Publicystyka filmowa
Solidarność jajników. FILMY BEZ MĘŻCZYZN
W filmie SOLIDARNOŚĆ JAJNIKÓW. FILMY BEZ MĘŻCZYZN odkrywamy wyjątkowe produkcje, w których rządzą wyłącznie kobiety, pełne pasji i emocji.
Skoro… przelecieliśmy już w całości samcze produkcje filmowe, to odwracamy sytuację i skupiamy się na filmach, w których płci brzydkiej nie uświadczymy. Oto pozycje, w których pojawiają się wyłącznie niewiasty. Tradycyjnie nie wyczerpują one tematu, bo to niemożliwe, zatem w komentarzach zachęcamy do rozszerzenia listy – na pohybel śliniącym się facetom!
8 kobiet (2002)
Spojrzenie François Ozona na różne rodzaje kobiet obecne w życiu mężczyzny i zarazem hołd dla nich. Tutaj pan domu od razu pada ofiarą którejś z nich. Pytanie „kto zabił?” szybko przeradza się w intymny festiwal żeńskich charakterów, które z pomocą musicalowej formy zaczynają wyrażać siebie, swoje pragnienia, lęki, potrzeby… Niewielki, teatralny plan wypełniają same ikony francuskiego kina: Danielle Darrieux, Catherine Deneuve, Fanny Ardant, Isabelle Huppert, Emmanuelle Béart, Virginie Ledoyen, Ludivine Sagnier, Firmine Richard. Całość ujmuje natomiast nieco staroświecką atmosferą, w której od treści ważniejszy jest styl – w tym wypadku stuprocentowo kobiecy, choć przecież zrodzony w męskiej głowie.
Duke of Burgundy. Reguły pożądania (2014)
Lesbijski romans sado-maso rozpisany na dwie kobiety, okazjonalnie odwiedzane jeszcze przez osoby postronne, zawsze „w spódnicach”. Reżyser Berberian Sound Studio proponuje nam film jakby zaklęty w czasie, bajkowy wręcz, i świat, w którym mężczyźni zdają się nie istnieć. Obecność płci pięknej jest tu podkreślona także w sferze audiowizualnej, co sprawia, że choć pozornie niewiele się tu dzieje, to erotyzm oraz seksualny dreszcz są wyczuwalne w każdym kadrze. Twór to tym samym niezwykle wysmakowany, poetycki i równie czarujący jak jego bohaterki.
Dziewczęta w mundurkach (1931 i 1958)
Ekranizacje sztuki Christy Winsloe Gestern und heute (dosłownie: Wczoraj i dziś) były ogółem aż trzy, z czego dwie powstały na przestrzeni zaledwie siedmiu lat. Jedna z nich to meksykańska wersja tej historii. Pozostałe nakręcono w ojczyźnie artystki, czyli w Niemczech. Z oczywistych względów bardziej znana jest ta ostatnia, z piękną Romy Schneider w jednej z głównych ról. Większą estymą cieszy się jednak przedwojenny film Carla Froelicha. W żadnym z nich nie znajdziemy jednak ani jednego mężczyzny, gdyż akcja toczy się tutaj w internacie dla dziewcząt.
Jedna z nich zakochuje się w nauczycielce, co zważywszy na czasy powstania dzieła niesie ze sobą oczywiste konsekwencje – także dla twórców, których film został tuż po premierze zakazany. Naziści próbowali nawet spalić wszystkie kopie, ale szczęśliwie im się to nie udało. Tym samym Dziewczęta… pozostają jednym z pierwszych i ważniejszych głosów mniejszości seksualnych w kinie głównego nurtu.
Gorzkie łzy Petry von Kant (1972)
Rainer Werner Fassbinder opowiada o tytułowej bohaterce, która, mając za sobą same niepowodzenia w związkach heteroseksualnych, postanawia zmienić orientację i sypiać już tylko z kobietami. Tych na ekranie widzimy ostatecznie kilka, bo akcja rozgrywa się w całości w sypialni oraz połączonym z nią warsztacie Petry, która jest projektantką mody. Życie prywatne łączy się tu więc z zawodowym, a cała historia przybiera osobisty kształt, praktycznie nie wychodząc poza miłosny trójkąt Petry i jej współpracowniczek.
Nie licząc cameo reżysera, który widoczny jest na fotografii w gazecie, wszyscy mężczyźni sprowadzeni są tutaj do suchych opisów zawiedzionych nimi kobiet. Daleko im jednak do współczesnych, przepełnionych gniewem agitek feministycznych. To raczej uznanie dla kobiecości jako takiej – o czym świadczy chociażby dedykacja od Fassbindera dla jego nadwornej muzy, Irmy Hermann. Film znany jest z tego, że powstał bardzo szybko i tanio – scenariusz został ponoć napisany w kilka godzin, a zdjęcia trwały zaledwie dziesięć dni.
Klub kobiet (1936)
Nie mylić z filmem o tym samym tytule z 1987 roku. W tym Klubie… na ekranie pojawia się wspomniana już wcześniej Danielle Darrieux. Poza nią u Jacques’a Devala mamy całe multum ciekawych osobowości z piersiami, jako że miejscem akcji jest hotel przeznaczony tylko dla kobiet. Dlatego też jednym z wątków jest próba przemycenia do środka przez 19-letnią Darrieux jej chłopaka. Ale na tym męski, niezbyt eksponowany i traktowany przedmiotowo pierwiastek się kończy. Pojawia się za to dość odważny jak na swoje czasy motyw homoseksualny, przez który film miał problemy z dystrybucją w USA. W 1956 powstał remake z Jeanem-Louisem Trintignantem i wieloma innymi facetami.
Kobiety (1939 i 2008)

Reżyser Kobiet ze swoimi muzami.
Klasyka George’a Cukora, który, adaptując trzy lata starszą sztukę Clare Boothe Luce, dał prawdziwe pole do popisu takim gwiazdom, jak Norma Shearer, Joan Crawford czy Rosalind Russell. Tytuł właściwie mówi tu wszystko – to film o kobietach, dziejący się pośród nich, choć nieuciekający się ani do zamykania ich w ciasnych pomieszczeniach, ani niezaklinający rzeczywistości, z której mężczyźni zostają magicznie wymazani z życia. Po prostu nie pojawiają się w kadrze, jakby zarezerwowanym jedynie dla niewiast. Bynajmniej przy tym niebędących jakimś wyimaginowanym wizerunkiem niewinnych istot.
Zresztą pod względem fabuły to wciąż pewien niedościgniony wzór nie tyle portretowania płci pięknej, co prezentacji bohaterek z krwi i kości bez jednoczesnego epatowania światopoglądem. Przekonali się o tym twórcy XXI-wiecznego remake’u, w którym również nie brakowało żeńskich gwiazd (m.in. Meg Ryan, Annette Bening, Eva Mendes, Debra Messing, Jada Pinkett Smith, Carrie Fisher, Bette Midler), za to – prócz facetów – zabrakło wyczucia oraz stylu znanego z oryginału. Albo też… męskiej ręki za kamerą. Wszak nie bez kozery za najlepsze pozycje na tej liście odpowiadają panowie.

Kobiety A.D. 2008
Kobiety w Nowym Jorku (1977)
Ponownie Fassbinder – co nie powinno dziwić, wszak obok Waleriana Borowczyka i Tinto Brassa był on jednym z europejskich reżyserów niemal w całości poświęcającym swoją uwagę kobietom właśnie. Tym razem film telewizyjny, z Barbarą Sukową w obsadzie. Fabuła skupia się na zamożnych damach z lat 30., spędzających czas w salonach piękności i butikach, gdzie podczas zakupów plotkują na temat swoich obrzydliwie bogatych mężów oraz kochanków.
Mimo umiejscowienia akcji jest to więc historyjka ponadczasowa, stanowiąca protoplastę Seksu w wielkim mieście. Seksu jednak u Fassbindera tym razem nie uświadczymy. Zamiast tego jest umowna, iście teatralna scenografia (kanwą była tu ponownie sztuka Clare Boothe Luce) i kręcone na jednym ujęciu sceny. Co ciekawe, to jedyna komedia w twórczości reżysera.
Ladyworld (2018)
Jakiś czas temu było głośno o żeńskiej wersji Władcy much. Okazuje się jednak, że taka wariacja już powstała. Nie dosłowna, bowiem w filmie Amandy Kramer dochodzi do trzęsienia ziemi, po którym uczestniczące w przyjęciu urodzinowym nastolatki zostają odcięte od cywilizacji. Wkrótce postanawiają zorganizować własną społeczność, której podstawy szybko zostają rozbite strachem, skłonnościami do władzy i manipulacji.
Dziwić może fakt, że bohaterek jest jedynie osiem i że żadna z nich nie zaprosiła na bibę chłopaka. Choć może to i dobrze – jeszcze by je uratował albo, co gorsza, podporządkował je sobie. Aczkolwiek reżyserka nie zrezygnowała tu tak zupełnie z istnienia facetów, bo jeden z nich pojawia się na zasadzie widma unoszącego się nad bohaterkami, jeszcze bardziej doprowadzając je do szaleństwa. W jednej z ról Maya Hawke.
Łaźnia (1985)
Zapewne niewielu współczesnych widzów pamięta jeszcze o polskiej Saunie z 1992 roku, gdzie pocili się głównie panowie, acz w towarzystwie nieodżałowanej Gabrieli Kownackiej. Tutaj mamy sytuację odwrotną i w gorących pomieszczeniach tureckiej łaźni spotykają się między innymi Vanessa Redgrave, Sarah Miles i Patti Love. Faceta nie ma za to ani jednego, co można odebrać nieco seksistowsko względem przywołanego wcześniej tytułu, w którym kobieta bez pardonu przemieszcza się pomiędzy półnagimi mężczyznami.
Łaźnia jest jednak feministycznym dziełem, bo panie walczą tu przeciwko zamknięciu rzeczonego przybytku. Film stanowi adaptację sztuki Nell Dunn i był ostatnim w dorobku reżysera Josepha Loseya, który zmarł jeszcze przed premierą na festiwalu w Cannes.
Ploteczki (1990)
Na deser dość smaczny film, stojący na przeciwległym biegunie do sławetnego Wielkiego żarcia. Tam, w ekskluzywnej willi za miastem, Marcello Mastroianni i spółka zajadali się w towarzystwie prostytutek na śmierć. Tutaj z kolei grupa kobiet spotyka się w przestronnym domu w Los Angeles, żeby przy żarciu sobie po prostu pogadać i miło spędzić czas.
Mamy tu przekrój przez niemal wszystkie klasy społeczne, kobiety są w różnym wieku i każda reprezentuje inne podejście do życia. Łączy je jednak przyjaźń oraz jedzenie (tytuł oryginalny to Eating), czyli połączenie, które każdy facet by jedynie zepsuł. Choć w sumie przydałby tu się jakiś, gdyż wszystkie panie wspólnie zawodzą jeszcze na temat swojej… wagi, mimo iż większość ma figurę modelki. No cóż, może by tak po prostu… przestać żreć jak głupie? Żeby było śmieszniej, za cały koncept odpowiada facet – Henry Jaglom, autor przepełnionego antysemityzmem koszmarku Train to Zakopané z 2018 roku.
