Publicystyka filmowa
NIE TYLKO JAMES BOND. Najlepsze filmowe personalia
NIE TYLKO JAMES BOND to podróż przez filmowe światy, gdzie personalia bohaterów mówią więcej niż tysiąc słów. Odkryj mistrzostwo imion!
„Bond. James Bond” – to powitanie znają wszyscy. Te dane osobowe to dziś jeden z klasycznych cytatów filmowych i czyste złoto w kwestii prezentacji postaci. I nie dziwota, bo słysząc je, wiemy wszystko, co chcielibyśmy wiedzieć. Nie tylko jednak agent Jej Królewskiej Mości może poszczycić się tak prostym i zarazem dosadnym imieniem i nazwiskiem. Poniżej trochę innych przykładów kinowych tożsamości, które samym tylko swoim brzmieniem potrafią wpędzić Kowalskiego w kompleksy. Formularze komentarzy wypełniajcie własnymi informacjami.
Frank Bullitt
Bullitt
Profesja: policjant.
Ot, ile potrafi zdziałać zmiana jednej tylko literki i sklonowanie innej. Skojarzenie pozostaje – szczególnie że nasz bohater na co dzień również używa pocisków (ang. bullet), a przy tym jest tak samo ostry, szybki i zabójczy co one. To twarde nazwisko doskonale uzupełnia swojski „Franek”, który sugeruje dobrego chłopa postępującego zgodnie z nobliwymi wartościami. I zarazem takiego, z którym nie warto jednak zadzierać.
Alternatywny zawód: właściciel międzynarodowej firmy kurierskiej (już widzę te slogany: „We can bull it for you where no one else could before”).
Frank Dux
Profesja: żołnierz i mistrz ninjutsu.
Jeszcze jeden Frank, co tylko potwierdza filmową uniwersalność tego imienia (Franciszek Dolas był trzeci w kolejce, ale zanim przyszła jego kolej, to znowu narobił bigosu). Również i ten miękką fają nie jest, czemu w sukurs przychodzi krótkie, acz sugestywne nazwisko. Dux brzmi dumnie, mięsiście, muskularnie, czyli dokładnie tak, jak wygląda Ja Wam Dam w tej roli. I o ile może budzić pewne skojarzenia z marką gumek, to w momentach największego stresu bynajmniej nie pęka jak one. I nigdy nie przepuszcza żadnego przeciwnika.
Alternatywny zawód: gwiazdor porno (idę o zakład, że i tak jakiś istnieje).
Gordon Gekko
Profesja: makler giełdowy.
Te egzotyczne personalia przywodzą na myśl jakiś rodzaj trudnego do ubicia gada. To dobry trop, bo Gordo jest twardym zawodnikiem z grubą skórą, lubującym się w dodatku w ciepłych miejscach o odpowiednim statusie – do tych powierzchni przylega na dobre i na złe. Pozornie niegroźny, ma oczy dookoła głowy i potrafi zaatakować w mgnieniu oka, śmiertelnie kąsając swą ofiarę. Podatny na blask – nie słońca jednak, a złota. Przy czym nie posiada ogona ani kręgosłupa moralnego. Oto cały Gekko(n).
Alternatywny zawód: producent filmowy (w sumie też obraca cudzymi akcjami).
Han Solo
saga Gwiezdne wojny
Profesja: kosmiczny przemytnik (i dorywczo członek Rebelii).
Osobnik z twarzą Harrisona Forda to przykład bardzo prostego przekazu danych – ot, jestem sobie Han (dobrze, że nie ham) i pracuję sam (nie licząc chodzącego dywanu za pomocnika). W miarę oryginalne oraz łatwe do zapamiętania i zapisania – co potwierdzają wszystkie istoty w galaktyce, którym Han wisi kredyty. I chociaż niebudzące jakiegoś wielkiego szacunku, to pozwalające powstrzymać się od głupich dowcipów względem właściciela. Tak po prostu.
Alternatywny zawód: gwiazdor porno – i to taki klasy B (rozbijający się po tytułach pokroju Dziewczyny z potańcówki 8 i Sam na sam w domu 6).
John Matrix
Profesja: były komandos służb specjalnych.
Dżon Matriks – czyż to nie brzmi iście wybuchowo? Potężnie? Kozacko? Imponująco? A po roku 1999 także modnie? Dokładnie tak jest. Z Dżonem się więc nie dyskutuje, nie pertraktuje i nie zaczyna innych rzeczy poza przyjacielską partią szachów. Bo Dżon już samym swoim nazwiskiem robi z jesieni dupę średniowiecza (czy coś w ten deseń). Dżon to, i owszem, swój chłop. Ale Dżon Matriks to już chłop większy niż życie, niż Dąb Bartek, niż hymn narodowy Jugosławii. To siła, z którą trzeba się liczyć i już.
Alternatywny zawód: producent prezerwatyw („Ribbed for your pleasure”).
Lincoln Hawk
Więcej niż wszystko (aka Ponad szczytem)
Profesja: kierowca ciężarówki i hobbystyczny armwrestler.
Mokry sen każdego amerykańskiego patrioty to mieć właśnie takie personalia. Można wszak wozić się lincolnem, ale cóż nam z tego przyjdzie, jeśli nazywamy się O’Connor, Jones lub Brzęczyszczykiewicz? Co innego Hawk! A Lincoln Hawk to już w ogóle taka moc, że nawet bez ćwiczeń można wziąć udział w konkursie na strongmana i dostać własne mieszkanie z urzędu. A teraz wyobraźmy sobie, że nazywamy się Lincoln Hawk i wozimy się potężnym TIR-em… Jak pisałem – mokry sen…
Alternatywny zawód: piłkarz czołowej drużyny serii A (kapitan Hawk – get it?), a z czasem także trener drużyny narodowej Italii.
Hugo Stiglitz
…i pozamiatane.
Honey Rider / Pussy Galore
Dr No / Goldfinger
Profesja: poławiaczka muszli / artystka cyrkowa i pilotka.
Żeby nie było, że tylko męskie imiona i nazwiska są w cenie – oto miód z sierścią wprost ze świata Jamesa Bonda. I cóż z tego, że seksistowskie, skoro działają? Co więcej, żadne ujmy nie przynosi, oba kojarzą się pozytywnie. Panna Rider (naprawdę Honeychile, choć to już trąci polityką) to nie tylko słodycz sama w sobie, ale też gwarancja odpowiednio silnej niezależności. Z kolei panna Galore do powyższego dodaje także pewną przestrogę odnośnie swojej dzikiej natury – kogoś takiego nie warto brać pod włos, bo można poczuć pazurki. Oczywiście interpretacja personaliów oraz noszące je piękne kobiety to jedno, a użyteczność drugie. Powiedzmy sobie jednak szczerze: raczej nie spotkamy kogoś takiego w kolejce na poczcie, zatem problem z głowy. A satysfakcja gwarantowana.
Alternatywny zawód: striptizerka aka tancerka egzotyczna / stewardessa (cóż by innego?).
Rocky Balboa
Profesja: bokser.
Co jak co, ale Sly Stallone ma szczęście do swoich ekranowych danych osobowych (zresztą własnych także). To już druga jego obecność na liście, a przecież są jeszcze takie alternatywy jak John Spartan, John Rambo, Ray Quick, Marion Cobretti czy Raymond Tango… – każda na swój sposób budzi szacunek. Ale wróćmy do Rocky’ego, który przez te wszystkie lata stał się nie tylko synonimem góry mięśni nie do zatrzymania, ale także, a może przede wszystkim, potęgi marzeń. Oprócz tego, że dość jednoznacznie kojarzy się ze sportem, Balboa z siłą wodospadu uderza w nas specyficzną nobliwością. Jak czystej krwi koń arabski. Czyli przypuszczalnie wart więcej niż wasze auta i kredyty w banku. A to też daje do myślenia.
Alternatywny zawód: emerytowany bokser, który został trenerem – zdecydowanie nie ma tu mowy o innej drodze życia.
Stacker Pentecost
Profesja: żołnierz – pilot Jaegera i dowódca całej jednostki.
Oto personalia jedyne w swoim rodzaju. Zbudowane w taki sposób, że nie można zarzucić im kuglarskiej taniości ku uciesze mas(smediów). I zarazem na tyle mocne, że ręce same składają się do honorów. Co ciekawe, w oderwaniu od siebie wypadają wręcz komicznie (Stacker to po prostu musi być rodzaj zioła, a Pentecost to idealny kandydat na tuzin niewybrednych przezwisk w podstawówce). Wspólnie jednak stanowią prawdziwie dystyngowany poziom zajebistości. Duma i chwała każdemu, kto tak się zarejestruje w urzędzie.
Alternatywny zawód: rozgrywający czołowej drużyny NFL, a po przejściu na emeryturę także kultowy gwiazdor kina akcji schyłku ery Reagana (Ogniomistrz 1–4, Master Breaker 2, Mat Dreadder – to tylko kilka jego największych hitów) / względnie telewizyjny pogodynek.

„And on the west we’re cancelling the apocalypse”
Tyler Durden
Profesja: sprzedawca mydła (!).
OK, przyznam, że w Tylerze Durdenie tkwi głęboko coś, co sprawia, że mam ochotę sypnąć kilkoma okolicznościowymi żarcikami. Ale nie zrobię tego, bo jednocześnie wyziera z niego prawdziwa filmowa magia, która dla kogoś, kto nie jest Bradem Pittem, przypuszczalnie by się nie sprawdziła w realu. Te dwa słowa wprost opływają w kultową otoczkę, są niemalże gotowym przepisem na podryw i właściwie to… żyją własnym życiem. Są jak zupka instant – nazwiesz tak berbecia i po prostu wiesz, że mu się uda. Wszystko i cokolwiek. Z drugiej strony nadasz sobie taki nick i wyjdziesz na mało oryginalnego nerda, co zapewne nigdy na oczy kobiety nie widział. Tak, Tyler Durden to siła, z którą zwykły śmiertelnik nie powinien igrać.
Alternatywny zawód: wykidajło (czyli jeszcze płaciliby mu za te bójki).
Verbal Kint aka Keyser Söze
Profesja: gangster – szef wszystkich szefów.
To w sumie spoiler, ale mniejsza. Poza tym nie ma tu co specjalnie dodawać, bo oba te namiary bronią się same. O ile na pierwszy rzut oka/ucha wydają się dosłownie łamać języki, nie będąc przy tym zbyt poręcznymi przykładami (serio, kto nazywa swoje dziecko Verbal?), to ostatecznie, jakimś cudem, bije od nich jakaś bliżej nieokreślona klasa. Ekscentryczne brzmienie uwypukla w dodatku władcze znamiona danych personaliów. A gdy te wypowiadane są w odpowiedni sposób, to gęsia skórka gwarantowana. W końcu też nie da się ich pomylić z niczym innym, co kiedykolwiek słyszeliśmy – nawet z Pentecostem.
Alternatywny zawód: węgierski nauczyciel matematyki (i nie, w moim poduszkowcu nie ma węgorzy).
Vincent Vega
Profesja: zabójca, gangster.
Podwójne V nie przychodzi co prawda na odsiecz pokojowym skojarzeniom z daną literką, ale i tak brzmi cool. Ponownie jest to coś, co dobrze leży na języku, a wypowiedziane nie pozostawia żadnych wątpliwości co do natury osoby posługującej się tymi personaliami. Luzacki typ, z którym dobrze jest się napić piwka, potańczyć i podrywać laski. A przy tym nie dający sobie w kaszę i/lub kokainę dmuchać. Spoko stylówa, świetne inicjały i zapewne zamaszysty podpis to kolejne silne atuty. Niewielkim minusem pozostają jedynie skojarzenia z pewnym polskim twórcą oraz. .. zestawem przypraw. Ale coś za coś.
Alternatywny zawód: zegarmistrz, ewentualnie barman (w tym drugim przypadku może kumplować się z Durdenem).
Bonus: James Earl Jones
Król Lwiej Ziemi – Mufasa, król Zamundy – Jaffe Joffer, lord Sith Darth Vader, Thulsa Doom, porucznik Lothar Zogg, John Dolby, Earnest Moses, Umslopogaas, Older Kokumo… – to tylko część z nietuzinkowych, budzących z reguły duży respekt postaci, w jakie przez lata wcielał się Jones (swoją drogą prawdziwe personalia też ma niczego sobie). W połączeniu z charakterystycznym, głębokim głosem stanowi ewenement, który nie sposób przemilczeć.
