Publicystyka filmowa
Reklamacja reklamy
REKLAMACJA REKLAMY to ironiczne spojrzenie na irytujące kampanie, które potrafią zrujnować najlepsze momenty filmowe. Przekonaj się sam!
Pod lupę wziąłem przypadkowy blok reklamowy, który sam sobie ułożyłem. Nie jest moim celem nabijanie się z reklamowanych produktów, bo sam części z nich używam i sobie je chwalę, a przeciwko reszcie nic nie mam. Moim celem jest wskazanie reklam źle skonstruowanych, robiących dużo złego promując taki a nie inny styl życia odbiorcy danego produktu. Reklamodawcy często strzelają sobie źle wymyśloną kampanią w kolano. Bo jeśli ja odbieram niektóre z reklam w taki sposób, jak opisuję poniżej, a jest to sposób mało pozytywny, statystycznie rzecz biorąc jest możliwe, że ileś tam tysięcy widzów odbiera je podobnie.
Lecimy…

Nie jest to człowiek czynu, człowiek pracowity, jest to bumelant (prawdopodobnie bez pracy) mieszkający z matką. Sorry, ale taki właśnie obraz Jacusia jawi mi się na podstawie reklam z Jacusiem i nic na to nie poradzę – tak go przecież pokazano. Jacusia nieudacznika, który prawdopodobnie żyje na koszt matki, zmusza się w reklamach do wzięcia kredytu hipotecznego. Jacuś nie musi nic robić. Wszystko zrobią za niego Ci, co dojeżdżają, doradzają. Może też kredyt hipoteczny za Jacusia spłacą, choć o tym reklama nie wspomina. Bezrobotni Jacusie rozbitkowie życiowi łączcie się i bierzcie kredyty pod hipotekę.
Najlepiej w banku z innej reklamy, banku zarządzanym przez kretyna, który musi zagrać w kosza nie trafiając ani razu, by wymyślić hasło „ziroł.
I pamiętaj, gdy permanentnie boli Cię głowa, stawy, noga lub dupa, nie idź do lekarza, łykaj tabletki. Jeśli masz stan zapalny, nie lecz go, zwalczaj ból tabletką przeciwbólową aż stan zapalny cię zabije, i pod żadnym pozorem nie idź do lekarza, poradź się jeno farmaceuty, bo możesz umrzeć od złego zażywania…
Jeśli zdarzy ci się jakimś cudem ciężko trenować lub grać w mecz rugby i nagle opadniesz z sił, nie uzupełniaj węglowodanów, zjedz słodki baton. Jeśli kochasz swoje dziecko, słodki baton daj swojej pociesze do szkoły, bo to pożywny posiłek, lepszy od jakiejś tam głupiej kanapki z sałatą, wędliną i zdrowym jabłkiem na deser. I pamiętaj, że bez specjalnego jogurtu podawanego twojemu dziecku codziennie, twoje dziecko nie urośnie wyżej niż metr, a jego kości zdeformują się i pękną. Na kolację nie rób niczego samodzielnie, po prostu (jak to rzekła Doda), jebnij danie z torebki – będzie smacznie i wesoło, mąż upieprzy się na gębie czerwonym barszczem, dzieci będą świetnie się bawić przy wyjmowaniu potrawy z piekarnika, rezygnując z nudnej gry na konsoli, a ty będziesz stała z uśmiechem na twarzy, jako spełniona gospodyni domowa, mistrzyni gotowania, najlepsza matka pod słońcem.
Ale nie w reklamie. Tu chłopak się nie zraża, nie jest zły na przyjaciół, którzy poszli się bawić bez niego, jest zły na bramkarza, przez którego selekcję nie przeszedł. Strzeli bramkarzowi gola i wyciągnie znajomych z „jego” klubu. Idzie na drugą stronę ulicy do innego klubu, w którym nie ma żywego ducha, nawet obsługi, robi sobie fotkę telefonem, wysyła ją do „przyjaciół”, a ci zwabieni nie wiadomo czym (zdjęciem przyjaciela na tle pustego lokalu?), przenoszą się z ekskluzywnego klubu z selekcją, do jakiegoś opuszczonego miejsca, w którym rozkręcają świetną zabawę. I nikt nie pamięta, że przed kilkoma minutami świetna paczka znajomych oblała test z lojalności, pozostawiając jednego ze swoich na zewnątrz klubu.
Skoro już doczłapaliśmy się na imprezę, pora na piwo!
– zatańcz, nikt się nie skapnie, że coś tam ci kapnie.
Gdy jem sobie spokojnie obiad i muszę wysłuchiwać z telewizora o „brzydkich zapachach z tamtych okolic”, od razu przypomina mi się „Dzień świra” i Marek Kondrat, którego posiłek utrudniany był reklamą „wyciągu z fiuta. Rzeczywistość dogoniła filmową fikcję.
Jeden prosi drugiego o piwo. Drugi otwiera lodówkę, wyjmuje butelkę, a ta unosi go ze sobą w górę. Po chwili zafascynowani tym widokiem inni młodzi ludzie łapią się kolesia od butelki i lecą razem z nim przez miasto. Kłębowisko młodych ludzi zrzeszonych wokół butelki piwa, wzniecając tumany kurzu ląduje ciężko na dachu i rozsypuje się niczym kręgle. Młodzi ludzie, którzy powinni przede wszystkim doznać złamań, lub chociaż otarć ciała, nie zastanawiają się nad tym, że właśnie przelecieli pół miasta uczepieni gościa trzymającego się butelki – wszyscy beztrosko zaczynają żłopać piwo na dachu, w środku dnia, choć średnio przystoi pić piwo bez żadnej okazji, w środku miasta, w godzinach okołopołudniowych.
Ok, zostawmy samą ideę picia piwa przez młodych ludzi, gotowych to robić (według reklam) zawsze i wszędzie – nawet w sylwestra zamiast szampana, jak pokazała kiedyś tam inna reklama. Jestem zdezorientowany, nie rozumiem o co tu chodzi, nie widzę w tym lataniu na butelce nic ponad nieskończony bezsens pozbawiony humoru. Może po prostu nie jestem grupą docelową tej reklamy i do mnie nie trafia? Jeśli tak, pozostaje mi tylko się cieszyć!
Dobre reklamy istnieją, udowadnia to co roku NOC REKLAMOŻERCÓW, podczas której pokazywane są najlepsze spoty z całego świata. Poniżej dwie PEREŁKI znane z polskiej telewizji. Można fajnie? Można!
