Publicystyka filmowa
Najlepsze sceny KŁÓTNI i AWANTUR
Które tego typu sceny zrobiły na nas największe wrażenie?
Emocje. Czymże byłyby kino i telewizja, gdyby nie one. W dzisiejszej szybkiej piątce sięgamy po te skrajne i negatywne, przedstawiając naszym zdaniem najlepsze sceny kłótni i awantur.
Mary Kosiarz
1. Droga do szczęścia – „skorupa kobiety”. Tak grany przez Leonardo DiCaprio Frank w przypływie furii nazywa żonę, która marzyła o lepszym, łatwiejszym życiu, które partner niestety niezwykle szybko jej wyperswadował. Melodramat Sama Mendesa Droga do szczęścia to rzeczywiście wyjątkowo wyboista droga od pierwotnego zauroczenia, przez pierwsze rozczarowania, zdrady i drobne oszustwa, aż po punkt kulminacyjny, w którym zarówno Frank, jak i April całkowicie zatracają się we wzajemnej nienawiści i w drobnych detalach szukają powodów do wyrzucenia wszystkich swoich frustracji. Emocjonalna sinusoida i aktorski majstersztyk.
2. Blue Valentine – kolejny portret małżeństwa, w którym zdecydowanie źle się dzieje. Cindy i Dean usilnie starają się naprawić to, co z upływem lat, wraz z zatraceniem się w domowych obowiązkach, zgasło w ich niegdyś magicznym, choć niepozbawionym przeszkód związku. Ich wspólny wyjazd ma być początkiem nowego rozdziału dotychczas nużącej i jednostajnej opowieści – zamiast obudzić w nich iskrę dawnej namiętności, obydwojgu uświadamia, jak niewiele mają ze sobą jeszcze wspólnego. „Nie ma już we mnie ani grama dawnej miłości”, mówi Cindy, czym doprowadza zrozpaczonego Deana do słownej i fizycznej agresji.
3. Birdman – scena, która w dużej mierze zapewniła Emmie Stone nominację do Oscara. Z początku, kiedy postać Michaela Keatona znajduje przy Sam marihuanę, zupełnie nie spodziewamy się, że to on wyjdzie z tej batalii na pozycji przegranego. Sam broni się jak może, żeby odciągnąć uwagę od własnych problemów – wyjątkowo dosadnie uświadamia ojcu, jak niewiele dla niej znaczy jego poświęcenie, jak postrzega jego karierę, która jedynie dla niego zdaje się ważna i przełomowa, oraz jak narcystycznie w jej oczach wygląda wysublimowane mniemanie o sobie kogoś, kto kompletnie nie umie odnaleźć się we współczesnym świecie. Po dogłębnie raniącej kaskadzie słów następuje niekomfortowa cisza, w której wciąż wybrzmiewa skrywana przez lata prawda, odkryta przez aktora w najbardziej dotkliwy z możliwych sposobów.
4. Blue Jasmine – Jasmine, Jeanette, kobieta pełna skrajności, dziwactw, przekonana o własnej wyższości i wyznająca nieustającą potrzebę adoracji dowiaduje się o zdradach męża, od których wedle odwiecznie wyznawanego zwyczaju odwracała wzrok, a teraz uderzyły w nią z piorunującą siłą. Pogrążona w rozpaczy, amoku, ogarnięta szałem kompletnie nie przyjmuje do wiadomości faktu, iż jej ukochany w mgnieniu oka ma zamienić się w chłodnego byłego partnera, z którym już niedługo będzie wykłócać się o posiadłości, interesy, pieniądze. Sam przyznaje, iż romans z Lisette Boudreau to prawdziwa miłość, nie przelotna sprawa, co jest dla kobiety ostatecznym ciosem.
Zszokowana Jasmine to, co mogłaby wykrzyczeć, wypowiada, dławiąc się od płaczu i popijając w międzyczasie kolejny kieliszek whiskey. Kiedy emocje sięgają góry, po raz kolejny dostaje ataku paniki, który w kulminacyjnym momencie kończy ich starcie.
5. Historia małżeńska – mistrzowski Adam Driver, któremu na drodze po Oscara stanął jednak w 2020 roku Joaquin Phoenix. Noah Baumbach w Historii małżeńskiej zaprezentował portret pary, która kocha się równie mocno, jak się nienawidzi, dba o siebie nawzajem, jednocześnie dogłębnie się raniąc i wymieniając najostrzejszymi obelgami. Johansson, mimo iż w roli niespełnionej żony poradziła sobie doskonale, stanowi jedynie tło dla genialnego Drivera, który w scenie kłótni Charliego i Nicole dostarcza widzom jeden z najlepszych występów w swojej karierze.
Maciej Niedźwiedzki
1. Wesele – konkretnie już nawalony Wojnar przychodzi pod swój dom. Może uda mu się jeszcze cokolwiek uratować. Wściekła, zdradzona Wojnarowa przez okna wyrzuca rodzinny dobytek. Ślub córki to katastrofa, tak samo całe małżeństwo głównego bohatera. Karykaturalna, komiczna scena i kolejna cegiełka z rozpadającego się na naszych oczach tego mikroświata. Na szczęście Eluśka nie jest na straconej pozycji. Czeka na nią (zawsze czekał) rycerz w lśniącej zbroi, ostoja wartości, człowiek zupełnie innej klasy, niezłomny i odporny na nałogi mężczyzna: Mundek.
2. Toy Story – „Jesteś tylko dziecięcą zabawką!” Chudy wydziera się na Buzza. Argument największej wagi, ale Astral nie przyjmuje tego do wiadomości. Szczególnie istotne jest to, że przecież nawet kowboj nie może wierzyć w wypowiedziane przez siebie słowa. Wszystko, co robi (na przestrzeni czterech filmów), dowodzi, że on i jego kompani są kimś zdecydowanie więcej.
3. Wielki Gatsby – uwielbiam tę sekwencję ujęć, zanim Jay Gatsby rzuci się na Toma Buchanana. Niedający żyć skwar za oknem, kelner kruszący lód, zbliżenia na krople potu, spojrzenie na Gatsby’ego przez wirujący wiatrak. Inscenizacyjna maestria Baza Luhrmanna w budowaniu napięcia i zagęszczania atmosfery. To musiało skończyć się wybuchem furii i kumulowanej od lat frustracji.
4. The Social Network – na Eduardo Saverina podpisany został wyrok. Zdecydowany ruch w stronę Marka Zuckerberga i nadający mu siłę, wzmacniający pozycję szybki pas kamery. Po jednej stronie przestraszony były przyjaciel, po drugiej pozer Sean Parker. Wielkie pieniądze i brutalnie zerwane zaufanie. Sterylna biurowa przestrzeń tylko wzmaga unoszący się w powietrzu zapach zgnilizny.
5. Glengarry Glen Ross – Ricky Roma rozpoczyna od legendarnego „You stupid fuckin cunt!” do zdezorientowanego Johna Williamsona. Al Pacino rośnie do posągowych rozmiarów, a Kevin Spacey karleje z każdą obelgą wyrzucaną w jego stronę. Słowa, słowa, słowa. Glengarry Glen Ross to jedna z najbardziej prominentnych świątyń kina dialogu.
Marcin Kończewski
Poniższa piątka to zestawienie moich ulubionych kłótni z filmów, które kocham. Czy są to najlepsze potyczki na słowa w historii kina? Z pewnością nie. Są jednak wzorcowymi przykładami scenopisarskiego mistrzostwa w rozpisywaniu dialogów, a także esencją i śladem autorskim ich twórców.
1. Historia małżeńska – wielka kłótnia głównych bohaterów to absolutny punkt kulminacyjny filmu, do którego widz… nie chce, aby doszło. To jest niesamowite w filmie Baumbacha, że zestawia teoretycznie dwóch idealnie pasujących do siebie ludzi, a później ukazuje stopniowy rozpad ich relacji. Kończy się to niesamowitym skowytem bólu, wybuchem żalu, ukrywanych i tłamszonych emocji, nienawiści, agresji, które są tak mocne, bo wynikają… z miłości. Nasi bohaterowie wciąż się bowiem kochają, o czym świadczy ostatnia scena filmu. Mocne, smutne, bolesne i jakże dobre! Baumbach niesamowicie dotyka istoty rzeczy tego, czym jest impas w związku, nawet tym teoretycznie dobrym. Adam Driver daje tu popis i potwierdza swój kunszt (po raz kolejny), ale Scarlett wcale nie jest gorsza aktorsko. Symfonia emocji i sztyletów na słowa.
2. Wściekłe psy – spór o napiwki w prologu filmu. Nie wiem, czy istnieje lepsza, bardziej intensywna scena, która… nijak ma się do fabuły całego filmu. Dialog, który prowadzą bohaterowie, teoretycznie nie wnosi nic więcej, oprócz interpretacji utworu Madonny (sama piosenkarka z nią się nie zgadzała, co wytknęła Tarantino w dedykacji na płycie Erotica „Dla Quentina. To nie piosenka o k*tasie, tylko o miłości. Madonna”.), a także przeanalizowania sensowności dawania napiwków; ale staje się też punktem wyjścia do zarysowania charakterów, zbudowania napięcia wokół nich i pokazania, że ta ekipa ma w sobie potencjał dynamitu. Zwłaszcza grany przez Steve’a Buscemiego Mr. Pink wygląda tu na kogoś, kto nie potrafi się przyznać do błędu i brnie w ślepą uliczkę. Esencja tarantinowskiego budowania dialogów.
3. Jurassic Park – lunch i spór o sens przywracania dinozaurów do życia. To jedna z tych scen kultowego filmu Stevena Spielberga, o których często się zapomina. Nie ma tu samych dinozaurów, nie ma akcji, efektownych zwrotów akcji i adrenaliny. Jednak podczas lunchu z pierwszymi gośćmi Parku Jurajskiego można zawiesić siekierę, rozsiąść się i rozkoszować starciem charakterów, argumentów i pokazem trzeźwego myślenia skonfrontowanego z wizją zysków. W tej jednej dyskusji wyłożony jest cały dyskurs dotyczący zagrożeń płynących z nadmiernego wykorzystywania nauki do osobistych celów, braku odpowiedzialności i poszanowania potęgi natury. Uwielbiam każdy jej moment, bo to też konfrontacja dziecięcych marzeń z trzeźwą oceną sytuacji. Okrutne, demitologizujące, ale jakże prawdziwe.
4. Mroczny Rycerz – przesłuchanie Jokera przez Batmana. To mój ulubiony moment z całego filmu Christophera Nolana, bo pierwszy, gdzie widz może odczuć i pojąć, jak… bezradny jest Mroczny Rycerz wobec Księcia Zbrodni granego przez genialnego Heatha Ledgera. To pojedynek ostateczny na słowa i argumenty, moment zwrotny, podczas którego Bruce dojrzewa do decyzji o tym, że musi złamać swój etos, swoje zasady, aby móc się mierzyć z kimś takim, jak Joker. Ten przeciwnik wyłamuje się poza wszelkie ramy i sposoby postrzegania zła przez zamaskowanego obrońcę Gotham. Jego sposób myślenia jest do bólu racjonalny, wyzuty ze złudzeń, okrutnie perfekcyjny.
Batman jest tu nagi, a jego jedynymi argumentami są pięści, co zresztą wyśmiewa sam Joker. Całość doskonale podbudowuje… cisza i rosnący wraz z napięciem piszczący dźwięk. To metaforyczny symbol rodzącej się w Batmanie paniki, bezsilności i świadomości porażki. Arcyscena.
5. Szczęki – pierwsze starcie Quinta i Hoopera. Większość widzów zapamiętuje z filmu Spielberga charakterystyczny motyw muzyczny budujący napięcie, rosnącą grozę i strach wobec nieznanego i wreszcie wielki pojedynek człowieka z potworem. Jest tu jednak scena pojedynku na słowa, którą absolutnie uwielbiam, bo wykracza ona poza ramy samego filmu i staje się komentarzem społecznym i krytyką Stanów Zjednoczonych. To doskonała ekspozycja charakterów, świetnie napisanych postaci trzech diametralnie różniących się od siebie mężczyzn – zgorzkniałego, straumatyzowanego wilka morskiego Quinta, młodego pasjonata-naukowca z dobrego domu Hoopera i niepewnego siebie, próbującego ogarnąć rosnący wokół chaos szeryfa Brody’ego.
Cała scena nie trwa dłużej niż 5 minut, ale ilość napięcia, którą serwuje nam mistrz Steven, to coś niebywałego. To też starcie, które mówi zdecydowanie więcej, niż nam się wydaje – to rozprawa z rozwarstwieniem społecznym w USA, konfrontacja i spotkanie reprezentantów różnych światów koegzystujących ze sobą pod jedną flagą. Przejawiają się tu wszystkie wzajemne uczucia nienawidzących się w latach 70. grup społecznych – niezrozumienie, wzajemny brak szacunku, lekceważenie i niechęć. Wszystko to wybucha tu w jednym momencie, w którym Quint chwyta ręce Hoopera i rozlicza go z jego złudzeń. Gęsta i intensywna rozprawa. Rozprawa pozbawiona jednak zwycięzców.
Paulina Zdebik
1. Historia małżeńska – wielka awantura, która wybucha między Nicole (Scarlett Johansson) a Charlim (Adam Driver) już po ich rozstaniu. W mojej opinii jedna z najmocniejszych i najprawdziwszych filmowych scen kłótni, jakich kiedykolwiek doświadczyłam w kinie. „Doświadczać” wydaje mi się w tym wypadku kluczowe, jako że tego, co wydarza się między tą dwójką, na ekranie nie sposób po prostu „oglądać”. Zaczyna się niewinnie – od próby dojścia do porozumienia w sprawie opieki nad ich synem Henrym (Azhy Robertson), od słowa do słowa przeradzając się w jeden wielki ciąg wzajemnych wyrzutów i pretensji.
Na to, co eksmałżonkowie wykrzykują do siebie (począwszy od przyrównywania do własnych rodziców, a kończąc na życzeniu śmierci), i to, jak przy tym wyglądają (ze wściekłości czerwoni na twarzach, z rozjuszonymi spojrzeniami i śliną lecącą z ust), słucha się i patrzy się na to ogromnie niekomfortowo. Odpowiedź „dlaczego” wydaje się bardzo prosta: przez to, jak bardzo jest to wszystko przykre, ale zarazem prawdziwe.
2. Euforia – odcinek 5, sezon 2, scena otwierająca. Nie jest to bynajmniej pierwszy raz, kiedy widz ma okazję być świadkiem kłótni Rue (Zendaya) i Leslie, jej matki (Nika King) o narkotyki, ale wybuch agresji ze strony tej pierwszej wydaje mi się jednym z największych i najbardziej zintensyfikowanym, jakie do tej pory pojawiły się w serialu; pokusiłabym się o stwierdzenie, że w telewizji w ogóle. Nastolatka w napadzie szału chwyta się przemocy zarówno słownej, jak i fizycznej w stosunku do swoich najbliższych. „Wychowałam cię. I wcale się ciebie nie boję!” – wykrzykuje w pewnym momencie Leslie do córki.
Mimo to w jej oczach widać strach i niepewność w związku z tym, jaki będzie jej następny krok, we wściekłości siejącej wokół siebie zniszczenie. Myślę, że każdy, kto miał w swoim życiu styczność z podobnymi problemami, co Rue – czy to z uzależnieniem, czy też z zaburzeniami bądź chorobami psychicznymi – przyzna, że można w tej scenie odnaleźć wiele „brudnej” prawdy.
3. Buntownik z wyboru – kłótnia, którą toczy Will (Matt Damon) ze swoją dziewczyną Skylar (Minnie Driver), kiedy ta proponuje mu, by wyjechał z nią do Kalifornii. Chłopak odmawia, twierdząc, że nie może porzucić pracy i życia, które ma już w Bostonie. Tak naprawdę jednak panicznie boi się odrzucenia, więc próbuje się przed nim bronić, jak tylko potrafi. Skylar zapewnia Willa, że go kocha i chce mu pomóc, co rozsierdza go jeszcze bardziej i powoduje, że z jego ust pada o kilka słów za dużo. Dochodzi do tego, że mówi dziewczynie, iż wcale jej nie kocha.
Nie jest to bynajmniej prawdą, lecz woli zrezygnować z niej, nim ona będzie miała szansę zrezygnować z niego. Zachowanie Willa, choć może wydawać się irracjonalne, jest bardzo realną reprezentację osób zmagających się nullofobią, czyli lękiem przed odrzuceniem, który stanowi bardzo dużą przeszkodę w budowaniu trwałych, a przede wszystkim zdrowych relacji z innymi ludźmi.
4. Droga do szczęścia – scena, w której April (Kate Winslet) wyznaje swojemu mężowi Frankowi (Leonardo DiCaprio), że już go nie kocha, a co więcej – nienawidzi. Jako że film opowiada o rozpadającym się małżeństwie, nie brak w nim większych i mniejszych kłótni, ta jednak wydaje mi się najbardziej zapadać w pamięć dzięki temu, jak dobrze zostało w niej rozłożone napięcie. Kamera podąża za bohaterami po mieszkaniu, a z każdym pomieszczeniem wzajemne pretensje przybierają coraz bardziej agresywny charakter. Przykre jest patrzeć na to, jak wielką niechęć wobec siebie mogą żywić ludzie, którzy kiedyś się kochali, a Droga do szczęścia ujmuje ten temat bardzo umiejętnie.
April i Frank, podobnie jak Nicole i Charlie z Historii małżeńskiej, są doskonałym przykładem na przysłowiowe „od miłości do nienawiści”, na które przypadków nie brak również w prawdziwym życiu.
5. Kiedy Harry poznał Sally – wybuch Harry’ego (Billy Crystal) nad nieszczęsnym stolikiem do kawy pary znajomych, którzy wprowadzają się do wspólnego mieszkania. Podobnie jak w Drodze do szczęścia cały film opiera się na różnego rodzaju utarczkach słownych – choć dzięki ich komediowemu charakterowi, z pewnością znacznie mniej dramatycznych – między dwójką głównych bohaterów, w tym wypadku jednak niebędących w związku (przynajmniej przez większość seansu). Spór dotyczący opinii na temat mebla doprowadza do konfrontacji między Harrym a Sally (Meg Ryan) odnośnie do ich sposobów na radzenie sobie z rozstaniem, które okazują się zupełnie odmienne, co z kolei prowadzi do morału, iż zbyt pochopnie oceniamy motywy innych ludzi. Scena, mimo tego, że stosunkowo prędko zakończona przeprosinami, zdaje mi się warta wspomnienia ze względu na to, jak bardzo jest w gruncie rzeczy dramatyczna w swojej komediowości.
