search
REKLAMA
Zestawienie

POLSKIE FILMY NAGRADZANE ZA GRANICĄ, czyli cudze chwalicie…

Dawid Myśliwiec

7 lutego 2018

REKLAMA

CANNES

Kadr z filmu<em> Człowiek z żelaza<em> 1981

„Znowu nie ma nas w Cannes!” – podobne nagłówki gazet i internetowych newsów pojawiają się w Polsce od lat i rzeczywiście: w konkursie głównym nie było nas tak naprawdę od 1990 roku, kiedy to po ośmiu latach „półkownikowania” Przesłuchanie Ryszarda Bugajskiego stanęło do walki o Złotą Palmę. Wygrała wówczas Dzikość serca Davida Lyncha, ale porażkę w głównej kategorii osłodziła nagroda aktorska dla Krystyny Jandy. Niektórzy za polski film chcą uznawać Pianistę (2002) Romana Polańskiego, choć równie liczni są przeciwnicy takiego podejścia. Tak czy inaczej, Polański za swój film zdobył Złotą Palmę, a my mogliśmy – choćby w minimalnym stopniu – cieszyć się wygraną rodaka i polskiej bądź co bądź historii opowiedzianej w Pianiście. Od tamtej pory jednak w głównym konkursie próżno szukać filmów zrealizowanych w Polsce. Warto jednak przywołać liczne osiągnięcia rodzimych produkcji sprzed kilkudziesięciu lat.

Konto polskich nagród w Cannes otworzyła w 1954 roku Piątka z ulicy Barskiej Aleksandra Forda, która wystartowała w głównym konkursie (była to ostatnia edycja, w której najwyższym laurem było Grand Prix; rok później zadebiutowała Złota Palma). Był to debiut wręcz wymarzony, gdyż film Forda zdobył specjalne wyróżnienie za reżyserię oraz nagrodę międzynarodową. Podczas tamtej edycji w sekcji filmów krótkometrażowych nagrodę za realizację dokumentu Stare miasto otrzymał Jerzy Bossak, wcześniej wyróżniony w Cannes za Powódź. W roku 1957 Nagrodę Specjalną Jury otrzymał Kanał Andrzeja Wajdy, cztery lata później to samo wyróżnienie spotkało Matkę Joannę od Aniołów Jerzego Kawalerowicza, a w 1973 roku – Sanatorium pod Klepsydrą Wojciecha Jerzego Hasa. W latach 80. osiągnięcie to powtórzyły Constans (1980) Krzysztofa Zanussiego i Krótki film o zabijaniu (1988) Krzysztofa Kieślowskiego. W międzyczasie nagrody FIPRESCI czy jury ekumenicznego zdobywały tytuły takie, jak Pasażerka Andrzeja Munka czy Aktorzy prowincjonalni Agnieszki Holland. Wszystko to blednie wobec jednego, najważniejszego sukcesu polskiego kina w Cannes – a sukces ten mógł osiągnąć tylko jeden człowiek. Andrzej Wajda kończył Człowieka z żelaza w pośpiechu, by zdążyć wysłać go na francuski festiwal. Choć nie był zadowolony z efektu końcowego, zgłosił film do konkursu, który ostatecznie wygrał, zdobywając w ten sposób pierwszą i jak dotąd ostatnią Złotą Palmę dla Polski.

WENECJA

Kadr z filmu <em>Rok spokojnego słońca<em> 1984

Cannes nie jest miejscem, w którym polskie produkcje regularnie triumfują, nie jest nim także weneckie Lido, choć w historii najstarszego festiwalu filmowego mieliśmy nieco więcej powodów do radości. Złotym Lwem nagrodzone zostały dzieła dwóch Krzysztofów: Zanussiego (Rok spokojnego słońca w 1984 roku) i Kieślowski (Trzy kolory. Niebieski w 1993 roku), a w głównym konkursie polskie filmy obecne były już od pierwszej edycji festiwalu w 1932 roku, kiedy to Adam Krzeptowski, nikomu nieznany dziś reżyser, w Białym śladzie odkrywał przed krytykami filmowymi całego świata polskie góry. W latach 1935–1938 członkiem jury konkursu głównego był nasz rodak, filmowiec Ryszard Ordyński. W 1948 roku na Lido obok Johna Forda startował inny, nasz: Aleksander, który prezentował światu swoją Ulicę Graniczną. Krzysztof Zanussi zdobył także w Wenecji Nagrodę Specjalną Jury, ale było to w 1992 roku za film Imperatyw, a więc produkcję niemiecko-francuską. Niemałe zamieszanie na Lido wywołał w 1997 roku swoimi Historiami miłosnymi Jerzy Stuhr, który wyjechał z Wenecji m.in. z nagrodą FIPRESCI, a dekadę później kilka pomniejszych nagród zdobył tam ze Sztuczkami Andrzej Jakimowski. W 2003 roku w konkursie głównym na Lido wyświetlana była Pornografia Jana Jakuba Kolskiego, w 2012 roku poza konkursem pokazano tam Wałęsę. Człowieka z nadziei Andrzeja Wajdy, a trzy lata później o Złotego Lwa rywalizowało 11 minut Jerzego Skolimowskiego, ostatni jak dotąd polski film, który pojawił się w weneckim konkursie.

BERLIN

Kadr z filmu <em>Dreszcze<em> 1981

Choć mieliśmy swoje sukcesy na słynnych imprezach filmowych we Francji i we Włoszech, żaden inny festiwal nie pokochał polskich filmów tak, jak Berlinale. To paradoks, bo tylko tam – spośród trzech najważniejszych festiwali – rodzime produkcje nigdy nie zdobyły głównej nagrody, ale od kilku lat polscy filmowcy wyjeżdżają ze stolicy Niemiec z bardziej lub mniej prestiżowymi nagrodami. Srebrne Niedźwiedzie dla najlepszego reżysera zdobywali tam Krzysztof Kieślowski (w 1994 roku za Trzy kolory. Niebieski) i Małgorzata Szumowska (Body/Ciało w 2015 roku), a ten sam laur za Autora widmo zgarnął też nasz Roman Polański. Berlinale wyróżniało też polskich aktorów: w 1976 roku Jadwigę Barańską za Noce i dnie Jerzego Antczaka, w 1980 roku Andrzeja Seweryna za Dyrygenta Andrzeja Wajdy, a rok później Barbarę Grabowską za Gorączkę Agnieszki Holland. Bodaj największym laurem przyznanym w Berlinie polskiemu filmowi była Nagroda Specjalna Jury dla Dreszczy Wojciecha Marczewskiego w 1981 roku – jak widać, festiwalowo był to bardzo udany rok dla polskiego kina. W ostatnich latach nasze filmy regularnie zdobywają pomniejsze laury: Teddy Award (W imię… Małgorzaty Szumowskiej w 2013 roku) czy nagrodę im. Alfreda Bauera za innowacyjność (Tatarak Andrzeja Wajdy z 2009 roku czy ubiegłoroczny Pokot Agnieszki Holland), a zdobywcą przyznawanej zaledwie od 2008 roku nagrody za scenariusz w 2016 roku został debiutujący w Berlinie Tomasz Wasilewski i jego Zjednoczone Stany Miłości.

Dawid Myśliwiec

Dawid Myśliwiec

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA