Connect with us

Publicystyka filmowa

NAJLEPSZE SCENY KOŃCOWE. Prawdziwy film poznasz po tym, jak się kończy

Odkryj NAJLEPSZE SCENY KOŃCOWE, które zachwycają i zapadają w pamięć, a ich magia sprawia, że filmy stają się niezapomniane.

Published

on

NAJLEPSZE SCENY KOŃCOWE. Prawdziwy film poznasz po tym, jak się kończy

Podobno wielkie umysły myślą podobnie. Raptem kilka dni temu opublikowaliśmy tekst o najbardziej rozczarowujących zakończeniach, a w tym samym czasie, zupełnie niezależnie, pomyślałem o tym, by wyróżnić moje ulubione sceny kończące film. Niektórzy filmowcy zdają się nie rozumieć, jak kolosalne znaczenie ma finał ich dzieła. Średnio udane sceny początkowe można jeszcze wybaczyć, natomiast kiepskie zakończenie pozostawia niesmak i w skrajnych przypadkach potrafi zniszczyć sporą część filmu.

Advertisement

Dzieła, o których piszę, są jednak zwieńczone w sposób doskonały. To bezbłędne zakończenia, o których chce się mówić, pisać i śpiewać. To one pojawiają mi się przed oczami, kiedy pomyślę albo usłyszę o którymś z tych filmów. Jest to zestawienie czysto subiektywne i oparte na moich doświadczeniach – gorąco jednak zachęcam do dzielenia się własnymi typami w komentarzach!

Uwaga: Na tej stronie znajdują się spoilery z filmów: The Hurt LockerTrainspottingDystrykt 9 oraz Aż poleje się krew.

Advertisement

The Hurt Locker

O tym zakończeniu pisałem już w tekście podlinkowanym powyżej, ale nie potrafiłbym go pominąć. Dobrze pamiętam jak 8–9 lat temu byłem tymi scenami wręcz zafascynowany i zarzynałem domowy dekoder, metodycznie cofając film o kilka minut, żeby obejrzeć ten finał jeszcze raz.

Przez cały film śledzimy bowiem losy oddziału Bravo i razem z nim odliczamy dni do zakończenia służby. Pod koniec stawka i emocje rosną, a my oczekujemy tragedii (typowy zabieg, śmierć tuż przed końcem niebezpieczeństwa), ale ta nie następuje. Główny bohater wraca do domu i zdaje się, że na tym będzie koniec. Podczas kilku wymownych scen dociera do nas jednak, że on wcale nie czekał na powrót, a życie cywila jest dla niego jak klatka. Po niezwykle emocjonalnej dla widza rozmowie z synkiem akcja wraca do Iraku, a my widzimy, jak nasz bohater po raz kolejny rusza na wojnę. Przy akompaniamencie ciężkiego heavymetalowego kawałka protagonista stawia pewne kroki w kierunku następnej bomby, a na twarzy ma wypisane poczucie celu. Ciarki i zgroza w tym samym czasie.

Advertisement

Trainspotting

Tak naprawdę jestem złą osobą. Ale to się zmieni, ja się zmienię. To ostatnia z takich akcji. Nie biorę, rozwijam się, wychodzę na prostą drogę i wybieram życie. Nie mogę się tego doczekać. Będę taki jak ty. Praca, rodzina, kurewsko wielki telewizor. Pralka, auto, odtwarzacz CD, elektryczny otwieracz do puszek, dobre zdrowie, niski cholesterol, ubezpieczenie stomatologiczne, kredyt na mieszkanie, pierwszy dom, strój sportowy, bagaż, trzyczęściowy garnitur, własnoręcznie robione meble, teleturnieje, fast foody, dzieci, spacery po parku, praca 9-17, dryg do golfa, mycie auta, wybór swetrów, rodzinne święta, emerytura, zwolnienia podatkowe, czyszczenie rynny, wiązanie końca z końcem i wypatrywanie śmierci.


Ten monolog w wykonaniu młodego Ewana McGregora, któremu towarzyszy techno-transowy Born Slippy .NUXX jest nie do zapomnienia. To poczucie nadziei i zapowiedzi zmian na lepsze przy jednoczesnym sceptycyzmie – chcemy, żeby Rentonowi się udało, nawet jeśli boimy się, że za kilka dni wróci do swojego heroinowego nieba.

Dystrykt 9

Wikus na początku filmu jest bezmyślnym ignorantem w kwestii okrucieństwa, jakie obcy zaznają z ręki człowieka. Nie jest to bohater, który wzbudzałby naszą sympatię, co nie jest przypadkowym zabiegiem. Dopiero z czasem (i z postępem przemiany w obcego) Wikus zdobywa się na empatię i szlachetne odruchy, a my zaczynamy mu współczuć i kibicować. Pod koniec filmu jesteśmy zaangażowani w jego losy całym sercem i liczymy na to, że jednak uda mu się pomóc – ale tak się nie dzieje.

Advertisement

Przywódca kosmitów odlatuje z Ziemi (być może wróci, tak jak obiecał), a przemiana Wikusa w kosmitę dobiega końca. Kiedy widzimy, jak przeobrażony bohater robi z kawałka złomu kwiatka dla nieświadomej jego losu żony, nasze serce boleśnie pęka.

Aż poleje się krew

„I’m finished!” – tymi słowami Daniel Plainview (Daniel Day-Lewis) kończy arcydzieło Paula Thomasa Andersona. Zgodnie z obietnicą zawartą w tytule niemal trzy godziny po rozpoczęciu filmu popłynęła krew.

Advertisement

Czerwień na podłodze okazała się zwieńczeniem prywatnej wojny między Danielem a Elim, pastorem, który wielokrotnie krzyżował plany protagonisty. Daniel zaznał ostatecznego upokorzenia ze strony Eliego, kiedy został przez niego zmuszony do publicznego przyjęcia chrztu. Teraz, po latach od tamtego wydarzenia, to Daniel jest górą (przynajmniej w kwestiach materialnych), a Eli prosi go o wsparcie finansowe. Daniel punktuje jego hipokryzję i odejście od drogocennych dla niego ideałów, a kiedy do cna niszczy jego ducha, dopełnia dzieła brutalnym morderstwem. Zarówno wstrząśnięty widz, jak i wykończony bohater czują w tym momencie prawdziwie wyzwalające katharsis.

Uwaga: Na tej stronie znajdują się spoilery z filmów: Jurassic World, Django, Inwazja porywaczy ciałGwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi oraz Coś

Advertisement

Jurassic World

Nie ulega żadnej wątpliwości to, że jednym z najbardziej ikonicznych kadrów w całej serii jest ryczący triumfalnie tyranozaur pod koniec pierwszej części z 1993 roku. Problem w tym, że to nie jest ostatnia scena filmu, a to właśnie ich dotyczy to zestawienie. Z tego powodu zdecydowałem się wybrać film Colina Trevorrowa sprzed trzech lat. W ramach sprytnego zabiegu przez 90% filmu mieliśmy tylko jedną okazję, by zobaczyć słynnego tyranozaura (i to w większości zasłoniętego przez tłum gapiów), a przez większość czasu był on trzymany niczym as w rękawie. Jego triumfalne wystąpienie miało miejsce dopiero w finale, kiedy został ostatnią deską ratunku przed morderczym Indominusem Rexem.

Po początkowym zebraniu batów T-Rex z pomocą walecznego welociraptora zdominował agresywną bestię i rzucił ją w kierunku zbiornika z mozazaurem, który skwapliwie skorzystał z okazji chapnięcia tak dużej zdobyczy. Po zwycięskiej walce stara samica tyranozaura (fun fact – to ten sam dinozaur, którego widzieliśmy w pierwszej części) wdrapała się na lądowisko, objęła wzrokiem panoramę całego parku i jednym rykiem ogłosiła swoją dominację na wyspie. Fantastyczna ścieżka dźwiękowa Michaela Giacchino, przepiękny widok i jeden z najbardziej ikonicznych dźwięków w historii kina nie pozostawiają wątpliwości – Isla Nublar ma nową królową, a tego filmu nie można było zakończyć w lepszy sposób.

Advertisement

Django

Django wcale nie uważa, że fajni bohaterowie nie patrzą na eksplozje. Mało tego, świeżo upieczony łowca nagród zapala papierosa i zakłada ciemne okulary właśnie po to, by podziwiać dzieło swojego zniszczenia. Eksplozja posiadłości Candych ma osobisty wymiar dla bohatera, ale także znaczenie symboliczne.

To zniszczenie arogancji białego człowieka i pomylonych idei, którymi usprawiedliwiał wyzysk i okrucieństwo wobec ludzi „gorszego sortu”. Całości fantastycznie przygrywa Trinity (Titoli), a tańczący na koniu Django dodaje scenie nieco absurdu. Pełna satysfakcja – nieżyjący King Schultz byłby dumny.

Advertisement

Inwazja porywaczy ciał

To najmroczniejsze z opisywanych tu zakończeń. Tutaj nic nie kończy się dobrze, nikomu nie udaje się osiągnąć pożądanego celu (a przynajmniej nie postaciom pozytywnym), nie ma też żadnej nadziei na lepszą przyszłość czy stawienie jakiegokolwiek oporu agresorowi. Tajemnicza istota zabija praktycznie całą populację San Francisco i w zorganizowany sposób planuje przejmowanie kolejnych obszarów.

Kiedy jednak trafia na ocalałą przyjaciółkę, wychodzi na jaw straszna prawda – Matthew nie żyje, a jego miejsce zajął tajemniczy byt. Oskarżycielski wrzask skierowany w stronę przerażonej kobiety jeży włos na karku, a reakcja Veroniki Catwright to prawdziwy szok aktorki – nikt jej nie zdradził, że grany przez Donalda Sutherlanda Matthew również został „przejęty” przez obcych. Być może to właśnie jej świetna, spontaniczna reakcja zainspirowała Ridleya Scotta do utrzymania w tajemnicy przed aktorami narodzin Ksenomorfa podczas sceny obiadu.

Advertisement

Gwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi

To najpiękniejsze zakończenie w historii całych Gwiezdnych wojen, zwłaszcza po dokonanej przez Lucasa zmianie utworu służącego za tło tej sceny. Zgodzę się z każdym, kto powie, że sporo poprawek wprowadzonych do oryginalnej trylogii jest kompletnie nietrafionych, ale akurat ta okazała się świetną decyzją (porównajcie zresztą sami: nowy utwór kontra stary utwór). Mieszanka radości, smutku i nostalgii to perfekcyjne zwieńczenie sześciu epizodów dramatycznych zmagań, okrutnych śmierci i bohaterskich poświęceń. Pomimo niewielkich szans udało się – Anakin Skywalker odkupił swoje winy, Imperator został pokonany, a Luke udowodnił, że Ciemna Strona nie ma nad nim żadnej władzy. Duchy Anakina, Obi-Wana i Yody obserwujące rebeliantów radośnie świętujących zwycięstwo razem z dzielnymi Ewokami to wspaniały finał. I choć nie jestem przeciwnikiem epizodów VII i VIII, to jakaś część mnie żałuje, że to nie był ostateczny koniec historii Skywalkerów.

Coś

Nie potrafię znaleźć przykładu lepszego otwartego zakończenia. Z pogromu w amerykańskiej bazie na Antarktydzie ocalała dwójka bohaterów: McReady i Childs. Ale czy aby na pewno? Nie widzieliśmy tego, co się z nimi działo przez długi czas. Jeden z nich może być morderczym kosmitą, który czeka, aż drugi straci czujność. Równie dobrze jednak obca istota mogła zasymilować obu mężczyzn i czekać aż zostaną odnalezieni przez ekipę ratunkową.

Advertisement

Nawet gdyby okazało się, że udało im się zachować człowieczeństwo i pokonać potwora na zawsze, to pozostaje kwestia mrozu, którego zwyczajnie nie mogą przetrwać. Jak to się więc skończy? Tego najpewniej już się nie dowiemy.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *