Connect with us

Publicystyka filmowa

No wsiada pan czy nie? Okrętu się pan spodziewałeś? O WINDZIE w FILMACH

W WINDZIE w FILMACH odkrywamy, jak ograniczona przestrzeń staje się areną emocji i napięcia. Zaskakujące zwroty akcji czekają!

Published

on

No wsiada pan czy nie? Okrętu się pan spodziewałeś? O WINDZIE w FILMACH

Ograniczona do kilku metrów kwadratowych przestrzeń windy dla filmowców stanowi niezwykle atrakcyjną lokację i artystyczne wyzwanie. Jak na tak małej powierzchni ograć dramatyczną scenę? Pomysłów jest wiele, choć najczęstsze z nich to te, gdzie bohater musi czekać, aż winda się zatrzyma, podczas gdy wokół niego dzieje się coś niebezpiecznego. Nerwowy pot spływa po czole bohatera i widzów, niemogących doczekać się jego wyjścia z sześciennej pułapki. A gdy po korytarzu ktoś bohatera goni, ten chce jak najszybciej się do wnętrza windy dostać, bacząc jednocześnie, czy ten ktoś nie zdąży włożyć nogi (czy innego odnóża) w czujkę zamknięcia drzwi.

Advertisement

Czy drzwi zdążą się zamknąć po wciśnięciu guzika? W iluż to filmach widzieliśmy nierówny pościg między jadącym windą i ścigającym go po schodach… Przed wami przegląd pamiętnych, najciekawszych, najoryginalniejszych scen z użyciem windy, po których poskaczemy w kolejności zupełnie przypadkowej, jak to bywa z jazdą po piętrach, to na to, to na tamto. Zanim zorientujecie się, że niniejsze zestawienie nie ma prawdopodobnie większego sensu, drzwi windy zamkną się za waszymi plecami, a ja wypuszczę was dopiero na końcu tekstu. Zapraszam na przejażdżkę filmową windą z góry na dół. Albo i w bok.

Zaczynamy od klasyka, czyli Szklanej pułapki, która pierwsza przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o będącym tematem niniejszego zestawienia środku transportu publicznego pionowego startu i lądowania. John McTiernan w roku 1988 zmusił Johna McClane’a do niebezpiecznego przemieszczania się w szybie windy, a widzowie pocili się wraz z nim z obawy przed jego upadkiem. Ten sam szyb został później przez naszego dzielnego policjanta, co bez butów chodził, wykorzystany do wrzucenia weń materiałów wybuchowych (monitor z dupą i krzesło na kółkach dodatkowo wzmocniły eksplozję!).

Advertisement

No i ta scena, w której otwierają się drzwi windy i wszystkim ukazuje się zabity terrorysta w czapce Świętego Mikołaja oraz kartką z napisem „Ho, ho, ho, teraz mam karabin maszynowy”.

Autor zdjęć do Szklanej pułapki, Jan DeBont, sześć lat później rozpocznie swój spektakularny debiut kinowy pod tytułem Speed od prologu z zakładnikami uwięzionymi przez Dennisa Hoppera w – co za niespodzianka – windzie. Była eksplozja i było zagrożenie, że za chwilę resztki lin trzymających windę zerwą się i wszystko spadnie.

Advertisement

Keanu Reeves i Jeff Daniels dzielnie walczyli o życie wystraszonych zakładników, podpinając uszkodzoną windę pod linę dźwigu stojącego na dachu budynku. Po seansie filmu DeBonta, mimo takich atrakcji jak autobus skaczący przez dziurę w moście, mnie w głowie najbardziej zapadła humorystyczna kwestia wypowiedziana w windzie przez jednego z pasażerów do drugiego pasażera, tego, który nacisnął guzik piętra dwa razy: „Dobrze, że nacisnąłeś ten guzik dwa razy”. Hmm, w filmie brzmiało to jakoś zabawniej.

Kolejny film zaczynający się od mocnego uderzenia windą to Resident Evil. Choć horror Andersona z 2002 roku pełen jest pamiętnych scen (zombiak ciągnący za sobą topór, pocięcie jednego z bohaterów w kratkę jak na sałatkę jarzynową), na mnie największe wrażenie zrobiło ujęcie, w którym zablokowana winda nieoczekiwanie rusza, nie bacząc na to, że w niedomkniętych drzwiach znajduje się kobieta. Mimo że ujęcie zostało przerwane w kluczowym momencie (podobnie jak rozerwanie Jennifer Jason Leigh w Autostopowiczu), wyobraźnia zrobiła swoje i już do końca seansu miałem przed oczami tragiczny koniec tej anonimowej pani. Straszną śmiercią, do której przyczyniła się winda (i jakieś stalowe cholera wie co wystające z sufitu), zginął także Emilio Estevez na samym początku pierwszego Mission: Impossible z 1996 roku – się nagrał chłopina, tyle co Andrzej Gołota z Lennoxem Lewisem.

Advertisement

Na horrorową modłę windę wykorzystano m.in. w azjatyckim filmie The Eye braci Pang z 2002 roku. Główna bohaterka z duszą na ramieniu, a widzowie wraz z nią (hmm… zabrzmiało, jakby widzowie siedzieli na ramieniu bohaterki razem z duszą – mocne ramię), czeka, aż dojedzie na właściwe piętro. Tymczasem stojący za jej plecami, odwrócony do niej… też plecami staruszek w dziwny sposób obraca się twarzą do kamery. Dlaczego w dziwny? Bo nie stoi, jak się okazuje, na podłodze, tylko unosi się ponad nią. Brrr… Strach się bać. O windę w morderczym wydaniu upomniała się też, jakże by inaczej, słynna seria Oszukać przeznaczenie.

W części drugiej z 2002 roku głowa jednej z bohaterek została przytrzaśnięta w przesuwnych drzwiach, a reszta jej ciała została na zewnątrz. To film z serii Oszukać przeznaczenie, więc domyślcie się sami, czy bohaterka poszła następnego dnia do fryzjera osobiście, czy wysyłką kurierską, jak w finale Siedem.

Advertisement

Dla równowagi emocjonalnej, żeby odetchnąć przez chwilę od masakry i terroru sianego przez niegroźne tylko z pozoru windy, warto wspomnieć o żartobliwej (w założeniu) scenie ze Spider-Mana 2 (2004), gdy opuszczony przez pajęcze moce Peter Parker, aby zejść z dachu budynku, musi jak zwykły człowiek skorzystać z windy, będąc jednakże wciąż w niezwykłym stroju Spider-Mana. Do windy wchodzi przypadkowy mężczyzna, który komplementuje wdzianko współtowarzysza podróży. Gdyby na tym owa scena się skończyła, byłoby zabawnie, niestety twórcy przeciągnęli ją do przesady, zmuszając anonimowego mężczyznę do słuchania, jak Peter Parker skarży się, że strój uwiera go w kroku.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Tom Holland, czyli trzecia inkarnacja Spider-Mana, ratował ludzi uwięzionych w urwanej windzie w Spider-Man: Homecoming (2017).

Advertisement

Kino nie byłoby sobą, gdyby nie wykorzystało windy do gagu z pierdnięciem w zamkniętej przestrzeni. O ile żart może wzbudzać mieszane uczucia, gdy zostanie wykonany przez mistrzów komedii, może stać się sceną-majstersztykiem. Tego właśnie dokonał reżyser Blake Edwards wespół z Peterem Sellersem w Zemście Różowej Pantery (1978). Detektyw Clouseau w przebraniu popełnia w windzie to, czego w tak małym pomieszczeniu popełniać się nie powinno; jego mina, gdy wali ściemę, że to nie on, oraz miny współpasażerów, to komediowe crème de la crème.

Jim Carrey w komedii Kłamca, kłamca (1997) z racji niemożności kłamania nawet nie próbował ściemniać, przyznając się z rozbrajającą szczerością przed współpasażerami, że to on jest przyczyną brzydkiego zapachu w windzie. Całkiem zabawnie wyszło też z…. koniem, którego wraz z Arnoldem Schwarzeneggerem na grzbiecie umieścił w windzie James Cameron w filmie Prawdziwe kłamstwa (1994). A skoro już przy Cameronie jesteśmy, okazuje się, że twórca Avatara wyraźnie upodobał sobie omawiany przez nas środek transportu i stosunkowo często korzystał z niego w swoich filmach. ..

Advertisement

Jak powiedział Hudson: „Jesteśmy w ekspresowej windzie do piekła, jedziemy na dół!”. W Obcym: Decydującym starciu (1986) mamy świetną scenę, w której Ripley i Hicks wpadają w końcówce filmu do windy, nerwowo wciskają przycisk (dla pewności dwa razy, jak w Speed) i czekają w napięciu, aż drzwi się zamkną.

Niestety, w ostatniej chwili do wnętrza windy wtyka łeb Obcy. Zastrzelony przez Hicksa obryzguje dzielnego żołnierza kwasem; kilka lat później dobije go David Fincher. Wykorzystując czas jazdy windą, Ellen Ripley przygotowuje się do starcia z królową Obcych, sklejając miotacz płomieni z karabinem, ładując magazynki i poprawiając fryzurę. A na deser epokowe wydarzenie, przy którym Raptor z Parku Jurajskiego uczący się używać klamki to bezmyślna ameba. Oto bowiem królowa Obcych uczy się ogarniać.

Advertisement

.. windę towarową, na pokładzie której namolnie podąża śladami Ripley i Newt. Dobrze, że Cameron nie zdecydował się pokazać tego motywu na ekranie; wyobrażacie sobie królową otwierającą guzikiem drzwi windy, wchodzącą do środka i wciskającą guzik z właściwym piętrem? Brakowałoby już tylko tej spokojnej muzyczki lecącej w tle podczas jazdy na górę. O ile w Decydującym starciu windą przyjechał jeden potwór, o tyle w Domu w głębi lasu z 2010 roku windami przyjechało tyle potworów… że chyba tylko Gary Oldman krzyczący „Everyone!” byłby w stanie zobrazować, jak wiele.

Camerona filmów ciąg dalszy. Król Świata w Terminatorze 2 wykorzystuje windę podczas potyczki głównych bohaterów z T-1000. Najpierw standard, czyli nerwowe oczekiwanie, czy drzwi zdążą zamknąć się przed nadbiegającym cyborgiem, który kulom się nie kłaniał. Nie zdążają. I to właśnie w niedomkniętych drzwiach windy rozgrywa się jedna z najbardziej znanych scen z Terminatora 2, czyli rozwalenie głowy T-1000 strzałem z shotguna. Terminator z silnym bólem głowy zostaje za drzwiami, gdzie zbiera, a raczej zlewa się do kupy, podczas gdy winda z bohaterami rusza w dół (gdyby ruszyła w bok, T-1000 za cholerę by ich nie znalazł).

Advertisement

Robert Patrick umiejący w tym filmie udawać podłogę to jednak przeciwnik nie w kij dmuchał – nie będzie czekał, aż winda wróci. Otwiera drzwi stalowymi… chwytakami (?) i zaczyna się spektakularna wymiana ognia z pchnięciami mieczem. T-1000 zdecydowanie definiuje tu na nowo pojęcie „wybrać się z nożem na strzelaninę”. Scenie towarzyszą znakomite efekty dźwiękowe piłowania stali i wystrzałów stłumionych w zamkniętej przestrzeni.

Weszliśmy w temat strzelanin, a tu ponownie do głosu dochodzi John McTiernan, który w Szklanej pułapce 3 prezentuje dynamiczną i bardzo krwawą wymianę ognia między Johnem McClane’em a udawanymi policjantami, którzy w mało komfortowy sposób otaczają Johna z każdej strony, zdecydowanie naruszając jego przestrzeń osobistą. John McClane–udawani gliniarze 4:0. Niestety, strzelanina (być może ze względu na małe wymiary pomieszczenia?) została nakręcona i zmontowana tak chaotycznie, że łatwiej połapać, co się dzieje podczas walk w mieście w finale pierwszych Transformers. Podobny pojedynek z przeważającymi siłami wroga (aż dziesięciu chłopa) stoczy też w ciasnym wnętrzu windy sam Kapitan Ameryka w Kapitanie Ameryce: Zimowym żołnierzu (2014). On również będzie otoczony z każdej strony przez przeciwników, jednak w filmie Marvela obędzie się bez krwi, bo wszystko zostanie załatwiono ręcznie i trochę z użyciem paralizatora. Z kolejnej, czwartej części Szklanej pułapki pod tytułem Szklana pułapka 4.0, dowiemy się zaś, że jak się bardzo chce, to do szybu windy można wjechać samochodem. Nie polecam – wjechać łatwo, wyjechać trudniej.

Advertisement

Kozacką akcję w szybie windy możemy też oglądać w RoboCopie 2. Irvin Kershner, odpowiedzialny za najmroczniejszą część starej trylogii Gwiezdnych wojen, także w drugiej odsłonie Supergliny skręca w bardzo ponure rejony. Cain – nowy RoboCop sklecony z ciała cyborga i mózgu psychopatycznego mordercy narkomana (co za hat trick!), zabudowany blachą i pozbawiony oczu do dziś pozostaje dla mnie postacią znacznie bardziej przerażającą niż Buka z Muminków. Masakra na dawnych wspólnikach, której dokonuje, gdy jeszcze kamera nie pokazuje go w całości, za sprawą sprawnego montażu i odpowiednio posępnej muzyce długo spędzała mi sen z powiek.

Nawet teraz, pisząc te słowa, nie mogę zasnąć. Sekwencja w windzie tylko to poczucie strachu przed Cainem potęgowała. Dzielny Alex Murphy początkowo przechytrza potężnego oponenta, chwytając się liny trzymającej windę, a ją samą spuszczając w dół szybu wraz z nieogarniętym Cainem. Będącemu na narkotykowym głodzie RoboĆpunowi dobrą chwilę zajmuje połapanie się, dlaczego on leci w dół, a Murphy poleciał do góry. W końcu ogarnia, że przydałoby się wyhamować, i trze stalowymi odnóżami o ściany szybu, sypiąc przy tym iskry jak na filmach Michaela Baya. Następnie wykorzystuje swoje długie kończyny, by samemu zamienić się w jednoosobową windę. W przyprawiającym o ciarki ujęciu z góry szybu widzimy, jak w szybkim tempie, machając odnóżami jak jakiś cyberpająk z piekła rodem, pokonuje kolejne piętra, zabierając po drodze Alexa Murphy’ego.

Advertisement

W ramach przerywnika zajrzymy na chwilę do kuchni filmowej. Otóż Paul Verhoeven w Nagim instynkcie (1992) pokazał (o czym dowiadujemy się z materiałów z planu) sztuczkę operatorską, dzięki której, nie mając windy pod ręką, można symulować jazdę nią. Robi się to przy pomocy pomieszczenia udającego windę: wpuszczamy do środka aktorów, po czym wystarczy bujnąć kamerą w bok (co udaje start windy) i po kilkunastu sekundach znów lekko drgnąć kamerą (koniec jazdy), następnie wypuścić aktorów na zewnątrz, gdzie w ciągu kilkunastu sekund wystrój wnętrza został zmieniony na niby inne piętro – tadam!

A teraz już wracamy do śmierci w windzie od kul, a tak właśnie kończy Michael Madsen w remake’u Ucieczki z gangstera (1994); lufa shotguna Aleca Baldwina zdążyła bowiem przed zamknięciem suwanych drzwi zajrzeć do środka, prosto w Madsena. No i konfrontacja DiCaprio z Damonem w Infiltracji (2006), z zaskakująco-szokująco-wstrząsającym finałem, którego areną była winda właśnie. Można śmiało powiedzieć, że automatycznie otwierające się drzwi, zza których nie można było ostrożnie się wychylić, przyczyniły się do takiego, a nie innego zakończenia – pozostał tylko smutek i żal.

Advertisement

Mistrz suspensu nie byłby sobą, gdyby także nie wykorzystał dramaturgicznego potencjału tkwiącego w windzie. W jednej ze scen filmu Północ–północny zachód z 1959 roku (swoją drogą to mój ulubiony tytuł tego twórcy), zlokalizowanej w wiadomym środku komunikacji, Alfred Hitchcock w mistrzowski sposób połączył thrillerowe emocje z… abstrakcyjnym humorem. W zatłoczonej windzie, oprócz przypadkowych osób znajduje się niesłusznie ścigany Roger Tornhill (Cary Grant), jego matka, która nie wierzy w sensacyjną opowieść syna, oraz dwóch szemranych typów czyhających na jego życie.

Groza i napięcie nieoczekiwanie pękają jak balonik, gdy matka Rogera zwraca się wprost do dwóch typów z rozbrajającym pytaniem: „Czy panowie naprawdę chcą zabić mojego syna?”. Po chwili konsternacji niedoszli zabójcy wybuchają śmiechem, a dołączają do nich pasażerowie i matka Rogera. Gdyby opisać to w liście do „Chwili dla Ciebie”, brzmiałoby to mniej więcej tak: „Spojrzeliśmy na siebie, a śmiechom nie było końca”. I tylko jednemu Rogerowi, patrząc na jego przerażoną twarz, nie było do żartów.

Advertisement

Najlepszy moment w Jokerze? Krótka, minimalistyczna scenka w windzie będąca znakomitą ilustracją punktu zwrotnego w życiu Artura Flecka i jego finalnej przemiany w tytułowe alter ego. Arthur/Joker wsiada do windy (w tle rozkręca się utwór Rock 'n’ Roll, Part 2), odwraca się w stronę widzów, a na jego twarzy zaczyna rysować się uśmiech zadowolenia.

Nie dane jest nam zobaczyć, czy przerodzi się w uśmiech szelmowski, czy szaleńczy, taki pełną gębą, bo drzwi windy zamykają się nam przed nosem. To krótkie ujęcie z oszczędną mimiką Joaquina Phoenixa jak dla mnie mówi o postaci Jokera znacznie więcej od nieco przehajpowanej sceny tańca na schodach.

Advertisement

Kreatywnością wykazano się też w pierwszym Matriksie (1999), gdy Neo i Trinity wykorzystują windę jako środek transportu na dach. No ale to Matrix, więc nie można po prostu wcisnąć guzika i wjechać na górę, trzeba to zrobić z przytupem i w zwolnionym tempie; dobrze, że na co dzień windy tak nie działają.

Neo i Trinity stoją więc na dachu windy zatrzymanej na 41. piętrze, po czym łapią jedną linę, odstrzeliwują drugą, a opadająca winda… winduje (?) ich na dach. Spektakularną scenę kończy upadek kabiny, wielka eksplozja i drzwi lecące w slow motion. Do dziś zastanawiam się, po cholerę oni wysadzili w powietrze ten szyb, drzwi i cały hol, w którym zostały tylko zwłoki, zamiast normalnie pojechać windą na ostatnie piętro. Błąd Matrixa?

Advertisement

Prawdziwego blue screena mogło wywalić widzom w trakcie seansu Drive (2011). W słynnej scenie w windzie dostaliśmy bowiem nieoczekiwaną i dla niektórych nieco ciężkostrawną mieszankę romantyzmu, na którego widok nawet Kot ze Shreka zrobiłby jeszcze bardziej maślane oczy, i – jak to mawiał Alex w Mechanicznej pomarańczy – ultraprzemocy w najmocniejszym wydaniu.

Mała przestrzeń staje się w przeciągu dosłownie kilku chwil scenerią romantycznego pocałunku jak z bajki o księciu i księżniczce (klimatyczne oświetlenie, zwolnione tempo, te sprawy), po czym czar pryska, następuje brutalny powrót do rzeczywistości i szybkie łubudubu butem po głowie domniemanego killera, z krwią tryskającą we wszystkie strony. Prawdziwy emocjonalny rollercoaster, który cholera wie jakim cudem zmieścił się w tej małej, niepozornej windzie.

Advertisement

Winda jako otwarta platforma pozbawiona ścian i suwanych drzwi mogłaby się zdawać na pierwszy rzut oka znacznie bezpieczniejsza od tradycyjnej, zamkniętej czterema ścianami sześciennej pułapki… Powiedzcie to Richterowi z Pamięci absolutnej (1990), z którym Douglas Quaid zagrał (i wygrał) w zabawną grę pod nazwą „Kosi, kosi łapci”. Hmm, jak tak popatrzeć na Arnolda trzymającego w rękach ręce Richtera (odczepione od Richtera), to Arnold przez chwilę miał cztery ręce, przebijając w liczbie nadprogramowych części ciała barmankę o trzech piersiach.

Co ten Mars robi z ludźmi… Podobnie jak Richter, życie za sprawą windy straciła też jedna pani z Głębokiej czerwieni (1975) Daria Argenta, gdy łańcuszek na jej szyi zaczepił o element windy, zmieniając swoją funkcję z ozdobnej na gilotynującą. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego porównałem tę śmierć ze śmiercią Richtera, który przecież w windzie stracił jedynie ręce, a zginął w wyniku spotkania z podłogą. Dlatego właśnie napisałem, że podobnie jak Richter, a nie tak samo.

Advertisement

Krew wylewająca się na korytarz w jednej z najbardziej ikonicznych scen z Lśnienia (1980) przyjechała windą. Znany z perfekcjonizmu i katowania aktorów setkami dubli Stanley Kubrick musiał tym razem zadowolić się zaledwie trzema podejściami do nakręcenia tej niezwykłej sceny.

Sprzątanie (poszło pewnie sporo mopów) i przygotowania do każdego podejścia trwały ponoć każdorazowo ponad tydzień. Kubrick wciąż nie był zadowolony z efektu, między innymi przez przez sztuczną krew, która według niego wyglądała mało wiarygodnie. Ujęcie, które trafiło do filmu, to ostatni dubel, choć i tu widać, że nie wszystko poszło zgodnie z planem, gdyż suwane drzwi, przez które miała się wlewać krew, otwierają się dość późno i tylko do połowy. W dodatku po chwili zostają przysłonięte czerwoną cieczą, wyraźnie zresztą wylewającą się gdzieś z boku, a nie z wnętrza kabiny, co psuje nieco finalny efekt.

Advertisement

Krew w windzie, ale tym razem w skali mikro, bo w ilości zaledwie kilku kropli, odegrała dramaturgiczną rolę w Milczeniu owiec (1991). Podczas gdy funkcjonariusze eskortują zmasakrowanego przez Lectera policjanta, z sufitu windy zaczyna kapać czerwona substancja. Po otwarciu szybu i postrzeleniu w nogę ukrywającego się na dachu windy Lectera okazuje się, że w istocie był to martwy policjant, na którym Lecter zrobił Face/Off sześć lat wcześniej od Johna Woo.

W tym samym Milczeniu owiec znajdziemy inną, bardzo wymowną scenę w windzie, którą można śmiało nazwać znakiem swoich czasów; FBI 30 lat temu raczej nie słyszało o parytetach i równouprawnieniu.

Advertisement

Nie masz windy? Zrób sobie własną! Nemesis (1992) Alberta Pyuna to cyberpunkowa perełka kina klasy B, która mimo kiepskich efektów specjalnych i rozwlekłych dialogów ma do zaoferowania kilka naprawdę świetnych, pełnych energii strzelanin. Spośród nich wyróżnia się ta, w której Oliver Grunner, strzelając sobie pod nogi, dosłownie przebija się przez podłogę prawdopodobnie z dykty i spada piętro niżej; i tak po kolei przez kilka dalszych poziomów, aż dojeżdża na parter. Scena, choć idiotyczna w założeniu, to realizacyjna petarda; gdy patrzymy na szatkowaną kulami podłogę i kule przebijające się przez sufit, banan sam pcha się na usta.

I żeby nie było, że pewnie z dzieciństwa zapamiętałem tak dobrze tę scenę, to od razu mówię, że odświeżyłem sobie ten fragment wczoraj. Cztery razy. Wciąż świetny jak 30 lat temu! Niestety, scena jest tak dynamiczna, że nigdzie nie ma z niej screenshota, więc w zamian kadr z pełnej pasji i erotyzmu sceny z 50 twarzy Greya, gdy nasi bohaterowie zostali przyłapani na… całowaniu się w windzie.

Advertisement

Skoro jesteśmy już przy Greyu, warto wspomnieć, że W Ciemniejszej stronie Greya znalazła się jeszcze bardziej odważna, mocno erotyczna, wręcz demoralizująco-skandalizująca scena, w której Grey urządza ekstremalną i niezwykle ryzykowną zabawę erotyczną, dotykając nogi ukochanej w windzie pełnej ludzi, którzy zupełnie nie są tego świadomi… Dotyku kobiecego ciała, a nawet samej obecności kobiety, obawia się z kolei Oh Dae-su z koreańskiego OldBoya (2003).

Mężczyzna, który po raz pierwszy po 15 latach izolacji spotyka kobietę, natyka się na nią akurat w windzie, gdzie nie ma możliwości odsunięcia się na większą odległość od drugiego człowieka. Targany mieszanką strachu, podniecenia i niewiedzy, jak zachować się względem spotkanej kobiety, Oh Dae-su wciska się w róg pomieszczenia, jakby chciał zniknąć i jakoś dotrwać do momentu, aż winda dojedzie na parter.

Advertisement

Zanim przejdziemy do kolejnych, finałowych opisów, trochę faktów na temat wind i zestawienia ich z filmową fikcją (zaczerpnięte z serwisu windy24.pl): „Ludzie nadal boją się wind. Nieistotne, że dźwigi, nie tylko osobowe, ale także przemysłowe, są z nami przeszło sto lat i zapowiada się dla nich obiecująca przyszłość. Przyszłość w pięknych szklanych fortecach zwanych wieżowcami i drapaczami chmur, w której będą mogły jeździć nie tylko w ruchu góra–dół, ale także w poprzek i na boki. Czy taka współczesna winda może tak po prostu spaść i zabić wszystkich pasażerów? Winda, owszem, może spaść, ale nie są to spektakularne wypadki, o których opowiadają różni ludzie i o których traktują filmy sensacyjne oraz katastroficzne.

Taka sytuacja spadania dotyczy bardzo krótkiego odcinka. Winą może być hamulec, którym nikt się nie zajął, a także przeciążenie windy. W momencie jakiegokolwiek wypadku losowego uruchamiane są systemy bezpieczeństwa – chwytacze. Chwytacze są dodatkowym hamulcem, który uruchamia się właśnie w momencie nieprawidłowego działania windy. Nawet gdy obetniemy wszystkie liny trzymające windę, kabina nie spadnie, bo zaraz zatrzyma się dzięki zabezpieczeniu. Układ, który „opiekuje się” tymi chwytakami, jest osobnym układem – dlatego możemy czuć się bezpieczni w windach. Ewentualne problemy nie są tak przerażające, jak przedstawiają nam to różne media”.

Advertisement

Jak zapewne zauważyliście w pogrubionym fragmencie, jeden z najzabawniejszych tekstów w historii polskiej komedii, który usłyszeliśmy w Nic śmiesznego, może wkrótce okazać się proroczy. Takie windy jeżdżące nie tylko po osi Y, ale i po osi X, mogliśmy już zresztą oglądać choćby w remake’u Pamięci absolutnej (2012). Swoją drogą znalazła się tam naprawdę niezła scena akcji w windzie, zapoczątkowana wślizgiem Kate Beckinsale do wnętrza kabiny w ostatniej chwili.

W tym samym filmie mogliśmy też zobaczyć windę o największym (!) zasięgu, na której pokładzie można było podróżować przez wnętrze Ziemi z jednej półkuli na drugą. W połowie drogi winda obracała się, żeby ludzie po dojechaniu na drugą stronę globu nie musieli chodzić do góry nogami jak w Australii.

Advertisement

Kino bardzo rzadko sięgało po windę w, że tak powiem, szerszym wymiarze, czyli umieszczając gros fabuły w jej klaustrofobicznym wnętrzu. Taki zamknięty, ciasny metraż najlepiej nadaje się do krótkich scen w stylu: spotkania zakochanych (Top Gun, Fatalne zauroczenie), walki wręcz (Ip-Man 3, Mission: Impossible 3, Legion samobójców i wiele innych), krwawych morderstw (Nietykalni i W przebraniu mordercy Briana De Palmy), pobicia (Wydział wewnętrzny), ostrzelania przez śmigłowiec (Bohater ostatniej akcji), nieziemskiego przyspieszenia (Gremliny 2), zmiany w pojazd z napędem odrzutowym (odlotowa winda z Charliego i fabryki czekolady) czy nawet scen tańca i śpiewu (Super Mario Bros, nowe Wojownicze żółwie ninja) oraz wszelkiej maści upadków/pożarów/wybuchów w filmach katastroficznych (The Tower, Płonący wieżowiec, Posejdon, Skyscraper, 9/11 i inne).

Można też, przy odpowiednich gabarytach bohaterów, użyć windy jako… broni, jak uczynił Iron Man w Avengers: Czas Ultrona, waląc Hulka po łbie kabiną trzymaną za linę. Jeśli jednak idzie o wymyślenie fabuły filmu osnutej wokół windy, nie jest to już z dramatycznego i logicznego punktu widzenia takie proste. Nie jest też jednak niemożliwe, co udowadniają trzy opisane poniżej filmy…

Advertisement

W filmach ze wspomnianej kilka akapitów wyżej serii Oszukać przeznaczenie przeróżne przedmioty i urządzenia codziennego użytku działały w taki złośliwy sposób, aby jak najefektowniej uśmiercić oszukujące przeznaczenie osoby. Nie inaczej postępuje winda z holenderskiego horroru The Lift z 1983 roku. Nie dość, że już w tytule dumnie stoi słowo „winda”, to cały film obraca się właśnie wokół nawiedzonej kabiny, która uwzięła się na pasażerów, mordując każdego, kto się do niej zbliży.

A to odetnie (jak, nie pytajcie) tlen powodując uduszenie, a to otworzy niewidomemu drzwi, za którymi nie będzie kabiny, a to pozbawi głowy ochroniarza – identycznie zresztą jak we wspomnianym Oszukać przeznaczenie 2. W finale dzielnie walczący z windą konserwator odkryje, że ta oszalała za sprawą dziwnej galaretowatej substancji pokrywającej jej płytę sterującą. Pomijając głupi pomysł wyjściowy oraz brak logiki w postępowaniu bohaterów (winda ciągle zabija, ale nikt nie wpada na pomysł, żeby na przykład tymczasowo trzymać pasażerów z dala od niej), holenderski horror cechują klimatyczne zdjęcia, budująca atmosferę strachu muzyka oraz naprawdę pomysłowe i bardzo krwawe sekwencje uśmiercania kolejnych ofiar.

Advertisement

Francuski klasyk Windą na szafot Luisa Malle’a z 1958 roku pokazuje, jak uczynić banalny środek transportu codziennego użytku potężnym narzędziem dramaturgicznym i najważniejszym elementem fabuły. Główny bohater dokonuje zamachu na życie swojego szefa, fingując samobójstwo, i po zatarciu śladów oddala się z budynku. Niestety, na zewnątrz dostrzega linę, po której dostał się do pokoju prezesa, a której zapomniał usunąć (swoją drogą dość grubo szyty motyw), więc zmuszony zostaje wrócić do budynku.

Wsiada do windy tak, żeby nie zobaczył go stróż (z wiadomego powodu), a tenże stróż, sądząc, że nikogo już w budynku nie ma, wyłącza prąd i zamyka wszystko na cztery spusty. Pechowo nasz bohater-morderca znajduje się wówczas w windzie, między piętrami. Zostaje więc zmuszony do spędzenia nocy w ciasnym pomieszczeniu, tymczasem jego samochód zostaje skradziony przez szemranego typka i jego naiwną dziewczynę. Przez splot wydarzeń chłopak dokonuje morderstwa, które następnego dnia zostaje przypisane… naszemu bohaterowi uwięzionemu w windzie, nieświadomemu, że na jego konto wpadło właśnie kolejne zabójstwo.

Advertisement

W filmie Diabeł z 2010 roku (produkcji i pomysłu Nighta M. Shyamalana) zablokowana między piętrami winda staje się śmiertelną pułapką, do której trafia pięć pozornie przypadkowych osób. Reżyser John Erick Dowdle sprawnie wplata w fabułę większość archetypicznych dla wind lęków, poczynając od klaustrofobii, przez wilimusofobię (lęk przed muzyką puszczaną w windach), na oczywistym lęku przed upadkiem z dużej wysokości kończąc.

Piątka nieznających się osób w kilka minut od zablokowania w windzie zaczyna popadać w nerwowość, a gasnące co kilka minut światło, raczej nie dodaje im otuchy. Gdy w ciemnościach jedna z pasażerek zostaje zraniona w plecy, a na marynarce innego z pasażerów pojawia się krew, zaczyna się mordercza gra o przeżycie, a przede wszystkim wytropienie dręczyciela. Na miejsce zjeżdża się policja i straż pożarna. Czy uda się uwolnić pasażerów, zanim się pozabijają? Jaką rolę w tym wszystkim może pełnić tytułowa postać? Policja wnikliwie bada historię każdego z pasażerów, a straż pożarna, walcząc z czasem, przebija się przez ścianę, by ocalić nieszczęśników.

Advertisement

Finałowy twist, choć nie tak mocny jak w innych produkcjach Shyamalana, przynosi całkiem satysfakcjonujące rozwiązanie, a sam film, z racji bardzo krótkiego czasu trwania (zaledwie 75 minut) i ekspresowego rozwoju akcji, nie nudzi nawet przez moment.

W filmie Alana Parkera Harry Angel (1987) winda pojawia się wraz z napisami końcowymi. Lista płac przeplatana jest ujęciami głównego bohatera, który w wnętrzu windy w symboliczny sposób zmierza nigdzie indziej, jak do samego piekła, gdzie – jak sam zapowiedział – spłonie. Film zamyka statyczne ujęcie, na którym widzimy Harry’ego Angela u celu podróży.

Advertisement

I tak dotarliśmy do końca artykułu oraz naszej wspólnej przejażdżki filmową windą. Dojechaliśmy na najniższe piętro, o którym wspominał Hudson. Drzwi się otwierają, można wysiadać. 

Advertisement

Od chwili obejrzenia "Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia "Akirę”, "Drive”, "Ucieczkę z Nowego Jorku", "Północ, północny zachód", i niedocenioną "Nienawistną ósemkę”). Wielbiciel Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Autor książki "Frankenstein 100 lat w kinie". Założyciel, i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE. Od 2016 roku zawodowo zajmuje się fotografią reportażową.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *