Ranking

Z australijskich stepów do „Gwiezdnych wojen”. TOP 5 ról BENA MENDELSOHNA

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Ben Mendelsohn to jeden z tych aktorów, którego kariera na dobre rozkręciła się dopiero po czterdziestce. Australijski aktor powoli staje się w Hollywood etatowym czarnym charakterem, wchodząc w buty Alana Rickmana (i to dosłownie, gdyż przejął po nim rolę szeryfa z Nottingham). To emploi po prostu do niego pasuje – wcielanie się w zblazowanych cyników o nieprzyjemnym wyrazie twarzy wychodzi mu pierwszorzędnie. Obecnie na ekranach kin mamy okazję oglądać go jako przeciwnika Kapitan Marvel. Jeśli jednak spojrzy się nieco szerzej na filmografię aktora, to można zauważyć, że utożsamianie się ze złoczyńcami i robienie dobrej miny do złej gry nie było jego jednym sposobem na wzbudzenie podziwu widowni. Warto poznać go lepiej, bo w kolejnych latach może być jeszcze o nim głośno.

Oto pięć, moim zdaniem najlepszych ról Bena Mendelsohna, które powinien poznać każdy sympatyk jego talentu.

5. Urodzeni zwycięzcy

Mendelsohn bardzo wiarygodnie zarysował swój upadek. Nie stoczył się, nie rozpijaczył.

Jeśli ktokolwiek z was jeszcze zastanawia się, kim jest tajemnicza para reżyserów odpowiedzialnych za sukces Kapitan Marvel, czyli Anna Boden i Ryan Fleck, to wyjaśniam, że nie wzięli się oni znikąd. Mają na swoim koncie kilka bardzo udanych dramatów, w tym m.in. Szkolny chwyt z Ryanem Goslingiem oraz Urodzeni zwycięzcy z Benem Mendelsohnem i Ryanem Reynoldsem. Jest to film o dwóch miłośnikach hazardu, z których jeden jest życiowym pechowcem, a drugi farciarzem. Jako że ten pierwszy znajduje się finansowo w podbramkowej sytuacji, ten drugi postanawia mu pomóc. Obaj łączą siły, bu ruszyć w tour po kasynach i rzucić wyzwanie szczęściu. Choć rola głównego bohatera została podzielona na dwie postacie, to jednak to zagubiony i znużony życiem Mendelsohn pozostaje w centrum uwagi widza. To jemu bowiem poświęcona jest pierwsza i ostatnia scena filmu, co ma wymowne znaczenie. Jak wiemy, w hazardzie tkwi coś fascynującego, a zarazem niebezpiecznego. Tak jak perspektywa szybkiego zarobku może być pociągająca, tak kuszenie losu na dłuższą metę może nieść ryzyko bolesnego upadku. Mendelsohn bardzo wiarygodnie zarysował swój upadek. Nie stoczył się, nie rozpijaczył. Jego ból jest bardziej wewnętrzny. Najbardziej osobliwy jest w jego aktorstwie ten charakterystyczny błysk w oku, jaki pojawia się w momencie kolejnego spotkania z postacią Reynoldsa. To on bowiem stanowi dla bohatera Mendelsohna nadzieję na to, że dzień jutrzejszy może być znacznie lepszy od tego poprzedniego. Ta dziecięca radość okazywana podczas kolejnych wygranych jest jednocześnie zabawna i smutna. Warto zwrócić uwagę na Urodzonych zwycięzców, bo to dobry film ze świetnym aktorstwem. To także jeden z nielicznych przykładów kreacji Mendelsohna, w których jego postać jest jednoznacznie pozytywna i ma wzbudzać współczucie widowni.

4. Łotr 1: Gwiezdne wojny – historie

Długa była droga Bena Mendelsohna do sławy. Choć w rodzimej Australii zagrał wiele bardziej lub mniej ważnych ról oraz zdołał wypracować swój osobliwy styl, to jednak to Hollywood rozhulało jego karierę na dobre. Jego pierwszy występ w amerykańskiej superprodukcji nastąpił w filmie Mroczny Rycerz powstaje. Później przyszło kilka mniejszych, drugoplanowych ról, aż w końcu Ben Mendelsohn zawitał do świata Gwiezdnych wojen. Jego wcześniejsze dokonania odkryły w aktorze talent do gromadzenia w sobie mroku, przywdziewania kostiumu czarnego charakteru. I to właśnie taką rolę zaproponował Mendelsohnowi Gareth Edwards, reżyser Łotra 1. Orson Krennic, jako dyrektor wojsk imperialnych nadzorujący budowę Gwiazdy Śmierci, to bodaj pierwszy z wielkich czarnych charakterów, któremu Mendelsohn dał ciało i duszę. Później przyszedł jeszcze Nolan Sorrento w Player One, szeryf z Nottingham w Robin Hoodzie czy w końcu Talos w Kapitan Marvel. Mam jednak wrażenie, że w tej grupie najbardziej złożoną, najciekawszą postacią jest właśnie Krennic, który w wykonaniu Mendelsohna łączy przebiegłość z maniakalnym uporem i ambicją. Jest dokładnie taki, jaki powinien być rasowy bad guy świata Gwiezdnych wojen – mroczny i budzący respekt. Z pewnością australijski aktor jeszcze niejedną mroczną postać zdoła nam w swej karierze zaprezentować, ale to właśnie do jego Krennica będę wracał myślami z rozrzewnieniem jako do przykładu ujmującej swobody i naturalności bez uginania się pod brzemieniem wielkiej superprodukcji i oczekiwań fanów.

3. Królestwo zwierząt

Jak twierdzi sam zainteresowany, ta rola wiele zmieniała w jego karierze. Gdyby nie jego Pope, będący wynikiem współpracy z Davidem Michôdem, prawdopodobnie dziś nikt z nas nie interesowałby się Benem Mendelsohnem, grającym w wielkich, hollywoodzkich widowiskach, bo ten w dalszym ciągu udzielałby się tylko na swoim australijskim poletku. Co jednak istotne, to australijski reżyser go wypromował, dając mu rolę w australijskim filmie o skrajnie dysfunkcyjnej rodzince. Pamiętam, że po seansie Królestwa zwierząt byłem mocno poruszony tym, z czym dane mi było obcować. Pomimo ran, jakie Michôd zadał mi dość celnie, trafiając prosto w serce, po kilku dniach powtórzyłem sobie film, by upewnić się, że jest tak genialny, jak mi się pierwotnie wydawało. I w istocie w dalszym ciągu był nie mniej skuteczny w swym oddziaływaniu jak za pierwszym razem. Duża w tym zasługa aktorstwa. Wówczas to poznałem Joela Edgertona, Jackie Weaver i oczywiście Bena Mendelsohna. Ten ostatni przykuł moją uwagę najbardziej. Ben idealnie wpasował się w historię przestępczej rodziny, prowadząc rolę jednego z braci, tego najmroczniejszego, najbardziej cynicznego i najbardziej bezwzględnego – Pope’a. Jak Ben sam podkreślał w wywiadach, jego rolą było dawanie do zrozumienia, że możesz kogoś skrzywdzić, nie zdradzając jednocześnie, co w tobie siedzi. Największą sztuką było zatem obudowanie się niewidocznym pancerzem, pod którym skrywać się miała nieprzewidywalność. Świetna, przełomowa rola, choć jak już wspomniałem, to jedna z kilku wybitnych ról w Królestwie zwierząt.

Ostatnio dodane