie Hiszpańskiej. Produkcja zrealizowana na podstawie serii książek Leopolda Lugonesa.
  5. H2S – ta obskurna, ekscentryczna opowieść godna jest uwagi przede wszystkim dzięki znakomitej muzyce Ennia Morricone, która łączy awangardowe, futurystyczne brzmienia z tradycyjną ilustracją z użyciem chóru, wokalizy i klasycznych instrumentów z fortepianem na czele. Reżyser Roberto Faenza chciał tu niejako pokazać swoje poparcie dla protestów studenckich z maja 1968, ale uczynił to w formie surrealistycznej, niezbyt przekonującej farsy.

Szymon Skowroński

  1. Głód – ale nie ten głośny obraz Steve’a McQueena sprzed dziesięciu lat. Ten sam tytuł nosi film z 1966 w reżyserii Henninga Carlsena, jak również powieść Knuta Hamsuna, na podstawie której został nakręcony. Hamsun jest jednym z najważniejszych pisarzy skandynawskich i prekursorem nowoczesnej powieści psychologicznej, którego zasługi dla literatury mogłyby być wymieniane jednym tchem obok Dostojewskiego, gdyby nie przykry fakt, że Norweg był miłośnikiem hitleryzmu. Jednak napisana na długo przed wybuchem drugiej wojny światowej powieść jest znakomitą i głęboką wiwisekcją stanu człowieka na skraju załamania psychicznego i fizycznego, a film dorównuje literackiemu pierwowzorowi na wielu poziomach. Warto docenić zwłaszcza świetną rolę Pera Oscarssona, a dodatkową rekomendacją może być ścieżka muzyczna w wykonaniu Krzysztofa Komedy.
  2. Ilha das flores – nigdy nie zapomnę pierwszego seansu tego eksperymentalnego dokumentu Jorgego Furtado. Zaczął się jak nieco słabsza wersja skeczu Monty Pythona, a pozostawił mnie w stanie totalnego rozbicia, z którego długo nie mogłem się pozbierać. Śmiało mogę również powiedzieć, że jest to obraz, który zmusił mnie do przemyślenia wielu życiowych kwestii. A to wszystko w zaledwie trzynastu minutach filmiku o plantacji pomidorów!
  3. Ziemia w transie – jedyny film przedwcześnie zmarłego brazylijskiego reżysera i rewolucjonisty Glaubera Rochy, do którego udało mi się dotrzeć. Seans ciężki, bo film chaotyczny, rozdarty między próbą bycia kinem poetyckim a brawurowym dramatem, wzywającym do konkretnej, ideologicznej postawy. Niemniej było to ciekawe doświadczenie, a ja bezustannie poszukuje ostatniego fresku Rochy – Wieku ziemi.
  4. Murder by Contract – późny film noir Irvinga Lernera, który właściwie został zapomniany i przykryty grubą warstwą kurzu za sprawą wielkości i doniosłości innego obrazu, który pojawił się w tym samym roku – 1958, a mowa o Dotyku zła. Murder… bez wątpienia zasługuje jednak na uwagę ze względu na ciekawą i oryginalną analizę motywów i sposobów postępowania człowieka, który podejmuje się fachu płatnego mordercy. Film był jedną z inspiracji dla Martina Scorsese do zrealizowania Taksówkarza, więc samo to powinno wystarczyć za rekomendację.
  5. Project Shadowchaser IIInic nie poradzę, jestem fanem obrzydliwego, taniego, nieporadnego kina science fiction, a Shadowchaser spełnia wszystkie wymogi seansu spod znaku guilty pleasure. Prawdopodobnie naginam nieco temat, bo jestem pewien, że sporo osób z mojego pokolenia widziało ten film na Polsacie o północy w okolicach roku 1995 (bez zgody rodziców), jednak osobiście nie znam nikogo, kto by się do tego przyznawał. Frank Zagarino is the man!
REKLAMA