publicystyka filmowa

SKYWALKER. ODRODZENIE mogło nie być KATASTROFĄ. O przeciekach z LucasFilm i całej reszcie

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Minął już ponad miesiąc od premiery dziewiątej części Gwiezdnych wojen. Części ostatniej i zamykającej – jak ładnie zostało to nazwane – Sagę Skywalkerów. Chociaż oczywiście film ma swoich obrońców (szanujmy się, to Gwiezdne wojny, zawsze się tacy znajdą!), to jednak światowa krytyka oceniła go dość jednoznacznie negatywnie, wpływy z kinowych kas mogłyby wypaść nieco lepiej, a duża część fanów (do których sam się niewątpliwie zaliczam) jest filmem mocno rozczarowana. 

Skąd tak kiepski odbiór filmu? I czy dało się go uniknąć? Cofnijmy zegarki o… siedem lat.

Disney przejmuje Gwiezdne wojny

31 października 2012 roku jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość o tym, że George Lucas sprzedał LucasFilm. Szczęśliwym kupcem okazał się rozrywkowy gigant sygnowany nazwiskiem zmarłego dekady wcześniej Walta Disneya (fun fact: wcale nie jest zamrożony). Szybko dowiedzieliśmy się, że Disney planuje stworzenie trylogii sequeli filmów Lucasa oraz kilka nieco mniejszych (fun fact: wcale nie były mniejsze) filmów skupiających się na pobocznych wątkach i postaciach znanych z głównej serii.

gwiezdne-wojny-przebudzenie-mocy

Na pierwszy ogień poszło oczywiście debiutujące pod koniec 2015 roku Przebudzenie Mocy, czyli siódma część słynnej sagi. Widowisko wyreżyserowane przez J.J. Abramsa co prawda nie zadowoliło wszystkich odbiorców, ale zebrało dobre opinie krytyków i stało się absolutnym box office’owym hitem. Już rok później w kinach oglądać mogliśmy pierwszy film cyklu Gwiezdne wojny – historie, czyli Łotr 1, opowieść o grupie rebeliantów próbujących zdobyć plany pierwszej Gwiazdy Śmierci. Z przecieków dowiedzieliśmy się, że LucasFilm zarządziło ogromne dokrętki, które zmieniły ostateczny kształt filmu, ale nie odbiło się to na komercyjnym sukcesie produkcji. Również w tym przypadku opinie widzów i krytyków były pozytywne.

Kłopoty w raju

Pracę nad kolejną odsłoną cyklu rozpoczął Rian Johnson (koniecznie zapamiętajcie to nazwisko!), który miał napisać i wyreżyserować ósmą część kosmicznej sagi. Twórca miał też zająć się też scenariuszem do dziewiątej odsłony serii. Ta informacja została jednak z czasem przez niego samego zdementowana, a ostatecznie scenariuszem zajęli się wybrany już wcześniej reżyser części dziewiątej Colin Trevorrow (koniecznie zapamiętajcie ten fakt!) i jego wieloletni współpracownik, Derek Connolly. W sierpniu 2017 roku dowiedzieliśmy się jednak, że pracę na tekstem przejął Jack Thorne, brytyjski scenarzysta filmowy, serialowy i teatralny, który miał nanieść poprawki na przygotowany już skrypt Trevorrowa. A miesiąc później, że na skutek „różnic wizji” Trevorrow został zwolniony i jego miejsce – niczym rycerz na białym koniu – zająć ma J.J. Abrams, reżyser Przebudzenia Mocy. Abrams – wraz z Chrisem Terrio – wziął się też za przygotowanie nowego scenariusza.

Trzy miesiące później premierę miał kluczowy dla całej historii film – Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi, ósma część Sagi Skywalkerów. Film zebrał bardzo dobre recenzje krytyków i okazał się kolejnym wielkim hitem studia. Co jednak niezwykle istotne, podzielił fanów w sposób, w który nikt się chyba nie spodziewał. Duża część widzów absolutnie znienawidziła rozwiązania fabularne zaproponowane przez Johnsona, jego samego uczyniła swoim wrogiem numer jeden oraz wręcz zażądała usunięcia filmu z kosmicznego kanonu i nakręcenia go od nowa.

Oczywiście to ostatnie nie miało prawa się wydarzyć, ale – jeśli wierzyć przeciekom – na samych szczytach Disneya zawrzało. Abrams i Terrio zostali wezwani na dywanik prezesa korporacji, gdzie przedstawiono im nowe wytyczne. Scenariusz miał być przepisany tak, aby zadowolić fanów rozczarowanych poprzednim filmem. Po drodze premierę miał film Han Solo. Gwiezdne wojny – historie, który okazał się produkcyjną katastrofą (mówimy tu o zmianie reżysera w trakcie zdjęć, ogromnych poprawkach scenariusza i kręceniu niemal połowy filmu od nowa), a także sporą finansową wpadką i nagle zakończył projekt spin-offów serii. Z pewnością nie zmniejszyło to presji narzuconej na twórców dziewiątej części.

Główny scenarzysta filmu przyznał, że życzył sobie podzielenia finału sagi na dwa filmy, aby nieco okiełznać ten fabularny chaos, a montażyści, że w związku z ciągle przedłużającym się okresem zdjęć pracowali nad filmem praktycznie do dnia premiery. Mówi się też, że nakręcono kilka zakończeń, które oceniała testowa publiczność.

Ostatnio dodane