Publicystyka filmowa
Obsadowe katastrofy, czyli NAJGORZEJ obsadzeni ZŁOCZYŃCY
W zestawieniu NAJGORZEJ obsadzeni ZŁOCZYŃCY odkrywamy, którzy aktorzy wnieśli do ról więcej śmiechu niż grozy. Subiektywna podróż przez absurd!
Jeśli chodzi o złoczyńców, w historii kinematografii można wyróżnić dwa typy nieudanych aktorskich angaży: postaci źle zagranych oraz źle obsadzonych. W niniejszym zestawieniu skupiam się na tych drugich. Zaznaczam jednak, że jest to lista subiektywna i ten czy inny występ, który jest solą w moim oku, może zostać doceniony przez kogoś innego. A może macie własne typy, które powinny znaleźć się w tym zestawieniu?
Jared Leto – Legion samobójców
Rok 2014 wydawał się być przełomowy dla Jareda Leto. Aktor znany m.in. z występu w Requiem dla snu oraz muzyk dość popularnego zespołu 30 Seconds to Mars zdobył wtedy swojego pierwszego Oscara w karierze za występ w Witaj w klubie. Niedługo potem ogłoszono jego angaż do kultowej już roli Jokera w filmie Legion samobójców. Patrząc kilka lat wstecz na jego karierę aktorską, można zauważyć, że Leto niezwykle skrupulatnie wybierał kolejne propozycje filmowe. Już na tym etapie dla wielu osób wybór ten był szokujący. Nikt nie odmawiał aktorowi umiejętności, jednak jego angaż wzbudzał wiele emocji. Pierwsze zdjęcia w makijażu nie napawały entuzjazmem, a potem było tylko gorzej.
Matthew Patrick (MatPat) z kanału youtube’owego Film Theory stwierdził, że Joker z Legionu samobójców to nie Joker, tylko Robin, który stał się swoją własną wersją Jokera. Ciekawa teza. Niestety, oglądając produkcję, można zauważyć, jak źle ta postać została obsadzona. To nawet nie jest postać, a zbiór przypadkowych manier wokalnych oraz tików nerwowych. Zdaniem osób obecnych na planie aktor był tak pochłonięty ideą zagrania tej jakże ważnej dla popkultury postaci, że całkowicie zapomniał o tym, w jaki sposób ma zamiar przełożyć ją na duży ekran.
Obsadzenie Jareda Leto okazało się katastrofą. Widać wyraźnie, że nie pasował on do tej roli, bez względu na to, czy wcielał się w Jokera, czy jedną z jego wersji. Dotychczasowa kariera aktora zdawała się zapowiadać, że jego występ zmieni się w coś interesującego – tak się jednak nie stało.
Vince Vaughn – Psychoza
Rok 1998 przeszedł do historii za sprawą pojawienia się w kinach znienawidzonego przez wszystkich remake’u klasycznego już dzieła Hitchcocka – Psychozy. O Hitchcocku można mówić wiele, jednak nie bez powodu wciąż znajduje się w mojej pierwszej dziesiątce najlepszych reżyserów wszech czasów. Film, który powstał w latach 60. XX wieku dał światu świetny występ Anthony’ego Perkinsa, który wcielił się w seryjnego mordercę o rozdwojonej osobowości – Normana Batesa. Mimo upływu lat zarówno postać, jak i sam film są odkrywane na nowo przez kolejne pokolenia.
Jeżeli chodzi o nową wersję, nikt nie twierdzi, że zaangażowani aktorzy są pozbawieni talentu. Wydaje mi się jednak, że Vaughn został źle obsadzony w roli Normana Batesa. Dlaczego? Norman Anthony’ego Perkinsa był skromnym, schludnym młodym mężczyzną, którego nikt nigdy nie podejrzewałby o bycie psychopatycznym zabójcą. W remake’u mamy do czynienia z bohaterem, który już samą swoją powierzchownością budzi przerażenie. Od samego początku widz domyśla się, że to typ, któremu nie można ufać. Wygląd, głos i sposób wypowiadania kwestii są tak niedopasowane do postaci, że ciężko się to ogląda.
Gdyby był to zupełnie samodzielny film, takie zmiany mogłoby ostatecznie przejść – całość jednak stara się być tak bliska oryginałowi, jak to tylko możliwe, przez co wszystko wypada źle od początku do końca.
Topher Grace – Spider-Man 3
Topher Grace w swojej interpretacji Venoma już od samego początku nie był lubiany. Dlaczego? To kolejny przykład fatalnego castingu. Pierwszym problemem był wygląd, który w żaden sposób nie nawiązywał do tego, który znamy m.in. z komiksów czy animacji. Ba! Eddie Brock wykorzystywał pozyskane przez siebie moce, by – mówiąc kolokwialnie – przypakować.
Co jak co, ale w komiksie mamy bohatera z ogromną masą mięśniową, podczas gdy w filmie jest chucherkiem. Trudno nawet uwierzyć, że z takim wyglądem mógł być jednym z najlepszych nowojorskich dziennikarzy.
Problem castingowy wynikał także z faktu, iż reżyser Sam Raimi nie bardzo lubił postać Venoma i nie chciał jej umieszczać w zwieńczeniu swojej trylogii. Niestety, kierownictwo studia zadecydowało inaczej, przez co otrzymaliśmy niedopracowaną postać, która miała ograniczony czas ekranowy. Widać, że do wyboru castingowego nie przyłożono się ani trochę, zaś zatrudniony aktor nie bardzo miał z czym pracować.
Trzecia część przygód Spider-Mana, borykała się z wieloma problemami, dlatego Venom, który w komiksie jest postacią niezwykle ciekawą, został zaszufladkowany jako dziwny bądź śmieszny.
Oscar Isaac – X-Men: Apokalipsa
Po świetnie przyjętych dwóch nowych filmach z serii X-Men wiele osób czekało na X-Men: Apokalipsę. Sama byłam w tej grupie. Kiedy jednak 20th Century Fox opublikowało dla Entertainment Weekly pierwsze oficjalne zdjęcia Oscara Isaaca jako tytułowego antagonisty, było wiadomo, że w tym przypadku przestrzelono casting.
W tym przypadku nie chodzi nawet o kiepskie CGI, tylko fakt, iż amerykański aktor w żaden sposób nie pasował do roli potężnego mutanta, który przerażał wyglądem, a wzrostem górował nad pozostałą obsadą. Złożoność postaci jest w tym wszystkim najważniejsza, a niestety Poe z Gwiezdnych wojen (który notabene został okrzyknięty najlepszym aktorem swojego pokolenia) nawet nie sili się na minimum emocji. Można by większość winy zrzucić na słaby scenariusz, jednak jestem przekonana, że niewiele by to pomogło. Pod toną makijażu Isaac niczym Tommy Wiseau zagrał jedną z gorszych ról w swojej karierze.
Matthew McConaughey – Mroczna Wieża
Tworząc tę listę, w pierwszej kolejności pomyślałam o roli Matthew McConaugheya w ekranizacji powieści Stephena Kinga – Mrocznej Wieży. Nie był to jego najlepszy występ, ale zacznijmy od początku. Po pierwsze Walter, czyli człowiek w czerni, jest tajemniczą siłą zła i zupełnie nie przypomina wielu popularnych obecnie złoczyńców. Wersja prezentowana w filmie jest zbyt podobna do tego, co widzieliśmy już w milionie filmów. Po drugie Walter nie ma żadnych cech pozytywnych, a Matthew już od pierwszych scen sprawia takie wrażenie, że chciałoby mu się wybaczyć całe zło.
Wiara aktora we własne umiejętności sprawiła, że ten występ był totalnie przeszarżowany. Byłoby to w porządku, gdyby film cały czas nie mówił widzom, że należy go traktować jak najbardziej poważnie. W związku z tym zamiast złego czarownika otrzymaliśmy przefarbowanego na czarno McConaugheya i dużo bezsensownych dialogów. Jak się okazuje, oscarowy aktor nie zawsze sprawia, że dany wybór castingowy działa od początku do końca.
Hayden Christensen – Gwiezdne wojny
Ciągłe krytykowanie aktora za jego najbardziej komentowany występ w prequelach Gwiezdnych wojen wydaje się być już nie na miejscu, jednak nie sposób nie umieścić jego roli Anakina Skywakera na niniejszej liście.
To idealny przykład złego castingu złoczyńcy na przestrzeni całej sagi. Oczywiście dużą winę za to ponosi dość słaby scenariusz. Jednak patrząc na to, co ze swoimi rolami zrobili chociażby Ewan McGregor czy Ian McDiarmid, argument ten można obalić bez najmniejszego problemu.
Mimo swoich umiejętności Christensen nie podołał wyzwaniu. To nie tylko brak emocjonalnego pokazania rozterek postaci. To także chybiony casting pod względem tak fizycznym, jak i aktorskim. Christensen przedstawił Anakina jako płaczliwego nastolatka, który staje się najbardziej rozpoznawalnym złoczyńcą tylko dlatego, że za młodu nikt nie traktował go poważnie. Gdy przyjrzeć się innym filmom o tego typu przemianach, jest to jednak tylko jeden z elementów składowych takiej metamorfozy. W tym przypadku to punkt zwrotny dla całej historii. Czyni to moment przejścia Anakina na ciemną stronę Mocy równie wiarygodnym jak to, że mogła się w nim zakochać Padme Amidala. Just sayin’!
Sophie Marceau – Świat to za mało
W całej bondowskiej franczyzie możliwe jest odnalezienie lepszych oraz gorszych kobiecych występów. Jednak mało kto pamięta, jak tragiczna była Sophie Marceau, która wcieliła się w postać Elektry King. Mimo talentu i urody aktorki wybór castingowy okazał się tym razem całkowicie chybiony.
Dlaczego? Elektra jest przedstawiana jako bezbronna dziedziczka imperium naftowego, jednak to właśnie ona stoi za wszelkim złem pokazanym w filmie. Już na tym etapie aktorka zawodzi, gdyż zupełnie nie pasuje do odgrywania obu obliczy postaci. To, że niełatwo jednocześnie grać rolę pozytywnego i negatywnego charakteru, pokazuje dobrze choćby scena w Czarnym łabędziu, gdzie Vincent Cassel mówi, że główna bohaterka jest idealna jako biały łabędź, ale nie ma tego czegoś, by być czarnym. Tutaj z kolei aktorka od samego początku gra postać przerażającą, niebezpiecznie atrakcyjną oraz charyzmatyczną.
Elektra to jedna z ciekawszych „kobiet Bonda”, która potrzebuje bez wątpienia lepszej reprezentacji obu stron jej osobowości. Tej niewinnej, a zarazem przebiegłej, i tej drugiej, ujawniającej się, kiedy dominuje w męskim świecie.
