search
REKLAMA
Artykuł

SWEAT, Black Mirror, Ona. Po co żyć w rzeczywistości, skoro mamy świat wirtualny?

Marcin Kempisty

13 czerwca 2021

Sweat
REKLAMA

Świat wirtualny prawie nigdy nie jest przedstawiany jako przestrzeń, w której można odnaleźć dobro. Dominik, bohater pierwszej Sali samobójców, niby odnajduje w Internecie ukojenie, ale jednocześnie oddala się od rodziny, co ostatecznie doprowadzi do tragedii. Tomek, bohater drugiej części Sali samobójców o podtytule Hejter, wykorzystuje przestrzeń cyfrową do szerzenia nienawiści, czym mści się na reprezentantach bogatszej części społeczeństwa, którzy go nie zaakceptowali i nie wpuścili do swojego grona. W e-rzeczywistości Mr. Robot hakerzy w najlepsze bawią się w bogów, gdy przy pomocy rootkitów i innego rodzaju wirusów komputerowych wywracają światową gospodarkę do góry nogami, doprowadzając do ekonomicznego krachu i totalnej rewolucji. Wydaje się, że przełomowy Matrix na wiele lat ustawił artystyczny dyskurs związany z opowiadaniem o wirtualnej drugiej stronie lustra. Dopiero ostatnimi czasy pojawiły się próby innego, znacznie bardziej pozytywnego podejścia do tego tematu, choć zastanawiające, że jak na razie idea cyfrowej rzeczywistości jest znacznie bardziej kusząca, gdy mowa o e-życiu po życiu. W serialu Upload od Amazona zmarłe dusze zostają skompresowane do formy pliku, a następnie przeniesione do idyllicznego kurortu położonego w malowniczym entourage’u. I tylko pod sam koniec pierwszego sezonu pojawia się sugestia, że na takie postśmiertelne frykasy może liczyć garstka najbogatszych, zaś reszta biedoty jest skazana na wieczne bytowanie w szarych piwnicach.

Podobny motyw cyfrowych zaświatów porusza „San Junipero”, bodaj najlepszy odcinek Black Mirror, z tym że tam pozytywna aura unosi się aż do ostatniej minuty seansu, gdy okazuje się, że śmierć i przejście do wirtualnej rzeczywistości stanowią początek nowej, równie ciekawej przygody. Również w animacji Ralph Demolka w Internecie sieć jest ukazana jako przestrzeń wielkich możliwości, miejsce, gdzie każde marzenie może się spełnić. Wcześniejsza walka ze złowieszczymi wirusami, a także gorzki posmak zakończenia związany z rozwidleniem się ścieżek tytułowego bohatera i jego przyjaciółki nie zmieniają faktu, że za powstaniem Internetu czai się oferta niesamowitej feerii doznań, z której coraz mniej osób chce rezygnować.

Z kolei von Horn zaproponował w filmie Sweat inne spojrzenie na to zagadnienie, czym zdecydowanie wyróżnia się spośród innych reżyserów opowiadających o wirtualnej rzeczywistości. Wydaje się, że ten film może otworzyć nowy rozdział w rozmowie o życiu w cyfrze. Otóż okazuje się, że bohaterka ma pełną świadomość wad związanych z funkcjonowaniem na polu social mediów, ale mimo to nie zamierza zejść z raz obranej drogi. Więcej cierpienia przynosi jej życie w materialnej rzeczywistości, podczas gdy kontakt z fanami przez światłowody to szansa na zrealizowanie najskrytszych emocjonalnych potrzeb. Sylwia jednoznacznie wybiera życie online jako tę formę egzystencji, gdzie może nareszcie poczuć się kochana.

Sweat

Najprawdopodobniej powoli kończy się era demonizowania i straszenia Internetem jako elementem destrukcyjnie wpływającym na naszą rzeczywistość. Kości zostały rzucone, nikt nie zrezygnuje z dobrodziejstw nowoczesnej technologii. Nakreślona przez von Horna protagonistka jest zatem nowego rodzaju postacią w kinowym uniwersum, rozumiejącą blaski i cienie bycia cyfrową celebrytką. Choć realizuje się zawodowo, to kontakt przez media społecznościowe z fanami staje się nieodłącznym elementem jej codzienności, bez którego nie potrafiłaby się emocjonalnie trzymać w ryzach. Materialna rzeczywistość powoli przestaje jej być potrzebna – ekrany smartfonów i komputerów dostarczają wszystkiego, co potrzebne do szczęścia.

Poeta Józef Czechowicz w jednym ze swoich wierszy zapytał retorycznie: „cóż po chlebie kiedy nie smarowany niebem”, lecz po seansie Sweat można sparafrazować ten piękny wers na „cóż po rzeczywistości kiedy nie smarowana wirtualnością”. Obie przestrzenie wzajemnie się uzupełniają, a nawet może się wydawać, że jedna z nich – ta nowsza, bardziej dynamiczna, oferująca więcej atrakcji – zajmuje coraz istotniejsze miejsce w ludzkich ciałach, umysłach i duszach. Żyć w sferze online to znaczy być niezliczonymi wersjami samych siebie. Dla Sylwii i jej fanów życie w sferze online to szansa na relację, jakiej nigdy nie mogliby stworzyć poza Internetem. Czy jest zatem sens, by jeszcze się wynurzać z cyfrowych toni?

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA