Connect with us

Publicystyka filmowa

Nie tylko GWIEZDNE WOJNY. Nie tylko STAR TREK. 9 najlepszych filmowych SPACE OPER

Odkryj fascynujący świat SPACE OPERY! Poznaj najciekawsze filmy, które przeniosą Cię w międzygwiezdne przygody pełne emocji i zwrotów akcji.

Published

on

Nie tylko GWIEZDNE WOJNY. Nie tylko STAR TREK. 9 najlepszych filmowych SPACE OPER

Drogie dzieci, usiądźcie sobie wygodnie i wysłuchajcie kolejnej lekcji o fantastyce. Z chwilą, gdy dystrybutorzy dali wam okazję do tego, by przy udziale kubków pełnych popcornu uraczyć wasze oczy niezwykłą feerią barw najnowszego filmu Luca Bessona – Valerian i miasto tysiąca planet (nie mylić z sosem tysiąca wysp) – wujek Jakub śpieszy z odpowiedzią na to, do jakiego gatunku się owo widowisko zalicza. Bo nie jest to tylko adaptacja – w tym przypadku francuskiego – komiksu. Powiedzieć z kolei, że jest to fantastyka naukowa, to powiedzieć zdecydowanie za mało.

Advertisement

Istnieje bowiem gałąź science fiction zwana space operą. Dziś poznacie kilka jej znaczących, filmowych przykładów. Kojarzycie je dobrze, bo to niezwykle popularny gatunek. Ale najpierw uściślijmy, co się właściwie w tym terminie zawiera.

Skracając rzecz do minimum, space opera to wszelkie fantastyczne przygody dziejące się w kosmicznej przestrzeni, na odległych planetach, w nieznanych galaktykach. Spoczywają zazwyczaj na barkach heroicznego bohatera, przy udziale wątku melodramatycznego oraz widowiskowych starć toczonych między wrogimi rasami. Osobliwa nazwa podgatunku odwołuje się do skierowanych do żeńskiego grona odbiorców oper mydlanych (ang. soap opera), przerywanych reklamami produktów spożywczych. Były to słuchowiska radiowe bądź widowiska telewizyjne, rozpowszechnione już na początku lat 30. XX wieku. Ich cechą charakterystyczną była słodka naiwność bijąca z postaci i ich perypetii oraz… brak narracyjnego dążenia do finału.

Advertisement

Marzenie o podróży przez kosmos i nawiązaniu kontaktu z obcymi rasami, nasilające się na początku XX wieku, ukształtowało space opery. Stały się one niezwykle popularne najpierw w literaturze pulpowej i komiksach. Potem pojawiły się w telewizji i filmie, a na samym końcu w grach komputerowych. Do najbardziej znaczących literackich przykładów space oper zaliczyć należy Fundację Isaaca Asimova, komiksowych – serię Flash Gordon publikowaną od 1934, telewizyjnych – Star Trek i Battlestar Galactica, filmowych – Saga Gwiezdnych wojen (choć tej bliżej jest do space fantasy).

Pora wskazać dziesięć filmów, które potrafią konkurować z dwoma ostatnimi tytułami zarówno dawką kosmicznej przygody, jak i bogactwem – rasowym i planetarnym – swych światów przedstawionych. Zastosowałem jednak ważne rozróżnienie. Gatunek ma bliskie związki z innymi gałęziami science fiction (lub fantastyki w ogóle), stąd często bardzo trudno wskazać przedstawiciela, który wpisywałby się w ramy space opery w sposób czysty i jednoznaczny. Nie interesowały mnie zatem filmy, które wprawdzie spełniają warunki space opery (akcja rozgrywająca się na statku kosmicznym), ale jest im bliżej do mrocznego science fiction albo po prostu horroru (seria Obcy, Ukryty wymiar), lub przedstawiciele fantastyki militarnej (Gra Endera, Żołnierze kosmosu). Klasyczne space opery charakteryzowały się bowiem optymistyczną tonacją – aczkolwiek z zestawienia wykluczyłem także komedie (Galaxy Quest).

Advertisement

Nie interesowały mnie także wszelkie ekspedycje kosmiczne rozpoczynające się na Ziemi, prowadzące grupę naukowców do określonego celu, gdyż tym bliżej jest do twardej fantastyki, interesującej się w pierwszej kolejności technologicznym rozwojem i odkrywaniem nieznanego. Wykluczyłem także filmy rozgrywające się na tylko jednej obcej planecie, gdyż tym bliżej do innej odmiany SF – planetary romance – która choć także realizuje założenie międzygwiezdnej podróży, jednak skupia się bardziej na ukazaniu specyfiki obcej rasy zamieszkującej ową planetę (John Carter, Avatar).

Po tych cięciach, które pewnie wielu z was uzna za zbyt radykalne, została mi już sama śmietanka, duchem nawiązująca do klasycznych, pulpowych space oper. Zebrałem zatem kosmiczne przygody, naiwne i ckliwe ballady, z dynamiczną akcją, przyprawione niezwykłą gamą kolorów, niesione na barkach wyrazistych, acz stereotypowych bohaterów, podsumowanych zwykle uniwersalnym morałem. Filmy ułożone są chronologicznie. Miłej zabawy.

Advertisement

9. Zakazana planeta (1956), reż. Fred M. Wilcox

Simpsonowie biją wszystko!

Scenariusz, będący trawestacją Szekspirowskiej Burzy, opowiada historię wysłanej na planetę Altair ekspedycji kosmicznej. Jej zadaniem jest zbadanie losów statku Bellfront, którego załoga od dłuższego czasu nie wysyła oznak życia. Na Altair odnajdują naukowca wraz z córką, którzy skrywają mroczną tajemnicę.

To prawdziwy klasyk. Każdy, kto lubuje się w tym esencjonalnym dla gatunku motywie, jakim jest międzygwiezdna podróż, powinien znać ten film. To pierwsza w historii superprodukcja, która pod warstwą kapitalnej realizacji wizualnej skrywa także niegłupie i trafne spostrzeżenia dotyczące ludzkiej natury. Dodatkową zachętą do obejrzenia filmu niech będzie możliwość zobaczenie Lesliego Nielsena w roli dalekiej od wyrobionego później emploi aktora.

Advertisement

8. Barbarella – królowa galaktyki (1968), reż. Roger Vadim

Scenariusz oparty na podstawie klasycznego francuskiego komiksu przenosi nas do roku 40 000. Prezydent Ziemi zleca agentce Barbarelli, by odnalazła i unieszkodliwiła szalonego wynalazcę Durand Duranda, dysponującego śmiercionośną bronią.

Powstający w epoce kontrkultury i seksualnego wyzwolenia film przyniósł sporo kontrowersji i miał problemy z cenzurą. Vadim w głównej roli obsadził ponętną Jane Fondę, która wówczas była jego trzecią żoną. Dzisiejsze feministki nie byłyby zadowolone z roli, jaką aktorka pełni na ekranie. Jest bowiem uosobieniem seksapilu, przedmiotem pożądania zarówno dla bohaterów filmu, jak i jego (męskiej) widowni, co skrzętnie uskutecznia w każdej scenie i w każdym ujęciu. Tego kiczowatego świata erotycznych fantazji nie da się traktować poważnie. Ale jest charakterystyczny, budzi emocje (wiadomego rodzaju) i za to postanowiłem go wyróżnić.

Advertisement

7. Flash Gordon (1980), reż. Mike Hodges

Powstały na bazie słynnego komiksu scenariusz opowiada o znanej gwieździe futbolu Flashu Gordonie, który w towarzystwie pięknej dziennikarki i naukowca trafia na planetę Mongo. Ta rządzona jest przez okrutnego Imperatora Ming, który planuje zniszczyć Ziemię i posiąść dziewczynę Gordona.

Owszem, filmowy Flash Gordon, który wcześniej przerobiony był także na serial telewizyjny, to kicz pełną gębą. Ale mam wrażenie, że w tym wypadku twórcy się tym kiczem po prostu bawili. Mówimy przecież o czasach, gdy publika poznała już Gwiezdne wojny, które ukazały nowe możliwości realizacyjne fantastycznych widowisk. Ale Flash Gordon wolał pozostać niedorzeczny, pstrokaty i po prostu dziecinny. Oglądając go jednak po latach, trudno wyzbyć się uśmiechu. Główny bohater za sprawą charakterystycznej aparycji aktora wygląda, jakby został wycięty z kart komiksu.

Advertisement

Na ekranie można zobaczyć także jednego z byłych Bondów oraz samego Maxa Von Sydowa. Dodajmy też, że ścieżkę dźwiękowa tworzyła grupa Queen. Od całości zaś bije dużą dawką humoru, a także erotyzmu. Trudno nie podziwiać filmu, który niewątpliwie wpłynął na kształt kilka innych pozycji z tej listy.

6. Ostatni gwiezdny wojownik (1984), reż. Nick Castle

Alex Rogan to spec od arkadowych gier udostępnianych na automatach. Pewnego wieczora podczas rutynowej rozgrywki udaje mu się pobić rekord w jednej z takich gier. Kilka godzin później zatrzymuje go tajemniczy jegomość, podający się za właściciela automatu. Okazuje się, że gra była tylko testem, którego pozytywne zaliczenie kończy się transportem na odległy statek kosmiczny.

Advertisement

Kino Nowej Przygody rozkręcało się wówczas na dobre, a to jeden z jej mniej znanych, acz nie mniej istotnych przykładów. Wszystko tu jest na odpowiednim miejscu: bohater, mogący odmienić oblicze zastałych przez niego wydarzeń, lekka, familijna atmosfera, dużo akcji, solidna (bardziej realistyczna) oprawa wizualna i przygoda startująca na Ziemi, a kończąca się w odległej galaktyce. Jest również trudny do podrobienia klimat lat 80. oraz przesłanie puszczające oko do wszystkich graczy – wasze umiejętności też są w cenie.

5. Piąty element (1997), reż. Luc Besson

Światu w XXIII wieku zagraża niezwykle silne zło, objawiające się raz na pięć tysięcy lat. Tylko były komandos Korben Dallas i tajemnicza dziewczyna o imieniu Leeloo mogą zatrzymać zbliżającą się zagładę.

Advertisement

Zestawienie space oper, powołane przy okazji wejścia do kin Valeriana, nie byłoby kompletne, gdyby nie zawierało w sobie jednego z poprzednich filmu Bessona, kontynuującego tradycję space oper. Nie dajcie się zmylić temu, że duża część akcji dzieje się na Ziemi. To już jest inna Ziemia. W wizji Bessona wszechświat jest już bardziej otwarty, pozbawiony tajemnicy, a człowiek już dawno obył się z myślą, że nie jest w nim sam. Główny bohater nie zawaha się przed niczym, by podjąć próbę uratowania tego świata, choćby miał udać się na kraniec kosmosu. Uwielbiam ten film szczerze i oddanie. Jego polot robi na mnie wrażenie niezmiennie od lat. Besson nigdy wcześniej i nigdy później nie nakręcił tak kompleksowego widowiska SF.

4. Titan – Nowa Ziemia (2000), reż. Art Vitello, Don Bluth, Gary Goldman

KIKA. Almodóvar do kwadratu

W roku 3028 nie ma planety Ziemi, gdyż ta została zniszczona na skutek inwazji Obcych. Wśród ocalałych mieszkańców jest chłopak o imieniu Cale, który dysponuje planem (a dokładnie mapą) pomocy rozbitkom w dotarciu do statku Titan. Na jego pokładzie ludzie mogliby znaleźć nowy teren do adaptacji.

Advertisement

Jedyny film animowany na tej liście. Ale nie mniej istotny od reszty. Dość solidnie wrył mi się w pamięć, gdyż jak na swoją konwencję i styl prezentował się niezwykle dojrzale. W dniu swojej premiery robił też wrażenie animacją, która tradycyjną kreskę przeplatała z efektem cyfrowym – co dało oryginalny wówczas rezultat. Ciekawostkę stanowi fakt, że jednym ze współtwórców scenariusza był sam Joss Whedon, ten sam, który lata później poprowadził filmową rewolucję Marvela. Późniejszy punkt tej listy wykaże, że space opera to z pewnością jeden z jego ulubionych podgatunków SF.

3. Kroniki Riddicka (2004), reż. David Twohy

Riddick, awanturnik i zbiegły więzień, staje się jedyną osobą zdolną do powstrzymania złych Necromengerów, zagrażających ładowi galaktyki.

Advertisement

Zapytacie pewnie, dlaczego zdecydowałem się umieścić w zestawieniu akurat drugą część autorskiej trylogii Davida Twohy’ego o przygodach Riddicka? Ano dlatego, że tak jak Pitch Black (część pierwsza) i Riddick (część trzecia) są kameralnym dreszczowcami, których akcja rozgrywa się na jednej planecie, tak część środkowa trylogii, Kroniki Riddicka, znacznie poszerza nam krajobraz przygód głównego bohatera. I za to właśnie zasłużyła sobie na uwagę. Riddick przestaje być tutaj tajemniczym, małomównym mścicielem. Teraz na jego barki spada o wiele większa odpowiedzialność niż ratowanie własnego tyłka. I radzi sobie z nią wybornie. Postać Riddicka, jego dwuznaczność i osobliwa siła charakteru, jest największą zaletą zarówno tego filmu, jak i całej serii.

2. Serenity (2005), reż. Joss Whedon

Załoga statku Serenity, parająca się transportem i przemytem, z charyzmatycznym kapitanem Reynoldsem za sterami, przemierza bezkres kosmosu w poszukiwaniu nowych przygód i zleceń.

Advertisement

To dla takich tytułów powołuje się tego typu zestawienia. By chociażby o nich wspomnieć i umieścić w towarzystwie pozycji, które przygniotły je popularnością. Serenity to pełnometrażowa wersja serialu Fireflycieszącego się w wielu kręgach zasłużonym kultem. Tajemnicę stanowi dla mnie zarówno fakt, dlaczego Firefly zakończył się na pierwszym sezonie, jak i dlaczego Serenity nie doczekało się kontynuacji. Whedon udowodnił, że jest dobrym obserwatorem.

Wyciągnął z Gwiezdnych wojen najbardziej charakterystyczną postać – Hana Solo – dał mu nowe imię i załogę i pozwolił przeżywać nowe przygody. Nie wszyscy jednak dali się ponieść zabawie. A tej ten kosmiczny western zapewnia co niemiara.

Advertisement

1. Strażnicy Galaktyki (2014), reż. James Gunn

Powstała na podstawie komiksów Marvela historia przybliża postać Petera Quilla, kosmicznego awanturnika, który wraz ze swoją równie awanturniczą świtą staje naprzeciw potężnego Ronana, by powstrzymać jego zagrażające całemu wszechświatowi niszczycielskie zapędy.

Tego towarzystwa nie trzeba nikomu przedstawiać. Po pierwszym kinowym seansie nie miałem wątpliwości, jak sklasyfikować obejrzany przeze mnie film. Pod względem bogactwa świata przedstawionego Strażników Galaktyki można umieścić gdzieś pomiędzy Star Trekiem a Gwiezdnymi wojnami, z zastrzeżeniem, że mają oni o wiele więcej luzu i humoru niż wspomniane gatunkowe giganty. Pod tym względem bliżej Strażnikom do Flasha Gordona. Film ma bohaterów, którzy tak po prawdzie pełnią w opowieści rolę antybohaterów – ich cechy charakteru stanowią bowiem dość wątpliwy wzór do naśladowania. Ale może właśnie dzięki temu, że Quill i jego świta mają w sobie takiego zadziora i nie boją się ryzyka, są w swych misjach tacy skuteczni? Sami sobie odpowiedzcie.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *