search
REKLAMA
Ranking

WYGASŁY BLASK MIECZA. 10 zapomnianych filmów samurajskich

Mariusz Czernic

14 września 2017

REKLAMA

Miecz jest duszą samuraja. Jeżeli o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to odpuszczone.
(fragment testamentu szoguna Ieyasu Tokugawy)

4. Okrutny kodeks bushido (1963), reż. Tadashi Imai

jap. Bushidô zankoku monogatari / ang. Cruel Tales of Bushido / ang. Bushido: Samurai Saga / amer. Bushido / amer. Bushido: The Cruel Code of the Samurai / alternatywne tytuły polskie: Bushido – saga o samurajach; Przysięga posłuszeństwa

Nie ma zgodności w kwestii polskiego tytułu. W Kronice filmu, wydanej w setną rocznicę kinematografii (1995), film Tadashiego Imai wpisano jako Przysięga posłuszeństwa, w Encyklopedii kina (2003, 2010) jako Okrutny kodeks bushido, a na Filmwebie Bushido – saga o samurajach. Natomiast dosłowne tłumaczenie z japońskiego brzmiałoby Bushidô – okrutne opowieści. W przeciwieństwie do powyższych filmów nie mamy tu do czynienia z kinem akcji, lecz ambitnym spojrzeniem na epokę samurajów i jej wpływ na współczesność. Akcja filmu rozciągnięta jest od początku siedemnastego wieku do czasów współczesnych (czyli powojennej Japonii). Czasy się zmieniają, mijają kolejne pokolenia, ludzie zakładają rodziny i próbują normalnie żyć. Ale w rodzinie samurajskiej kontrolę nad życiem przejmuje kodeks bushido. Zgodnie z nim życie samuraja nie należy do niego, lecz do jego pana. Powtarzają się słowa lojalność i honor, ale nie ma monotonii, bo mimo wspólnego przesłania dla całej sagi każda miniopowieść ma indywidualny rys. Kinnosuke Nakamura – aktor bez wątpienia wybitny – odegrał (w tym jednym filmie) szereg zróżnicowanych postaci, dla każdej znajdując jakiś wyróżnik, by obraz japońskiego społeczeństwa był kompletny. Za ten niezwykły popis swoich możliwości otrzymał Nagrodę Błękitnej Wstęgi, przyznawaną przez japońskich krytyków i dziennikarzy.

Dramat samurajski bardzo sprytnie został wpleciony w ramy współczesnej opowieści. Przekaz jest jasny – mimo iż mijają kolejne stulecia, system się nie zmienia, a człowiek nieświadomie naśladuje swoich przodków. Kodeks bushido przetrwa na wieki, bo zawsze będą panowie i ich podwładni, a więc pozostanie hierarchia, która wcale nie ułatwi życia, lecz jeszcze bardziej je skomplikuje. Osoby bezrobotne przypominają roninów szukających zajęcia, natomiast ci, którzy mają pracę, są jak samuraje winni posłuszeństwo swoim pracodawcom. Japończycy wprawdzie powstali z kolan i nikt głowy nie straci za brak szacunku, ale jakaś cząstka tamtego świata pozostała, wpływając na poszczególne losy jednostek. O epoce Edo mówi się, że to były czasy pokojowych rządów, ale to nie do końca prawda, mówią autorzy filmu.

Omawiany obraz to interesująca kronika Japonii, przypominająca między innymi takie wydarzenia jak krwawe egzekucje chłopów, będące wynikiem protestów przeciwko wysokim podatkom. Mniej więcej w centrum opowieści znajduje się wybuch wulkanu na górze Asama w 1783 roku, który wśród tych licznych krwawych wydarzeń wygląda jak głos Boga dającego sygnał ludziom, by się opamiętali. Ale ten głos nie został usłyszany… Moim zdaniem ten film zdecydowanie zasługuje na to, by go zaliczyć do czołówki kina japońskiego, obok najlepszych dokonań Akiry Kurosawy i Masakiego Kobayashiego. W Japonii nie zyskał jednak uznania, przeciwnie – potraktowano go bardzo krytycznie. Doceniono go w Europie, przy okazji nagradzając Złotym Niedźwiedziem na berlińskim festiwalu. Pięć lat wcześniej na tym samym festiwalu Tadashi Imai, syn buddyjskiego przeora, otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię.

5. Skrytobójstwo (1964), reż. Masahiro Shinoda

jap. Ansatsu / amer. Assassination

Kolejne wybitne dzieło dalekie od prostej rozrywki. W roku 1864, czyli w schyłkowym okresie rządów szogunów, doszło do zabójstwa, które ze względu na motywy polityczne zapisało się w kronikach. Reżyser Masahiro Shinoda w jednym ze swoich najlepszych filmów opowiedział, dlaczego musiało do niego dojść. Poznajemy więc Hachirō Kiyokawę, zdolnego szermierza, który zorganizował oddział roninów, aby bronił interesów szogunatu. Wypuszczono go z więzienia, gdzie siedział za morderstwo, dlatego nie jest to osoba, której można w pełni zaufać. Charakter tego człowieka wyłania się z licznych retrospekcji. Jego życie studiuje bowiem inny zdolny szermierz, wyznaczony na skrytobójcę – szuka on słabych punktów przeciwnika, by ocenić, jakie ma szanse w pojedynku.

Film jest nowatorski pod względem technicznym. Reżyser stosuje stopklatki, by podkreślić znaczenie sceny, a tytułowe zabójstwo przedstawił za pomocą ujęć z punktu widzenia postaci, trzęsącą się kamerą. Do tego sporo retrospekcji, które wiele wyjaśniają, ale trzeba też użyć szarych komórek, bo nie wszystko jest podane w sposób łopatologiczny. W roli Hachirō Kiyokawy znakomity Tetsurô Tanba (potem obsadzono go w Żyje się tylko dwa razy z serii Jamesa Bonda). Stworzył on pełnokrwistą, niejednoznaczną postać, stopniowo ujawniając poszczególne niuanse charakteru. Mniejsze pole do popisu otrzymała Shima Iwashita, ale to nazwisko też warto zapamiętać. Od pięćdziesięciu lat jest żoną reżysera Masahiro Shinody, przede wszystkim jednak jest świetną aktorką (w Podwójnym samobójstwie zaliczyła szczególnie udany występ, o tym filmie pisałem tutaj).

Skrytobójstwo to jedna ze sztandarowych pozycji tak zwanej japońskiej nowej fali, ale mimo to rzadko pojawia się w profesjonalnych filmoznawczych publikacjach. Film nie zgarniał też prestiżowych nagród, ale jego wartość artystyczna – przynajmniej według mnie – jest bezsprzecznie wysoka. Shinoda postawił na realizm, ale nie stworzył nudnego i przegadanego spektaklu. Opowiedział tę historię w swoim stylu, stosując oryginalne zabiegi narracyjne nie po to, by się popisać swoim rzemiosłem, lecz po to, by zaintrygować, dać do myślenia. Chciał sprawić, by jego film odróżniał się od reszty podobnych obrazów, które masowo zalewały japońskie kina. Odniósł połowiczny sukces. Bo znajdą się tacy, którzy wyłowią go z tłumu i docenią, ale większość chyba tradycyjnie będzie go pomijać.

6. Jedenastu samurajów (1967), reż. Eiichi Kudô

jap. Jûichinin no samurai / amer. Eleven Samurai

W latach 1963–1967 Eiichi Kudô zrealizował trzy filmy, które na Zachodzie otrzymały tytuły The Thirteen Assassins (1963), The Great Killing (1964) i Eleven Samurai (1967). Pod względem fabularnym były do siebie podobne, gdyż w każdym jest grupa samurajów buntująca się przeciwko możnowładcom, stająca w obronie samurajskiej tradycji. Dlatego filmy zostały wrzucone do jednej szuflady z napisem Samurai Revolution Trilogy. Tytuł, który zainicjował tę serię, jest dosyć znany, gdyż Takashi Miike przerobił go po swojemu, tworząc udany remake (13 zabójców, 2010). Ostatnia część trylogii, sponsorowana przez cyfrę 11, choć wygląda sztampowo, okazuje się dziełem bardzo sprawnie nakręconym, niepozbawionym zaskakujących zwrotów akcji i dostarczającym takich wrażeń, jakich oczekuje się od samurajskiego dramatu.

Rządy dwunastego szoguna z rodu Tokugawa nie zwiastowały jeszcze ostatecznego końca epoki samurajów. Jednak skorumpowani i aroganccy urzędnicy byli solą w oku dla tych, co żyli zgodnie z określonymi regułami, ciesząc się stabilizacją i spokojem. Gdy brat szoguna, człowiek impulsywny i nieokrzesany, dokonuje bezsensownej zbrodni, możnowładcy – by chronić własną pozycję i autorytet naczelnego wodza – przydzielają mu ochronę zamiast ukarać jego czyn. Ten incydent powoduje, że tworzy się grupa jedenastu rebeliantów, mających na celu wymierzenie sprawiedliwości bezkarnemu dziedzicowi. Nie ma wśród bohaterów charyzmatycznych postaci, jakie odgrywali Toshirô Mifune, Tatsuya Nakadai czy Tetsurô Tanba, ale to właśnie (paradoksalnie) sprawiło, że historia wydaje się bliższa prawdy i nieprzewidywalna. Za kamerą też nie ma wybitnej indywidualności, ale nie można reżyserowi zarzucić niekompetencji, bo zrealizował szereg kapitalnych scen (intrygujący prolog, zasadzkę w lesie, walkę w deszczu itd.) i tak poprowadził aktorów, by opowieść nie straciła na atrakcyjności, tylko budziła zainteresowanie.

Mariusz Czernic

Mariusz Czernic

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl, współpracuje z autorami bloga TBTS (theblogthatscreamed.pl), dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (nieaktywny – dn. 01.05. 2021). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com),

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA